Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Ona-piękna. Leży teraz obok mnie, czyta książkę. Co jakiś czas odrywa się od lektury i patrzy na mnie tymi wielkimi niebieskimi oczyma. Uśmiecha się. Kocham ją. Szaleję za nią. Chodzimy na spacery, na zakupy. Kłócimy się o jakieś drobiazgi. Budzę się przy niej i zasypiam. Jak pięknie pachną jej włosy, gdy wtula twarz w moją szyję...

Ona - istnieje tylko w mojej głowie. Wiem o tym, jestem świadoma jej nierzeczywistości. Jestem świadoma rzeczywstości uczuć, emocji, które się z nią wiążą.

Wymyślony Przyjaciel jest normalnym zjawiskiem na pewnym etapie rozwojowym i ja oczywiście też przez to przeszłam. Zniknął na jakiś czas, ale po kilku latach powrócił. I właśnie, czemu powrócił? Czy ktoś z Was doświadcza czegoś podobnego? I czy to można " przypisać" jakiemuś zaburzeniu, mojej niedojrzałości czy skąd to się w ogóle bierze?

 

P.S. Jeśli gdzieś już toczyła się dyskusja na ten temat to przepraszam za kłopot, jednak nie udało mi się odnaleźć czegoś podobnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Może twoja potrzeba bliskosci z kimś lub samotność i uczucie wewnętrznej pustki są tego przyczyną? Pragnąc kogoś takiego w umyśle utworzyłaś osobę - przyjaciela. Nie sądze, żeby to były zaburzenia psychiczne, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że ta osoba nie istnieje w rzeczywistości, potrzebujesz jej bo może czujesz się samotna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deathlyhope dziękuję za odpowiedź. Również uważam, że jest to głównie potrzeba bliskości, a także trochę może idę na łatwiznę. Wiadomo, że niełatwo jest być z drugim człowiekiem, co innego, gdy ten ktoś jest jakby częścią ciebie samej. Z drugiej strony boję się ludzi (ostatnio wręcz panicznie), bliskich relacji unikam jak ognia. Paradoksalnie (chyba) uzależniam się od ludzi, w stosunku do których jednak jestem zimna i nieczuła, mimo że myślę, że gdyby mnie zostawili to nie potrafiłabym dalej żyć. Kolejny paradoks-ze strachu, że mnie odrzucą - robię to pierwsza, skazując się na cierpienie pustki, jaka po nich zostaje. W efekcie pocieszenia szukam w ramionach kogoś, kogo sama tworzę, komu piszę scenariusz całego życia, kto ma swoje wady i zalety, ale przede wszystkim trwa przy mnie tak długo, jak tego potrzebuję. I coraz bardziej zamykam się na realnych ludzi, którzy przecież nigdy nie dorównają temu wymyślonemu.

Jeszcze jedno pytanie: czy to może się kiedyś przerodzić w coś "poważniejszego"? Tzn. czy istnieje możliwość, że tak zatracę się w tym wykreowanym przeze mnie świecie, że zupełnie wyłączę się z relanego? Pytam, bo już teraz zdarzają się dni, kiedy wszystko mi się myli, sama już nie wiem, czy jestem sobą, czy jestem kimś zmyślonym, czy Ona naprawdę ze mną siedzi czy może Jej nie ma. No i zdarza się ostatnio często tak, że czuję ciężar Jej głowy na swoim ramieniu, dotyk Jej dłoni...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj Lena88.Osobiście polecam Ci wizyte u psychologa ewentualnie psychiatry. Niekoniecznie moze sie to rozwinąć w schizofrenie, ale być może masz jakieś zaburzenia osobowości i takimi imaginacjami po prostu się dekompensujesz, albo jest to całkiem co innego.Dlatego wybierz się do specjalisty gdyz bez wzgledu na podloze tego co sie z Toba dzieje wydaje mi sie ze potrzeba tu jednak fachowej pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

calineczka3, obecnie mam zdiagnozowaną CHAD, chodzę też na terapię, ale nie umiem jakoś o tym rozmawiać (tak z kimś w cztery oczy). I tak wydaje mi się, że psycholog patrzy na mnie, jak na wariatkę (jak najbardziej negatywne to uczucie). Niby podjęłam próbę rozmowy na ten temat, ale zakończyła się ona poczuciem przerażającego wstydu (już chciałam zrezygnować z dalszych spotkań).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej. myslę że nie ma sie co przejmowac wymarzonym przyjacielem, o ile nie miesza ci sie on z rzeczywistoscia...ja juz miałam mnóstwo rzeczy wymyslonych - chłopaka, zwierzę, dom, ogróg,etc. to chyba nic grożnego, ja bardzo lubie tak fantazjowac, szczególnie przed snem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

betty_boo :smile: tak tu napisałam nie tyle problemowo, co miałam nadzieję, że się znajdzie ktoś chętny do podzielenia swoimi wyfantazjowanymi przygodami, które jednak jakiś tam wpływ mają w realu na nas :D Wszystko trochę mniej przeraża od momentu, jak się znajdzie "drugi taki, co ja". Odkąd tu trafiłam i Was poznałam jest jakby raźniej. Ee no ale taka naturalna potrzeba przynależności do grupy :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lena 88, jeśli masz CHAD to nie moze to byc schizofrenia ani jej poczatki, bo wedlug klasyfikacji ICD-10 wystepowanie zaburzen afektywnych wyklucza rozpozanie schizofrenii....wiec jest dobrze:)Po drugie jest kwestia psychologa...powiem Ci tak niezrozumienie w relacji psycholog pacjent zdarza sie rowniez wtedy kiedy nie ma sie CHAD czy innej choroby dlatego ja proponuje po prostu zmienic psychologa...ja tak zrobilam i sie ciesze, bo o wiele wiecej zyskalam. CHAD to choroba w ktorej bardzo wazna jest psychoterapia i wydaje mi sie ze warto zadbac aby ten kontakt terapeutyczny byl w porzadku. Poza tym niewykluczone ze Twoje imaginacje sa wynikiem braku osoby ktorej moglabys zaufac i zwierzyc sie ze swoich problemow....dlatego polecam znalezc dobrego psychologa, (chyba ze z obecnym sie dogadasz) i spedzac wiecej czasu z fajnymi ludzmi ktorzy beda Cie rozumiec i wspierac:):)

ps. bierzesz jakies leki na ten CHAD??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Z tego co tu piszesz to wskazuje mi to na zaburzenia osobowości też, boisz się bliskości z ludźmi bo boisz się odrzucenia, więc z kolei odrzucasz ich żeby nie mieli okazji zostawić Ciebie i to takie błędne koło. Musisz popracować nad zaufaniem ludziom, są osoby na pewno, które nigdy Ciebie nie opuszczą i chcą jak najlepiej, musisz zaryzykować nawet jeśli potem będziesz cierpieć, to wierz mi, że lepiej jest spędzić z kimś miesiąc szczęśliwą i cierpieć przez niego rok niż nie być szczęśliwą w ogóle i nigdy nie być odrzuconym. To się składa na nasze emocje późniejsze, kształtuje nas, to wszystko jest normalne i ludzkie, nie bój się tego....Spróbuj zaufac komuś tak szczerze i dac z siebie więcej w relacjach międzyludzkich. Łatwo jest sobie wymyślić kogoś idealnego, kto nigdy Ciebie nie opuści i jest taki jak ty chcesz, trudniej jest zaakceptować wady ludzkie, ale to daje ogromne szczęście. Spróbuj otworzyć się na innych i pozwolić im na poznanie Cię, wtedy przekonasz się, że warto zaryzykować, aby życie miało sens :) Jeśli chodzi o to że miesza Ci się rzeczywistość z fantazją - popracuj nad tym i spróbuj więcej czasu spędzac w tym realnym świecie niż bujać w obłokach :) Jeśli chodzi o te omamy dotykowe itp - Wg mnie choć psychologiem (jeszcze) nie jestem wydaję mi się, że twój umysł przyjął to za realniejsze niż jest w rzeczywistości i z twojej podświadomości tworzy informacje o dotyku, którego tak na prawdę nie ma. Ludzki umysł jest bardzo potężny i może niezłe kawały czasem robić jak mu się coś pomyli, stąd mogą być te omamy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lena88, ale ten przyjaciel jest zupelnie wymyslony, czy to jest jednak ktos kto istnieje naprawde i nie mozesz z ta osoba byc???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

calineczka - dzięki za pocieszenie :D

deathlyhope, parę miesięcy temu lekarz postawił diagnozę, że jestem Borderline, nawet chciał mnie wysłać na pół roku na oddział leczenia zaburzeń osobowości. Teraz zmieniłam lekarza i stąd nowa diagnoza. Co do leków to w tej chwili Alventa, Cloranxen, Sulpiryd i Imovane.

sebcio-z tym to różnie-czasami jest to osoba całkowicie wymyślona, czasami "kradnę" komuś ciało (akurat teraz jest właśnie ta druga sytuacja i kiedy spotykam tą osobę zachowuję sie dosyć dziwnie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
czasami "kradnę" komuś ciało (akurat teraz jest właśnie ta druga sytuacja i kiedy spotykam tą osobę zachowuję sie dosyć dziwnie).

Mozesz wyjasnic na czym polega ta ''kradziez'' jak to nazwalas czyjegos ciała i zwiazane z tym Twoje dziwne zachowanie??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

calineczko, nie wiem, czy uda mi się to ubrać w słowa, ale wygląda to mniej więcej tak, że np. jakaś osoba wydaje mi się szczególnie sympatyczna, bądź też urzeka mnie po prostu jej uroda, ma to coś w sobie, wtedy też wyobrażam ją sobie, ale dopisuję jej jakieś określone cechy charakteru, tak jak pisałam wcześniej stwarzam cały życiorys i dzieje się tak, że mam ją cały czas obok siebie, "widzę" ją, gadam z nią itd. Natomiast moja relacja z tą "realną wersją" jest potem niestety b.trudna :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Rozumiem:)Ostatnio czytałam książke w której głowna bohaterka miała podobnie, takze to chyba normalne:)Ja tez przyznam sie ze jak mnie ktos fascynuje to sobie go czesto wyobrazam ukladam sobie w myslach co bym mu powiedziala...i to jest nawet przyjemne:)Chociaz ja osobiscie wole od takich moich wyobrazen rzeczywistosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

"Lena 88, jeśli masz CHAD to nie moze to byc schizofrenia ani jej poczatki, bo wedlug klasyfikacji ICD-10 wystepowanie zaburzen afektywnych wyklucza rozpozanie schizofrenii....wiec jest dobrze:)"

 

Bzdurki :D Nie ma takiej jednostki chorobowej w ICD-10 która by wykluczała schi.

Tym bardziej tyczy się to wszelkich chorób afektywnych czy właśnie przedewszystkim chyba zaburzeń nastroju jakim jest min.CHAD.

Zresztą CHAD to nic innego jak psychoza maniakalno-depresyjna więc jak sama nazwa wskazuje objawem tego min. mogą być przejściowe epizody psychotyczne (np.omamy).

 

Lena88 bardzo możliwe też , ze masz wogóle błędną diagnozę.

Moim zdaniem wskazana jest tutaj konsultacja psychiatryczna najpierw , potem psychoterapeuta.

Powiem szczerze-to mogą być zwiastuny schi, ale tylko i wyłącznie psychiatra może rozwiać te wątpliwości.

 

[Dodane po edycji:]

 

calineczka - dzięki za pocieszenie :D

deathlyhope, parę miesięcy temu lekarz postawił diagnozę, że jestem Borderline, nawet chciał mnie wysłać na pół roku na oddział leczenia zaburzeń osobowości. Teraz zmieniłam lekarza i stąd nowa diagnoza. Co do leków to w tej chwili Alventa, Cloranxen, Sulpiryd i Imovane.

sebcio-z tym to różnie-czasami jest to osoba całkowicie wymyślona, czasami "kradnę" komuś ciało (akurat teraz jest właśnie ta druga sytuacja i kiedy spotykam tą osobę zachowuję sie dosyć dziwnie).

 

 

Tak ja też uważam , ze nie masz borderline bo przedewszystkim po pierwsze masz skłonność do introwersji a border zdecydowanie do ekstrawertywnych zachowań.Ludzie tacy poprostu nie zamykają się w sobie tak jak Ty to robisz.

Jeśli przyjąć , że masz zab.osobowości to ja jestem bardziej za osobowością schizoidalną lub schizotypową.Swiadczyć o tym może chociażby to , ze masz skłonność także do tego by"kraść "komuś ciało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Bzdurki Nie ma takiej jednostki chorobowej w ICD-10 która by wykluczała schi.

Moja pomylka chodzilo tu o klasyfikacje DSM IV:)Tam punkt G brzmi:Występowanie zaburzeń schizoafektywnych i afektywnych wyłącza rozpoznanie schizofrenii.

Ale faktycznie wg klasyfikacji ICD-10 zaburzenia afektywne nie wykluczaja rozpoznania schizofrenii, tylko teraz czego sluchac?? :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

celineczka3, Klasyfikacja ICD-10 I DSM IV różnią się tym , ze ta pierwsza jest międzynarodowa a ta druga tylko amerykańska.

W DSM IV tak jest napisane bo zaburzenia schizoafektywne i tak już należą do zaburzeń z kręgu schizofrenii .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałam sie podzielić swoimi "doświadczeniami", bo też mam paru wymyślonych przyjaciół, znajomych. Nie są tak rzeczywiści, nie czuję ich dotyku, nie słysze głosu. Ale są mi potrzebni jak przyjaciele. Rozmawiam z nimi, powierzam swoje troski. Są różni, zależy od mojego nastroju z którym akurat chcę pogadać :smile:

Nie wydaje mi się to czymś złym. Zwłąszcza jeśli tacy przyjaciele dają to czego "prawdziwi" dać nie umieją.

Też stosuję "kradzież ciał" Jest niezwykle pomocna i wbrew pozorom urozmaica :smile:

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wierzab, kobieto, czekałam na Ciebie :D:D:D Od początku miałam nadzieję, że znajdzie się ktoś, komu się dzieje podobnie. Dzięki Ci. Choć mnie to nie uspakaja, nadal myślę, że to niezbyt normalne zachowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cześć. zastanawiam się czy lepszy jest wymyślony przyjaciel (tu chyba kochanka?) czy obezwładniająca samotność. jedno i drugie nie jest dobre. które to mniejsze zło?

może ona odejdzie z czasem. kiedy uporasz się ze samotnością. kiedy znajdziesz kogoś, kto będzie Cię dopełniał w taki sposób jak Ona.

możesz oczywiście iść do lekarza, jeśli chcesz. w sumie to przecież nie zaszkodzi a może pomóc. a nie wszytsko da się wyleczyć lekarstwami.

powodzenia, pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wierzab, kobieto, czekałam na Ciebie :D:D:D

 

:oops: Jej, aż nie wiem co powiedzieć. Naprawdę Cię rozumiem Leno. Nie raz się łapię na tym, że z kimś przeprowadziłam zawziętą dyskusję (w mojej głowie), a potem się dziwiłam, że ten ktoś ma inne zdanie na ten temat. Osobiście śmieję się ze swoich "pomyłek" :smile: Zdarza Ci sie tak?

Ale nie uważam żeby to było coś złego z czego należy się leczyć. Mi to nie przeszkadza, a innym nic złego tym nie robię.

Rock'n'roll to moze wynikać z samotnosci. Nie mam masy kumpli czy znajomych a potrzeba ich posiadania zakończyła sie wymyśleniem ich. Może. Ale z tymi "moimi" mogę zrobić tak wiele i co wiecej starają się mnie roumieć. Czasem żałuję, że nie mogą ich poznać moi "realni" bliscy czy przyjaciele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć :) chciałabym się podzielić swoją historią, ponieważ z tego forum dowiedziałam się, że nie tylko ja mam taką bujną wyobraźnię ;) mam 22 lata i studiuję na uniwersytecie wrocławskim. Mam normalną rodzinę, moi rodzice są ze sobą od 25 lat z tego co pamiętam w przeszłości mało się kłócili. Mam brata z którym kiedy byłam mała często się kłóciłam ale teraz kiedy obydwoje jesteśmy na studiach nasze relacje poprawiły się tak, że mamy kontakt przynajmniej raz w tygodniu. Z resztą tak już było jak byliśmy w liceum. Z rodzicami mam świetny kontakt, uważam że są moimi przyjaciółmi, choć oczywiście nie mówię im wszystkiego. Od tego mam moje trzy przyjaciólki. Z jedną utrzymuje kontakt już 12 lat, znamy się od dziecka, z drugą odkąd skończyłam 13 lat, więc już 9 lat się znamy a trzecia to moja współlokatorka z pierwszego roku studiów, z którą znam się od 3 lat. Dwie pierwsze studiują w innym mieście i mamy ze sobą świetny kontakt, piszemy ze sobą często i przynajmniej raz w miesiącu się widzimy. Z trzecią z oczywistych względów mam częstszy, bezpośredni kontakt. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, że nie uważam żebym stworzyła mojego przyjaciela, ponieważ cierpię na niedobór kontaktów z innymi. Może jestem introwertyczką, ale nie uciekam od ludzi. Przechodząc do sedna :) moim "wymyślonym" przyjacielem jest Tom Felton. Brzmi znajomo? Jest to aktor, który grał Malfoya w Harrym Potterze ^_^rozmawiam z nim na takiej samej zasadzie na jakiej ludzie, którzy modlą się do Boga. To znaczy oczywiście go nie widzę ale rozmawiając z nim patrzę np na szafę, jeśli jestem zmartwiona to się nawet do niej przytulam. (I to jest dla mnie najdziwniejsze. Bo ja mam się do kogo przytulic w realnym życiu). Rozmawiamy ze sobą jakbyśmy byli starym małżeństwem, w końcu wyobrażam go sobie już od 11 lat. Wcześniej, kiedy byłam młodsza byli oczywiście inni: Atomówki, odlotowe agentki i jeszcze kilka których dokładnie nie pamiętam. Później zaczęłam czytać i oglądać Harrego Pottera i poszło hurtowo :P najpierw Harry, później Emma Watson, daniel radcliffe, Rupert grunt i jeszcze kilku innych. W sumie 8 osób. Od liceum (mniej więcej) jest tylko Tom. I tylko kilka razy (około 5) czułam się tak jak lena88 z tym ciężarem ich ciała. Piszę szczerze więc się przyznam, że często też się masturbuję więc te kilka razy kiedy czułam jego obecność było właśnie wtedy. Na co dzień tego raczej nie doświadczam. Oprócz tego wydaje mi się że w miarę normalnie funkcjonuje i nie mam większych problemów w życiu codziennym. Piszę tu dlatego, że pomyślałam, że moja historia może pocieszyć choć odrobinę osoby które kiedyś to ewentualnie przeczytają :) i wydaje mi się że nie chcę z tym nic zrobić bo czuję się przez to wyjątkowa. No i najważniejsze. Tak, zgadliście ;) nie mam chłopaka i nigdy nie miałam. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo w przeszłości chciałam go mieć. Tylko, że zakochiwałam się zawsze nieszczęśliwie. Dokładnie 11 razy. Za każdym razem przechodziłam przez to całkiem sama. Może nie była to depresja ale czułam się fatalnie, płakałam non stop co noc przez kilka lat. Aż w końcu odpuściłam. Teraz już nie szukam miłości bo może ona nie jest mi pisana. I oprócz tego jestem szczęśliwa :) widocznie nie można mieć w życiu wszystkiego. Ja z okresu dzieciństwa zostawiłam sobie po prostu jedną osobę żeby nie czuć się na co dzień taka samotna. Mam nadzieję że może tą historią komuś pomogłam. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×