Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
babushka

Problem ze zrozumieniem

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry! Jakieś dwa lata temu lekarz zdiagnozował o mnie nerwicę depresyjną. Brałam leki, potem je odstawiłam (po konsultacji z lekarzem), po kilku miesiącach wszystko zaczęło wracać. Miałam do wyboru albo dalej leki, albo wizyty u psychoterapeuty. Postanowiłam, że dam sobie sama z tym radę. I udało się, prawie wszystko jest w porządku. Prawie, bo czasami, powiedzmy raz na kilka tygodni dopada mnie ogromny dołek. Wszystko robi się beznadziejne, tylko leżę i płaczę, a jedyne czego potrzebuję to przytulenie i okazanie miłości przez mojego mężczyznę. On jest kochany, dobry, jestem z nim bardzo szczęśliwa, ale w takich momentach zmienia się w jakiegoś potwora. Mimo tego, że chcę tylko, żeby mnie przytulił i uspokoił, to nie potrafi tego zrobić. Mówi, że nie rozumie mojego smutku i płaczu i że sama muszę sobie z tym poradzić. A po takich słowach ból i łzy są jeszcze większe. Dla niego coś co się dzieje w psychicce człowieka to nie choroba. Tłumaczyłam mu wiele razy co się ze mną dzieje, podtykałam artykuły na temat nerwicy i depresji, niestety bez skutku. Czuję się samotna w mojej chorobie, mimo tego, że mam mężczyznę, który chce ze mną spędzić życie, to w takich momentach czuję się całkowicie pozostawiona samej sobie. Nie potrafię go zrozumieć, dla mnie oczywiste jest, że jak dzieje się krzywda ukochanej osobie, to jej się pomaga, a nie odtrąca się ją. Nikt nie wie, że on się tak zachowuje, nie chciałam nikomu mówić. Tutaj jest łatwiej. Wy nie znacie mnie, ja nie znam Was. Wasze opinie są obiektywne, a takie są najlepsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam właśnie ten sam problem, czuje że nikt mnie nie rozumie, a ja nie umie wytłumaczyć, albo już nie chce dlaczego tak jest a nie inaczej, dlaczego znów płacze, leżę plackiem w łóżku i nie mam sił by wstać, z czasem to też przerodziło się w żal do mamy, rodzeństwa że mnie nie potrafią, a może nie chcą zrozumieć, przez to też powstała jakby przepaść miedzy mną a nimi, nie chciałam już rozmawiać bo sądziłam że to i tak na próżno, skoro mnie i tak nie rozumieją, w ogóle u mnie to było też tak że dopóki nie zaczęłam leczyć się na depresje nikt nie chciał uwierzyć że coś takiego jest możliwe, mówili że to sprawa charakteru, i te ciągle powtarzane słowa weź się w garść.

Brak zrozumienia ze strony rodziny, znajomych ktorzy nie rozumieli dlaczego znowu nie chce nigdzie wyjść, dlaczego znowu odwołuje spotkanie spowodował że stałam sie zamkniętą osobą, wytworzyłam mur, przez ktory nikt nie mógł przejść ani ja już nie umiałam, nie umie go zburzyć, może kiedyś to mi sie uda.

Spojrzenie na tą sprawę w troszeczke inny sposób pomogła moja psychoterapeutka (swoją drogą byłaby teraz ze mnie dumna bo kobieta już załamywała ręce że nic do mnie nie dociera) w każdym bądź razie na którejś z kolei wizycie ja ciągle narzekałam na brak zrozumienia na to ona zapytała sie mnie czy ja rozumie zachowanie np. mojej siostry, ktora mimo że oszukał ją facet znowu chce do niego wrócić, albo czy rozumie zachowanie koleżanki która robi wszystko żeby chłopak do niej wrócił ja widziałam w tym całkowicie irracjonalne zachowanie, coś niepojętego. Powiedziała mi że tak jak ja nie rozumie ich zachowania oni mają prawo mnie nie rozumieć, staram sie na to inaczej patrzeć.Ludzie cierpiący na depresje, lub inne tego typu choroby, postrzegają świat zupełnie inaczej, więcej czują, widzą, są bardziej wrażliwi, narażeni na więcej ciosów od losu, ale przez to są też wyjątkowi może to zabrzmi głupio, ja tak uważam. Naprawde staram sie zrozumieć że oni mnie nie rozumieją, dlatego też zdecydowałam się tu zalogować, bo gdzie indziej można znaleźć zrozumienie jak nie pośród ludzi którzy podzielają twoj los. Trzymam kciuki zeby udało Ci sie znaleźć osobę, albo takie miejsce np. jak to forum gdzie znajdziesz zrozumienie. Jest to cięzkie, i wymaga pracy nad sobą, ale też spróbuj spojrzeć na tą sprawe oczami swojego partnera. Dla niego rano gdy wstaje słońce oznacza pójście do pracy, wykonaniem swoich obowiązków, później może jakiś relaks dla nas to znaczy kolejna rozpoczęta walka żeby jeszcze nie kończyć z życiem, zaczyna sie kolejny tor przeszkod, z kolei w nocy gdy dla niego to pora snu dla nas to zmaganie sie z bezsennościa i natłokiem mysli. Ranek gdy nie chce sie wstac i noc gdy nie chce sie jeszcze kłaść.

Pozdrawiam 3maj sie cieplutko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja tez mam podobnie, mój mąz nie rozumie moich schiz. on uwaza ze to wszystko to chemia w mózgu albo ze sama sie w to wkrecam!

jednak nie przeszkadza mi to tak jak tobie. moze dlatego ze dziele sie tym z innymi osobami i nie oczekuje on niego zrozumienia. duzo daje mi to forum.

moze ty tez od niego wiele nie oczekuj - bedzie ci łatwiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O mnie mysla,ze jestem zamknieta,ze powinnam sie wyzalic.Kiedy czasem sie zale nad moim zyciem,dowiaduje sie ,ze jecze i ze nie moga ze mna wytrzymac.

Gdzie tu jest zrozumienie?Wiec w pracy odzywam sie tyle ile musze,a jesli wdaje sie w dyskusje,unikam jak ognia tematowdotyczacych mnie i mojej rodziny.

 

Kiedy nie chce mi sie buzi otworzyc,mowia,ze jestem nadeta,czy tez obrazona-a ja naprawde nie widze powodu aby sie odzywac.

I tez mnie denerwuja mocno twierdzenia:wez sie w garsc,mysl pozytywnie,jakos bedzie ect bo co zrobic aby bylo OK?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój chłopak tez tego nie rozumie uważa że sobie to wymyślam że zamiast myśleć pozytywnie tylko się nakręcam że swoim zachowaniem chce tylko wzbudzić litość. Te słowa tak bardzo bolą. Nie wiem jak mam mu wytłumaczyć, że to jest problem a nie wymyślanie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba sam musialby przezyc taki stan,w jakim Ty jestes.

Ja np nie umiem po nocce spac.Dla bliskich to niezrozumiale,jak mozna byc zmeczonym i nie spac.a ja poprostu nie umiem zasnac,a wieczorem jestem tak padnieta,ze dopiero ok polnocy umiem zasnac.

Nie chce sie faszerowac tabletkami nasennymi,czasem wypije mleko z miodem ale i tak to malo co daje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! Masz rację - łatwiej się wygadać obcym ludziom, my napiszemy co myślimy a Ty wcale nie musisz słuchać naszych rad czy czytać co piszemy! Kochana moja, wg mojej obiektywnej opinii to nie chciałabym być z chłopakiem, który się wycofuje gdy dzieje mi się krzywda! Ja mam to szczęście, że gdy płaczę to Chłopak mnie przytuli a nie odtrąci! I to właśnie na Twoim miejscu dałoby mi wiele do myślenia! Oczywiście ja nie chcę, żeby Twój związek się rozsypał! Ale co będzie gdy już w samodzielnym życiu ON Ci nie pomoże, bo po prostu ucieknie??? Twój nastrój rozumiem, ja też mam tak czasami ale nie wiążę tego z depresją! Ze swoimi problemami jakoś sobie radzę, ale to dlatego, że mogę się wygadać mojemu Mężczyźnie i tego samego życzę Tobie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Troszkę odbiegnę od tematu!!

Krótko przedstawię swoją sytuację. Byłam z Chłopakiem dwa lata (znamy się lat 18cie, zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi)- wczoraj minęło 6miesiąc od kiedy mnie zostawił.

Nigdy nikogo nie kochałam bardziej- wstawałam z myślą o wspólnej przyszłości, pracowałam, uczyłam się dla Niego, zasypiałam z myślą o Nim... i tak mijały dni. Niestety On miał jakiś problem, który ciężko było mi zrozumieć. Denerwowało mnie kiedy wciąż mówił, że jest zmęczony, na nic nie miał ochoty, nie chciał wychodzić z domu, coś obiecywał ale nie dotrzymywał słowa, nie mogłam na Niego liczyć w żadnej sprawie, słuchał ale nigdy ze mną nie dyskutował, mówiłam jak do ściany... wybuchałam, bo nie mogłam tego zrozumieć. Krzyczałam na Niego ale tak go kochałam, że zawsze przepraszałam- nawet wtedy kiedy to była Jego wina. Myślałam, myślałam... i doszłam do wniosku, że być może ma depresję. Powiedziałam mu, że powinien pójść do lekarza. Początkowo pomysł wyśmiewał, ale potem zaakceptował... poszedł na jedną wizytę, potem kolejną i kolejną- zdiagnozowana depresja.... Mieliśmy straszny spór, moje łzy Jego... porozmawialiśmy szczerze- powiedział, że potrzebuje mojej pomocy. Między nami zaczęło się dziać lepiej. Września ubiegłego roku nie zapomną do końca życia- czułam się tak niesamowicie kochaną i potrzebną jak nigdy. W październiku lekarz zapisał Mu tabletki. Od momentu, od kiedy zaczął je zażywać unikał mnie- przez cały miesiąc spotkaliśmy się może cztery razy (pomimo, że mieszkamy tylko ulicę od siebie). Wciąż mówił, że nie ma czasu... miał nowe wymówki a ja nie byłam tolerancyjna- krzyczałam wyzywałam, pytałam o co mu chodzi?, że ja nie chcę takiego związku, mówiłam żeby coś ze sobą zrobił, że ma się wziąć w garść bo sama sobie ze wszystkim nie poradzę.

Zostawił mnie na początku listopada... powiedział, że to będzie najlepsza decyzja jaką podejmie w życiu i mam mu na to pozwolić... dodał, że kocha mnie ale nie tak mocno jak ja Jego... skończyło się.

 

Po tym wydarzeniu trochę się 3małam, ale w grudniu wpadłam w dołek- nie miałam sił na nic, do wstania z łóżka mobilizowała mnie tylko praca, nic innego nie robiłam. W dzień się jakoś 3małam, udawałam silną ale po powrocie do domu płakałam po kilka godzin- tak było co dziennie, przez jakieś 4miesiące. Chciałam zasnąć i nigdy się nie obudzić- tak marzyłam, żeby przestać istnieć. Wybuchałam płaczem na przystankach, co 2 tyg, chodziłam do spowiedzi, ręce mi się trzęsły, dla zabicia czasu mogłam siedzieć w pracy 24h.. Spotykałam się od czasu rozstania z kilkoma mężczyznami ale w każdym szukam Jego.

Od miesiąca nadrabiam to co zaniedbałam- kurs na prawo jazdy rozpoczęty w październiku, pracę magisterską, ostatni egzamin na studiach, kontakty ze znajomymi... ciężko było- bardzo ciężko.

 

Po tej całej sytuacji kiedy On miał depresję, a potem ja wpadłam w taki straszny dołek (nie wiem czy to była depresja) widzę, jak nieświadomi jesteśmy co to za choroba. Tak bardzo chciałabym wszystko zmienić, tak obrócić, żeby wszystko wydarzyło się jeszcze raz, żebym mogła mu pomóc... widzę ile błędów zrobiłam i że nie byłam dla Niego dobrym wsparciem. Każdym słowem sprawiałam mu ból zamiast wspierać... Czy człowiek sam musi doświadczyć czegoś takiego żeby zrozumieć...?

 

Spróbujcie wytłumaczyć, poczytajcie fora dla osób mających depresję i ich rodzin- może to ułatwi zrozumienie.

Ja zrozumiałam za późno:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×