Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Derealizacja. Depersonalizacja.

Rekomendowane odpowiedzi

Dziś miałem chwilową derelkę ale dałem jej radę :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hooligan123 witaj.

 

W te wakacje miną 3 lata, od kiedy pierwszy raz dostałem ataku nerwicy, fobii oraz natręctw. Problem, który nam doskwiera, czy dd jest faktycznie wykańczającym objawem, szczególnie kiedy jeszcze się na nim non stop podświadomie skupiasz. Oderwanie się od tych myśli, zajęcie czymś powoduje usunięcie się dd lub inaczej, nie zwracanie na niej uwagi. Ja na przykład w domu, potrafię już sobie włosy rwać i srać prawie w majtki ze strachu. Powiedzmy po paru godzinach pracy, przechodzi mi, bo nie myślę o tym. I chociaż chcę nie myśleć w domu, ciężko mi się zająć czymś na tyle, by przestać. Telewizor odpada, jakoś nie umiem do końca się na nim skupić. Książka? Nie wiem, dawno nie próbowałem, ale boję się podobnych rezultatów. Wychodzenie gdzieś samemu też nie zdaje egzaminu. Uciekam tak jak Ty, na komputer. Również gram, podejrzewam, że nawet jestem od tego uzależniony. Zawsze grałem i gram dalej, w tym momencie nie myślę... Ale wystarczy tylko, że się od kompa oderwę czy przypomnę sobie o swoim problemie, zaczyna się lęk, analiza i myślenie. Po chwili znowu atakuje na mnie lękowa machina wojenna. W pracy też czasem... Nie wiem czy wy tak macie, ale ja czuję się w kropce, ponieważ jak uda mi się oderwać od lęku pracą, na dzień czy dwa, to po następnym przebudzeniu mam wrażenie, że totalnie już nie wiem kim i po co jestem, i mam większy lęk po dalszej ucieczce.

Co do tych gier komputerowych muszę Ci powiedzieć swoją reakcję na nie na początku swojej choroby. Pamiętam jak całe dnie się trząsłem, analizowałem, myślałem i zlewałem potem, bo już byłem przeświadczony o tym, że jestem w piekle i zwariowałem. Byłem pewien, że będzie tak do końca życia. Granie mnie odciągało, byłem normalny i grałem całe dnie. Niestety, ale z każdym takim przegranym dniem mój stan się nie polepszał a pogarszał, bo nie mogłem się oderwać od kompa, skoro budziło to we mnie panikę. Teraz też jest podobnie. Wtedy pamiętam na nogi postawiła mnie szkoła. Ktoś bardzo mądrze napisał, że jak się ma nerwicę lub tego typu problemu, to powinno się wychodzić z domu do ludzi. Samemu człowiek się zwyczajnie umęczy. Chodząc do szkoły, po kilku dniach znów byłem na nogach, ale niestety tylko na czas, w którym byłem w szkole. Czasami były momenty, w których przypominałem sobie lęk, problem, ale po chwili, kilku rozmowach z kolegami i wciągnięciem się w życie nie było ich, nie było dd ani lęków. Po powrocie do domu tak samo... Wydaje mi się, że powinieneś spróbować się przełamać i zacząć wychodzić z domu, na siłę biegać ze znajomymi lub gdzieś. Wiem, że może się nie chcieć, szczególnie jeśli jeszcze do tego wszystkiego dopada depresja, ale to jest dobre lekarstwo. Trzeba wyjść do ludzi, nie myśleć o problemie, a gdy się pojawi z podpowiedzią " A może jesteś dziwny i zaczniesz się bać?, przegnać go! Przyzwyczaisz się do życia i do dd, wtedy zniknie. Siedząc na kompie uciekasz i może dlatego tak się czujesz. Ja przynajmniej tak mam.

Aktualnie jestem na ciężkim etapie DD. Nawet nie wiem czy nie na gorszym jak wtedy, na początku. Każda myśl, normalna czy też nie, potrafi mnie przerazić. Pisałem nawet temat o pewnej fobii, która ma swoją nazwę, a polega ona na strachu przed myśleniem, bo tak się właśnie czuję... Ale tyle tej niedoli już przeciągnąłem, że dam sobie radę dalej. Chociaż jest to dla mnie niewyobrażalne, bo nie mam siły wychodzić z domu, a jak myślę o terapeucie to czuję lęk i bezsens, bo ja nawet nie wiem czy będę umiał mu opisać to co się teraz ze mną wyrabia. Ale na pocieszenie powiem, że były już okresy, w których nie było problemu, tylko sobie przypomniałem o tym i wróciło...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, trafiłam na to forum, bo sobie już nie radzę, ale widzę, że nie ja jedna. :why: Jesli chodzi o mnie, to derealizacja/depersonalizacja są zależne od wielu czynników... sama nie wiem, jakich do końca; można rzec, że raczej kumulacja pewnych czynników powoduje oderwanie się od problemu z sobą (czyli innym słowy: "przyklejenie" się na powrót do s i e b i e ;) ). Jeśli te czynniki nie wystąpią w odpowiednim czasie i miejscu, wpadam w otchłań niebytu. Jest to koszmarne uczucie. Ktoś gdzieś na forum napisał, że do d/d można się przyzwyczaić. Być może, nie doświadczyłam tego komfortu jakoś do tej pory. Dla mnie jest to piekło, czasem pozostaje tylko płacz w poduszkę, sen po tabletce (gdyż na naturalny nie ma co liczyć - lęk by mnie połknął) i prośba do Pustki, by mnie nie budziła podczas czarnej nocy. Myśli samobójcze to norma, ale wyobrażenie tego, co może być "po", jest zbyt złożone i nie mam odwagi, by z sobą skończyć, poza tym jest parę osób, które na pewno cierpiałyby po moim "wyczynie" (może to głupie, ale żal mi bardzo także zwierząt, które mam, a które musiałabym opuścić). Wiem, że kiedyś nawet w/w aspekty nie powstrzymają mnie przed ostatecznością, jeśli ten stan będzie się ciągnął. Mam też świadomość, iż d/d niekoniecznie musi poddać się farmaceutykom i to nie jest pocieszające dla mnie ani dla wszystkich, którzy borykają się z tym problemem. Zresztą jest to temat-rzeka. Może ktoś czytał M. Bieńczyka "Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty."? Myślę, że lęki, depresje, d/d i inne z piekła rodem zjawy, które nas wchłaniają po kawałku, są czymś niekiedy integralnie złączonym z bytem ludzkim, dlatego próby ich "wypędzenia" z n a s kończą się fiaskiem. To bardzo skomplikowany temat, ja do niego podchodzę nie tylko w kategoriach psychiatrycznych, ale i filozoficznych... Jest wiele książek, do których warto zajrzeć, aby lepiej poznać kontekst, niekoniecznie muszą to być lektury z dziedziny psychiatrii.

Próbowałam sobie pomóc na różne sposoby, to se ne da. :) Może należy po prostu być, rozmawiać (z kimś - a nie tylko z sobą - choć drugi człowiek przeraża czasem), istnieć. I tyle.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich d/d i wszelakie typy. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anomalia-Witam:) Doskonale Cie rozumiem, pierwszy raz dd pojawilo sie u mnie 6lat temu, po jakis trzech miesiacach przeszlo,poprostu zapomnialam i tak zylam sobie w miare spokojnie z innymi objawami nerwicy ktore jak dla mnie byly malutkim pikusiem w porownaniu z dd az w polowie lutego dopadlo mnie i to ze zdwojona sila. Czasem tak sobie mysle czy jakbym tak przypadkiem doznala amnezji to czy o dd tez bym zapomniala???Moze jakas hopnoza by pomogla...ja nie wiem juz co robic bo to co przezywam to pieklo na ziemi....Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, Hasta. Ja się hipnozy boję, miałam okazję przejeżdżać kilka lat temu (codziennie przez 5 lat) obok gabinetu takiego maga ;) i jakoś nigdy nie odważyłam się go odwiedzić. Boję się, że mógłby wywlec ze mnie jakieś rzeczy, o których nie wiem i może niekoniecznie chciałabym się dowiedzieć. Podświadomość to studnia bez dna. :) Ale ostatnio dochodzę do wniosku, że jak czegoś z tym d/d nie zrobię, to oszaleję. Dziś akurat nie jest źle, nawet lęk mam mniejszy, ale znając zjawisko, to już za godzinę może być fatalnie. Wyobrażam sobie dalej moje życie i przeraża mnie ono w takiej postaci, jak teraz. Z drugiej strony "to tylko głupie życie", jak to rzekł kiedyś mój kolega, więc trzeba się dystansować nawet do swoich koszmarów, w miarę możliwości, rzecz jasna (czasem się nie da). Ale chętnie poszłabym na psychoterapię, jednak do dobrego specjalisty, nie jakiegoś oszołoma, który zrobi mi papkę z mózgu. U mnie w mieścinie takiego nie ma, nie chce mi się szukać w dalszych okolicach, a zresztą perspektywa grzebania w swojej głowie lekko mnie przeraża, wolę się ogłupić na noc tabletką. No ale rano bywa różnie, poza tym tabletki nie działają wiecznie, już teraz widzę, że działanie jest słabsze a nie chcę brać większych ilości (biorę minimalną dawkę). Ale tak jak już wspominałam wcześniej w poprzednim poście, są pewne osoby, które tak mają i tyle. Ja to "odziedziczyłam" po rodzinie Taty, jestem tego pewna. Bycie we władaniu d/d jest okropne, z niczym nie można się utożsamić, nic nie jest moje, a ja nie przynależę do niczego i jestem niczyja, a nikt nie jest mój. To jest taka wolność donikąd, pokutna, nie wiem, może kiedyś żyliśmy i teraz coś odrabiamy? Nie wiem. Był taki okres, w którym podejrzewałam u siebie schizofrenię, czytałam dużo na ten temat, ale stanęło na osobowości schizoidalnej co najwyżej. Borderline także by pasowało, a tak w ogóle to trudno powiedzieć, te choroby, zaburzenia etc. mają płynne granice i diagnoza bywa trudna do postawienia, u psychiatry byłam tylko raz w życiu i nie poszłam więcej, aby mnie nie uświadomił w zbyt dużym zakresie. :) Mam kilku znajomych borykających się z podobnymi jak ja problemami, każdy stara się inaczej radzić sobie z kłopotem, każdy też ma nieco inną sytuację. Najgorsza jest samotność, tzn. fakt, że człowiek zawsze zostaje SAM i tak. :( Porozmawia, wyżali się, a potem wraca do domu, zamyka oczy a pod powiekami czeka spragniony demon...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anomalia-dzien dobry.Ja "lecze sie " u psychiatry juz szosty rok,na ostatniej wizycie gdy powiedzialam jej o dd, odpowiedziala ze tak wlasnie moj organizm reaguje na stres tylko ze od kilku miesiecy moje zycie plynie bezstresowo,od pol roku schodzilam juz z lekow i bralam pol tabletki az tu nagle pach i znowu to samo.Teraz zmiana lekow i znow wieksza dawka a poprawy nie widac,gdyby nie afobam to mysle ze musialabym zrezygnowac z pracy.Mam dosc! Moj syn i maz nie potrafia nawet zrozumiec jak moga sie takie rzeczy dziac z czlowiekiem, i maja racje; kto tego nie przezyje ten nigdy nie zrozumie. Ja ciagle jeszcze mam nadzieje ze leki zadzialaja(znowu) i ze z tego wyjde,czego sobie i wszyskim z calego serca zycze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam

moja derealizacja trwa już 8 miesięcy, nie umiem z nią żyć, nie umiem się do niej przyzwyczaić bo mi po prostu przeszkadza patrzenie, zmysł wzroku, patrze na swój pokój i widzę, że coś jest nie tak , widzę łóżko, stolik, fotele, od kilku dni myślę bardzo intensywnie nad samobójstwem. Wczoraj już miałem garść leków psychotropowych przy ustach i miałem je połknąć. Codziennie to odwlekam z nadzieją na poprawę i tak już 8 miesięcy. Boże ile jeszcze czasu tak będzie? Nie wiem jak mam żyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tolken24,

Też chciałbym to wiedziec ..

Zaczeło się lekkiej nerwicy a kuwa go mac nie wiem jak to się skończy. Przeraża mnie to, że przede mną jeszcze tyle lat zycia. Ósmy miesiąc własnie sie zaczął. ile można .. ? Jedynie napiszę, że mam tak samo jak Ty .. DD niszczy mnie odśrodkowo. Dominuje nad moimi zainteresowaniami, praca, dziewczynami, życiem, .., nad wszystkim. Jedno jest pewne: nie wyleczymy tego jak katar, do konca życia z tym bagnem.

 

Dasz rade, może przynajmniej Tobie się powiedzie. .., że tak powiem: podobno jutro ma byc lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LukLuk

Ja nie mogę się z tym pogodzić, mam wrażenie, ze mogłem to powstrzymać. Pojechałem na wakacje do Grecji, leżałem przy basenie, wypiłem kilka drinków na słońcu i zasnąłem, gdy się obudziłem nie wiedziałem gdzie jestem, kim jestem przetrwałem jakoś ten wyjazd, wróciłem prosto do psychiatry i tak się wszystko zaczęło, psychiatrzy, lek za lekiem, szpital, i nic. Gdybym wiedział, ze tak długo to będzie trwało to utopiłbym się tam w tej grecji niech to szlag wszystko trafi. Jest po prostu strasznie, nie do wytrzymania. Nie czuję swojego ciała, nie poznaję się w lustrze, straciłem tozsamość, chodzę jakby obok siebie, czuję sie jak w jakimiś filmie, po prostu przeszkadza mi patrzenie. Wczoraj zacząłem pisać list pożegnalny. Co wieczór wysypuję wszystkie te tabletki, które mam przygotowane. Wiem, ze jeśli je połknę umrę. Nie chce tego, chiałbym zyc jak dawniej, jak przed wyjazdem do tej Grecji, ale jak teraz zyć sie nie da. Nie wiem ile czasu jeszcze wytrzymam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tolken24,

cos musi być w tym nagłym rozpoczęciu. Ja byłem troche przeziębiony, odwiozłem taką jedną dziewczynę do domu, wróciłem, usiadłem, zjadłem, oglądałem tv i nagle jeeeeb. Pamiętam, że spojrzałem na niebo i tak jakbym to niebo widział pierwszy raz, tak jakby Mój własny pokój w którym mieszkam 23 lata - nie był moim pokojem. Tak jakby Moja rodzina to nie była Moja rodzina, tak jakbym Ja to nie był Ja. Od tego momentu się zaczęło. Było coraz gorzej, ale nie było najgorzej w porownaniu z tym co działo się przez nastepne kilka miesięcy. Zaniedbałem dosłownie wszystko: prace, znajomości, zainteresowania .. Nie miałem sił walczyć sam ze Sobą a co dopiero mówić o powrocie do normalnego życia. Dla mnie ten ziemski swiat się skonczył. Mimo tego staram się jakoś dawac Sobie rade, duzo pracuje, powróciły dawne zainteresowania, jest zdecydowanie na plus. Boje się smierci, boje się chorób, boje się żyć, boje się o przyszłość, boje się o samego Siebie .. Podejrzewam, że te obawy pozostana ze mna do konca zycia. No cóż takie zycie taki los. Chciałbym jeszcze tyle rzeczy zrobić, chciałbym się rozwijać zawodowo, chciałbym być happy, chciałbym jeszcze wyjsc na dłuuuuuuuuga prosta .. Tylko, że Ja nie wiem co bedzie jutro, czy to wszystko nie wróci. Boje się tego. Nerwicę mam już od dziecinstwa, ale takie objawy jakie miały miejsce przez ostatnie osiem miesięcy to juz się szczyt szczytów. Popełniając samobojstwo nie będziesz szczesliwy .. rozumiem, że to wszystko dobija, załamuje, przygnębia, ale zawsze jest jakieś ziarko optymizmu na lepszy nastrój. Też myslałem podobnie, że to zycie jest do bani, ze jest chu***o, że lepiej nie bedzie, że to już koniec. .. W tym okresie przykleiła mi sie do rąk ciekawa książka pt. "Życie po życiu" - polecam. W skrócie napisze Ci, że osoby odbierające Sobie zycie stokroć cierpia niż My tu na ziemi. Wierze w to i to mnie motywuje. Spójrz na to z innej strony: ile swiat straci na naszej nieobecności na ziemu - tu. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy Wy też macie derealizację po stresujących sytuacjach? Mój przykład: wczoraj miałam niezłą mieszkankę, bo czułam się na zmianę porzucona i zdenerwowana (właściwie to solidnie rozwścieczona) - dziś rąbnęło i nie wiedziałam nagle, gdzie jestem, potem utrzymywało się przez jakieś 1,5 godziny. Drugi raz mam taką sytuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć tolken, a co z Twoją terapeutką? jesteś z nią w stałym kontakcie, mówisz jej o tym co się z Tobą ostatnio dzieje?chodzisz regularnie?Nie radziłabym się łudzić że to skutecznie przejdzie samo, napisz jak się czujesz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

TheGrengolada, Tak! Tak! Tak! Dokładnie tydzień temu, po tym jak pani promotor potraktowała mnie na seminarium miałam taką derealizację że nie byłam wstanie podnieść się z podłogi, wcześniej po niezdanym egzaminie na prawo jazdy nie wiedziałam co się dzieje, wyrzuciło mnie i byłam nie-byłam w tym nieczuciu długo, długo i nie byłam w stanie nic zrobić. Beznadziejny stan. Nienawidzę. Zwariować można.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Guzik,

 

Mam coraz mniej nadzieji ze z tego mozna wyjsc, biore coraz wieksze dawki leków a derealizacja jak byla tak jest. Moze kluczem jest nauczenie sie z nią życ? Co prawda nie dostaje atakow paniki gdy mam derealizacje ale przeszkadza mi troche.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy z tego można wyjść, ale ja przynajmniej nie mam już permanentnego stanu derealizacji trwającego miesiącami, ale czasem jeszcze niestety bywa i nie wiem czy jakoś można temu zaradzić.

19_latek, a Ty masz takie łup! czy ta derealizacja utrzymuje się cały czas? Może leki które przyjmujesz nie działają na to? Może inne by coś zmieniły?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Guzik,

Tylko czasami mam, przy stresujacych sytuacjach. Ale za to jest czasami bardzo intensywna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jenyyyyyy! Co za kupa z tej derealizacji!!!!! A sio! A sio! Nosz nie działaaa!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Carlos witaj

Wlasnie zaczolem normalne zycie. Zaczolem chodzic do szkoly , znalazlem sobie zajecia np. silownia , basen. Wychodze ze znajomymi i jest ok. Zapomnialem o wszystkim. Wreszcie czuje sie normalnie , chociarz czasami dopada mnie depresja i brak sensu zycia , bo mam wielkie problemy ;/ . Mysle ze d/d juz nie wroci i ze bedzie juz tylko lepiej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hooligan123,

 

Jakie leki ci pomogły? Terapia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ostatnio miewałam takie poczucie odrealnienia, to trwa zaledwie kilka/kilkanaście sekund :? a potem jakbym nagle się obudziła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj wczoraj mnie załapała d/d. Od samego rana byłem zalatany: naprawa samochodu, kupowanie czesci po całej Warszawie, problemy, kłótnie, zgubiłem kase gdzies na miescie i na sam koniec szybka przejażdżka po kawałek przewodu hamulcowego (16km) .. w dodatku pogoda jakas dziwna: deszcz, słonce, wiatr. Jechałem po ten przewód samochodem, spojrzałem się na niebo i nagle jeeeeeb, jakby ktoś mnie zamroczył. Pytanie: gdzie Ja Jestem, po co Ja jade, gdzie się spiesze .. ? Do tego wszystkiego serce zaczeło mi oszałamiająco walic, krople zminego potu na czole, mrowienie w dłoniach. Musiałem na chwileczkę stanąć na poboczu i ogarnąc się. :shock: taka nagonka sprzyją DD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

LukLuk,

 Pytanie: gdzie Ja Jestem, po co Ja jade, gdzie się spiesze .. ?

 

Tez tak mam, nienawidze tego uczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19_latek,

to i tak jest igła w stogu siana ..

był taki okres, że w głowie kotłowały mi się cała masa takich głupich pytań: dlaczego jem, pije, zyje ? co to jest zycie, miłość, nienawiść, ? dlaczego mysle, czuje, zyje, spie, ? co to jest to co mnie dookoła otacza ? .. :shock: paskudztwo.

 

ten stan jest do opanowania, ale nie do wyleczenia. Aktualnie zdarza mi się to raz na jakis czas. Ciesze się, że juz nie jest fatalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja stanąłem na etapie, że można zaleczyć, ale nie wyleczyć.

To siedzi gdzies głęboko.

Być może już się wyleczyłem, ale nie umiem tego dostrzec i docenic.

Wiem jedno: czuje się duzo lepiej i uwazam, że to wielki cud.

 

Przeżyć to jeszcze raz - nigdy w zyciu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja się tak zastanawiam... można się czuć dobrze w derelkach? Dziwnie i nieswojo, ale dobrze?

ja sie przed tym broniłam, ale od kilku lat mnie to łapie, jednak nigdy nie uważałam tego za oznakę choroby.

a czasami mam wręcz dni, że jak tak się czuję to mam wrażenie, że teraz już będzie spokój. że już tak zostanie. że już zawsze będzie mi wszystko jedno, że juz nigdy nie będę musiała o niczym decydować, że pozostanę w takim stanie półświadomości nieistnienia...

Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie to tak jak myślę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×