Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

białoczarne

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  1. I przede wszystkim pomaga ochłonąć i przestać ciągle myśleć..
  2. Właśnie jestem w trakcie lektury "partnerstwo bliskości, jak teoria przywiązania pomoże ci stworzyć szczęśliwy związek" Amir Levine, Rachel Heller Całkiem logicznie napisana, w gruncie oparta na badaniach, spodobało mi się kilka wniosków. Może komuś się przyda
  3. W takim razie życzę powodzenia. "Okres ciągłego rozkminiania rzeczywistości" - idealne określenie...
  4. Mimo tego, że to spytałam o radę, widzę, że to Ty bardziej jej potrzebujesz. Cały czas mówisz o pierwszym zauroczeniu. Jak można budować na nim realny związek? "Ludzie odbierają sobie życie"?! - wysoka niestabilność emocjonalna, nie głęboka miłość. Skoro nie doświadczyłam depresji, to nie dlatego, że nie straciłam obiektu pożądania, ale dlatego że trzymałam się w ryzach i zacisnęłam zęby. (Nie ubliżając oczywiście osobom chorym na depresje, ale nawet te silne emocjonalnie mogą się jej nabawić poprzez przewlekłe przygnębienie i właśnie (odbijam piłeczkę) - skupianie się na sobie). Rzeczywiście, wychodzi na to, że miłości nie doświadczyłam - nie zbudowałam jej. Dziękuję Pani "Luna", za tak trzeźwe opinie, czuć doświadczenie. Panu "Chorujący", życzę mniej filmów romantycznych.
  5. Coś mnie tu Pan mocno próbuje... pytanie było szczere i chciałabym do tego poważnie podejść
  6. Dzięki za osobistą wypowiedź, to zawsze cenne. A co do tej selekcji pozytywnej, uważasz, że warto rozpoczynać znajomość, jako pierwsza, z takim chłopakiem, który podpasował?
  7. Ok, to brzmi logicznie. Czyli to ja powinnam wypatrywać osoby a nie czekać na mannę z nieba...
  8. Lecąc już całkiem książkowo - jest wiele rodzajów miłości Moje tytułowe zapytanie jest bardzo ogólnikowe, chodzi mi bardziej o dobranie partnera i czym się kierować, żeby podjąć mądrą decyzję.
  9. Hmm, no właśnie dla mnie jednak to coś innego. Nie piszę tego, żeby zrobić kontrę, po prostu nie rozumiem. Miłość matki do własnego dziecka to emocje, których nie da się porównać do innej relacji. Miłość do dzieci czy innych ludzi (najczęściej potrzebujących pomocy czy zrozumienia) jest dla mnie bezwarunkowa. To możliwość pomocy w trudnych momentach, patrzenie na ich ulgę, dzieci - świadomość, że przyczyniam się do ich wzrostu emocjonalnego oraz, że czują się bezpiecznie. Całkiem inna sytuacja to związek. Potrafię zadbać i o siebie i o mężczyznę, który byłby z problemami. Ale czy o to chodzi? Zawsze bardzo mi zależało na związku partnerskim. Oczywiście rozumiem, że po czasie mogą wyłonić się różne problemy. Nie chcę jedynie czerpać, mogę zaoferować mężczyźnie bardzo dużo i wiem, że też się tak zachowuję w związku. Ale jeśli nie dostaję nic w zamian? Kobieta, mimo, że zdrowa i silna emocjonalnie ma słabsze momenty w życiu, w których potrzebuje oparcia. Dla mnie takim oparciem jest dojrzałe wysłuchanie, podanie rozsądnych rozwiązań i zapewnienie bezpieczeństwa. Jak więc mogę wybrać mężczyznę "miłość trafi" "w ogień" nie zastanawiając się nad tym czy jest dojrzały emocjonalnie, zapewni stabilność finansową i po prostu czy mi się z nim dobrze rozmawia - jest na podobnym poziomie emocjonalnym? W końcu jest to partner na całe życie i bardzo poważnie do tego podchodzę. Taka miłość trafiła mnie raz i wcale nie patrzę na to jako na mądry czas w moim życiu...
  10. No tak, i to chyba sedno. Dziękuję, jest nad czym pracować
  11. I tutaj również dziękuję, to bardziej uspokajające
  12. Hello, piszę w gruncie rzeczy, żeby samej sobie poukładać myśli. Otóż potrzebuję odpowiedzi na pytanie : Czym tak naprawdę jest miłość? Nakreślenie osoby i moja historia: Młoda kobieta, studiująca, satysfakcjonująca praca, przytulny wynajem, pasja. Jestem chodzącym uśmiechem. Zadowolona z życia. Z wyglądem też nie jest najgorzej. Wiele razy słyszałam: świetny materiał na żonę. Przygody z zauroczeniami zaczęły się u mnie szybko, choć wiadomo - szkolne, nic nieznaczące spojrzenia. Jednak można podsumować, że kochliwa byłam. Do lat 18 byłam zauroczona w chłopaku, który zadziałał na 2 fronty, następnie wziął ślub. Następny kawaler - moja wielka miłość, niestety różne spojrzenie na życie nas podzieliło (do tej pory o nim myślę). Poźniej, to już równia pochyła... Najpierw podbijały partie idealne - wysoki, przystojny, praca. Za każdym razem wynajdywałam coś co mi nie pasuje, dodatkowo uczucie wręcz przerażenia, kiedy zaczynali mówić o swoich uczuciach. Po tych ideałach byli Panowie wszelakiej maści. Zawsze jednak bardzo sympatyczni i jestem pewna, że znajdą wspaniałe partnerki. Zaczęłam spotykać się z facetem, który mnie zaintrygował. Podróże, języki, gitara, skrzypce - po pół rocznej znajomości, jego problemy emocjonalne zaczęły wychodzić na światło dzienne. Poczułam się bardzo samotna i dźwigająca wszystko (on szczególnie był dużym obciążeniem) w tym związku. Aktualnie jestem parę miesięcy po zerwaniu. Jestem w dobrej kondycji psychicznej, po prostu co jakiś czas siadam na krześle i nachodzi mnie refleksja, wyciągam kupkę listów i zachowanych wiadomości od tych chłopaków i zastanawiam się co jest nie tak. Inne dziewczyny po prostu biorą pierwszą osobę i jest to związek na całe życie. Nadal nie narzekam na brak zainteresowania. Średnio co 2 miesiące wyłania się chłopak, poważnie zainteresowany. Zazwyczaj są to już osoby z dalszego grona przyjaciół, z którymi znam się od lat. Ponieważ niedawno się przeprowadziłam, pojawiły się nowe znajomości i co za tym idzie nowe kontakty. Tylko, że ja już nic nie czuję. Żadnych motyli w brzuchu, żadnego podekscytowania w związku z otrzymanym sms. Jakby mi serce uschło. Trochę podniośle to wszytko brzmi. Konkluzja sprawy: Czy czekać na księcia z bajki, chodzi mi po prostu o poczucie "tego czegoś". Czy raczej wybrać któregoś z Panów, którzy są bardzo mili i ciepli i po prostu stworzyć rodzinę z nadzieją, że będzie to dobry człowiek, a uczucia... kiedyś przyjdą albo postwić na przyjaźń? A może kariera i pasja mogą zapełnić pustkę samotności? Będę wdzięczna za komentarze osób doświadczonych, małżonków lub psychologów. Wiem, że to nie jest sprawa rangi aktualnych problemów pandemicznych, ale może akurat znajdę odpowiedź. Wszystkiego dobrego!
  13. Hello, minęło ponad 10 lat, więc z pewnością masz mądre przemyślenia w swoim temacie. Czy udało Ci się z tym poradzić? Mam podobny problem, jedyne czego bym chciała, to przestać myśleć nad kolejnymi "zranionymi" przeze mnie mężczyznami...
×