Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Hello, 

 

piszę w gruncie rzeczy, żeby samej sobie poukładać myśli. Otóż potrzebuję odpowiedzi na pytanie : Czym tak naprawdę jest miłość? 

 

Nakreślenie osoby i moja historia: Młoda kobieta, studiująca, satysfakcjonująca praca, przytulny wynajem, pasja.  Jestem chodzącym uśmiechem. Zadowolona z życia. Z wyglądem też nie jest najgorzej. Wiele razy słyszałam: świetny materiał na żonę. 
Przygody z zauroczeniami zaczęły się u mnie szybko, choć wiadomo - szkolne, nic nieznaczące spojrzenia. Jednak można podsumować, że kochliwa byłam. Do lat 18 byłam zauroczona w chłopaku, który zadziałał na 2 fronty, następnie wziął ślub. Następny kawaler - moja wielka miłość, niestety różne spojrzenie na życie nas podzieliło (do tej pory o nim myślę). Poźniej, to już równia pochyła... Najpierw podbijały partie idealne - wysoki, przystojny, praca. Za każdym razem wynajdywałam coś co mi nie pasuje, dodatkowo uczucie wręcz przerażenia, kiedy zaczynali mówić o swoich uczuciach. Po tych ideałach byli Panowie wszelakiej maści. Zawsze jednak bardzo sympatyczni i jestem pewna, że znajdą wspaniałe partnerki. Zaczęłam spotykać się z facetem, który mnie zaintrygował. Podróże, języki, gitara, skrzypce - po pół rocznej znajomości, jego problemy emocjonalne zaczęły wychodzić na światło dzienne. Poczułam się bardzo samotna i dźwigająca wszystko (on szczególnie był dużym obciążeniem) w tym związku. Aktualnie jestem parę miesięcy po zerwaniu. Jestem w dobrej kondycji psychicznej, po prostu co jakiś czas siadam na krześle i nachodzi mnie refleksja, wyciągam kupkę listów i zachowanych wiadomości od tych chłopaków i zastanawiam się co jest nie tak. Inne dziewczyny po prostu biorą pierwszą osobę i jest to związek na całe życie.  Nadal nie narzekam na brak zainteresowania. Średnio co 2 miesiące wyłania się chłopak, poważnie zainteresowany. Zazwyczaj są to już osoby z dalszego grona przyjaciół, z którymi znam się od lat. Ponieważ niedawno się przeprowadziłam, pojawiły się nowe znajomości i co za tym idzie nowe kontakty. Tylko, że ja już nic nie czuję. Żadnych motyli w brzuchu, żadnego podekscytowania w związku z otrzymanym sms. Jakby mi serce uschło. Trochę podniośle to wszytko brzmi. 

 

Konkluzja sprawy: Czy czekać na księcia z bajki, chodzi mi po prostu o poczucie "tego czegoś". Czy raczej wybrać któregoś z Panów, którzy są bardzo mili i ciepli i po prostu stworzyć rodzinę z nadzieją, że będzie to dobry człowiek, a uczucia... kiedyś przyjdą albo postwić na przyjaźń? A może kariera i pasja mogą zapełnić pustkę samotności?

 

Będę wdzięczna za komentarze osób doświadczonych, małżonków lub psychologów. Wiem, że to nie jest sprawa rangi aktualnych problemów pandemicznych, ale może akurat znajdę odpowiedź. Wszystkiego dobrego!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy pomogę, bo dla kazdego milosc jest czyms innym, znaczy co innego. Dla jednego wazne sa ciągle motylki w brzuchu (niewykonalne na dłuzsza mete), bycie adorowanym,  albo romantyzm,  ew zaj..seks, dla innych poczucie bezpieczenstwa i stabilnosc, wzajemne dbanie o siebie i zrozumienie, wspolne plany.

Pytanie, jak TY rozumiesz milosc.

 

ps. Ksiązeta z bajki nie istnieją, istnieje poczucie dopasowania do siebie w roznych sferach i spelnienie w związku; moze jeszcze nie trafiłas na odpowiednienia dla siebie osobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to bardzo proste. Jeśli za miłość uważasz egoistyczne korzyści jakie daje ci partner to gdy tylko przestanie je dostarczać ( wygląd, pozycja, osobowość) to się pożegnacie. Jeśli za miłość uważasz to że ty coś ofiarujesz i nieistotne są w/w korzyści to może być trwała. W pierwszym przypadku odpuść sobie bo narobisz problemów sobie i jemu. W drugim przypadku może coś przetrwa dłużej. Czemu kiedyś rozwody były rzadkie? Bo wspólne życie wiązało. Dziś każdy sobie Panem więc więzi są słabsze. Słabsze łatwo zerwać. Proste. Pytanie czy chcesz związku. Bo jak piszesz to problemy partnera sprawiają że tracisz zainteresowanie. Potrzebujesz wrażeń np uczuć i ich szukasz ale czy będzie to trwałe?  Na ślubie przysięga się uroczyście miłość wierność.. I że do śmierci. Jeśli to co mówisz jest wiążące to próbuj. Inaczej po prostu uprzedzaj ze interesuje cię znajomość ale do przerwania w każdej chwili. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, Chorujacy napisał:

A to bardzo proste. Jeśli za miłość uważasz egoistyczne korzyści jakie daje ci partner to gdy tylko przestanie je dostarczać ( wygląd, pozycja, osobowość) to się pożegnacie. Jeśli za miłość uważasz to że ty coś ofiarujesz i nieistotne są w/w korzyści to może być trwała. W pierwszym przypadku odpuść sobie bo narobisz problemów sobie i jemu. W drugim przypadku może coś przetrwa dłużej. Czemu kiedyś rozwody były rzadkie? Bo wspólne życie wiązało. Dziś każdy sobie Panem więc więzi są słabsze. Słabsze łatwo zerwać. Proste. Pytanie czy chcesz związku. Bo jak piszesz to problemy partnera sprawiają że tracisz zainteresowanie. Potrzebujesz wrażeń np uczuć i ich szukasz ale czy będzie to trwałe?  Na ślubie przysięga się uroczyście miłość wierność.. I że do śmierci. Jeśli to co mówisz jest wiążące to próbuj. Inaczej po prostu uprzedzaj ze interesuje cię znajomość ale do przerwania w każdej chwili. 

Bardzo dziękuję, to naprawdę trzeźwiące. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 23.12.2020 o 12:12, Luna* napisał:

Nie wiem, czy pomogę, bo dla kazdego milosc jest czyms innym, znaczy co innego. Dla jednego wazne sa ciągle motylki w brzuchu (niewykonalne na dłuzsza mete), bycie adorowanym,  albo romantyzm,  ew zaj..seks, dla innych poczucie bezpieczenstwa i stabilnosc, wzajemne dbanie o siebie i zrozumienie, wspolne plany.

Pytanie, jak TY rozumiesz milosc.

 

ps. Ksiązeta z bajki nie istnieją, istnieje poczucie dopasowania do siebie w roznych sferach i spelnienie w związku; moze jeszcze nie trafiłas na odpowiednienia dla siebie osobę.

I tutaj również dziękuję, to bardziej uspokajające 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miłość to uczucie ale wiążące się z przekonaniem że cokolwiek się wydarzy będzie trwać. Gdy nie ma pewności to nie miłość. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Chorujacy napisał:

Miłość to uczucie ale wiążące się z przekonaniem że cokolwiek się wydarzy będzie trwać. Gdy nie ma pewności to nie miłość. 

No tak, i to chyba sedno. Dziękuję, jest nad czym pracować 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czym jest miłość to wystarczy zobaczyć matki nad dziećmi w szpitalach. Dzieci do ludzi nie podobne a jednak nie ma mowy by matki pozbyły się problemu. To jest miłość. Tak i w związku jedno za drugim w ogień. Kryteria typu praca, status, osobowośc itp to dodatki bez znaczenia gdy miłość trafi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Chorujacy napisał:

Czym jest miłość to wystarczy zobaczyć matki nad dziećmi w szpitalach. Dzieci do ludzi nie podobne a jednak nie ma mowy by matki pozbyły się problemu. To jest miłość. Tak i w związku jedno za drugim w ogień. Kryteria typu praca, status, osobowośc itp to dodatki bez znaczenia gdy miłość trafi. 

Hmm, no właśnie dla mnie jednak to coś innego. Nie piszę tego, żeby zrobić kontrę, po prostu nie rozumiem. Miłość matki do własnego dziecka to emocje, których nie da się porównać do innej relacji. Miłość do dzieci czy innych ludzi (najczęściej potrzebujących pomocy czy zrozumienia) jest dla mnie bezwarunkowa. To możliwość pomocy w trudnych momentach, patrzenie na ich ulgę, dzieci - świadomość, że przyczyniam się do ich wzrostu emocjonalnego oraz, że czują się bezpiecznie. Całkiem inna sytuacja to związek. Potrafię zadbać i o siebie i o mężczyznę, który byłby z problemami. Ale czy o to chodzi? Zawsze bardzo mi zależało na związku partnerskim. Oczywiście rozumiem, że po czasie mogą wyłonić się różne problemy. Nie chcę jedynie czerpać, mogę zaoferować mężczyźnie bardzo dużo i wiem, że też się tak zachowuję w związku. Ale jeśli nie dostaję nic w zamian? Kobieta, mimo, że zdrowa i silna emocjonalnie ma słabsze momenty w życiu, w których potrzebuje oparcia. Dla mnie takim oparciem jest dojrzałe wysłuchanie, podanie rozsądnych rozwiązań i zapewnienie bezpieczeństwa. Jak więc mogę wybrać mężczyznę "miłość trafi"  "w ogień" nie zastanawiając się nad tym czy jest dojrzały emocjonalnie, zapewni stabilność finansową i po prostu czy mi się z nim dobrze rozmawia - jest na podobnym poziomie emocjonalnym? W końcu jest to partner na całe życie i bardzo poważnie do tego podchodzę. Taka miłość trafiła mnie raz i wcale nie patrzę na to jako na mądry czas w moim życiu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lecąc już całkiem książkowo - jest wiele rodzajów miłości 🙂 Moje tytułowe zapytanie jest bardzo ogólnikowe, chodzi mi bardziej o dobranie partnera i czym się kierować, żeby podjąć mądrą decyzję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, białoczarne napisał:

 Moje tytułowe zapytanie jest bardzo ogólnikowe, chodzi mi bardziej o dobranie partnera i czym się kierować, żeby podjąć mądrą decyzję. 

Zalezy, czy wybierasz na podstawie selekcji pozytywnej - czyli wiesz, czego chcesz od potencjalnego partnera - tu wypisz cechy, jakie sa dla Ciebie wazne, i jestes otwarta na osoby, ktore napotykasz, czy na zasadzie doboru negatywnego - np. masz trzech gosci, ktorzy sie Tobą interesują i zastanawiasz sie, ktorego wybrac - ten drugi sposob wybierania czesciej bedzie skutkowal tym, ze nie bedziesz do konca przekonana do takiego związku.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Luna* napisał:

Zalezy, czy wybierasz na podstawie selekcji pozytywnej - czyli wiesz, czego chcesz od potencjalnego partnera - tu wypisz cechy, jakie sa dla Ciebie wazne, i jestes otwarta na osoby, ktore napotykasz, czy na zasadzie doboru negatywnego - np. masz trzech gosci, ktorzy sie Tobą interesują i zastanawiasz sie, ktorego wybrac - ten drugi sposob wybierania czesciej bedzie skutkowal tym, ze nie bedziesz do konca przekonana do takiego związku.

 

Ok, to brzmi logicznie. Czyli to ja powinnam wypatrywać osoby a nie czekać na mannę z nieba... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, białoczarne napisał:

 a nie czekać na mannę z nieba... 

:mrgreen: 

Tak calkiem powaznie, to - z mojego doswiadczenia - jesli chcesz wiedziec, czy dana osoba to dobry kandydat na powazny związek, to przyjrzyj sie jego relacjom z innymi ludzmi; czy szanuje innych, jak odnosi sie do rodziny, wspolpracownikow,  co mowi o swoich poprzednich związkach (wazne!); jesli spojrzysz obiektywnie, to dowiesz sie więcej niz z tego, jak traktuje Ciebie, przynajmniej na początku.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Luna* napisał:

:mrgreen: 

Tak calkiem powaznie, to - z mojego doswiadczenia - jesli chcesz wiedziec, czy dana osoba to dobry kandydat na powazny związek, to przyjrzyj sie jego relacjom z innymi ludzmi; czy szanuje innych, jak odnosi sie do rodziny, wspolpracownikow,  co mowi o swoich poprzednich związkach (wazne!); jesli spojrzysz obiektywnie, to dowiesz sie więcej niz z tego, jak traktuje Ciebie, przynajmniej na początku.

 

Dzięki za osobistą wypowiedź, to zawsze cenne. A co do tej selekcji pozytywnej, uważasz, że warto rozpoczynać znajomość, jako pierwsza, z takim chłopakiem, który podpasował?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo ja wiem.. w sumie, czemu nie. Czasy, kiedy to chlopak musiał robic pierwszy krok chyba minęly.. ale tu nie mam doswiadczen, bo swego czasu podchodzilam do sprawy bardziej tradycyjnie i wydawalo mi sie, ze to obciach zagadac - w tym celu - do chlopaka, zawsze czekalam na pierwszy krok drugiej strony; dzis pewnie gdybym szukala kogos, to bylabym bardziej elastyczna.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli nie chodzi o miłość a o związek partnerski. To łatwe bo zawsze można zmienić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Chorujacy napisał:

Czyli nie chodzi o miłość a o związek partnerski. To łatwe bo zawsze można zmienić. 

Coś mnie tu Pan mocno próbuje... pytanie było szczere i chciałabym do tego poważnie podejść

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, czemu? Jeśli nie wiesz czym jest miłość (a skoro pytasz to sądzę że nie) to widocznie jej nie doświadczyłaś. Miłość jest ślepa i przesłania wady partnera. Skoro je zauwazałaś to raczej miłości nie było. Ludzie odbierają sobie życie, wpadają w depresję gdy tracą obiekt uczuć. Ciebie to nie dotknęło więc nie doświadczyłaś miłości. Są ludzie którzy jej nigdy nie doświadczą bo mają specyficzną osobowość. Sam znam takich ludzi dla których najistotniejszy jest czubek własnego nosa. Lokując uczucia chce się by były odwzajemnione. Tu można porównać do każdej innej np rzeczy której pragniemy. Zawsze istnieje ryzyko że obiekt uczuć przestanie być zainteresowany. Tak samo nam może przytrafić się taka sytuacja. 

Edytowane przez Chorujacy
Uzupełnienie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Chorujacy napisał:

Nie, czemu? Jeśli nie wiesz czym jest miłość (a skoro pytasz to sądzę że nie) to widocznie jej nie doświadczyłaś. Miłość jest ślepa i przesłania wady partnera. Skoro je zauwazałaś to raczej miłości nie było. Ludzie odbierają sobie życie, wpadają w depresję gdy tracą obiekt uczuć. Ciebie to nie dotknęło więc nie doświadczyłaś miłości. Są ludzie którzy jej nigdy nie doświadczą bo mają specyficzną osobowość. Sam znam takich ludzi dla których najistotniejszy jest czubek własnego nosa. Lokując uczucia chce się by były odwzajemnione. Tu można porównać do każdej innej np rzeczy której pragniemy. Zawsze istnieje ryzyko że obiekt uczuć przestanie być zainteresowany. Tak samo nam może przytrafić się taka sytuacja. 

Mimo tego, że to spytałam o radę, widzę, że to Ty bardziej jej potrzebujesz. Cały czas mówisz o pierwszym zauroczeniu. Jak można budować na nim realny związek? "Ludzie odbierają sobie życie"?! - wysoka niestabilność emocjonalna, nie głęboka miłość. Skoro nie doświadczyłam depresji, to nie dlatego, że nie straciłam obiektu pożądania, ale dlatego że trzymałam się w ryzach i zacisnęłam zęby. (Nie ubliżając oczywiście osobom chorym na depresje, ale nawet te silne emocjonalnie mogą się jej nabawić poprzez przewlekłe przygnębienie i właśnie (odbijam piłeczkę) - skupianie się na sobie). Rzeczywiście, wychodzi na to, że miłości nie doświadczyłam - nie zbudowałam jej. Dziękuję Pani "Luna", za tak trzeźwe opinie, czuć doświadczenie. Panu "Chorujący", życzę mniej filmów romantycznych. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

 

postanowiłem odpowiedzieć w tym wątku z uwagi na podobne odczucia, które towarzyszą mi już od dłuższego czasu.

 

Niedawno skończyłem 27 lat. Właśnie zacząłem "trzecie okrążenie" samotności, czyli już od ponad dwóch lat żyję sam ze sobą. 

 

Zwróciłem uwagę na Twoje słowa:

 

 „Tylko, że ja już nic nie czuję. Żadnych motyli w brzuchu […] jakby mi serce uschło”.

 

Doskonale Cię rozumiem. Może nie odczuwamy tego tak samo, ale podobnie mógłbym opisać swój stan. 

Nie spotykam się i o nikim nie rozmyślam. Uważam, że przydałoby mi się właśnie, aby się może z kimś chociaż na kawę umówić.

Piszę to, dlatego że proponuję, abyś spróbowała zrobić coś odwrotnego. Może odpuść na jakiś czas? Będąc na Twoim miejscu postarałbym się wyjść z tego stanu....hmm... nazwijmy ten stan "okresem ciągłego rozkminiania rzeczywistości". 

 

Wspominałaś o pracy. Dokładnie! Może zajmij się po prostu życiem... rób swoje... idź do przodu, realizuj się zawodowo, obejrzyj serial, poczytaj książkę, idź na spacer, pobiegaj. Po prostu nie myśl o sobie jakby było coś z Tobą nie tak. Nie patrz na siebie przez pryzmat znajomych, którzy kogoś poznali i już wiedzą, że to ta/ten jedyna/y. Ty to jesteś Ty! Ja mam mnóstwo znajomych, którzy są już po ślubie i mają dzieci. Dlaczego tak jest? Otóż każdy z nas ma swoją historię. 

Podsumowując. 

Nie znam Ciebie i nie wiem co tak naprawdę siedzi u Ciebie w głowie. Jednakże proponuję, abyś najpierw wyszła z tego stanu ciągłego rozmyślania i zaczęła żyć. Może wtedy, mając trzeźwy umysł, będziesz w stanie odróżnić czy to ten jedyny 🙂

 

Życzę wytrwałości i cierpliwości w Nowym Roku.

 

Pozdrawiam 

Edytowane przez safeklukas

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2020 o 00:28, białoczarne napisał:

piszę w gruncie rzeczy, żeby samej sobie poukładać myśli. Otóż potrzebuję odpowiedzi na pytanie : Czym tak naprawdę jest miłość? 

Skoro pytasz to mniemam ze nie wiesz. 

Gdy ci odpowiedzieć to nagle wiesz lepiej. Życzę spotkania tej prawdziwej. Wtedy nie będziesz mieć wątpliwości. Tylko czy ona nie będzie trafieniem w obraz jaki sobie wydumalas? Zadanie dla ciebie - miłość to uczucie partnera czy twoje uczucie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 31.12.2020 o 14:58, safeklukas napisał:

postanowiłem odpowiedzieć w tym wątku z uwagi na podobne odczucia, które towarzyszą mi już od dłuższego czasu.

 

W dniu 31.12.2020 o 14:58, safeklukas napisał:

"okresem ciągłego rozkminiania rzeczywistości"

 

W takim razie życzę powodzenia. "Okres ciągłego rozkminiania rzeczywistości" - idealne określenie...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi osobiście nie podoba się określenie miłości jako uczucia. Uczucia, emocje są nietrwałe i przemijają, natomiast miłość według mnie jest - lub powinna być - bardziej czymś w stylu świadomej decyzji. Ok, to może brzmieć źle na pierwszy rzut oka, ale te wszystkie motylki w brzuchu itd. na początku to raczej stan zauroczenia/zadurzenia/zakochania. Epizod religijny w moim życiu odbił się trochę na moim postrzeganiu miłości (myślę, że pozytywnie) - miłość ogólnie określiłabym jako życzenie danej osobie dobrze, mieć na względzie dobro tej osoby w czynach i słowach (wiadomo, nie zawsze wychodzi, np. gdy mamy zły nastrój, ale jak wszędzie liczy się dążenie do tego, by takich sytuacji było jak najmniej, a jak najwięcej tych pozytywnych).

 

W kwestii partnera skłaniałabym się ku szukaniu cech, których się pożąda najbardziej. Taka mała analiza: jak widzisz człowieka, to co Ci w nim odpowiada, co nie, i na ile minusy przeszkadzałyby na dłuższą metę w związku. Czyli takie szukanie najlepszego dopasowania, gdzie czasami trzeba czasu, żeby wyszły jakieś problemy czy żeby przekonać się, na ile coś jest fajne/przeszkadza.

Przy czym idealnego dopasowania raczej nie ma, wszędzie pojawiają się jakieś problemy prędzej czy później. Bardziej stawiałabym na poczucie satysfakcji i komfortu w związku oraz na sposób/proces/efekt rozwiązywania problemów.

 

Z kolei pozytywne uczucia typu "o, mam wiadomość od Niego/Niej" mogą przyjść z czasem, wraz z zaangażowaniem. Nie muszą pojawić się już na samym początku znajomości, żeby zwiastować coś wartościowego i trwałego.

 

Ot, moje zdanie. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie jestem w trakcie lektury "partnerstwo bliskości, jak teoria przywiązania pomoże ci stworzyć szczęśliwy związek" Amir Levine, Rachel Heller

Całkiem logicznie napisana, w gruncie oparta na badaniach, spodobało mi się kilka wniosków. 

Może komuś się przyda 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×