Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy zaczynać kolejną terapię?


lorana

Rekomendowane odpowiedzi

Pół roku temu skończyłam 3.letnią terapię w nurcie cbt, bo terapeuta odszedł z pracy. Efekty nie były specjalne, ale trochę mi to pomogło, choć nie na tyle, żebym mogła normalnie funkcjonować. T. sugerował, że powinnam zacząć kolejną terapię u innej osoby( chodziłam na NFZ).

Nie wiem, czy ma to sens. Leczę się na depresję lękową od dzieciństwa,już 17 lat. Miałam już kilka długoterminowych terapii i nie doprowadziły one do poprawy. Psychodynamiczne wręcz szkodziły.

Nie wiem, co robić. Nawet elektrowstrząsy mi nie pomogły.

Myślicie, że terapia prywatna mogłaby być skuteczna? Ja zawsze miałam tylko na NFZ, pytam hipotetycznie, bo teraz nie ma takiej opcji finansowo, ale może kiedyś?

Teraz w grę wchodzi tylko państwowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak nie zaczniesz kolejnej terapii to jaki masz inny pomysł?

Ja tydzień temu skończyłam terapię 1,5 roku na NFZ (taki był limit spotkań) i prawdobodobnie bede czekać w kolejce na kolejną, jak już dotrę do psychiatry po skierowanie. Nie wiem czy cię to pocieszy ale mam OCD od jakiś 20 lat (leczone od 10). Ja tam sie ciesze z każdej poprawy. 

1 godzinę temu, lorana napisał(a):

Myślicie, że terapia prywatna mogłaby być skuteczna? 

Teoretycznie powinno nie być różnicy. Na mnie terapia prywatna źle wpływała, bo cały czas skupiałam się na tym, że wydaje pieniądze. Nie chciałam czuć, że płace za to żeby cierpieć wiec trudno było mi sie doprowadzić do poczucia dyskomfortu. Tak się złożyło że te prywatne terapie to były cbt, a na NFZ psychodynamiczne. Na mnie terapia psychodynamiczna dobrze wpływa, tzn. może nie tyle niweluje objawy nerwicy ale pomaga mi lepiej funkcjionować życiowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 lat spędziłem w terapii (w sumie 5 terapii), zawsze tylko prywatnie. Nie dało mi to absolutnie, zupełnie, kompletnie nic. Dało jedynie psychoedukację, która bez zmian w sferze emocji jest bezwartościowa – umiem pewne rzeczy nazwać i to tyle. Jakbym sobie mądre książki poczytał to też bym umiał nazwać, a książki są jednak tańsze.

 

Poszedłem z bardzo konkretnym problemem i każdy terapeuta po paru latach się poddawał. „Nie potrafię panu pomóc. Sam pan widzi, że nic nie działa. Życzę panu, żeby znalazł pan kogoś, kto będzie potrafił panu pomóc”. A ostatnia panienka wręcz wprost, z sesji na sesję, stwierdziła, że „rozmawiałam z moim supervisorem i nie mogę kontynuować z panem terapii. Niestety nie mogę podać panu powodu”. I ch…, i się domyślaj. Takie miłe podsumowanie 8 lat terapii z nią.

 

Kończąc terapię w wieku 36 lat byłem, jeśli chodzi o ten konkretny problem, flashbacki, traumę, PTSD, dokładnie w tym samym miejscu, w którym byłem, gdy zaczynałem ją jako zagubiony osiemnastolatek.

 

Ceny były różne (zaczynałem od 70 zł na sesję, kończyłem na 150 zł na sesję, to liczmy 110 zł na sesję), spotkania raz w tygodniu czyli przez 18 lat wyrzuciłem w błoto ok. sto tysięcy, bez żadnego efektu. Teraz to pewnie kosztuje więcej.

 

Mówię facetowi, że czasem czuję, że mam w sobie dwie emocjonalne tożsamości. Nie umiem tego jeszcze nazwać słowami. A ten sympatyczny pan, supervisor, wysoko ceniony specjalista, mówi mi: „tak się dzieje w BPD, a pan nie ma BPD”. Dopiero parę lat, po lekturze książek na temat dysocjacji, dotarło do mnie, że pan supervisor nie miał absolutnie zielonego pojęcia ani na temat dysocjacji, ani nawet na temat podstawowej stosowanej w tych przypadkach terminologii. Ale pieniążki zawsze chętnie brał.

 

Czy było warto? Z mojej perspektywy: nie, absolutnie nie było warto. Co nie znaczy, że nie warto w twoim przypadku. Może warto. Może ty będziesz łatwiejszym klientem niż ja, albo twój problem będzie łatwiejszy do zaadresowania przez tych patała… przepraszam, chciałem powiedzieć: naszych wysokiej klasy specjalistów.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

A ostatnia panienka wręcz wprost, z sesji na sesję, stwierdziła, że „rozmawiałam z moim supervisorem i nie mogę kontynuować z panem terapii. Niestety nie mogę podać panu powodu”. I ch…, i się domyślaj. Takie miłe podsumowanie 8 lat terapii z nią.

A sam fakt, że 8 letnia terapia z nią nic ci nie dała nie jest wystarczający do tego żeby tego nie ciągnąć dalej. W ogóle mam wrażenie, że ta granica i tak już została przekroczona, bo trzymac przy sobie kogos 8 lat,gdy to nic nie daje nie jest w porządku.

 

Teraz, Doktor Indor napisał(a):

Ja mówię o dysocjacji, a pan o dysocjacji nie miał pojęcia, więc skojarzyło mu się z BPD, bo o zaburzeniach osobowości pojęcie miał. O DID, dysocjacji strukturalnej, różnych jej poziomach, ANP, EP, pan specjalista pojęcia nie miał.

Przez 10 lat terapi nie nauczyłam się praktycznie żadnych specialistycznych pojęć. Mój ostatni terapeuta to nawet nie wiem o czym miał pojęcie a o czym nie, choć domyślam sie, że jako psychiatra podstawy teoretyczne miał dobre. Tak naprawdę dla mnie liczyło się to, że mogłam się przed nim otworzyć... że był silny, wiedziałam, że moge mu powiedzieć nawet to o czym nie chciałam mówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×