Moja historia.....

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Moja historia.....

przez Olivandera89 29 sty 2013, 15:44
Witam umieściłam na forum kilka postów, chciałam się dowiedziec czy sa tu ludzie do Mnie podobni i czy forum jest aktywne.
Otworzylam nowego postac bo nikt juz mi nie odpisuje a ja naprawde potrzebuje pomocy. wiec opowiem was swoja historie.

Zaczelo sie nie winie, pierwszy atak agory nastapil w autobusie pelnym ludzi myslalam ze oszlaleje niewiedzialam co sie ze man dzieje, pozniej poszlo wszystko lawinowo. Problemy z wychodzeniem z domu unikanie wychodzenia do szkoly, sklepu czy do kiosku przed blokiem. i tak trafilam do psychiatry. Leki, terapie, leki i znow terapie, az w koncu mialam dosc probowalam sie zabic w trakcie stwierdzilam ze jednak nie dam rady i zadzwonilam po siostre ktora natychmiast zabrala mnie na pogotowie. Plukanie zoladka i zawiezli mnie do szpitala psychiatrycznego. Odmowilam zostania w szpitalu i nadeszla kolejna proba zwalczenia choroby. Nie skonczylam szkoly (zrezygnowalam 2 miesiace przed matura) ucieklam z mojego miejsca zamieszkania tulalam sie po bliskich mi ludziach az poznalam obecnego Narzeczonego. i tu nastapil cud, zaczelam wychodzic z domu, do ludzi, zaczelam pracowac itd bylo milo. Zaszlam w ciaze bylo bosko kompletnie nic mi sie nie dzialo, juz myslalam ze jestem tak silna ze czulam sie bezkarnie korzystajac z chwil bez strachu i paniki. MOj synek ma 18 miesiecy i wiecie co chwile szczescia sie skonczyly, zaczelo sie wszystko od nowa. Nie daje sobie z tym rady juz, znow mam okropne mysli ale zaaraz potem patrze na buzie mojego synka i wiem ze musze zyc. Wszystko wrocilo z podwojona sila. teraz oprocz tego ze boje sie wyjsc to jeszcze mam wrazenie ze umieram ze wszystko w mioim organizmie szwankuje i zostajac z nim sama w domu cos zlego mi sie stanie i on zostanie bez opieki. MOj narzeczony nie moze zrezygnowac z pracy bo nie mieli bysmy co jesc, nie mam rodziny on takze nasi rodzicie dawno nie zyja, moje siostry mieszkaja bardzo daleko i tez maja swoje zycie. Pozatym juz nawet jemu nie mowie o kolejnych atakach bo wiem ze mamy inne problemy na glowie. czy ktos moglby mi pomoc? w jakikolwiek sposob chocby rozmowa na gg lub skype jezeli znajdzie sie taka osoba prosze o prywatna wiadomosc. Bede wdzięczna za chocby kilka slow otuchy. Pozdrawiam Asia
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 gru 2012, 21:41

Moja historia.....

przez Ezekiel 30 sty 2013, 00:06
Olivandera89, Twój narzeczony dał Ci poczucie bezpieczeństwa. Poznając go zapełniłaś pustkę, która nękała Cie całe życie, pustkę emocjonalną. Miałaś ogromną potrzebę bycia dostrzeżoną, ważną, oblaną miłością przez wzgląd na brak tego uczucia w młodości. Przez wzgląd na brak rodziców. Synek też był odskocznią do momentu kiedy przestał aż tak bardzo zajmować czas by móc pozwolić Ci skupić się na brakach. Pustka, którą odczuwałaś wróciła. Dlaczego? Ponieważ masz coraz więcej czasu na odczuwanie samotności. W Twoim wypadku to forma uzależnienia od towarzystwa, zrozumienia, poczucia bliskości. Nawet na tu na forum łatwiej Ci będzie to znieść nie przez fakt odnalezienia faktycznej drogi do wyzdrowienia, ale przez sam fakt, że ktoś Cie rozumie i się z Tobą kontaktuje. To uzależnienia spycha Cie na manowce nerwicy - na drogę gdzie szukasz już tylko ulgi. Stąd szukasz kogoś z kim mogłabyś porozmawiać. To właśnie te kilka słów otuchy - to ta ulga, której szukasz - powiem Ci kilka słów otuchy - jest wielu ludzi z Twoim problemem i większość z nich ma to już za sobą. Trzeba tylko chcieć z nerwicą wygrać, nie uciekać. Myślę, że to jest właściwa otucha - że droga przez konfrontację prowadzi do chwili, w której otucha nie będzie Ci potrzebna, a może nawet to Ty tej otuchy będziesz udzielać innym. Nerwica zawsze wraca, zwłaszcza kiedy jest się pewnym, że się wygrało i już nerwicy nie ma. Wygraną przynosi dopiero świadomość, że obecność nerwicy wcale nie jest straszna, że lęk nie jest straszny, kiedy przestajesz bać się... bać, wtedy nerwica odchodzi do lamusa. Oczywiście przyjdą momenty kiedy znów będziesz się bała, ale już nie samego lęku, a jakichś sytuacji, ale wtedy już będziesz wiedziała jak z nerwicą sobie radzić i już to wszystko nie będzie takie uciążliwe. Zamień więc otuchę, poczucie szczęścia, bliskości na sens. Przewartościowanie w nerwicy jest ciężkie, ale stawiaj sobie za cel kiedy Twojego narzeczonego nie ma przy Tobie na przygotowywanie domu na jego powrót, na jakieś domowe prace, zajmowanie się maleństwem. Na sens każdego dnia. Pamiętaj, nie ma innego życia niż to teraz. Żyj więc dniem, chwilą, nadawaj sens każdej z tych chwil, a nie tylko tym, w których partner jest obok, a życie będzie łatwiejsze :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do