Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?


poszkodowany

Rekomendowane odpowiedzi

Jak wyżej. Żeby pracować trzeba być szczęśliwym.

 

A sposobów, żeby wstać rano nie znam.

 

Jedynie trochę pomagało mi kakao 2 łyżki i mleko ciepłe.

Wysiłek fizyczny jak się uda, w miarę możliwości coś na mięśnie rąk i trochę spaceru.

Mam małe możliwości organizacji dnia na poprawę sprawności fizycznej.

Do tego trzeba mieć miejsce i w miarę ugodową atmosferę, bez stresu wszystko najlepiej.

 

Jeszcze słyszałem, że Polacy mają duże braki witaminy D, ale czy warto ją suplementować?

To mit czy fakt, że ta witamina szczęścia jest nam potrzebna. Zmieni coś w naszym życiu, albo po prostu to chwyt marketingowy?

No i trzeba wstać o tej 6:00... Jak się postarać i podjąć mobilizację? W kwestii przyczyn choroby patrzyłbym obiektywnie, schizofrenia, nie depresja, ale wynik i problematyczność ta sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie trzeba być szczęśliwym żeny pracować. To praca ma nam pomagać w byciu szczęśliwym, albo chociaż nie przeszkadzać w życiu i co najważniejsze dawać srodki do życia. 

 

Mobilizacją do wstania rano jest np. Płacenie rachunków, czynszu, środkina podróżowanie, hobby, na coś co nas cieszy i sprawia, że nie jesteśmy bezdomnymi żulami. 

 

 

Co do witamimy D, to nie kwestia chwytu reklamowego - tylko biologii, jest nam potrzebna do prawidłowego funkcjonowania. Czy warto suplementować ? Nawet należy, jeśli się ma niedobory. Należy zbadać jej poziom i suplementować jeśli jest za mały. 

 

Co robić żeby mieć więcej energii ? Dbać o siebie, ćwiczyć, jeść zdrowo, spędzać czas na powietrzu, suplementować niedobory, dbać o higienę snu i odpowiednią jego długość. 

 

Czasami kwestia zamulenia to skutek.uboczny leków - to już należy obgadać z lekarzem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Lusesita Dolores napisał(a):

Mnie moja praca nie daje mi szczęścia ani radości.

Wstaje o 4, czasem o 5 i zmuszam się do wstania. Codziennie rano tocze walkę czy iść do pracy czy wziąć urlop na żądanie. Odliczam dni do weekendu.

No cóż - tli się mrok.

🥺trzymaj się …ja też wstaje o 4 i walczę sam że sobą 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Praca nie musi uszczęśliwiać - dobrze, jeśli daje satysfakcję. U większości ludzi to raczej narzędzie: z jednej strony ma utrzymać życie w ryzach, z drugiej dać środki do życia. To jest taka bardzo podstawowa motywacja – powinna być wystarczająca, żeby wstać nawet wtedy, kiedy psychicznie jest ciężko. A mobilizacja w praktyce bywa brutalnie prosta: nie myśleć rano o całym dniu, tylko o pierwszych 10 minutach. Wstać, umyć się, ubrać, wyjść z domu. Dopiero potem reszta. Bo jak człowiek zaczyna analizować o 6:00 rano (albo wcześniej) sens życia i sens pracy, to nic dziwnego, że przegrywa z łóżkiem.

I jeszcze jedno: to, że ktoś wstaje i idzie do pracy mimo braku radości, to nie jest porażka — to jest odpowiedzialność. I często jedyna rzecz, która trzyma człowieka w pionie. To znaczy, że ma poczucie jakiejś odpowiedzialności. A to czasem jest największa forma siły, jaką człowiek ma na dany moment.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic ja Cię rozumiem i w pewnym sensie się zgadzam: to bywa porażka życia jako takiego, że człowiek musi się zmuszać do rzeczy, których nie czuje. Tylko ja bym tego nie wrzucał do jednego worka z bezsensem. Dla mnie jednak nie jest porażką, że ktoś wstaje do pracy bez radości. Dla mnie porażką jest dopiero moment, kiedy człowiek całkiem rezygnuje z odpowiedzialności za własne życie. Nawet jeśli jest sam. Ja też długo byłem sam i mimo choroby zawsze próbowałem pracować. Jak mnie zwolnili, to nie kombinowałem „jak wyciągnąć rentę”, tylko szukałem następnej roboty, żeby stanąć na nogi. A odpowiedzialność to nie musi być od razu „misja” i wielki sens. Czasem odpowiedzialność to właśnie te najprostsze rzeczy: rachunki, czynsz, jedzenie, leczenie, jakiś porządek we własnym życiu. To nie są jakieś „gówna” — to są fundamenty. Bez tego wszystko się sypie jeszcze szybciej. Serio. 

I teraz pytanie do Ciebie: naprawdę uważasz, że lepiej jest całkiem odpuścić i obciążać rodzinę albo państwo własnym utrzymaniem, skoro da się choć trochę walczyć o samodzielność? Bo ja wolę być zmęczony, ale jednak na swoim, niż „mieć to w dupie” i liczyć, że ktoś mnie utrzyma i wyżywi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Praca w życiu jest szalenie ważna, ale dobrze by było robić coś co sprawia nam chociaż odrobinę radości.

To jak przekraczanie własnych strachów.

Bywa jak ciepły koc. Bywa...

U mnie w pracy raz występuje porządek, cykliczność, powtarzalność ( co zdecydowanie wolę ) a innym razem nieregularność i zmienność ( czego nie lubię).

Ale od kiedy chaos wkradł się do mojego życia, naruszył spokój to najchętniej nie wychodziła bym z łóżka -nigdy( gdzieś mam rachunki, jedzenie i utrzymanie)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic ja absolutnie nie twierdzę, że „odpuszczenie” to fanaberia albo lenistwo. Wiem, że w kryzysie psychicznym człowiek potrafi po prostu nie mieć siły wstać – i to nie jest kwestia charakteru, tylko stanu zdrowia. I jasne: państwo powinno pomagać najsłabszym. Po to są podatki i po to istnieją świadczenia, zasiłki, leczenie, rehabilitacja. Tu się zgadzamy w 100%. Tylko że ja mówię o czymś trochę innym: o podejściu, że „rachunki i reszta to gówno, więc mam to w dupie, niech kto inny się o to martwi”. Kryzys to sytuacja, w której nie dajesz rady – a nie taka, w której przestaje Cię obchodzić, co dalej. Pomoc państwa jest potrzebna i niejednokrotnie bywa ratunkiem. Ale samodzielność – na tyle, na ile się da – też jest ratunkiem. I ja po prostu wiem z doświadczenia, że trzymanie się choćby minimum obowiązków (praca, rytm dnia, podstawowe czynności) często działa jak poręcz, której się człowiek łapie, żeby całkiem nie polecieć w dół. Mnie to kiedyś uratowało. Naprawdę wiem, jakie to ważne, żeby się nie poddawać. 

A politykę zostawiłbym na boku, bo to tylko niepotrzebnie podkręca emocje. Wszyscy wiemy jak jest i to niezależnie jaka opcja rządzi. Niewielki mamy na to wpływ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic W sumie gadamy o tym samym, tylko z dwóch stron. Ja bardziej o tym, co pomaga wstać rano, a Ty o tym, że czasem samemu się nie da – i wtedy potrzebna jest pomoc. Na pewno w tym masz rację: z boku często nie da się ocenić, co ktoś ma w środku. Nie ma żadnego „algorytmu”, który pokaże, czy ktoś udaje, czy naprawdę ledwo się trzyma. Czasem po zachowaniu też trudno odgadnąć czy ktoś ma na przykład depresję i tylko pozoruje, że wszystko jest w porządku, albo zachowuje się dziwnie, agresywnie, inaczej niż wcześniej. Dobrze też, że napisałeś o pomocy z zewnątrz, bo to jest normalne życie – czasem bez czyjejś ręki człowiek by wylądował w naprawdę ciemnym miejscu. Czasem ta pomoc nie przychodzi w porę, właśnie przez to, co napisałem wyżej – nikt się nie poznał, że druga osoba jest w kryzysie a ona sama nie potrafiła poprosić o pomoc.

Druga sprawa, to fakt, że jedni w kryzysie uciekają w działanie, bo to ich trzyma w pionie, a inni się blokują i potrzebują wsparcia. To nie jest kwestia bycia lepszym czy gorszym – tylko tego, jak kto działa i ile ma siły w danym momencie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na tygodniu wstaje do pracy, za to jak mam wolne to się nie mobilizuje.  Wczoraj wstawałam tylko po to żeby skorzystać z toalety i się napić. Miaĺam różne plany, chciałam posprzątać, popracować i nic z tego (może chciałam to za dużo powiedziane, czułam że powinnam).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Suplementacja wit D i w większości przypadków omega3 powinna być w zasadzie standardem, bo naprawdę niewiele osób ma prawidłowy poziom wit D i odpowiedni stosunek omega3 do omega 6 i 9. 
U części osób na poprawę samopoczucia sprawdzi się też suplementacja magnezu i wit z grupy B. Najlepiej po prostu zrobić badania. 
 

Co do tematu pracy, radości z pracy, psychologicznego BHP, wypalenia itd. to ja pracuję w HR i ten temat jest częścią mojej pracy - a i tak jak zwykle szewc bez butów chodzi i też wylądowałam na L4 z powodu pracy.

Jeśli praca Ci się nie podoba to można próbować jakoś to poprawić ale ostrożnie. Wybadać grunt z szefem na temat ewentualnych problemów ale nie cisnąć jeśli wyczuje się opór bo wtedy zwykle i tak nic się nie wskóra. W takim wypadku stosuje się zasadę ograniczania szkód -  czyli jak najmniejsze zaangażowanie emocjonalne w pracę, wykonywanie minimum obowiązków nie więcej, opracowanie planu wyjścia, spokojne szukanie innej pracy. Chyba że sytuacja jest zdecydowanym mobbingiem itd, wtedy najpierw szybko dokumentować co się da a potem uciekać na L4. 
 

Motywacja do wstania hmmmm. Wiesz ja kocham swoją pracę. Tzn swoje obowiązki bo już ludzie w pracy potrafią wszystko zepsuć 😉 i dalej bardzo ciężko mi się wstaje o 6. Czy o 7. Czy nawet o 8. Nawet jak mam jechać na wymarzone wakacje to kursy budzik dzwoni np o 5 mam po prostu ochotę zrezygnować tylko po to żeby pospać te 3-4 godzinki dłużej….

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

51 minut temu, minou napisał(a):

Nawet jak mam jechać na wymarzone wakacje to kursy budzik dzwoni np o 5 mam po prostu ochotę zrezygnować tylko po to żeby pospać te 3-4 godzinki dłużej….

Jezu to najgorsze co jest w hotelach. Że śniadania są zwykle do do 10 lub max do 11. Jak tak można. Urlop i trzeba wstawać żeby zjeść xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 godzin temu, shadow_no napisał(a):

Jezu to najgorsze co jest w hotelach. Że śniadania są zwykle do do 10 lub max do 11. Jak tak można. Urlop i trzeba wstawać żeby zjeść xd

Ale co za problem? Możesz od razu zejść na obiad 😝
Zwykle udaje nam się wygrzebać przed końcem śniadania, najgorsze jest jak masz lot np o 7:00 i musisz wstać o 3. Albo np powrót jak lot jest o 11:00 ale transfer z hotelu jakimś mega powolnym busem zajmuje 4 godz wiec musisz i tak wstać o 4 czy 5…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 18.01.2026 o 17:21, kamysto napisał(a):

Najlepiej jechać na survival pod namiot i gotować na powietrzu. Uwielbiam robić dobry posiłek samemu w lesie. (albo nad wodą)

Oooo!

To widzę, że jest nas więcej.💚

U mnie co prawda gotowanie ogranicza się do odgrzania bigosu,ale to są moje klimaty właśnie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 22.02.2026 o 09:31, Maat napisał(a):

Oooo!

To widzę, że jest nas więcej.💚

U mnie co prawda gotowanie ogranicza się do odgrzania bigosu,ale to są moje klimaty właśnie.

 

 

Ja niestety nogi po wypadku, ale jak się zrobi ciepllej to pojade na pare dni do lasku znajomoego kolo myślenic. 

 

Ja lubię czasem gotowac. A gotowanie w terenie to podwojna przyjemnosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, kamysto napisał(a):

 

Ja niestety nogi po wypadku, ale jak się zrobi ciepllej to pojade na pare dni do lasku znajomoego kolo myślenic. 

 

Ja lubię czasem gotowac. A gotowanie w terenie to podwojna przyjemnosc.

Też mam swoje ulubione miejsca (Zuzinow, Konopnica 💚).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×