Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nagła zmiana samopoczucia


abc20

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem osobą, która stara się w miarę możliwości wysłuchiwać i pomagać ludziom na około siebie, ale jestem też osobą która pomimo swojej wiedzy w zakresie psychologi (zaczerpniętej z wielu artykułów i książek) nie potrafię pomóc samej sobie.

Gdy widzę człowieka smutnego, przygnębionego, gdy widzę jego łzy bądź zachowanie którym stara się zwrócić czyjąś uwagę - podejdę, porozmawiam, zapytam. Każdy problem ma jakieś podłoże z którym trzeba sobie poradzić. Trzeba często wrócić do tego co było, aby poznać źródło bólu i dać sobie pomóc.

Jestem na ogół dziewczyną radosną, pełną życia i energii. Zapatrzoną w swoja wspaniałą rodzinę. Szybko wybaczam, choć nie łatwo zapomnieć o wyrządzonych krzywdach, przecież samej również zdarzyło mi się zranić kilka osób.. i wiem jak ważne dla ludzi jest słowo "wybaczam Tobie", takie z serca, ale niekoniecznie dające zupełne odczucie pokoju w sercu. Wyrządzonych krzywd, niepotrzebnie wypowiedzianych słów nie da się tak szybko zapomnieć.

Najchętniej przychyliłabym każdemu człowiekowi (zwłaszcza temu najmniejszemu) - nieba. Czasami bezradność mnie zabija - od środka. Nie jestem osobą na tyle silną aby nie rozpłakać się oglądając film, czy też pracując w domu dziecka czy też w hospicjum jako wolontariusz. Wzruszają mnie maciupeńkie buciki, bezsilność ludzi, wzruszają mnie czułe słowa, wdzięczność, czytana książka. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Nie wzruszy mnie komedia czy też horror, ale śmierć, choroba, romantyczna miłość.

Niby taka miękka jestem, a nie wiadomo dlaczego, dla tych których bardzo kocham potrafię być oschła, wredna, chamska. Pewne sytuacje i ciągłość mojej historii zaczyna mnie męczyć. Bywają wieczory gdy wracając z pracy, mszy świętej, spaceru, uczelni kładę się na łóżku i płaczę. Podczas tej tony łez nachodzą mnie różnego rodzaju myśli - z początku niechciane, ale potem podsycane. Kilka lat temu, będąc jeszcze niepełnoletnią topiłam takie chwile w alkoholu, aby odsunąć od siebie myśli o śmierci, okaleczaniu siebie, ucieczce, wolałam iść i napić się. Często moje zachowanie zwracało uwagę innych, czasami robiłam to świadomie, a czasami nieświadomie, ale kiedy zauważyłam, że ludzie zaczynają się ode mnie odsuwać, zrozumiałam, że tak dalej być nie może. Nie byłam w szkole orłem, nie miałam przyjaciela od serca, w domu obowiązki, rodzice pracowali, mama jeszcze wtedy piła, choć mimo wszystko miałam z rodzicami dobry kontakt, pieniądze jakość się nie przelewały. Nie wymagałam zbyt wiele. Jedynie - sama nie wiedziałam czego. Zawsze czułam się od rodziny odepchnięta, walczyłam o jedność w niej. A kiedy nagle sytuacja zaczęła się zmieniać, przestałam pić, przestałam się nad sobą użalać. Skończyłam liceum z dobrymi wynikami, z gronem dobrych ludzi na około siebie, mając cudowną rodzinę, cudownych rodziców którzy wiele by dla mnie i mojego rodzeństwa zrobili i robią. Nagle zrozumiałam że problem nie tkwi w tym co na około mnie, ale w tym co we mnie. Boję się miłości, zbliżenia, nie na tle erotycznym, ale po prostu miłości - mężczyzny. Otacza mnie ich garstka, zawsze się z nimi dogadywałam lepiej niż z dziewczynami, ale teraz pomimo 21 lat, nie potrafię się na nich otworzyć w zupełnie inny sposób, niż zwykli znajomi, a mimo to bywam zazdrosna o relacje między nimi a dziewczynami. Wmawiam sobie różnego rodzaju wady i kompleksy. Owszem, nie jestem idealna, ale moja niska samoocena wpływa na mój kontakt z drugim człowiekiem. Im jestem starsza tym trudniej otworzyć mi się.

Bywają dni, gdzie nie mam na nic ochoty, nic mi się nie podoba, mam wszystkiego dosyć. Nastrój pogarsza się w miarę upływu czasu, finał zwykle odbywa się w domu, w gronie najbliższych. Kocham ich, ale nie potrafię poradzić sobie z własnymi emocjami i uczuciami. Zadaję sobie pytanie, dlaczego? Dlaczego tyle cierpienia na około mnie.. dlaczego nie potrafię zbudować normalnej relacji z ludźmi na jakich mi zależy.. dlaczego nie potrafię uwierzyć w siebie.

I tu znów wracamy do początku - na co dzień bywam radosna, uśmiechnięta.. otwarta na pomoc innym, zamknięta na przyjęcie tej pomocy od innych, bo nigdy nie okazywałam jakiejś większej potrzeby wsparcia, rozmowy. Nie potrafię porozmawiać o swoich problemach z drugim człowiekiem. Łatwiej mi napisać niż powiedzieć.

To co się we mnie dzieje.. zamyka mnie przed światem..

I nie potrafię tego wyjaśnić w logiczny dla siebie sposób. Wszelkiego rodzaju postanowienia i próby działają przez kilka dni, czasami tygodni.. i nagle znów wracają wybuchy płaczu, zawroty głowy, lęk przed ciemnością.. bardzo się jej boję.. tak po prostu.. idąc ulicą, gdy już słońce zaszło na niebie.. potrafię co chwilę odwracać się za siebie.. a na dodatek.. ostatnio.. zrezygnowałam z uprawiania sportu gdzie wcześniej sprawiało mi to wiele radości, teraz zamieniłam to na zajadanie się słodyczami.. pomaga, ale na chwilę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem osobą, która stara się w miarę możliwości wysłuchiwać i pomagać ludziom na około siebie, ale jestem też osobą która pomimo swojej wiedzy w zakresie psychologi (zaczerpniętej z wielu artykułów i książek) nie potrafię pomóc samej sobie.

Gdy widzę człowieka smutnego, przygnębionego, gdy widzę jego łzy bądź zachowanie którym stara się zwrócić czyjąś uwagę - podejdę, porozmawiam, zapytam. Każdy problem ma jakieś podłoże z którym trzeba sobie poradzić. Trzeba często wrócić do tego co było, aby poznać źródło bólu i dać sobie pomóc.

Jestem na ogół dziewczyną radosną, pełną życia i energii. Zapatrzoną w swoja wspaniałą rodzinę. Szybko wybaczam, choć nie łatwo zapomnieć o wyrządzonych krzywdach, przecież samej również zdarzyło mi się zranić kilka osób.. i wiem jak ważne dla ludzi jest słowo "wybaczam Tobie", takie z serca, ale niekoniecznie dające zupełne odczucie pokoju w sercu. Wyrządzonych krzywd, niepotrzebnie wypowiedzianych słów nie da się tak szybko zapomnieć.

Najchętniej przychyliłabym każdemu człowiekowi (zwłaszcza temu najmniejszemu) - nieba. Czasami bezradność mnie zabija - od środka. Nie jestem osobą na tyle silną aby nie rozpłakać się oglądając film, czy też pracując w domu dziecka czy też w hospicjum jako wolontariusz. Wzruszają mnie maciupeńkie buciki, bezsilność ludzi, wzruszają mnie czułe słowa, wdzięczność, czytana książka. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Nie wzruszy mnie komedia czy też horror, ale śmierć, choroba, romantyczna miłość.

Niby taka miękka jestem, a nie wiadomo dlaczego, dla tych których bardzo kocham potrafię być oschła, wredna, chamska. Pewne sytuacje i ciągłość mojej historii zaczyna mnie męczyć. Bywają wieczory gdy wracając z pracy, mszy świętej, spaceru, uczelni kładę się na łóżku i płaczę. Podczas tej tony łez nachodzą mnie różnego rodzaju myśli - z początku niechciane, ale potem podsycane. Kilka lat temu, będąc jeszcze niepełnoletnią topiłam takie chwile w alkoholu, aby odsunąć od siebie myśli o śmierci, okaleczaniu siebie, ucieczce, wolałam iść i napić się. Często moje zachowanie zwracało uwagę innych, czasami robiłam to świadomie, a czasami nieświadomie, ale kiedy zauważyłam, że ludzie zaczynają się ode mnie odsuwać, zrozumiałam, że tak dalej być nie może. Nie byłam w szkole orłem, nie miałam przyjaciela od serca, w domu obowiązki, rodzice pracowali, mama jeszcze wtedy piła, choć mimo wszystko miałam z rodzicami dobry kontakt, pieniądze jakość się nie przelewały. Nie wymagałam zbyt wiele. Jedynie - sama nie wiedziałam czego. Zawsze czułam się od rodziny odepchnięta, walczyłam o jedność w niej. A kiedy nagle sytuacja zaczęła się zmieniać, przestałam pić, przestałam się nad sobą użalać. Skończyłam liceum z dobrymi wynikami, z gronem dobrych ludzi na około siebie, mając cudowną rodzinę, cudownych rodziców którzy wiele by dla mnie i mojego rodzeństwa zrobili i robią. Nagle zrozumiałam że problem nie tkwi w tym co na około mnie, ale w tym co we mnie. Boję się miłości, zbliżenia, nie na tle erotycznym, ale po prostu miłości - mężczyzny. Otacza mnie ich garstka, zawsze się z nimi dogadywałam lepiej niż z dziewczynami, ale teraz pomimo 21 lat, nie potrafię się na nich otworzyć w zupełnie inny sposób, niż zwykli znajomi, a mimo to bywam zazdrosna o relacje między nimi a dziewczynami. Wmawiam sobie różnego rodzaju wady i kompleksy. Owszem, nie jestem idealna, ale moja niska samoocena wpływa na mój kontakt z drugim człowiekiem. Im jestem starsza tym trudniej otworzyć mi się.

Bywają dni, gdzie nie mam na nic ochoty, nic mi się nie podoba, mam wszystkiego dosyć. Nastrój pogarsza się w miarę upływu czasu, finał zwykle odbywa się w domu, w gronie najbliższych. Kocham ich, ale nie potrafię poradzić sobie z własnymi emocjami i uczuciami. Zadaję sobie pytanie, dlaczego? Dlaczego tyle cierpienia na około mnie.. dlaczego nie potrafię zbudować normalnej relacji z ludźmi na jakich mi zależy.. dlaczego nie potrafię uwierzyć w siebie.

I tu znów wracamy do początku - na co dzień bywam radosna, uśmiechnięta.. otwarta na pomoc innym, zamknięta na przyjęcie tej pomocy od innych, bo nigdy nie okazywałam jakiejś większej potrzeby wsparcia, rozmowy. Nie potrafię porozmawiać o swoich problemach z drugim człowiekiem. Łatwiej mi napisać niż powiedzieć.

To co się we mnie dzieje.. zamyka mnie przed światem..

I nie potrafię tego wyjaśnić w logiczny dla siebie sposób. Wszelkiego rodzaju postanowienia i próby działają przez kilka dni, czasami tygodni.. i nagle znów wracają wybuchy płaczu, zawroty głowy, lęk przed ciemnością.. bardzo się jej boję.. tak po prostu.. idąc ulicą, gdy już słońce zaszło na niebie.. potrafię co chwilę odwracać się za siebie.. a na dodatek.. ostatnio.. zrezygnowałam z uprawiania sportu gdzie wcześniej sprawiało mi to wiele radości, teraz zamieniłam to na zajadanie się słodyczami.. pomaga, ale na chwilę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oprócz tych lęków i bania się ciemności miałem wrażenie czytając twoją wiadomość jakbyś opisała moje życie.

 

Wszystkie te emocje , mysli i lęki biorą się ze zbytniego myślenia i wałkowania w głowie tych że spraw o których piszesz.

A wszystko to się bierze z samotności, to że jesteś sama ze swoimi myślami. Czujesz się gotowa żeby żyć ale coś Cię blokuję.

 

Wpadłem w to samo, osobiście nie mam pojęcia jaki jest sens życia człowieka dlatego nie chciałbym Ci tutaj doradzać bo

każdy człowiek jest wyjątkowy i inaczej odczuwa pewne sprawy. Nie potrafie pomóc sam sobie dlatego mogę Cię jedynie pocieszyć

że nie jesteś sama w takiej szarej rzeczywistości takich ludzi jak my są setki tysięcy i tylko w naszych rękach leży to jak sobie z tym poradzimy.

 

Wiesz czemu niektórzy ludzie są szczęśliwi? Bo nie zastanawiają sie na zapas tylko żyją i robią wszystko czego pragną nie martwiąc się przy tym niepotrzebnie. My wpadliśmy w wir własnego świata gdzie nie da się odrzucić tych wszystkich mysli i poprostu żyć.

 

Najważniejszym jest mieć przyjaciół, zrozumiałem to dopiero wtedy kiedy wszystkich odrzuciłem. Tylko w drugim człowieku znajdziesz oparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oprócz tych lęków i bania się ciemności miałem wrażenie czytając twoją wiadomość jakbyś opisała moje życie.

 

Wszystkie te emocje , mysli i lęki biorą się ze zbytniego myślenia i wałkowania w głowie tych że spraw o których piszesz.

A wszystko to się bierze z samotności, to że jesteś sama ze swoimi myślami. Czujesz się gotowa żeby żyć ale coś Cię blokuję.

 

Wpadłem w to samo, osobiście nie mam pojęcia jaki jest sens życia człowieka dlatego nie chciałbym Ci tutaj doradzać bo

każdy człowiek jest wyjątkowy i inaczej odczuwa pewne sprawy. Nie potrafie pomóc sam sobie dlatego mogę Cię jedynie pocieszyć

że nie jesteś sama w takiej szarej rzeczywistości takich ludzi jak my są setki tysięcy i tylko w naszych rękach leży to jak sobie z tym poradzimy.

 

Wiesz czemu niektórzy ludzie są szczęśliwi? Bo nie zastanawiają sie na zapas tylko żyją i robią wszystko czego pragną nie martwiąc się przy tym niepotrzebnie. My wpadliśmy w wir własnego świata gdzie nie da się odrzucić tych wszystkich mysli i poprostu żyć.

 

Najważniejszym jest mieć przyjaciół, zrozumiałem to dopiero wtedy kiedy wszystkich odrzuciłem. Tylko w drugim człowieku znajdziesz oparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za tą odpowiedź.

Mimo wszystko napełniła mnie ona nadzieją.

Dobrze znam stany takie jak samotność, opuszczenie, lęk, strach.. zwykła potrzeba bycia z kimś, posiadania kogoś przy sobie.. oczywiście nie na własność, ale potrzeba bycia obok kogoś kto równie mocno potrzebuje Ciebie.

Wydawało mi się, że jest pełno ludzi którzy potrzebują mnie, ale ja nigdy, sama przed sobą nie przyznałam się do tego, że równie mocno potrzebuję ich do spełniania się, do życia, do budowania szczęścia.

Jestem osobą o miękkim sercu, ale pomimo tego, jestem wstanie zrobić "więcej" dla osób mi zupełnie obcych, niż dla tych najbliższych memu sercu. Zastanawiałam się gdzie tkwi problem, wałkowałam kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt razy ten temat. Grzebałam w przeszłości, wracałam myślami do niej, wspominałam.. czasami więcej w niej było bólu niż radości. A przecież tych chwil radosnych było tak samo wiele jak i tych gorszych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za tą odpowiedź.

Mimo wszystko napełniła mnie ona nadzieją.

Dobrze znam stany takie jak samotność, opuszczenie, lęk, strach.. zwykła potrzeba bycia z kimś, posiadania kogoś przy sobie.. oczywiście nie na własność, ale potrzeba bycia obok kogoś kto równie mocno potrzebuje Ciebie.

Wydawało mi się, że jest pełno ludzi którzy potrzebują mnie, ale ja nigdy, sama przed sobą nie przyznałam się do tego, że równie mocno potrzebuję ich do spełniania się, do życia, do budowania szczęścia.

Jestem osobą o miękkim sercu, ale pomimo tego, jestem wstanie zrobić "więcej" dla osób mi zupełnie obcych, niż dla tych najbliższych memu sercu. Zastanawiałam się gdzie tkwi problem, wałkowałam kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt razy ten temat. Grzebałam w przeszłości, wracałam myślami do niej, wspominałam.. czasami więcej w niej było bólu niż radości. A przecież tych chwil radosnych było tak samo wiele jak i tych gorszych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×