Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Student20

NIE MAM SIŁY DŁUŻEJ ZYĆ

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

Nie potrafie dłużej zyć z takim ciężarem. Do rzeczy:

-nie mam siły, kompletne! Nie potrafie wstać z łóżka, chodzić, kiwnąć palcem... Umysł mówi: wstań, a ciało mu na to: wała... Nie potrafię nawet wyjść z domu, o pracy nawet nie wspomne... A mam własne mieszkanie za które 10-go będe musiał zapłacić. Od Miesiąca już nie pracuje, 8 godzin wysiłku grubo ponad moje siły...

- siadła mi pamięć i koncentracja, Nie wiem co mówie (nie pamiętam), robie coś, chwile później potrafie wmówić komuś z kim tą czynność wykonywałem, że nic takiego nie robiłem... Nie potrafie kompletnie się skoncentrować

- ciężko mi się oddycha, cały czas biore głębokie wdechy, zmęczenie totalne

- napady agresji, chęć wysadzenia otoczenia w powietrze, patrze na szklanke na stole i widzę, jak rozwalam ją na ścianie...

- nie potrafie ruszyć się z łóżka przed 12, niezaeżnie od tego o której kłade się spać.

- wszystko mi jest TOTALNIE obojętne... Najwyżej, pewnego pięknego dnia skończe swój marny żywot pod pociągiem...

- ostatnio coraz częściej napady takiego dziwnego lęku, jakbym coś złego zrobił i teraz wychodziło to na jaw... Niepokój

 

Nie mam siły iść sam do lekarza, pozatym nie jestem ubezpieczony...(nie pracuje już, nie jestem zarejestrowany w UP, ni eucze się...)

 

Nie mam wsparcia ze strony rodziny, która tylko mnie dobija, wyzywając od leni i nierobów...

 

POMOCY, chcę umrzeć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Student20, masz dwa wyjscia albo tak lezec i nic nie robic albo zaczac cos robic (logiczne, prawda? :)). moim zdaniem powinienes sie udac do lekarza. skoro tak jak mowisz nie jestes ubezpieczony idz sie zarejestruj do UP i sytuacja sie rozwiaze. mimo tego, ze piszesz, ze chcialbys juz skonczyc swoje zycie to ja widze, ze chcesz walczyc (inaczej bys tu nie pisal). my nie jestesmy tutaj lekarzami, wiec ci nie pomożemy. jedyne co to mozemy zaproponowac jakies rozwiazanie, zmotywowac do dzialania. ty sam zadecydujesz co z naszymi radami zrobic. masz szanse na udane zycie tylko zamiast poglebiac sie w swojej depresji (moim zdaniem masz wlasnie depresje) powinienes zaczac dzialac. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taa... Problem w tym, że po pierwsze: Nie moge się zarejestrować w UP, bo uczelnia zwleka ze zwrotem moich papierów, po drugie: NIE MAM SIŁY. Zdechne w 4 ścianach tej kawalerki... POzatym byłem już raz u lekarza i po 6 godzinach w poczekalni usyszałem, że mam brać Bioxetin i mi przejdzie. A jest 2 razy gorzej. Po tym świństwie tylko pamięć i koncentracja mi już całkiem padła... Zresztą i tak mi wszystko jedno...

Nie wiem po co Wam gitare zawracam, przepraszam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no to trza pojechac do tej szkoly osobiscie i pogadac. co do lekarza, faktycznie beznadziejny czyli trzeba poszukac innego i zapytac o bioxetin, bo moze to akurat nie lek dla ciebie (czesto dlugo dopasowuje sie lek). poza tym nie tylko psychiatra ci potrzebny, ale przede wszytskim psycholog, z ktorym moglbys porozmawiac o problemach

nie jest ci wszystko jedno, bo odpisales i wogole piszesz. ja cie do niczego nie zmusze, ale wiem, ze gdybys sprobowal jeszcze raz moglbys kompletnie zmienic swoje zycie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby Bioxetin zaczął działać trzeba zwykle miesiąca......to dobry ale powolny lek, nie uzależnia ale trzeba przeczekać te pierwsze kilka tygodni.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Żeby Bioxetin zaczął działać trzeba zwykle miesiąca......to dobry ale powolny lek, nie uzależnia ale trzeba przeczekać te pierwsze kilka tygodni.....

 

Odstawiłem po 2 miesiącach, rezultat leczenia tym był tylko taki, że w pracy urywał mi się film (zresztą nie tylko w pracy) i nie wiedziałem co robie, kompletnie...

 

no to trza pojechac do tej szkoly osobiscie i pogadac

 

Uczelnia w Lublinie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uh...no musisz coś z tym zrobić!

Tak dalej nie da się żyć....przecież naprawdę wykończysz się, nie masz kogoś bliskiego kto mógłby załatwić za ciebie parę spraw?

Nie udawaj przed rodziną, że jest ok, bo nie jest, oni powinni wiedzieć co się z tobą dzieje.........

Może kuzyn, kuzynka, kolega, koleżanka pojadą na uczelnię, zarejestrują cię w urzędzie pracy......musisz iść do psychiatry koniecznie!

Może najlepszym dla ciebie rozwiązaniem będzie obserwacja w szpitalu i dobranie odpowiednich leków.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Uh...no musisz coś z tym zrobić!

Tak dalej nie da się żyć....przecież naprawdę wykończysz się, nie masz kogoś bliskiego kto mógłby załatwić za ciebie parę spraw?

No właśnie...Ja mam już dość takiego życia. Przestałem walczyć z wiatrakami, nie mam siły... Już się wykończyłem...

Jedyna bliska mi osoba jest chora na agorafobie... Zresztą ma dość swoich problemów i w pełni to rozumiem. Życie ze mną pod jednym dachem jest okrutnie męczące...

Nie udawaj przed rodziną, że jest ok, bo nie jest, oni powinni wiedzieć co się z tobą dzieje.........

Wiesz co usłyszałem od rodziny? Na lenistwo nie ma lekarstwa, weź się do roboty a nie szukaj sobie pretekstów do obijania się, bo zaraz Nam wmówisz, że masz depresje... Tyle od matki

Od reszty rodziny, weź sie do roboty, to jedyne lekarstwo na depreche... Ciężka praca.

Jeśli od kogokolwiek usłyszę jeszcze raz, nie udawaj, weź się do roboty, to przysięgam, odbiore sobie życie bez mrugnięcia okiem... Apropos pracy, miesiąc temu zostawiłem bardzo dobrą posadę. Nie byłem i nie jestem w stanie normalnie funkcjonować.

Reszta omija mnie szerokim łukiem....

Może najlepszym dla ciebie rozwiązaniem będzie obserwacja w szpitalu i dobranie odpowiednich leków.....

Bardzo możliwe, tylko jak tak dalej pójdzie to mogę nie zdążyć tam trafić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Plan dla ciebie:

MUSISZ!!

-załatwić sprawę na uczelni nawet resztą sił

-Zarejestrować się w urzędzie pracy żeby mieć bezpiecznie

 

Gdy już jakoś temu podołasz idź do najbliższego szpitala na którym jest oddział psychiatryczny. Dyżurnemu lekarzowi powiedz co leży ci na wątrobie, że boisz się o własne życie, nie dajesz już rady, mieszkasz sam i nie chcesz zrobić sobie krzywdy!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie,

żal słuchać co się z Tobą dzieje. Mogę sobie wyobrazić jak się czujesz, bo to wszystko i dużo więcej przeżywałam i po części nadal przeżywam ze swoim synem. Mój syn musiał osiągnąć "całkowitego doła", żeby zdecydować się na pomoc lekarza. Ta równia pochyła trwała u niego 4 lata, a ja musiałam na to patrzeć :-( Dopiero kilka tygodni temu trafił do lekarza . Stosunkowo młody lekarz (jeszcze nie zmanierowany) wzbudził jego zaufanie. Wierzę, że teraz będzie konsekwentnie się leczyć. Wiem jak trudno było mu przełamać się i przyznać się do choroby i zdecydować się na branie leków.

Czytając jak się męczysz chce mi się krzyczeć: Nie daj się ponieść tej cholernej przypadłości!!! Wypowiedz jej bezwzględną walkę. Bardzo Cię o to proszę :-) Jesteś młodym, silnym facetem, który ma przed sobą kawał ciekawego życia. Nie pozwól, żeby toczyło się obok Ciebie.

Być może Twoi Starsi nie rozumieją Twojego stanu i nie domyślają się jak bardzo się męczysz . Nie dziw się. Ja też na początku nie wiedziałam co się dzieje z moim synem. To tak jakby oglądała kadry z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie filmu. Gwarantuję Ci , że gdyby Starsi rozumieli powagę Twojego stanu na pewno chcieliby Ci pomóc.

Stąd serdecznie Ci radzę jako matka, im szybciej trafisz do dobrego lekarza, tym szybciej wyjdziesz z tego. Szkoda Twojego cennego czasu. Nie daj się!!! Jesteś silnym facetem i na pewno dasz radę wyjść z tego doła. Zacznij od zastanowienia się jakiego wybrać psychiatrę. Czy to powinna być kobieta czy mężczyzna i w jakim wieku.

Oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia mają swoje strony internetowe, na których m.in. zamieszczają informacje "Gdzie się leczyć" np. www.nfz-poznan.pl lub www.nfz-wroclaw.pl. Tam wybierzesz dział "Opieka Psychiatryczna I Leczenie Uzależnień", potem poradnie zdrowia psychicznego. Masz tam podział na powiaty, gminy i dzielnice. Przy każdej poradni masz adres i nr telefonu. Zadzwoń i dopytaj rejestratorki o lekarzy.Powinny Ci doradzić, który lekarz jest dobry. Wybierz takiego, który spełniał będzie twoje kryteria. Dodam, że do psychiatry nie potrzeba skierowania. Wystarczy się zarejestrować i pójść z dowodem tożsamości.

Jeśli chodzi o Twoje ubezpieczenie, to może uczelnia przedłuży Ci książeczkę zdrowia? A może Twoi rodzice załatwią Ci ubezpieczenie na siebie (rodzinna książeczka zdrowia)?

Nie czekaj. Wyszukaj już dziś poradnie i wybierz lekarza.

Jeśli mogłabym Ci w czymś pomóc, proszę napisz do mnie.

Pozdrówka od Matki :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Student20 , czytam Ciebie jakbym opisywał samego siebie!!

to niebywałe , faktycznie chyba nie tylko ja tak się czuję. Napisz co u CIebie i czy coś zrobiłeś z tym bajzlem.

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Student20 no chłopie nie będę Ci tu pisał , że wszystko będzie dobrze bo jeżeli nie zrealizujesz planu minimum który podały Ci dziewczyny to nie będzie dobrze tak że teraz mus to uczelnia ,UP, przychodnia z poradnią psychiatryczną a później tylko działać w kierunku pokonania tego i nabrania siły na życie :!::!: życzę Ci powodzenia i nie zwlekaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ant, A ty co z tym robisz? Bo normalnie z tym funkcjonować się nie da...

 

Ja postanowiłem rano jechać do przychodni, w której kiedyś byłem. Może jeszcze istnieje, może mnie przyjmą, może ktoś mi uratuje życie...

 

Swoją drogą, pół godziny temu miałem atak paniki, chodziłem tam i zpowrotem po przedpokoju. Tata zapytał co tak chodzę, rzuciłem mu się w ramiona mówiąc, że potrzebuje pomocy, że mam myśli samobójcze, że narzeczona chce ode mnie odejść, że nie wytrzymam... a on poklepał mnie po plecach, powiedział, że taki jest świat dorosłych, doradził zająć się pracą i poszedł spać...

 

I co wy na to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Idź do poradni....powiedz nawet w rejestracji że masz myśli samobójcze....powinni skierować cię na oddział na obserwację.......ważne żebyś podjął jakieś działania...nic samo się niestety nie zrobi.

To przykre że rodzice bagatelizują twoje problemy.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cześć Student20, miło Cię poznać. I jak poszło w poradni :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż...Miałem ciężką noc, kryzys. Mimo wszystko udało mi się zwlec rano z łózka i dojechać do poradni. Później 3 godziny siedziałem pod gabinetem p. psycholog i walczyłem z sobą by odważyć się wejść i zapytać kiedy mogłaby mnie przyjąć, że chce dziś, że jak z kimś nie pogadam to się zabije... Wydusiłem z siebie tylko (albo aż?) tyle, że chciałbym umówić się na wizyte i że zależy mi na czasie...

Termin: Piątek, 8:30...

 

Niezadowolony rezultatem pojechałem do mojego lekarza rodzinnego, do którego mam zaufanie i przedstawiłem mu sytuację czarno na białym (znał sytuację sprzed roku, gdy było ze mną lepiej). Po 45 minutowej rozmowie i telefonie do jakiejś koleżanki ustaliliśmy, że jutro pojadę do ośrodka i przedstawię swój problem...

 

Generalnie jestem z siebie zadowolony, wstałem, wyszedłem i póki co nie mam tak natarczywych myśli samobójczych (wyżaliłem, wygadałem sie mojej lekarce...)

 

---- EDIT ----

 

Wybaczcie, że post pod postem.

Kryzys, najpoważniejszy, Złamałem się. Brak zrozumienia przez rodzinę mnie rozbił. Chce ratować swoje zycie! Matka ma nerwice (i ja to wiem!), ojciec ją z siekierą gonił po domu, ożeniła się z moim tatą tylko po to by wyrwać się z domu. Nie chce, kategorycznie nie chce iśc na terapie, nawet na rozmowę z psychologiem, terapeutą, psychiatrą...nawet w mojej sprawie! Nic, zero! Dla wszystkich jestem ciężarem i non stop mi to jest wypominane, nawet niekoniecznie świadomie... Nie mam gdzie się podziać, modle się, by moja narzeczona mnie nie zostawiła, bo to będzie koniec. Definitywnie. Z drugej strony nie chce nikomu być dłużej przeszkodą... K&^wa nie wiem jak się z tego wyplątać...Potrzebuje wsparcia...

 

NIE CHCE UMIERAĆ! CHCE ZNOWU BYĆ SOBĄ !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No,Student20, masz powód aby być z siebie dumnym :P Bądź uparty - nawet jeśli ktoś nazwie to 'upierdliwy' - chyba dość już się nacierpiałeś, ważą się w końcu Twoje losy a Ty bardzo pragniesz wyjść na prostą, żyć godnie i być szczęśliwym - pielęgnuj te pragnienia. Mamę na siłę nie zmusisz ale cierpliwie z nią rozmawiaj. Czy ona wie, co się z Tobą dzieje :?: Czy wie, jak cierpisz patrząc na jej cierpienie :?: Czy wie, że Tobie zależy także na Twoim szczęściu :?: Może czas poważnie z nią porozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wie... Niestety wie. I nic więcej nie chce wiedzieć, nie chce czytać, nie chce rozmawiać z żadnym lekarzem, z kimkolwiek, ani na swój temat, ani na mój temat... :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Student20 wobec tego nic więcej nie jesteś w stanie dla niej zrobić - przynajmniej na razie, dopóki sam nie wyjdziesz na prostą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Student20, gratuluje udanej proby! powiem ci, ze jestem z ciebie dumna, na prawde :) co do mamy, jak sam wiesz z autopsji osoby, ktora nie chce sie leczyc, w zaden sposob sie do tego nie zmusi. moze ty wlasnie bedziesz przykladem dla niej? na razie skup sie na sobie, na tym, ze chcesz byc zdrowy i walcz, a bedzie zupelnie inaczej. buziaki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh. Czwartek wieczór, paniczny lęk przed samotnością, przed tym że sam się zniszcze... Tej nocy nie zasnąłem. 6:30 - wstałem, nareszcie... Zebrałem się w sobie i pojechałem do poradni. Na miejscu siedziałem godzinę i... usłyszałem, że p. doktor wzięła sobie wolne...

 

Zadzwonić w poniedziałek i umówić się na kolejny termin... Potem się dziwić że są samobójstwa...

 

MUSZE dzisiaj z kimś pogadać bo oszaleje... Idę szukać innej poradni, która dzisiaj by mnie przyjęła...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może na jakąś izbe przyjęć szpitala psychiatrycznego tam musza Cie przyjąc bez względu czy masz skier do szpitala czy nie lekarz dyżurujący powinien Ciebie okiełznać i coś zalecić ....

wiadomo nie da się opowiedziec wszystkiego ale zawsze to krok do przodu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Student20, patrz chłopie na swój pierwszy post a teraz o to chodziło zacząłeś działać wiadome zdarzają się po drodze schody Pstryk, ma racje na raz całego świata nie zdobędziesz pierwsze Ty jak już będziesz na tyle silny postarasz się jakoś pomóc mamie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

neina, Faktycznie... W sytuacji kryzysowej skorzystam z tego rozwiązania. Działam dosyć impulsywnie i wolałbym wylądować w szpitalu zanim wsiąde w pociąg i wyjade na drugi koniec Europy na bilecie kredytowym... Albo i gorzej.

 

Mam kogoś szczególnie mi bliskiego, problem w tym, że ta osoba też ma problemy z nerwicą i agorafobią... W dodatku jest po rozwodzie, mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie, a ja z pomocą kilku osób wyciągnąłem ją z tego piekła... Teraz mieszkamy razem i próbujemy się odnaleźć w tym wszystkim...

 

A poznaliśmy się tu, na tym forum ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Student20 łatwiej znosić trudności losu we dwoje i gdy idzie się w tym samym kierunku ;) Hehe, w ogóle ja też mieszkam obecnie z kimś, kogo poznałam na forum - osoba ta ma nerwicę, ja jestem bo wielu przejściach i qrcze - pomimo trudności - nigdy nie czułam się tak bezpiecznie :P

 

P. S. Pozdrów Ewkę ode mnie i Piotrka ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×