Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
basieq

błagam pomóżcie mi!

Rekomendowane odpowiedzi

Podejrzewam u siebie depresję. wiem jak to brzmi, jak kolejna rozhisteryzowana nastolatka. ale ja juz naprawde nie umiem sobie poradzić. zawalam na studiach co się da, głównie dlatego że nie chodzę na zajęcia. kończą mi się środki do życia, bo nie chodzę do pracy. przysięgam, nie jest to zwykłe lenistwo. przeraża mnie wyjście do ludzi, bo jestem pewna że zle mnie ocenia, będą się wyśmiewać. na zajęciach zmuszona do wyrażenia jakiejś opini na forum grupy ledwo mogę mówić, pocę się, serce mi wali i mam zawroty głowy (to samo mam kiedy musze coś powiedzieć na większym spotkaniu rodzinnym, mam mdłości przed każdym publicznym wystąpieniem, nawet jeżeli reszta grupy to rodzina albo znajomi, lub np. dwóch nieznajomych). Przestałam spotykać się ze znajomymi, bo też trzeba wyjść z domu, wsiąść w tramwaj, a tam pełno ludzi. Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu. Obecność mojego chłopaka, z którym mieszkam, jeszcze motywuje mnie do robienia czegokolwiek, ale jeśli wyjedzie na tydzień potrafie trzy dni się nie myć, bo jestem przez cały dzień zajęta gapieniem się w ścianę, a poźniej robi się noc i trzeba iść spać. nie sprzątam, nie zmywam naczyń, i tak siedze brudna i w brudzie. Nie jest tak, że mi to nie przeszkadza, bo przeszkadza. Po prostu nie mogę się ruszyć, jakby mi ktoś tyłek posmarował klejem i przywarłam do fotela. moge tak siedzieć tydzień, dwa i więcej. albo spać. otwieram rano oczy i juz mi się nic niechce. najmniejszy problem kończy się u mnie histerią, myslami samobójczymi. to się cały czas nasila od jakichś 6 lat. nie wiem czy powinnam iść do psychologa czy psychiatry. moja koleżanka ma ojca z ostrą depresją, facet leczy się któryś rok z rzędu i nic, a ja tylko słucham o nieudolności lekarzy. dlatego mam wątpliwości przed pójściem do państwowego specjalisty, że zapisze leki i po kłopocie. z kolei nie stać mnie na prywatne spotkania stuzłotowe raz w tygodniu. nie wiem tez do jakiego specjalisty powinnam pójść. czy ktoś mógłby mi coś doradzić, jakiegoś dobrego specjalistę, co robić? mieszkam w poznaniu. błagam pomóżcie, mam 27 lat i czuję, że jestem na najlepszej drodze do spieprzenia sobie życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

czesc! nie kazdemu pomaga wizyta u specjalisty ale to jest koniecznosc! niektorych leczy publiczny, innych nie wyleczy nawet prywatny! idz do panstwowego psychiatry (nie trzebas kierowania) to nic nie kosztuje, a da sie z tego wyjsc! ja wyszedlem i nie ja jeden na tym forum.. oczywiscie mozliwe, ze bedzie ptorzebna tez psychoterapia, ale my na forum nic ci nie zdiagnozujemy bo tu potrzebna jest opinia fachowca - tak, wiec MUSISZ isc do psychiatry! i nic lepszego ci nie moge doradzic. powodzenia! trzymaj sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Droga basiequ na pewno nie jesteś rozhisteryzowana, te objawy o jakich pisałaś świadczą o tym że masz problem, którego nie wolno lekceważyć. Doskonale Cie rozumie ja np. jeżeli chodzi o pracę nie moge się przełamać boję sie tak bardzo tych wszystkich rozmów, że nawet nie jestem w stanie o tym myśleć a powinnam, bardzo bym chciała w końcu żyć już na własny rachunek ale się boje, mam tez problem z wychodzeniem z domu przerażają mnie ludzie na ulicy, ich spojrzenia itp. wiem że nie można zamknąć sie w czterech ścianach, trzeba nawet sie zmuszać do pewnych rzeczy inaczej coraz bardziej można ugrząźć w tym bagnie

Myśle że dobrym rozwiązaniem byłaby wizyta u psychologa, on ewentualnie skieruje Cie do psychiatry, wiadomo możesz trafić na jakiegos ćwoka ale nie mozesz też zakładać że lekarz Ci nie pomoże, że to strata czasu, ja wiem że sama bym sobie nie poradziła, udało mi sie znaleźć dobra panią psycholog i psychiatrę, może nie skacze od razu do góry ze szczęścia ale wiem że byłoby ze mną znacznie gorzej ba mogłoby mnie juz nie byc gdybym nie zdecydowała sie na leczenie, koniecznie poszukaj jakiegos psychologa i nie zwlekaj z tym, nie można tego tak zostawić.

Trzymaj sie cieplutko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję Wam za odpowiedz. Naprawde bardzo chciałabym się zacząć leczyć, bo od paru lat moje życie to kompletna pustka i widze jak wymyka mi się z rąk. Jeszcze nigdy wcześniej nie miałam takiej mobilizacji. ponury żart jest taki że lada chwila skończe pięcioletnie studia na wydziale psychologii, więc znam ten zawód od podszewki i nie bardzo wierzę w skuteczność psychologów, a bardziej w działanie leków i psychiatrów. dlatego zastanawiam się czy w ogóle warto iść do psychologa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Warto, wg mnie masz typowe zaburzenie depresyjno -lekowe i przydalby Ci sie lek na pare m-cy zanim sobie zycia nie ulozysz. DObrze ze zdajesz sobie sprawe z problemu i chcesz z tym cos robic, a z psychologami/psychiatrami jest jak i w roznych zawodach sa profesjonalisci i sa tacy ktorzy sie do tego zwodu nie nadaja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzięki wielkie za to forum, za możliwość zrobienia z siebie cierpiętnicy i wylania żalów:) gdyby nie to, nie miałabym ich gdzie wylewać. jedyną moją bliską rodziną są rodzice, mieszkający bardzo daleko od miasta w którym studiuję i po bardzo ciężkim rozwodzie, który zaowocował tym, że tata mieszka jeszcze dalej ze swoją nową rodziną i widuję go 4-5 godzin na miesiąc, natomiast toksyczna mamusia całą swoją nienawiść do ojca przelewa na mnie (jestem jedynaczką niestety) "bo żeś taka do niego podobna", bo sie z nim spotykasz. najchętniej bym się od nich obojga odcięła w cholerę, ale z drugiej strony potrzebuję ich, bo to moja jedyna rodzina. im bardziej ich potrzebuję, tym większego kopa dostaję (okazuje się że tata nie ma czasu, bo nowa żona coś tam, a mama uważa się za jedyną cierpiętnicę w tym układzie, której należy się troska, zrozumienie i uwaga). i tak w kółko od 7 lat. tak naprawde jestem sama. po rozwodzie chciałam być dla mamy wsparciem, ale długo nie dałam rady, sama nie byłam w stanie wpierać i jej i siebie. teraz ona ma do mnie ogromny żal, a ja ogromne poczucie winy. teraz chce się leczyć, ale boje sie że rodzice (zwłaszcza kochana mamusia) zniweczą wszystkie wysiłki morzem jadu i nienawiści. a jednocześnie tak ich potrzebuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to jest chyba najlepsze forum jakie znam:)

 

no cóż Basiu, ja suma sumarum, czuję się dużo lepiej niż kiedyś,najpierw miałam terapię 6 miesięcy, było lepiej pół roku, potem nawrót, nowa terapia 2 lata, lepiej rok, teraz znów powrot i terapia- leki brałam tylko na początku choroby, bo zawsze chciałam to na siłe zwalczyć sama i poprzez terapie no i............dziś moge powiedzieć,że chyba się nie udało.

 

w psychologów już nie wierze- owszem pomagają troche, ale żeby z tego wyjść musi być naprawdę ktoś bradzo,ale to bardzo dobry!!!!!!!!, ktoś kto dotrze do sedna problemu, za wizytę płacę 70 PLN raz w miesiącu.Za dużo już wydałam kasy, mało tego muszę teraz wrócić do leków i wracam, mam to gdzieś.

Trochę już nauczyłam się z tym żyć...

 

mam kuzynkę w Stanach i jej znajoma całe życie musi brać leki,

nerwice, depresje mają charakter nawrotowy..........nawet jak człowiek

myśli,że jak z tego wyszedł, to przy pierwszej lepszej okazji to potrafi wyjść od nowa.

 

ja dzięki tej k*rwie właśnie pracę straciłam, pracę o którą walczyłam, prestiżową....nie mogłam się skupić, gorzej wykonywałam swoje obowiązki, robię wszystko wolniej, teraz jestem na chorobowym, potem będę myśleć co dalej, mam ojca który ma firmę zawsze na szczęście mogę jemu pomagać...............bo tak to nie wiem co by było!!

ludzie przez takie choroby na renty trafiają, mojej mamy znajoma właśnie leczyła się i ma retę.

 

wierzę,że udaje się ludziom z tego wyjść tak do końca-ale tylko nielicznym :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawalam studia...nie mam na nic sily...caly dzien leze w lozku...dzisiaj chialabym sie zabic...tylko nie wiem czy mam dostateczna ilosc tabletek...nie chce przezyc i pewnei trafic do psychiatryka po probie samobojczej...juz w nic nei wierze..nic mi nie pomoze...psycholog nie pomogl..leki nei pomagaja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×