Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
szarri

już mam kuźwa dosyć

Rekomendowane odpowiedzi

witam, muszę się wypisać w końcu...

poszłam na studia w tym roku... jest chujowo, kierunek zupełnie nie pokrywa się z moimi wyobrażeniami, wszyscy mają wszystko w dupie (uczelnia państwowa, niby renomowana), przez ostatnie dwa dni dałam już sobie z tym spokój, trwam w jakimś dziwnym zawieszeniu między niczym a niczym...

od początku. w drugiej liceum miałam depresję w wersji hard, spowodowaną "kryzysem adolescencyjnym" i zespołem stresu pourazowego... no i trochę zbyt późną reakcją otoczenia na to, co się dzieje. przeniosłam się do innej szkoły, bo z poprzednią wiązał się ten właśnie uraz, będący powodem stresu. dla 90% ludzi byłoby to coś, co należy mieć głęboko w dupie, ale ja zostałam totalnie zniszczona przez pewną, tfu, nauczycielkę... nie wyrzymałam psychicznie, przez cały semestr w ogóle nie wychodziłam z domu, poza wizytami u psychiatry i kolejnych beznadziejnych psychologów. wpieprzałam bodajże asentrę, faszerowałam się hydroksyzyną żeby tylko nie musieć świadomie istnieć. spałam, paliłam, spałam, pisałam, spałam, dzień i noc przestały mieć znaczenie... ale potem przyszła wiosna, zaczęłam indywidualne nauczanie, później wakacje, które włączyły mi motorek w dupie i trzecia klasa liceum, kiedy za sprawą mojego chłopaka i nowego otoczenia byłam ciągle gdzieś na cienkiej granicy normalności i hipomanii... dostałam się na te nieszczęsne studia, niby wszystko fajnie. w wakacje miałam już momenty załamania, ale krótkie, jakieś przebłyski, mentalne powroty do przeszłości, bardzo mętne i nieznaczące. miał jednak miejsce jeden incydent, mianowicie podczas wakacji, na które pojechaliśmy we dwójkę, mój chłopak trafił do szpitala. zabrała go karetka, ja zostałam ze wszystkimi rzeczami w miejscu oddalonym o spory kawał drogi (ze 30km) od szpitala, bez możliwości skontaktowania się z nim, nie wiedząc, co się będzie działo... niby skończyło się dobrze.

i nagle teraz, po dwóch latach od początku tamtego kryzysu czuję, że wszystko zaczyna się od nowa. uczelnia jest tuż obok mojego pierwszego liceum, muszę pokonać tę samą trasę, by tam dotrzeć. w nocy mam sny o tej sytuacji z tegorocznych wakacji, najchętniej w ogóle nie rozstawałabym się z chłopakiem, bo ciągle mam schizy, że coś mu się stanie, że kiedyś nie będzie mnie przy nim i nie będę mogła mu pomóc, w razie czego... no i same studia - kompletnie bez sensu, bo nie wiążę mojej przyszłości z tym kierunkiem, nie wyobrażam sobie, bym mogła go dalej studiować, jeździć tam codziennie, robić coś, co mnie nie interesuje i czego wcale nie chcę. zero jakiejkolwiek motywacji, przestałam widzieć cel czegokolwiek, zaczęłam bać się ludzi na ulicy, czuję się względnie dobrze tylko wtedy, kiedy jestem w domu i kiedy jest przy mnie chłopak... utknęłam w jakiejś życiowej ciemnej dupie i wiem, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu. jestem zupełnie bezproduktywna, siedzę w domu, zamiast na uczelni, bo ukrywam się przed wszystkim i przed tym jebanym śniegiem, który spadł dziś w nocy. wiem, co chciałabym robić, ale wydaje mi się to niemożliwe, jestem na to za głupia, własne ograniczenia nie pozwalają mi dążyć w tym kierunku, który jako jedyny mnie pociąga.

do dupy z tym wszystkim. co ja mam robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No wiesz trudno zeby czuc sie dobrze jak czlowiek musi robic cos czego nie znosi, bo tak chyba okreslasz swoj stosunek do tego kierunku ktory studiujesz i mysle ze to jest glowny powod Twojej ''depresji''. Ale zastanawiam sie co sklonilo Cie do wybrania tego kierunku?Przy okazji mozesz sie pochwalic co to jest:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja mam z kolei pytania dotyczące chłopaka...

Mieszkacie razem?

Jak długo ze sobą jesteście?

Bo chyba jestes do niego bardzo mocno przywiązana...?

 

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z chłopakiem jestem rok i trzy miesiące, nie mieszkamy razem, ale spędzamy ze sobą praktycznie cały czas wolny, często po kilkanaście godzin na dobę.

 

poszłam na socjologię. myślałam, że będzie fajnie, ale jednak... i już pod koniec wakacji miałam objawy somatyczne takie jak za pierwszym razem, czyli niczym nieuzasadniony kaszel, stan podgorączkowy, ogólne osłabienie organizmu... wszyscy mnie wysyłają do lekarza, bo kaszel mam naprawdę makabryczny - ale WIEM, że to to samo, co wtedy - nie chcę być faszerowana antybiotykami przez lekarzy, którzy nie wiedzą, co mi jest - bo nic mi nie jest... już w podstawówce umiałam chorować na zawołanie, a teraz się to na mnie mści, tzn. reaguję somatycznie na ew. problemy psychiczne. teraz mi się ciągnie od połowy września... żadne "normalne" leki nie pomagają, żadne syropy ani nic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czyli w jakims stopniu Cie to interesowalo. Powiem Ci tak>>zawsze na poczatku studiow masz taki moment ze sobie myslisz ''matko w co ja weszlam'' bo swoje oczekiwania dotyczce kierunku stykaja sie z rzeczywistoscia. Przykladowo ja studiuje pedagogike>>jak szlam na poczatku to pelna nadziei ze bede sie tam uczyc duzo psychologii, robienia testów, metod nauczania, a tu sie okazuje ze to jest praktycznie sama teoria często co mnie denerwuje przepelniona banalam. Chce jednak skonczyc te studia zeby miec wiedze i sama sie rozwijac. Moze tak bedzie w Twoim przypadku tylko daj sobie czasu:)A jesli chodzi o druga przyczyne Twoich obecnych dołów czyli strach o chłopaka, to po prostu bardzo Ci na nim zalezy a przeszlas traume bo czulas ze jest on zagrozony. W dodatku przez ta sytuacje Ty tez czulas sie w niebezpieczenstwie. W zasadzie kazda osoba z PTSD ma juz slabsza psychike i to jest wlasnie efekt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w sumie nigdy mnie do tego nie ciągnęło, po prostu myślałam, że nie będzie AŻ TAK źle.

 

ciekawe, ile jeszcze takich sytuacji PTSD będę w życiu miała...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiesz zawsze to sa ciezkie tematy bo jednak chodzi tu o bliska osobe.I bez wzgledu na wysilki psychologa jesli cos dotyka tak waznych rzeczy to jednak to boli, ale mysle ze jak bys znalazla jakiegos sensownego terapeute to mogloby to jakos pomoc zlagodzic to wszystko:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziewczyno po co poszłaś na studia na kierunek który cię nie interesował z resztą nie chcesz tego studiować to nie studiów, studia nie są obowiązkowe, równie dobrze możesz je rzucić i za rok na coś innego iść, jesteś młoda wiec korzystaj ze świata, wyjedź do innego miasta cokolwiek ale nie zamykaj się w domu bo życie jest za krótkie, z tego co widze to jesteś uzależniona od swojego chłopaka, co kompletnie nie powinno mieć miejsca bo nie możesz spędzić życia na zamartwianiu się czy jemu przypadkniem się coś nie stało nie robiąc kompletnie nic, nie wiem co ci się przydażyło, ale nauczyciele potrafią męczyć i niszczyc, ja do dziś mam uraz do angielskiego, ale trzeba żyć dalej najlepiej wyjedź do innego miasta i zacznij od nowa, chłopaka weź ze sobą a wszystko jakoś się ułoży, bo nie ma co się męczyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z socjologią tak czesto jest, że wydaje się fajna z nazwy a potem jest rozczarowanie. Ale po jakimś czasie studiowania okazuje się, że to całkiem interesująca dziedzina, więc może wytrwaj?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×