Skocz do zawartości
Nerwica.com

O co w tym wszystkim chodzi?


kolejny.dzien.konca.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie,

założyłem tutaj konto jak i ten wątek w związku z moją mizerną egzystencją na tym świecie, oraz chęcią spróbowania jej odmiany.

Chciałbym poznać Waszą opinię na mój temat. Oraz żebyście pomogli mi sprostać wyzwaniu o jakim wspomniałem.

Postaram się, żeby moja wypowiedz była spójna, jak najbardziej obiektywna no i przede wszystkim w pełni obrazująca mnie samego i mój problem. Nie będzie to łatwe, ani przyjemne. Już na samą myśl mam jeden wielki mętlik w głowie, paraliż...

 

Z góry przepraszam za tak długą wypowiedź. Jednak byłbym bardzo wdzięczny za przeczytaniem jej do końca, gdybyś chciał odpowiedzieć.

 

Mam na imię Darren. Mam ponad 20 lat i choć młody to wiek, to czuję się jakbym był stary, a przed sobą żadnych realnych celów. Mieszkam w dużym mieście wraz z rodzicami.

 

Prolog.

Jako młodszy nastolatek (przed szkoła średnią) byłem całkiem normalną, nie różniącą się od innych osobą. Może poza marzeniami, które już wtedy wiedziałem, że są moim życiowym credo i to one rysowały moją przyszłość w mojej głowie. Wręcz czułem przez długi czas, że to co chcę robić i czym się interesuję (do dzisiaj tym się zajmuję) jest moim przeznaczeniem i czułem się przez to trochę wyróżniony na tle innych. Ciekawy świata, uśmiechnięty i ciągle skory do wygłupów. Byłem z tych, co zawsze zajmowali ostatnią ławkę w salach lekcyjnych ;) jeżeli wiecie o czym mówię.

Rozmowny tylko wśród najbliższych. Wśród dalszych znajomych jak i osób dopiero poznanych miałem opinie cichego, wręcz takiego "wycofanego" z sytuacji, która właśnie działa się wokół mnie.

 

Szkoła średnia. Wymarzona szkoła, choć nie trudno było się do niej dostać. Ale o profilu związanym z moimi marzeniami i celami.

Pierwszy rok całkiem znośnie, choć bez fajerwerków, bo nauczyciele nie kumali o co chodzi w tym, co mieli rzekomo uczyć. Nie mieli świeżego podejścia jak i zaangażowania. Klepali tą samą wiedzę od 30 lat. Z biegiem moja frustracja jak i zawód narastały.

W połowie szkoły zacząłem jarać trawę. Dłuższą chwilę przed pierwszym jaraniem miałem dorywczą pracę właśnie z mojej pasji. Nie ukrywam, że pieniądze miałem z tego sporę jak na nastolatka. Z czasem uzależniłem się od trawy, bo w sumie po 3-4 miesiącach jarałem już codziennie lub prawie codziennie. Wynikało to z otoczenia, jak i dostępności, czy posiadania pieniędzy.

Wtedy wszystko się zaczęło. Rezygnacja ze szkoły. Pracę rzuciłem, bo już miałem coraz większe problemy z utrzymaniem formy dobrego pracownika i zacząłem oszukiwać. Z czasem coraz trudniej było pokazywać się w firmie. Pewnego dnia zwyczajnie bez słowa przestałem się odzywać do pracodawców.

Tutaj jest początek błędnego koła w jakim jestem do dzisiaj, choć nie ze wszystkimi objawami.

Spadek zainteresowania tym co się dzieje wokoło mnie, drastyczne zaniżenie poczucia własnej wartości. Zupełny brak pewności siebie. Brak zainteresowania własnym wyglądem. Ograniczenie kontaktów z ludźmi. Do póki jarałem trawę miałem strasznie napady stresu podczas przebywania z ludźmi np. w sklepie. Czasem dosłownie zalewał mnie pot w przeciągu paru minut. Od jakiś 9 miesięcy zacząłem jarać mniej (wcześniej były próby rzucenia)a od 2 miesięcy nie palę w cale. Teraz czuję się lepiej wśród ludzi, większa pewność siebie, ale nadal jest źle, choć to nie największy problem. Największym problem jest obojętność na większość spraw, i kompletny brak motywacji do czegokolwiek. Do napisania tych słów na tym forum zbierałem się kilka miesięcy. A zmusiła mnie myśl o kończącym się roku. Następnym straconym roku. Gdy nachodził rok 2012 mówiłem sobie, że będzie to rok mojego odrodzenia. Nic przez ten rok nie zrobiłem. To samo myślałem o roku 2013 i tyle samo w nim zrobiłem. I to samo wmawiam sobie o roku 2014...

W tym roku miałem dziewczynę przez pewien czas. Pomimo, że mam libido wysokie, to nie interesował mnie zbytnio seks, a przecież bardzo go lubię/lubiłem. Teraz boje się podejmować kolejne próby związku, bo mam wrażenie, że znowu zwiodę ją i siebie.

Ogólnie jestem smutny od kiedy to się wszystko zaczęło. Choć wszystkie te objawy nie zaistniały z dnia na dzień, a narastały z czasem.

I pomimo tego, że na co dzień jestem smutny, to mam co pewien czas dni napadu tak dużego smutku, że aż nie jestem w stanie nic zrobić i tylko leże cały dzień w łóżku. Mam wtedy mętlik tak duży w głowie, że nie sposób go opisać słowami. Jakby ktoś wdarł mi się do głowy i poprzestawiał zwoje. Dawniej, powiedzmy jeszcze w zeszłym roku miałem czasami czarne myśli. Nieraz też myślałem o uzbieraniu jak największej sumy pieniędzy i ruszeniu przed siebie w świat, nie patrząc co się będzie dalej działo.

Najgorszym objawem w tym wszystkim jest totalny brak koncentracji. Swego czasu dużo czytałem, teraz nadal to lubię, ale zazwyczaj porzucam książkę po paru rozdziałach, bo zwyczajnie trudno jest mi czytać ze zrozumieniem. A wracając do szkoły, skończyłem też z wielkim trudem wieczorówkę. Gdzie jakbym powiedział swoją przyszłość będą jeszcze w szkole średniej, to nikt by nie uwierzył że tak skończę. Nie przepadałem za tym czego uczyli w szkole (choć miałem swoje atuty jak historia, biologia :) ), ale byłem uważany za bystrego i ze swoim zdaniem co zostało do dzisiaj.

 

Teraz szukam pracy, pomimo że pracuję na pół etatu. Szukam jej dosyć namiętnie. I miałem kilka telefonów z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną, to wiecie co? Nie poszedłem na żadną... I to jestem właśnie ja. Zawieszony, zero konsekwencji, niczego nie kończę co zacząłem. Jestem w błędnym kole braku motywacji, lenistwa, zwątpienia.

Wszystko przychodzi mi z wielkim trudem, nawet posprzątanie swojego pokoju, który non stop jest zawalony czym tylko się da, śmieciami, brudnymi ubraniami, czy jedzeniem. Mam problemu z zasypianiem, nie raz zajmuje mi to parę godzin, często też nie śpię prawie wcale. A czasami jak już uda mi się zasnąć to śpię po 10-12 godzin,

Nikt o moim prawdziwym stanie rzeczy nie wie, nie jest świadom kim jestem. I mam wrażenie, że przed każdym udaje kogoś innego, ciągle mając na sobie maskę zasłaniającą mój wstyd przed tym do jakiego stanu doprowadziłem samego siebie.

O wielu rzeczach Wam nie wspomniałem, bo pewnie mi umknęły, ale jak sobie przypomnę to napiszę.

 

Więc, co o mnie myślicie. Jakie kroki podjąć? Co robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolejny.dzien.konca., przeczytałam cały post i nasuwają mi sie takie wnioski, ze troche sie pogubiles bedac nastolakiem. Czy rodzice nie zauwazyli ze sie zmieniles? Nikt nie probował Ci pomoc? Nic na ten temat nie piszesz. Natomiast tez napisales, ze rok 2013 uwazasz za beznadziejny, a ja jednak tak nie sadze, otoz: nie palisz od 2 miesiecy, i tego sie trzymaj, odzyskujesz powoli kontrole nad swoim zyciem. Byles w zwiazku to ze Ci sie nie ulozylo to zadna tragedia, raczej nie ma tak ze spotykasz osobe i juz jestes z nia na zawsze. To metody prob i bledow. Dalej troche sie motywujesz, skoro szukasz pracy. Ale jak sam zdajesz sobie z tego sprawe trzeba ruszyc sie i wykonywac dzialania. To ze cierpisz na bezsennosc, albo sennosc oraz masz lęki, brak motywacji to sa dosc prawdopodobne objawy depresji (ale diagnoze stawia lekarz psychiatra). Poszukaj w swoim miescie psychologa. Idz na terapie. Takze postaw sobie dwa realne cele powiedzmy na pol roku czyli np: sprzatam pokoj raz w tygdniu, oraz jezeli zadzownia z zaproszeniem na rozmowe to pojde. Nie jest to duzo ale i nie jest to malo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×