Skocz do zawartości
Nerwica.com

Postanowiłam nie tylko czytać. Witajcie!!!


Persewula

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie!

Z tej strony Ula, 27latka z depresją i podejrzeniem o CHAD.

Depresję przechodziłam już w dzieciństwie. Zawsze byłam bardzo wrażliwa a toksyczni rodzice niepotrafili mi dać tego co powinni i tylko pogłębiali mój i tak rozhwiany stan. Nie okazywanie pozytywnych emocji przez rodziców i obsesja matki na punkcie mojego jedzenia spowodowało, że faktycznie moim całym życiem stało się jedzenie. W wieku 18lat ważyłam 105kg przy wzroście 157cm.

Co prawda udało mi się schudnąć 45kg ale oprócz wagi nic zupełnie się nie zmieniło.

Ostatnio znów miałam nawrót depresji. Ta skrzywdzona mała dziewczynka z tak bardzo wypaczoną negatywną i okropną wizją świata zaczęła brać nade mną władzę. Stany depresyjne pamiętam od zawsze ale nigdy aż takie. Nagle wszystko zaczęło się walić,stosunki w domu, związek, praca. Stres był tak okropny że wyginał moje ciało. Najpierw załatwiłam sobie terapeutę ale to nie pomagało, było coraz gorzej i w końcu stwierdziłam, że nie ma innego wyjścia jak samobójstwo ale ponieważ nie mam odwagi by to zrobić w czerwcu udałam się do psychiatry. Dostałam leki, biorę trzeci tydzień i jest lepiej, w końcu stwierdziłam, że dość już czytania forum a trzeba się zalogować więc to niezły przypływ motywacji. Wiem, że życie może być piękne, nie wiem tylko jak wobec tak zwichrowanej psychiki jest możliwe żeby tego życia zaznać.

Witajcie!

PersewUla

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie!

Z tej strony Ula, 27latka z depresją i podejrzeniem o CHAD.

Depresję przechodziłam już w dzieciństwie. Zawsze byłam bardzo wrażliwa a toksyczni rodzice niepotrafili mi dać tego co powinni i tylko pogłębiali mój i tak rozhwiany stan. Nie okazywanie pozytywnych emocji przez rodziców i obsesja matki na punkcie mojego jedzenia spowodowało, że faktycznie moim całym życiem stało się jedzenie. W wieku 18lat ważyłam 105kg przy wzroście 157cm.

Co prawda udało mi się schudnąć 45kg ale oprócz wagi nic zupełnie się nie zmieniło.

Ostatnio znów miałam nawrót depresji. Ta skrzywdzona mała dziewczynka z tak bardzo wypaczoną negatywną i okropną wizją świata zaczęła brać nade mną władzę. Stany depresyjne pamiętam od zawsze ale nigdy aż takie. Nagle wszystko zaczęło się walić,stosunki w domu, związek, praca. Stres był tak okropny że wyginał moje ciało. Najpierw załatwiłam sobie terapeutę ale to nie pomagało, było coraz gorzej i w końcu stwierdziłam, że nie ma innego wyjścia jak samobójstwo ale ponieważ nie mam odwagi by to zrobić w czerwcu udałam się do psychiatry. Dostałam leki, biorę trzeci tydzień i jest lepiej, w końcu stwierdziłam, że dość już czytania forum a trzeba się zalogować więc to niezły przypływ motywacji. Wiem, że życie może być piękne, nie wiem tylko jak wobec tak zwichrowanej psychiki jest możliwe żeby tego życia zaznać.

Witajcie!

PersewUla

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

L.E. dziękuję za uznanie, wiem, że jest to powód do bycia z siebie dumnym jednak nie czuję tej dumy a już wyjaśniam dlaczego.

Wielokrotnie próbowałam się odchudzać i nigdy nie wytrzymywałam na dietach. W pewnym momencie nie mogłam nawet zacząć a tak bardzo nienawidziłam siebie, że nawet nauczyłam się nie widzieć siebie w lustrze. Odsuwałam od siebie myśli i wyobrażenia na swój temat, nawet te dobre. Po obejrzeniu kasety ze studniówki a w zasadzie 5minutowego kawałka bo zaprzestałam oglądać już w trakcie "poloneza" załamałam się tak bardzo, że stwierdziłam iż zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia dalej z takim wyglądem. Znając siebie w tym temacie wiedziałam, że zacząć diety nie dam rady, że nie jestem w stanie powstrzymać głodu-teraz wiem dlaczego, bo to był głód emocjonalny. Marzyłam aby znaleźć coś co wyłączy ten głód i znalazłam...chińskie proszki spod lady u pani w budce z ziołami. Skład chemiczny nie opublikowany po dziś dzień, prawdopodobnie amfetamina lub pochodne, ponad to podobno tabletki zawierały metale ciężkie jak ołów,naet nie chcę wiedzieć. Dobrze mnie nastraszono zanim wziełam pierwszy. Powiedziano mi że mogę się uzależnić, że jak nie będę piła 3litrów wody dziennie to wypadną mi zęby itd więc używałam ostrożnie. Nigdy nie wierzyłam w cuda, nie traktowałam tego jak cudownego leku potrzebowałam pomocy a nie czegoś co pozwoli mi dalej się ożerać a nie tyć. Doczekałam się jednak efektu-jadłowstręt totalny. Wciskałam w siebie jakiekolwiek jedzenie bo skurczony żołądek bolał jak nigdy,jadłam np: jedno jabłko dziennie no i miętówki bo miałam okropny niesmak w ustach przez pusty całkowicie żołądek.W pierwszym miesiącu schudłam 12kg. Moje chudnięcię rozpędziło się tak że traciłam na wadze pół kilograma na dobę-jak widziałam to na wadze byłam najszczęśliwsza na świecie. Piłam wodę i powoli dochodziłam do wniosku że jednak trzeba coś jeść. Postanowiłam zrobić przerwę i wtedy zaczęłam jeść trochę więcej, okazało się że chudnę dalej nawet jak nie biorę proszków. Wróciłam jednak do nich bo i tak nie mogłam znieść swojego widoku. Udało mi się dojść do wagi 78kg niestety nie mogłam przekroczyć tej bariery. Zmęczona efektami ubocznymi (nadciśnienie, brak zmęczenia, napięcia karku, marznięcie rąk i stup, szczękościsk i jedno które lubiłam-spałam h na dobę i nie byłam zmęczona)Odstawiłam w końcu proszki choć sporadycznie co jakiś czas łykałam jak popadałam w jedzeniowy cug bo nie ufałam że umiem przestać a miałam tendencje do wpadania w obżeranie się,mam ją do tej pory tylko, że nauczyłam się z tego wychodzić. W ogóle wiele się nauczyłam w ciągu brania tych tabletek. Całkowite opustoszenie organizmu pozwoliło znów odczuć ten prawdziwy głód, mały żołądek-nasycenie, nauczyłam się odstawiać jak jestem najedzona, nie jeść jak nie mam tak naprawdę na to ochoty.

Potem przez jakieś dwa lata waga wahała mi się od 76 do 84. Jakoś jednak niepostrzeżenie głód emocjonalny przeżucił się na coś innego, zupełnie nie wiem na co ale mam tego objawy w postaci depresji. Jak dobrze mi się układało to byłam nakręcona, robiłam wiele rzeczy naraz a ponieważ nigdy nie nauczyłam się gotować doszłam do wniosku, że jedzenie to strata czasu-tak więc nie jadłam jak byłam pochłonięta jakimiś zajęciami, w końcu zeszłam do 72kg przez rok wahałam się między 72-78. Od 2011 do teraz mam przeplotkę "górka/depresja" po prawdopodonie mam CHAD spowodowało to że znów przestałam jeść i osiągnęłam wagę 60-62kg. Nie wiem po co tak drobnicowo opisałam tą historię wiem jedno PROSZKI POMOGŁY NA NIEJEDZENIE A PRZY OKAZJI ZOSTAWIŁY HIPOMANIĘ! Tak się kończą przygody wrażliwych osób z psychotropami niewiadomego pochodzenia. Warto było? Gdyby proszki były powodem depresji (nie są bo mam od lat dziecięcych) to powiedziałabym że nie ale przy moich lekkich górkach stwierdzam że warto było, inaczej prawdopodobnie bym się zamordowała w jakiś sposób bo napewno nie zaakceptowała-tego się nie dało zaakceptować, nie z takim otoczeniem, nie w tym kraju, nie z taką rodziną. Problemy żywieniowe były objawem tego, że jest coś nie tak-zmieniłam ten objaw ale jak widać problem pozostał...pytanie co jest tym problemem tak naprawdę? Nie da się przed nim uciec, nie da się go zostawić, nie da się udawać że go nie ma, nie da się z nim żyć-bo nie wiem co to jest... Życzcie mi znalezienia odpowiedzi i to w szybkim czasie,bardzo proszę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

L.E. dziękuję za uznanie, wiem, że jest to powód do bycia z siebie dumnym jednak nie czuję tej dumy a już wyjaśniam dlaczego.

Wielokrotnie próbowałam się odchudzać i nigdy nie wytrzymywałam na dietach. W pewnym momencie nie mogłam nawet zacząć a tak bardzo nienawidziłam siebie, że nawet nauczyłam się nie widzieć siebie w lustrze. Odsuwałam od siebie myśli i wyobrażenia na swój temat, nawet te dobre. Po obejrzeniu kasety ze studniówki a w zasadzie 5minutowego kawałka bo zaprzestałam oglądać już w trakcie "poloneza" załamałam się tak bardzo, że stwierdziłam iż zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia dalej z takim wyglądem. Znając siebie w tym temacie wiedziałam, że zacząć diety nie dam rady, że nie jestem w stanie powstrzymać głodu-teraz wiem dlaczego, bo to był głód emocjonalny. Marzyłam aby znaleźć coś co wyłączy ten głód i znalazłam...chińskie proszki spod lady u pani w budce z ziołami. Skład chemiczny nie opublikowany po dziś dzień, prawdopodobnie amfetamina lub pochodne, ponad to podobno tabletki zawierały metale ciężkie jak ołów,naet nie chcę wiedzieć. Dobrze mnie nastraszono zanim wziełam pierwszy. Powiedziano mi że mogę się uzależnić, że jak nie będę piła 3litrów wody dziennie to wypadną mi zęby itd więc używałam ostrożnie. Nigdy nie wierzyłam w cuda, nie traktowałam tego jak cudownego leku potrzebowałam pomocy a nie czegoś co pozwoli mi dalej się ożerać a nie tyć. Doczekałam się jednak efektu-jadłowstręt totalny. Wciskałam w siebie jakiekolwiek jedzenie bo skurczony żołądek bolał jak nigdy,jadłam np: jedno jabłko dziennie no i miętówki bo miałam okropny niesmak w ustach przez pusty całkowicie żołądek.W pierwszym miesiącu schudłam 12kg. Moje chudnięcię rozpędziło się tak że traciłam na wadze pół kilograma na dobę-jak widziałam to na wadze byłam najszczęśliwsza na świecie. Piłam wodę i powoli dochodziłam do wniosku że jednak trzeba coś jeść. Postanowiłam zrobić przerwę i wtedy zaczęłam jeść trochę więcej, okazało się że chudnę dalej nawet jak nie biorę proszków. Wróciłam jednak do nich bo i tak nie mogłam znieść swojego widoku. Udało mi się dojść do wagi 78kg niestety nie mogłam przekroczyć tej bariery. Zmęczona efektami ubocznymi (nadciśnienie, brak zmęczenia, napięcia karku, marznięcie rąk i stup, szczękościsk i jedno które lubiłam-spałam h na dobę i nie byłam zmęczona)Odstawiłam w końcu proszki choć sporadycznie co jakiś czas łykałam jak popadałam w jedzeniowy cug bo nie ufałam że umiem przestać a miałam tendencje do wpadania w obżeranie się,mam ją do tej pory tylko, że nauczyłam się z tego wychodzić. W ogóle wiele się nauczyłam w ciągu brania tych tabletek. Całkowite opustoszenie organizmu pozwoliło znów odczuć ten prawdziwy głód, mały żołądek-nasycenie, nauczyłam się odstawiać jak jestem najedzona, nie jeść jak nie mam tak naprawdę na to ochoty.

Potem przez jakieś dwa lata waga wahała mi się od 76 do 84. Jakoś jednak niepostrzeżenie głód emocjonalny przeżucił się na coś innego, zupełnie nie wiem na co ale mam tego objawy w postaci depresji. Jak dobrze mi się układało to byłam nakręcona, robiłam wiele rzeczy naraz a ponieważ nigdy nie nauczyłam się gotować doszłam do wniosku, że jedzenie to strata czasu-tak więc nie jadłam jak byłam pochłonięta jakimiś zajęciami, w końcu zeszłam do 72kg przez rok wahałam się między 72-78. Od 2011 do teraz mam przeplotkę "górka/depresja" po prawdopodonie mam CHAD spowodowało to że znów przestałam jeść i osiągnęłam wagę 60-62kg. Nie wiem po co tak drobnicowo opisałam tą historię wiem jedno PROSZKI POMOGŁY NA NIEJEDZENIE A PRZY OKAZJI ZOSTAWIŁY HIPOMANIĘ! Tak się kończą przygody wrażliwych osób z psychotropami niewiadomego pochodzenia. Warto było? Gdyby proszki były powodem depresji (nie są bo mam od lat dziecięcych) to powiedziałabym że nie ale przy moich lekkich górkach stwierdzam że warto było, inaczej prawdopodobnie bym się zamordowała w jakiś sposób bo napewno nie zaakceptowała-tego się nie dało zaakceptować, nie z takim otoczeniem, nie w tym kraju, nie z taką rodziną. Problemy żywieniowe były objawem tego, że jest coś nie tak-zmieniłam ten objaw ale jak widać problem pozostał...pytanie co jest tym problemem tak naprawdę? Nie da się przed nim uciec, nie da się go zostawić, nie da się udawać że go nie ma, nie da się z nim żyć-bo nie wiem co to jest... Życzcie mi znalezienia odpowiedzi i to w szybkim czasie,bardzo proszę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Persewula, dobrze, że to napisałaś. Opowiadanie komuś o czymś może dać Ci odmienną perspektywę spojrzenia na problem.

 

Mogę zrozumieć, że byłaś bardzo zdesperowana i dlatego zdecydowałaś się na taki krok. Jak dla mnie to te proszki nie były powodem Twoich problemów, ale ich konsekwencją.

Nie chcę Cię pouczać, ale moim zdaniem powinnaś obok leków spróbować terapii. Żeby tych dobrych momentów było jak najwięcej.

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Persewula, dobrze, że to napisałaś. Opowiadanie komuś o czymś może dać Ci odmienną perspektywę spojrzenia na problem.

 

Mogę zrozumieć, że byłaś bardzo zdesperowana i dlatego zdecydowałaś się na taki krok. Jak dla mnie to te proszki nie były powodem Twoich problemów, ale ich konsekwencją.

Nie chcę Cię pouczać, ale moim zdaniem powinnaś obok leków spróbować terapii. Żeby tych dobrych momentów było jak najwięcej.

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzę na terapię...tzn trudno to nazwać terapią bo ponieważ terapeuta państwowy i nie prowadzi swojego kalendarza to wcisnąć się na termin jest cholernie trudno dlatego poszłam też do psychologa. Ta pani twierdzi, że nie powinnam chodzić do dwóch i miałam zrezygnować ale szczerze chciałabym i do behawiorysty-ten pierwszy i do psychologa. Pogadam jeszcze z nim o tym a jej najwyżej skłamię...Trudno...

 

Proszki są przyczyną zmian jakie zaszły w mózgu co spowodowało górki, depresja jest powodem brania proszków.

Nie wiem jaki jest korzeń problemów ale miałam wiele strasznych emocji związanych z odrzucenie-rodzice po czym przychodziły mi dziwne skojarzenia z byciem 3miesięcznym wcześniakiem którym byłam. Ostatnio związane z tym przeżycie miałam wczoraj. Doświadczyłam olbrzymiej chęci przytulenia do matki,tak wielkiej i tak pierwotnej, że nie mogłam przestać płakać,pojawiła się myśl matka-ramiona-ciepło-dłonie matki-niemowle przytulane do serca-inkubator-życie za szybą-brak ciepła dotyku-plastikowa rękawica w inkubatorze-płaczące dziecko w inkubatorze-matka widziana przez szybę-moja chęć wzięcia dziecka na ręce (boję się brania niemowląt na ręce,nigdy tego nie robię tak samo jak niemowlęta wzbudzają we mnie lekkie obrzydzenie).

Koniecznie pogadam o tym z terapeutą ciekawe co powie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzę na terapię...tzn trudno to nazwać terapią bo ponieważ terapeuta państwowy i nie prowadzi swojego kalendarza to wcisnąć się na termin jest cholernie trudno dlatego poszłam też do psychologa. Ta pani twierdzi, że nie powinnam chodzić do dwóch i miałam zrezygnować ale szczerze chciałabym i do behawiorysty-ten pierwszy i do psychologa. Pogadam jeszcze z nim o tym a jej najwyżej skłamię...Trudno...

 

Proszki są przyczyną zmian jakie zaszły w mózgu co spowodowało górki, depresja jest powodem brania proszków.

Nie wiem jaki jest korzeń problemów ale miałam wiele strasznych emocji związanych z odrzucenie-rodzice po czym przychodziły mi dziwne skojarzenia z byciem 3miesięcznym wcześniakiem którym byłam. Ostatnio związane z tym przeżycie miałam wczoraj. Doświadczyłam olbrzymiej chęci przytulenia do matki,tak wielkiej i tak pierwotnej, że nie mogłam przestać płakać,pojawiła się myśl matka-ramiona-ciepło-dłonie matki-niemowle przytulane do serca-inkubator-życie za szybą-brak ciepła dotyku-plastikowa rękawica w inkubatorze-płaczące dziecko w inkubatorze-matka widziana przez szybę-moja chęć wzięcia dziecka na ręce (boję się brania niemowląt na ręce,nigdy tego nie robię tak samo jak niemowlęta wzbudzają we mnie lekkie obrzydzenie).

Koniecznie pogadam o tym z terapeutą ciekawe co powie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×