Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
2FACE

CIEŻKO JEST LEKKO ŻYĆ

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Już kilka razy zabierałem się za napisanie powitania na tym forum ale nie wiedziałem od czego zacząć. Zapewne też wpływ na to miał fakt że chyba tak do końca nie akceptuję swojego stanu....co naturalnie nie pomaga mi w zdrowieniu :(

 

Wszystko zaczęło się z 12 na 13 grudnia 2009 roku. Wtedy to wybuchła w mojej głowie BOMBA zwana NERWICĄ. Teraz gdy tak przyglądam się swojemu życiu widzę że lont tej bomby palił się już od jakiegoś czasu...widziałem to a jednak nie udało mi się zgasić go na czas.

Objawy typu nerwowość, nadmierne panikowanie w prostych sprawach, niska samoocena, tłamszenie w sobie uczuć... to wszystko towarzyszyło mi już od pewnego czasu ale ignorowałem te uczucia....tak samo jak budzenie się wystraszony rano....czy nadużywanie różnych używek....

 

Dokładnie 12 grudnia łyknąłem pewną substancję zwaną MEFEDRON....to nie był mój pierwszy raz z substancjami wyskokowymi ale pierwszy raz tym rodzajem. Do tego zapiłem wszystko alkoholem....mało co pamiętam z tej nocy. Obudziłem się następnego dnia okropnie wystraszony....z doświadczenia wiem że człowiek po jakichkolwiek używkach raczej kiepsko się czuje na następny dzień...ale go było coś innego....byłem OKROPNIE WYSTRASZONY....musiałem w takim stanie pojechać do pracy na noc ( JESTEM BARMANEM ).

To był koszmar....w ogóle nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Myślałem że jak pójdę spać to mi przejdzie....ale następnego dnia to samo...STRACH zaraz po obudzeniu...i następnego.... i następnego.....

 

I wtedy chyba popełniłem okropny błąd...a mianowicie siadłem na neta i zacząłem wpisywać w googlach swoje objawy. A tam hasła typu SCHIZOFRENIA...NERWICA...PSYCHOZA....itd. Naturalnie wystraszyłem się okropnie....bałem się że trafię do szpitala psychiatrycznego i że zostane tam do końca życia przywiązany pasami do łóżka...że zawiodłem rodziców...dziewczynę...że to koniec...STRACH i PANIKA były tak silne że myślałem że mi głowa pęknie.

I tak funkcjonowałem przez miesiąc. W końcu zdecydowałem że muszę pójść do psychiatry czy jakiegokolwiek specjalisty bo czułem że im dłużej będę w takim stanie tym gorzej się to dla mnie skończy.

Po czym nagle okazało się że połowa polski leczy się psychiatrycznie.....pytam się pani w recepcji przychodni kiedy najbliższy termin a ona mi mówi że za jakieś dwa miesiące...No i wtedy fala paniki zawładnęła mną na dobre....ja nie moglem wytrzymać w takim stanie jednego dnia a musiałem poczekać około 60....

 

Nie wiem jak przetrwałem ten pierwszy miesiąc....chyba tylko dzięki wsparciu mojej dziewczyny. Ale nie mogłem czekać....w panice pobiegłem do pewnego szpitala w Krakowie gdzie przepisano mi leki na uspokojenie abym mógł przetrwać do wizyty u psychiatry. Oczywiście fakt że musiałem je łyknąć tylko bardziej utrwaliły mnie w przekonaniu że zwariowałem...naturalnie musiałem poczytać co będę zażywał a tam jakieś informacje że leki dobre na psychozę itd....tak się wystraszyłem ze odstawiłem je po 3 dniach...

Jakoś dotrwałem do wizyty u psychiatry....a tam powiedziano mi że tylko sobie wszystko wkręcam. Ze bardzo się wystraszyłem i że nic mi nie jest...a jakbym dalej miał takie ataki paniki to żebym się ponownie zgłosił...nie powiem...poczułem ulgę...wyszedłem z tej wizyty uśmiechnięty...

Przez dwa dni było względnie dobrze...aż do momentu gdy oglądając tv nie zmieniły się kolory na moment....byłem sam w domu....i wpadłem w okropną panikę gdyż nie wiedziałem czy to było naprawdę czy może mi się wydawało....no i wszystko od nowa...strach ze zwariowałem....czy naprawdę widzę to co widzę....czy naprawdę słyszę to co słyszę....a może mnie tutaj nie ma a to tylko wytwór mojej wyobraźni.....I STRACH i PANIKA....

 

W końcu zdecydowałem się na psychoterapię....co znowu w moim mniemaniu oznacza że zwariowałem....chodzę niecałe 2 miesiące...do świetnego fachowca. Bardzo mi pomógł. Stwierdził u mnie NERWICĘ LĘKOWĄ. Ataki paniki jako takie się skończyły. Ale dalej mam wątpliwości czy nie zwariowałem...albo czy nie teleportowałem się do jakiegoś innego wymiaru.....

Po prostu nie czuję się sobą....czuję że coś się zmieniło....ze nie jest tak jak dawniej.....ja bardzo boję się zmian....zmiany oznaczają dla mnie że coś mi się pochrzaniło w głowie...że nie jestem sobą. Na dodatek wszystko jest takie...sztuczne wokoło mnie. Nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Nachodzą mnie różne myśli....naturalnie te nerwicowe jak i wyrzuty sumienia dotyczące zdarzeń z przeszłości. Ale najgorsze jest to uczucie że to wszystko nie dzieje się naprawdę....

 

Ufff ale się rozpisałem....to chyba najdłuższy post w mojej karierze użytkownika internetu ;) A to i tak czubek góry lodowej....na dodatek mam okropne problemy w swoim związku z którymi nie umiem sobie poradzić.....chyba będę musiał się zwolnić z pracy...niedawno zmarła moja babcia.....wszystko NARAZ...NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ CZWÓRKAMI ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.Dobrze się Ciebie czyta.No cóż.. Chyba powinienes pomyslec o porzadnym leczeniu nerwicy.Nie zwlekaj z tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

'Po prostu nie czuję się sobą....czuję że coś się zmieniło....ze nie jest tak jak dawniej.....ja bardzo boję się zmian....zmiany oznaczają dla mnie że coś mi się pochrzaniło w głowie...że nie jestem sobą. Na dodatek wszystko jest takie...sztuczne wokoło mnie. Nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Nachodzą mnie różne myśli....naturalnie te nerwicowe jak i wyrzuty sumienia dotyczące zdarzeń z przeszłości. Ale najgorsze jest to uczucie że to wszystko nie dzieje się naprawdę....''

Lepiej nie mogłeś tego ująć:] opisałeś coś czego ja nie umiałam ;p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

 

Nie wiem czy to dla Ciebie pocieszenie, ale to wygląda jak "normalna" nerwica.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witaj.Dobrze się Ciebie czyta.No cóż.. Chyba powinienes pomyslec o porzadnym leczeniu nerwicy.Nie zwlekaj z tym.

 

 

Zabawne....na samym początku mojej choroby wyczytałem gdzieś że SCHIZOFRENICY nie umieją przelać sensownie myśli na papier ( względnie ekran monitora ) i wychodzi coś co nazywa się SAŁATA MYŚLOWA czy jakoś tak.....i cholernie bałem się cokolwiek tu napisać bo myślałem że nikt nie zrozumie co napisałem i tylko potwierdzi się u mnie owa choroba ;) Dlatego dziękuję za komplement :) W sumie to mam w sobie coś z hipochondryka....kiedyś jak mój kolega dostał padaczki alkoholowej to wpadłem w panikę że ja zaraz też jej dostanę bo piliśmy ten sam "LEWY" alkohol :P

 

Witaj

 

Nie wiem czy to dla Ciebie pocieszenie, ale to wygląda jak "normalna" nerwica.

 

Wiesz.....wszyscy mi mówią że to nerwica...ja sam sobie mówię że to nerwica...ale moje "WEWNĘTRZNE JA" nie chce w to uwierzyć. Nie potrafię spojrzeć na siebie z boku jako na "PANIKUJĄCEGO cierpiącego na NERWICĘ 2FACE'a" tyko ciągle tkwię w przekonaniu że zwariowałem....co zabawne...dobrze wiem że WARIAT nie wie że jest WARIATEM ale to też jakoś mi nie pomaga.

 

 

'opisałeś coś czego ja nie umiałam ;p

 

Cieszę się że mogłem pomóc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A hipochondria to następny element tej składanki:) spytaj któregoś nerwicowca czy nie jest hipochondrykiem?:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A hipochondria to następny element tej składanki:) spytaj któregoś nerwicowca czy nie jest hipochondrykiem?:)

 

 

No tak.....zabawne...wiem że to tylko moje hipochondryczne myśli...ale cytując pewną książkę....

 

" Gdy zatracamy się w myśleniu , utożsamienie się jest silne. Myśl przelewa się przez nasz umysł i porywa go za sobą.

tak że w bardzo krótkim czasie możemy się znaleść naprawdę daleko. Wskakujemy do pociągu skojarzeń, nie wiedząc gdzie

wskoczyliśmy, a już napewno nie wiedząc dokąd nas ten pociąg wiezie. Gdzieś po drodze możemy się obudzić i uświadomić

sobie, że wdaliśmy się w myślenie, że się przejechaliśmy. A kiedy wysiadamy z tego pociągu, możemy się znaleść w zupełnie

innym otoczeniu psychicznym niż to, w którym do niego wsiadaliśmy..."

 

Ja właśnie tak się czuję....wsiadłem do pociągu....i pojechałem gdzieś daleko...a teraz nie wiem jak wrócić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A hipochondria to następny element tej składanki:) spytaj któregoś nerwicowca czy nie jest hipochondrykiem?:)

 

Ja nie jestem a mam NL :smile: I co? :P Miałam epizody hipochondryczne ale już dawno się ich oduczyłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A mam pytanie....czy wmawianie sobie choroby PSYCHICZNEJ to hipochondria czy NERWICA ??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie to nerwica, ale to takie moje zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A mam pytanie....czy wmawianie sobie choroby PSYCHICZNEJ to hipochondria czy NERWICA ??
Hipochondria jest elementem obrazu klinicznego nerwicy. Ale nie tylko, bo czasem wystepuje w depresji, czesto w fobiach. Tak wiec masz i jedno i drugie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zobaczymy jak to dalej się potoczy. Na razie jakoś sobie radzę bez leków....chociaż nie powiem....jestem już zmęczony moim stanem. Chciałbym poradzić sobie bez żadnych specyfików ponieważ:

 

a) okropnie boję się wpływu tych lekarstw na mnie

b) dla mnie przyjmowanie takich lekarstw jest równoznaczne z tym że "ZWARIOWAŁEM"

c) założyłem sobie że przejdę przez to bez żadnych chemicznych wspomagaczy aby udowodnić samemu sobie że nie jestem "SŁABY"

 

Boję się tylko że im dłużej ten mój stan się utrzymuje to tym gorzej będzie mi z tego wyjść...albo że ta nerwica rozwinie się w coś gorszego....itd...itp....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2FACE, Witaj serdecznie ;) Dużo z Nas tu ma lub miało za sobą leczenie farmakologiczne. Są takie leki, które stosuje się krótko, przez okres ok. dwóch tygodni, lub w sytuacjach stresogennych, ale i takie co można brać przez kilka miesięcy, rok czasu. Małe dawki może pozwolą Ci się uspokoić, i odpocząć od tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a) okropnie boję się wpływu tych lekarstw na mnie
A niby dlaczego?
b) dla mnie przyjmowanie takich lekarstw jest równoznaczne z tym że "ZWARIOWAŁEM"
Owszem, zwariowales. Uswiadomienie sobie choroby jest pierwszym i najwazniejszym krokiem do wyzdrowienia ;)
c) założyłem sobie że przejdę przez to bez żadnych chemicznych wspomagaczy aby udowodnić samemu sobie że nie jestem "SŁABY"
A jesli sie nie uda? A wg mnie raczej tak wlasnie bedzie. Pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Majster,

 

 

Mam do Ciebie pytanie.

Wiem,że chorowałeś na depresję.

Chcialabym sie dowiedzieć czy uwazasz się za wyleczonego.Nie chodzi mi o stan zaleczenia.

Jesli jesteś zdrowy to proszę napisz mi czy jesteś tym samym człowiek co sprzed choroby. Oczywiście wiem,że nawet zdrowy człowiek nie jest tym samym człowiekiem po paru latach w związku z przebytymi doswiadczeniami.

Chodzi mi o to czy potrafisz cieszyc się z tych samych rzeczy, z ktorych cieszyłeś sie wcześniej, Wiesz o co mi chodzi.....?

Albo mi napisz co sie zmieniło w związku z chorobą i czy jest to w Twoim odczuciu pozytyw czy negatyw :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a) okropnie boję się wpływu tych lekarstw na mnie
A niby dlaczego?
b) dla mnie przyjmowanie takich lekarstw jest równoznaczne z tym że "ZWARIOWAŁEM"
Owszem, zwariowales. Uswiadomienie sobie choroby jest pierwszym i najwazniejszym krokiem do wyzdrowienia ;)
c) założyłem sobie że przejdę przez to bez żadnych chemicznych wspomagaczy aby udowodnić samemu sobie że nie jestem "SŁABY"
A jesli sie nie uda? A wg mnie raczej tak wlasnie bedzie. Pozdrawiam ;)

 

 

Sugerujesz że nie da się wyleczyć nerwicy bez pomocy LEKÓW ??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chcialabym sie dowiedzieć czy uwazasz się za wyleczonego.Nie chodzi mi o stan zaleczenia.
Nigdy tak tego nie ujme. To jest dosc zlozona kwestia, nie tylko u mnie. Zakladam, ze wiekszosc ludzi z deprecha w zyciorycie potwierdzi to, co mowie. Deprecha nie bierze sie z powietrza ani z kolejki na poczcie. Jej przyczyny maja dwa zrodla: genetyczne i srodowiskowe, bedace w jakichs proporcjach, niekoniecznie w rownowadze. Ktos z podatnoscia na depreche zachoruje powtornie, jesli czynniki srodowiskowe niekorzystnie sie ulozą. Na dzien dzisiejszy nie mam objawow, czynniki srodowiskowe udalo mi sie odsunąć, ale nie zlikwidowac. Natomiast podatnosci do zaburzen afektu wyniesione z domu (np. DDA, inne patologie) nie zanikną nigdy.
Jesli jesteś zdrowy to proszę napisz mi czy jesteś tym samym człowiek co sprzed choroby.
Jak juz mowilem, zdrowym siebie nie okreslam. Nie jestem tym samym czlowiekiem i raczej nigdy nie bede. Nikt nie jest i nie bedzie po przebytej depresji. Jesli ktos twierdzi, ze jest tym samym czlowiekiem co sprzed choroby tzn ze nie mial zadnej deprechy.
Oczywiście wiem,że nawet zdrowy człowiek nie jest tym samym człowiekiem po paru latach w związku z przebytymi doswiadczeniami.
Dokladnie.
Chodzi mi o to czy potrafisz cieszyc się z tych samych rzeczy, z ktorych cieszyłeś sie wcześniej,
Moj system wartosci sie nie zmienil. Cechy takie jak poczucie humoru, erudycja, zainteresowania, horyzonty myslowe, umiejetnosc nawiazywania kontaktow, umiejetnosc przekazywania tresci - pozostaly raczej niezmienione, natomiast werbalizacja tresci emocjonalnych, spokoj wewnetrzny, budowanie spontanicznych relacji w otoczeniu ulegly drastycznej zmianie. Jestem bardziej wyalienowany niz kiedys, nie udzielam sie w grupie, mam czasem tendencje do wycofania, zwłaszcza w wiekszej grupie obcych. Chęć dominowania, kiedys dosc wyrazna u mnie, dzisiaj jest niemal w zaniku. Ale nadal potrafie w sobie odszukac umiejetnosc odczuwania szczescia.
Wiesz o co mi chodzi.....?
Nie do konca chyba.
Albo mi napisz co sie zmieniło w związku z chorobą i czy jest to w Twoim odczuciu pozytyw czy negatyw :-)
Zmiany opisalem wyzej. To, co mnie boli, czyli izolacja, nie jest moim dzielem, a jedynie ludzi pozbawionych wyobrazni, za to pelnych obaw przed nieznanym. Nabralem za to czesciowo umiejetnosci dystansowania sie od innych, poznalem (tak przypuszczam) prawdziwe znaczenie terminu "asertywnosc". Potrafie nie przejmowac sie glupimi uwagami, mowic otwarcie o swojej chorobie. Nie mam, jak kiedys, cechy lgnięcia do ludzi, którzy wydają mi sie sympatyczni. O to chodzilo? Pozdrawiam ;)

 

[Dodane po edycji:]

 

Sugerujesz że nie da się wyleczyć nerwicy bez pomocy LEKÓW ??
Ja nic nie sugeruje, ja nie jestem lekarzem. Ja tylko przypuszczam, ze gdybym byl na Twoim miejscu, to nie udaloby mi sie bez leków i bez psychoterapii. Ogolnie, to nie slyszalem jeszcze aby komukolwiek sie to udalo, moze bedziesz pierwszy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Majster,

 

Tak, wyjaśniłeś mi wszystko.

 

Ale rozumiem,ze ta alienacja Ci nie przeszkadza? Nie czujesz sie w zwiazku z tym źle?Ze czasami sie izolujesz? To taki mechanizm obronny tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale rozumiem,ze ta alienacja Ci nie przeszkadza? Nie czujesz sie w zwiazku z tym źle?Ze czasami sie izolujesz? To taki mechanizm obronny tak?
Dokladnie. Zbyt wiele osob w bliskim otoczeniu jest takim wlasnie zagrozeniem. Kazdy czlowiek buduje wokol siebie jakis murek, jeden lub nawet kilka, prawda? Sluzy to selekcji ludzi na bardzo bliskich, "tylko znajomych", wreszcie calkiem obcych. Jesli ja nie potrafie (a wiem juz na 100%, ze nie potrafie) swoich znajomych ocenic jako "bardzo bliskich", bliskich, dalszych itd. tzn, ze powinienem bardziej sceptycznie podchodzic do ludzi, nawet jesli wydają mi sie przyjazni. Moze nawet wlasnie dlatego, ze mi sie tacy wydają. Skad wiem, ze nie potrafie? Rewolucja w moim otoczeniu, jaką wywolal epizod deprechy, sprawila, ze grono moich znajomych uleglo kompletnemu przetasowaniu. Nagle okazalo sie, ze przyjaciele nie sa zadnymi przyjaciolmi, kumple nie sa kumplami, i ze w mojej obecnosci czasem milkną rozmowy. A wszystko dlatego, ze mam "żółte papiery" :mrgreen::mrgreen::mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Sugerujesz że nie da się wyleczyć nerwicy bez pomocy LEKÓW ??
Ja nic nie sugeruje, ja nie jestem lekarzem. Ja tylko przypuszczam, ze gdybym byl na Twoim miejscu, to nie udaloby mi sie bez leków i bez psychoterapii. Ogolnie, to nie slyszalem jeszcze aby komukolwiek sie to udalo, moze bedziesz pierwszy?

 

 

Hmm, kolega napisał ,że na terapię chodzi!! Więc jest to możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak tak.....chodzę na psychoterapię....sam na pewno nie dałbym rady. Chociaż nie powiem....wpadłem w okropne długi ponieważ chodzę prywatnie...raz poszedłem do NFZ ale nie dość że trzeba było czekać ponad miesiąc to jeszcze trafiłem na panią lekarz stosującą terapię PSYCHO-DYNAMICZNĄ która zdecydowanie nie jest dla mnie :D Ale leków się boję.....poza tym mam talent do uzależnień ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2FACE,

 

Ja próbuję bez leków piąty tydzień.

Nie wiem czy dam radę. W torebce mimo wszystko Zomiren.Mam go od października kiedy to poszłam do psychiatry po leki. Wtedy mi zapisal Velaxin , Pramolan i doraźnie Zomiren.

Leki brałam 3 i pol miesiąca, nie wiem czy pomogły, pewnie trochę tak, ale nie obyło siebez skutków ubocznych, a po odstawieniu tez nie było dobrze. I nie jest do tej pory. Ale napewno nie jest jak na początku objawów, które pojawily się we wrześniu 2009 r.

Mam straszliwie uporczywe napięcie, szczególnie podczas oddychania, które jest cieżkie, płytkie.

Chodzę na terapię psychodynamiczną od końca października.

Siła woli życia jest wielka u ludzi, który pragną wyjść z choroby. Nie biadoleniem i uzalaniem się nad sobą. Teztak robiłam, uzalałam sięnad sobą, płakałam, miałam myśli,że zostanę juz sama, w tej chorobie.

Nie będę Tobie pisała,że wyzdrowiałam, nagle uleczyłam swoją duszę bo tak nie jest, ale są dni, w ktorych odczuwam okresowe poprawienie się i nastroju i zanik napięcia. W takich właśnie chwilach ....gdy są........jestem radosna i cieszę się,że dam radę wyjśc z tego gó....a.

Trzeba napewno próbować wszystkiego, różnych technik relaksacji, odciagania uwagi.Napewno pomocne jest znalezienie pasji.Jeśli takowej nie ma się .....to trzeba szukac jakiejś czynnosci, która nas pochłonie chociaz na chwilkę. To później wchodzi w nawyk. Napewno za nasze samopoczucie odpowiadają nasze myśli. Ciężko jest myśleć pozytywnie, zwłąszcza na początku choroby. Ale można wyćwiczycw sobie tą umiejętność. Ja próbuję jeszcze.........jeszcze mam siły. Zniechęcam się. Ale napewni wiem,że z tego gó....a można wyjść.

 

Przeczytaj proszę

http://moja-nerwica.republika.pl/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem , jeśli się da wytrzymać bez leków, to trzeba tak próbować. Tak jak pisze Monika : relaksacja, hobby itd. Można się wspomóc jakimiś ziółkami , suplementami, a po leki sięgać gdy już się naprawdę nie daje rady.

 

2FACE Rzekomo psychotropy nie uzależniają, ale to nie jest tak do końca, wiem sama cos na ten temat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ważne jest podejście do brania leków. To tak jak z piciem kawy, alkoholu czy paleniem papierosów. Można sie uzależnić, zwłaszcza jeśli przynoszą szybką ulgę.

Jest też efekt placebo.

Niektórzy psychiatrzy twierdzą,że trzeba byc stabilnym w chorobie by rozpocząć terapię czyli ja to rozumiem tak,że trzeba bbyc na lekach. Bralam leki....i nie czulam się stabilna, zwłaszcza emocjonalnie.

Co o tym sądzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2FACE,

 

 

Przeczytaj proszę

http://moja-nerwica.republika.pl/

 

 

Odwiedzam tą stronkę prawie codziennie...znalazłem tam odpowiedzi na kilka kwestii które mnie gnębiły. Napisałem do niego maila...

Współczuję temu facetowi troszkę bo na 100% dostaje codziennie kilkadziesiąt maili z pytaniami co i jak i pewnie już nie ma czasu na nic tylko odpowiada na nie ;)

 

Co do pasji....zapisałem się na JAPOŃSKI...zawsze chciałem to zrobić...mam mało czasu na naukę....i kompletnie nie mogę się skoncentrować...no ale liczą się chęci. Ćwiczę różne techniki właśnie....pan psychoterapeuta daje mi różne zadania do domu...jakoś idę z tym wszystkim powoli do przodu.

 

Co do ziółek....odstawiłem je....już mi bokiem wychodziły...teraz tylko łykam DEPRIM...nie wiem czy mi coś daje czy nie...łykam bo szkoda mi wydanej kasy ;) a tak to standardowo...magnez...B6...coś tam na koncentrację...

 

A co do BYCIA STABILNYM....nie wiem co to oznacza...może to iż jesteś na 100% świadoma tego co ci dolega akceptujesz to i jesteś gotowa na leczenie ....w sumie zapytam się o to jutro mojego psychoterapeuty. On radzi mi właśnie żeby poradzić sobie bez lekarstw. Żeby tylko ewentualnie mieć coś przy sobie w kieszeni jako ZAWÓR BEZPIECZEŃSTWA. Ale ostatni potężny atak paniki miałem jakoś na początku lutego.....w kinie na AVATARZE. Od tamtego czasu tylko małe lęki....i to okropne uczucie w głowie że to NIE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ....nie mogę się go pozbyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×