Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
hanca84

Praca - jak sobie poradzić?

Rekomendowane odpowiedzi

Leczyłam się 3 krotnie na zaburzenia lękowo-depresyjne w okresie 17 - 21 lat, potem na długo minęło. Teraz mam 25 skończyłam studia, mam pracę, ale po nipowodzeniu osobistym depresja wróciła niemal z dnia na dzień z jakąś ogromną siłą. Płaczę, czuję taki ogromny smutek, którego niczym nie potrafię przełamać. Pojawiły się lęki przed jazdą samochodem, przed samotnym wyjściem do marketu, przed wszystkim w sumie. Czuje jakby to był juz koniec, koniec mojego życia. Chodzę do psychiatry, biorę leki, ale dopiero niedawno weszłam na dawkę terapeutyczną i efektu jeszcze nie ma. Chodze też na psychoterapie.

Mam obecnie problem z pracą, chcą mnie wysłac na 2 dniowe szkolenie, a ja sobie tego nie wyobrażam (pociąg, obce miasto, sama itp.). Moja bezposrednia przełożona wie o moich problemach, ale brzydko mówiąc "olewa to". Z jednej strony rozumiem, że nikt w pracy nie będzie mnie chronił ze względu na chorobe, że muszę byc pełnowartościowym pracownikiem. Staram się bardzo, pracuję chyba dobrze, pomagam, robię co mi każą. No ale to szkolenie mnie przerasta. Mam ochotę położyć się do łóżka i juz nie wstawać. Nie wierze w to, że może być lepiej, ale nie chcę z powodu depresji rezygnować z pracy, bo przecież bez pracy nie ma egzystencji.

 

Nie wiem co robić, możecie mi coś poradzić? Okropnie się z tym wszystkim czuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim pamietaj ze nie jestes sama z tym wszystkim.

Dobrze ze chodzisz na psychoterapie i podjelas leczenie.

Wiadomoze potrzeba czasu zeby leki zaczely dzialac.

Ja proponuje zebys moze wziela sobie l4 albo szczerze porozmawiala z pracodawca- moze zrozumie.

I trzymaj sie dzielnie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem sama, bo wy jesteście i wiem, że wielu ludzi ma podobne problemy. Ale w realnym życiu nie mam za bardzo z kim porozmawiać. Jednak dla zdrowego człowieka mój problem "jazda pociagiem" jest nierealny, wymyślony i w ogóle. Tylko ktos kto miał doczynienia z depresją może mnie zrozumieć.

Z pracodawcą rozmiawiałam, pokiwał głową i nic z tego nie wyniknęło. Do tego zostałam oszukana - kierowniczka wczoraj powiedziała, że szkolenie na chwilę obecną jest niepotrzebne i że postara się to załatwić, a dziś powiedziała mojej koleżance, że sprawa jest zamknięta, jade i koniec.

Pozostaje L4, ale wiesz jak zostanie to odebrane. Nawet jak wezmę L4 od lekarza I kontaktu to i tak pewnie zagrożą mi zwolnieniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem co czujesz- ja w zeszlym miesiacu mialam wyjazd i zamiast cieszyc sie ze jestem w nowym miejscu, poznawac nowych ludzi, lezalam w lozku, plakalam i odliczalam czas do powrotu.

 

Skoro l4 nie przejdzie to moze zaopatrzysz sie w dodatkowe leki, zacisniesz zeby i jakos bedzie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spróbuj zajac sie czyms w pociagu wez jakas ciekawa ksiazke moze, a co do leków to uwierz ze bedzie lepiej i to wkrotce :) jak tylko leki zaczna dzialac. Szkoda ze nie masz zrozumienia u pracodawcy skoro ona wie o Twojej chorobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochana ma, najpierw uwierz w to, że może być lepiej! Jesteś w pełni wartościową kobietą i naprawdę nie ma się co użalać nad facetem! Pewnie teraz się wściekasz, że tak piszę ale wiem co mówię:) Facet to dodatek do życia i nie możemy od nich uzależniać naszej egzystencji! Skoro odszedł to nie był Ciebie wart! Bierz z życia pełnymi garściami i nic się nie martw:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A w którym miejscu napisałam coś o facecie?? :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
:lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ależ Ci współczuję.

sama pamiętam z jakim trudem chodziłam do pracy kiedy cierpiałam na depresję,kiedy zaczęłam brać leki-zanim jeszcze zaczęły działać. to było straszne. zbierałam wszystkie swoje siły,żeby dać radę. a potem kiedy wracałam do domu musiałam przynajmniej 2 godziny spać,żeby odreagować stres i zregenerować resztki sił,których i tak miałam niewiele.

ale tak naprawdę to właśnie praca trzymała mnie przy życiu i teraz sobie to cenię. wiem,że gdybym wtedy się poddała i poszła na L4 to padłabym jak mucha i już nie wstała z łóżka. czasem się poddawałam i nie szłam do pracy ale póżniej było mi jeszcze trudniej.

też wszystkiego się bałam w tamtym czasie. jazda pociągiem , autobusem,rozmowa przez telefon czy zrobienie zakupów-było dla mnie strasznym wyzwaniem.

wiem,że nieraz trzeba pozwolić sobie na to ,żeby żle się czuć...

ale wiem,że czasem trzeba stawić czoła temu,z czym się zmagamy i to przemóc...

sama musisz stwierdzić na co cię w tej chwili stać

życzę Ci dużo sił i wytrwałości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie też praca często pomaga, mobilizuję się, chociaż rano nie chce mi się wstać z łózka. Owszem, czasem kilka dni wolnego by się przydało, jak głowa boli, albo jak na dworze leje deszcz. Ale na razie z L4 nie korzystałam, tłumacze sobie, że zawsze może być jeszcze gorzej i wtedy zwolnienie się przyda (np. zmiana leków). Tylko ta delegacja mnie przeraża, w zasadzie nawet w najlepszych okresach odczuwałam lęki w środkach komunikacji, a teraz jest pod tym względem u mnie fatalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A w którym miejscu napisałam coś o facecie?? :shock:

 

 

No właśnie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

[Dodane po edycji:]

 

możliwe,że już jesteś na tym wyjeżdzie albo może nawet po. tak trudno pomóc komuś kto ma takie odczucia. wiele lęków,które mamy od dzieciństwa wynikają z tego,że ktoś nam je wpoił. zazwyczaj rodzice. straszyli nas złymi ludżmi,którzy tylko czekają,żeby zrobić nam krzywdę. oczywiście nie przeczę,że warto być ostrożnym,bo i czasy są niebezpieczne. ale przecież większość ludzi to takie same osoby jak my...które mają swoje problemy,doły,dobre dni i wcale nie myślą o tym ,żeby zrobić nam krzywdę.

wiem też,że takie lęki wiążą się nie tylko z ludżmi. ja zawsze miałam dylematy typu: a co będzie jak nie będę miała siły włożyć torby na górę i czy będę miała odwagę poprosić kogoś o pomoc, czy będę wiedziała gdzie wysiąść, czy będę miała siły otworzyć drzwi pociągu itd itd.... paranoja. zazwyczaj okazywało się,że moje dylematy nie miały uzasadnienia,bo zawsze znalazł się jakiś miły mężczyzna,który włożył moją torbę na górę,wystarczyło zapytać gdzie wysiąść i zawsze gdzieś ktoś wysiada albo wsiada ,żeby otworzyć te ciężkie drzwi.

życzę ci dużo sił i odwagi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

 

Mam dokladnie do samo. Lęk przed wyjazdem z wawy, ale kupielm sobie moto i sobie radze.

Jak masz samochod pojedz samochodem.

 

Mam takie lęki jak ty, a ostatnio musielem pojachac do Madrytu na 4 dni. Wyobrazasz sobie jaki lęk musialem czuć? Lek ten czulem juz miesiac przed wyjazdem. Generalnie mimo lekow nie chcialem z tego rezygnowac. Chcialem tam pojechac pokonac chorobe. W tym celu odpowiedniu sie przygotowalem. Do porwela wlozylem lek - afoban na napady paniki, dokadowalem konto za 100 zl, ustalilem z terapeutka ze w razie czego bede do niej dzwonil.

 

W koncu nadszedl dzien wyjazdu. Jechalem z kolega. Na lotnisku spoko, tylko podenerwowanie. Poniej wsiadlem do samolotu. Okazalo sie ze obok mnie siedzi

urocza blondynka o urodzie modelki. Mialem duzo szczescia - szybko zlapalismy kontakt

i w fajnej atmosfwrze przegadalismy caly lot do Frankfurtu. Nie myslalem nawet o lęku, zreszta mialem przeciez afoban. Pozjej przesiadka i lecimy do Madrytu. Po wyladowaniu

patrze dokoloa - nowe miejsce, pelana "egzotyka" no po prostu super - antynerwica!

 

Zamiast lękow fascynacja!

 

Jedziemy metrem. Przasiadka. Paprueje sobie na ludzi, na hiszpanki. W koncu trzeba za cos zaplacic. Szukam portfela - nie ma!!! Nie ma ukradli hiszpanscy zlodzienie! A w nim byl afoban - ostatnia deska ratunku!!!

 

O Boze co teraz robic?! Panika. Pocenie sie, bicie serca! Pal licho 150 euro. Afobanu nie mam! Jak ja sobie poradze?

 

Po przujscu do hotelu okazalo sie, ze w walizce mialem jeszcze pramolan - slabe to.

 

Natimiast pobyt w Madrycie udalo sie przetrwac dzieki temu ze od wczesnego rana mielismy zajecia, pozniej 20 minut przerwy i impreza na miescie. A na imprezach alkohol. Wracalsmy do hotelu o 2 w nocy. Zasypialem przed telewizorem i rano do biura. I tak zlecialy cale 4 dni.

 

W czasie zajeci pojawiajly sie napiecia, leki, zlosc gniew, ale to wszytko na szczescie nie przekroczylo poziomu ataku paniki. Jakos to przerwalem, ale rzyeczywiscie wrocielem do Wawy wyczerpany. Moze by tak nie bylo gdyby nie ukradziono mi portfela z afobanem.

 

Wieslaw

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochana!

Jużwróciłaś z delegacji? Jak było?

 

Jestem własnie w takiej samej sytuacji jak Ty.

Niestety u mnie to nie tylko depresja, ale trwająca przynajmniej 10 lat forbia społeczna.

Od kiedy się wyprowadzilam od rodziców, wszystkie objawy się nasiliły i dodtakowo adeszła depresja. Ledwo się trzymam w pracy,a el z trudem przeżywam kazdy dzień. Każdy kontakt z człowiekiem to straszny lęk, niekiedy atak paniki. boję się tak samo jak Ty, a kazdy dzień to karkołomne zmaganie się ze zwykłymi obowiązkami, jazda komunikacją miejską.

Niedawno tez byłam w delegacji w innym mieście na szkoleniu - istny koszmar. A na delegacji mnóstwo scenek do zagrania i i interaktywnych ćwiczeń. Ale jakoś udało się to przetrwać, Tobie tez się uda.

 

Zapisałam sie na prawo jazdy, ale nawet za kółkiem mam lęki :(

 

Zapisałam się do nowego, ponoc dobrego psychiatry, ale tak bardzo nie chcę brać leków całe życie :(

 

Trzymam za Ciebie kciuki, oby było tylko lepiej!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam ten stan- paniczny strach przed wszystkim-podróżą, zakupami, przed pracą. Ja jako nauczycielka matematyki wtedy (w stanie depresji )...miałam kłopoty z...tabliczką mnożenia!!! Straszne to było, wszyscy byli ode mnie mądrzejsi i lepsi, bo...normalni!!!

Dobrze, że bierzesz leki i chodzisz na psychoterapię, ja dzięki nim wyszłam z tego piekła. Wiesz, ludzie, którzy nie przechodzili depresji, nie potrafią sobie wyobrazić jak to jest i nie wiń ich za to!

A jak u ciebie z czasem??? Mój wtedy tak strasznie wolno mijał!

Weź moim zdaniem środki uspokajające i zobaczysz, że dotrwasz do końca kursu.Cieplutko pozdrawiam, 3-maj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, że podtrzymujecie mnie na duchu.

Delegacja w przyszłym tygodniu. Szczerze mówiąc, mimo, że biorę leki już miesiac nie czuję się lepiej. A nawet powiedziałabym, że gorzej. Poznałam cudowną osobę, myślimy na wiele tematów podobnie, cóż z tego jak on nie chce... Wczoraj mi to powiedział i to mnie dobiło.

Ciagle chce mi się płakać, czuję taki straszny smutek, i wielki strach, że już nigdy nie będzie lepiej. Nie wiem, jak ludzie sobie radzą z problemami typu choroba nowotworowa lub śmierć kogoś bliskiego, skoro mnie załamują zwykłe codzienne sprawy.

Nie mam w ogóle głowy myśleć o pracy, biorę coraz większe dawki Zomirenu, bo jak wezmę to na kilka godzin czuję się znieczulona, nie czuję tego smutku i strachu.

Każdego ranka nie chce mi się podnieść z łóżka, więc nie wiem jak sobie poradzę z delegacją, chyba po prostu wezmę dużą dawkę benzo i "odpłynę" i niech się dzeje co chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cześć hanca, nie śledziłam twoich postow więc napisz cos wiecej o tym, skad sie biorą twoje problemy?masz jakąs toksyczna pracę czy co?ja też zawsze dziwie sie ludziom którzy radza sobie z naprawde POWAZNYMi problemami, tak jak napisalas.

 

widzę duza rezygnacje w twoim poscie. musisz wierzyc w to ze bedzie lepiej, ja tez kiedys byla w takiej czarnej dziurze (rózniez zawodowo) a teraz jestem ponad nia, nie biore lekow i wyszłam z tego.

 

chodzisz na terapie?

 

pozdrawiam ciepło

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest duża rezygnacja we mnie, po raz 4 w życiu biorę psychotropy, ale tym razem dołek jest potwornie wielki, nie czuję nic poza smutkiem. Kiedyś potrafiłam sobie jakoś z tym poradzić, chodziłam na studia, zdawałam egzaminy, a teraz nie umiem wysiedzieć w pracy, bo łzy mi ciekną po policzkach. Musiałabym znów łyknąć benzo, ale boję się uzależnienia, bo z tym bym sobie chyba nie poradziła. Z jednej strony dobrze, że muszę wyjść z domu do pracy, a z drugiej mam taką chęć na leżenie w łóżku, na sen i wyłączenie myślenia, no ale nie mogę, bo jest praca, a jak ją stracę to już w ogóle będzie koniec.

 

Chodzę na terapię, ale państwowo, no i teraz np. mam 3 tygodnie przerwy, bo psychoterapeutka ma urlop, idę dopiero za tydzień. Biorę leki, ale jeszcze nie zaczęły działać. Zresztą, myślę, że taki mega dół to nie jest dobry moment na psychoterapię, nie umiem się w tej chwili stosować do rad typu: musisz wychodzic z domu, musisz myśleć o czymś innym itp. Ja wiem, ze tak powinnam robić, no ale nie daję rady.

 

Czasem myślę, że nie dla mnie szczęśliwe życie, że już nie mam szans na normalny związek, na posiadanie dzieci itp. To wszystko mnie przeraża, tak bardzo się boję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

bardzo ci współczuję. pamiętam jak ja też się tak czułam,jak nie byłam w stanie ruszyć się z łóżka i miałam zerową motywację do robienia czegokolwiek. nawet umycie się sprawiało mi kłopot,a właściwie to myłam się jak już naprawdę musiałam. to jest straszne.również chodziłam państwowo do terapeutki. ale ona uczyła mnie małymi kroczkami jak zacząć na nowo żyć. trzeba się trochę zmuszać. ale czasem trzeba sobie po prostu pozwolić na to,żeby żle się czuć. mi leki zaczęły pomagać po jakiś 3 tygodniach. teraz już odstawiam. bardzo chcę radzić sobie bez leków,bo chcę po prostu wyzdrowieć i już nigdy nie wracać do tematu depresji i Tobie również życzę takiego samozaparcia i siły woli do przezwyciężenia tego co teraz czujesz. a Bóg,w którym najwyrazniej pokładasz ufność na pewno również Cię wesprze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×