Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ehempatia

Niedojrzała, zależna biała karta chwiejna emocjonalnie.

Rekomendowane odpowiedzi

Hej. Byłam na 10 spotkaniach z psychologiem, 4 w ramach rozpoznania, reszta w ramach "terapii". Nie dowiedziałam się więcej niż wiedziałam, po prostu psycholog dopasowała klocki do odpowiedniej kategorii. Zrezygnowałam z wizyt u niej z racji braku pieniążków i tego, że nie stworzyłam z nią żadnej więzi, po prostu czułam, że finansuję jej urlop. Do rzeczy.

 

Pani psycholog stwierdziła, że widzi we mnie nie konkretne zaburzenia osobowości, ale cechy, które występują w kilku zaburzeniach osobowości, mianowicie: zależnej, chwiejnej emocjonalnie i niedojrzałej. 

 

Cechy os. zależnej opierają się na moim braku chęci do robienia czegokolwiek dla siebie. Żyję od jakiegoś zaplanowanego wydarzenia (np wizyta u lekarza, wyjście do mcdonalda, urodziny znajomego) do innego wydarzenia. To co zorganizuję sama dla siebie (Domowe spa? Maraton filmowy?) jest dla mnie pozbawione wartości i radości. Robię to by się nie zanudzić. Przejmuję zainteresowania innych ludzi, sama odczuwam głównie anhedonię. Nie wiem co lubię, wiem czego nie lubię. Nie wiem kim jestem i stąd przechodzimy do cech ze stajni osobowości niedojrzałej. 

 

Ponoć w wieku 24 lat moja osobowość powinna być już w 90% ukształtowana. Opinie, charakter, zainteresowania, granice. A ja nie ufam samej sobie, nie wiem co jest dobre, co jest złe. Umiem się komuś ładnie zaprezentować, zbajerować, byle tylko nie dojrzał tej pustki we mnie. Nie czuję siebie. Nie mam opinii na dany temat, tworzę je na bieżąco w zależności od tego z jakimi ludźmi przebywam. Nie podążam ślepo za czyimś zdaniem, ale nie potrafię się im mocno przeciwstawić. Czasem, gdy w rozmowie dominuje osoba, która plecie bzdury, ale mówi to z olbrzymią pewnością siebie, przestaję ufać samej sobie, myśląc: "a jeśli naprawdę tak jest i to ja nie mam pojęcia o tym?". Gdy tracę pewność siebie tracę i zdolność logicznego myślenia, a może i myślenia w ogóle. Kilka razy zdarzyło mi się sprawdzać czy dana osoba na Facebooku, z którą piszę codziennie, jest na pewno tą osobą, gdy zaplanowałam ją oznaczyć w jakimś poście. Nie umiem też skomentować czegoś, gdyż przeraża mnie widmo krytyki i tego, że ktoś mnie wyśmieje. Czasem w chwilach dużego stresu "odklejam się", przechodzę w stan hibernacji i całkowicie pozbawiam się emocji, będąc jakby w szklanej bańce. Podsumowując: jestem białą kartą, w zależności od tego z kim przebywam, przejmuję jego zainteresowania i cechy. Nie mam wyrobionych opinii, boję się wyrażać własne zdanie i sprzeciw. Nie mam w sobie oparcia, neguję własne przekonania w imię tych, które ktoś przedstawił z wielką pewnością siebie. 

 

Brakuje mi inteligencji emocjonalnej. Często popadam w dołki, kiedy nie mogę się wygrzebać z podłego nastroju. Czasem dopada mnie jedno- lub dwudniowa mania, kiedy czuję się super i zazwyczaj wtedy podejmuję kompulsywne decyzje. Zazwyczaj wiążą się one z wydawaniem pieniędzy na rzeczy, na które oczywiście, że znajdę czas i chęci (takim sposobem moje regały stękają pod ciężarem nieruszonych książek do nauki języków obcych i nieprzeczytanych książek technicznych, które miały mi ułatwić życie przyszłego inżyniera). Nie potrafię wyjść ze sklepu bez kupienia czegokolwiek, nawet gdy wiąże się to ze staniem w długiej kolejce. Nie potrafię dokończyć zakupów, kiedy zauważę, że ochroniarz w sklepie choćby na mnie zerknął, a co gorsza przeszedł w miejsce nieopodal mnie. Często wracają do mnie rzeczy z przeszłości - byłam jawnie okłamywana przez rodziców przez długi czas, tego samego dnia, słysząc wersje przeznaczoną do moich uszu jak i tą prawdziwą. Okłamywał mnie również mój partner w kwestii palenia fajek i korzystania z narkotyków, o czym wiedzieli wszyscy nasi znajomi, ale do moich uszu to dotarło dopiero, gdy już mu się nie chciało ukrywać z tym. Nie, nie mieszkaliśmy wtedy razem i z mojego introwertycznego punktu widzenia, nie było kłopotliwe spotykanie się kilka razy w tygodniu i spotykanie się osobno z ludźmi. Bardziej dotkliwie odczułam brak lojalności wśród znajomych, niż ukrywanie faktów przez partnera. Straciłam naraz wszystkich znajomych, dla których wielokrotnie się spalałam. Te wydarzenia sprawiają, że czasem staję się okropnym człowiekiem i wszędzie węszę zdradę, kłamstwa i boję się, okropnie się boję, być "poza tematem" we wszystkich relacjach. 

 

Chętnie poznam sugestie na temat tej mieszanki cechowo-zaburzeniowej. Owszem, wiem, że terapia jest kluczem, ale aktualnie muszę to zrobić sama, bo ani mnie nie stać na kolejne wizyty u innego psychologa ani nie zapowiada się, że prędko znajdę pracę. 

 

Największym problemem jest dla mnie ta frustrująca pustka w środku. Kiedy czegoś brak, nie wiem gdzie znaleźć sens, znaczenie, nie wiem dlaczego tak mam. Czuję, że nigdzie nie pasuję. Nie czuję się. Już bardzo długo się nie czuję. Jak odnaleźć siebie? Jak zacząć? Tylko inni ludzie budzą we mnie emocje: wybrani, pozytywni, dbający o innych: chęć do życia, a inni, plujący jadem i wiecznie narzekający: obrzydzenie. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze współczuję trudnych doświadczeń rodzinnych i związkowych. Szczególnie boli, gdy to najbliżsi nadużywają naszego zaufania. A czy próbowałaś zapisać się na terapię na nfz? Wiadomo, że terminy są odległe, ale czym prędzej się zapiszesz, tym prędzej nadejdzie nawet odległy termin, a może będziesz miała szczęście i znajdzie się termin w nieodległej przyszłości, bo ktoś zrezygnuje?

 

Myślę też, że nie tyle siebie odnajdujemy, co kształtujemy. Masz potencjał na wiele różnych dróg życiowych, na wiele różnych "przyszłych ty". Trudne jest to, że musisz coś wybrać, w jakimś jednym kierunku kształtować samą siebie (jednocześnie biorąc pod uwagę ograniczenia wynikające np. z chorób czy zdolności). Te wybory są tak trudne, bo oznaczają rezygnację - możesz wybrać tylko jedną z wielu ścieżek. Ale jest też wolność, nie ma przeznaczenia - w każdym razie ja nie wierzę w istnienie przeznaczenia oraz jednej "ja".

A także: nie jesteśmy samotnymi wyspami, to normalne, że inni mają na nas wpływ, że przejmujemy od innych zainteresowania, poglądy i zachowania. I to właściwie dobrze o Tobie świadczy, że odnajdujesz racje w wypowiedziach innych, bo chyba każdy ma choć troszkę racji, choć czasem tylko troszkę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest taka ciekawa książka "Osobowość symbiotyczna i jej leczenie"  Stephen Johnson, ona jest dostępna w internecie. Tam jest opisana osobowość zależna. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Wirginia Zachodnia napisał:
W dniu 24.09.2020 o 21:11, ehempatia napisał:

@szary kot
 

@Wirginia Zachodnia Dzięki za polecenie. Znalazłam, zabieram się za czytanie. 

I jak książka? Pomogła? 

 

Jestem w trakcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ehempatia a gdybyś tutaj zaczęła wyrażać własne zdanie, własną opinię po przeczytaniu czyjegoś wpisu. W Internecie jest łatwiej. Może tutaj "wyjdzie" jaka jesteś? Co gdybyś potraktowała to Forum jako ćwiczenie własnego "ja"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.10.2020 o 12:28, Lilith napisał:

@ehempatia a gdybyś tutaj zaczęła wyrażać własne zdanie, własną opinię po przeczytaniu czyjegoś wpisu. W Internecie jest łatwiej. Może tutaj "wyjdzie" jaka jesteś? Co gdybyś potraktowała to Forum jako ćwiczenie własnego "ja"?

 

Próbuję. Bardzo często odpowiadanie zajmuje mi dużo czasu, bo nie umiem zrobić tego spontanicznie - potrzebuję zabezpieczenia, że na pewno nie napiszę głupoty, na której ktoś mnie złapie i wyśmieje. Albo uzna za infantylną, niepoważną, niedojrzałą, itd. No i często odbieram wiadomości jako atak na siebie i muszę podchodzić do nich kilka razy, o różnych porach dnia, żeby pozbyć się tego przeświadczenia. Ale staram się, jakoś idzie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, ehempatia napisał:

często odbieram wiadomości jako atak na siebie i muszę podchodzić do nich kilka razy, o różnych porach dnia, żeby pozbyć się tego przeświadczenia

Jak ja to dobrze znam...

A w realnym życiu jest z tym jeszcze gorzej. Dopowiadam sobie dodatkowe znaczenia, daleko idące wnioski, zakamuflowane aluzje oraz takie znaczące pominięcia milczeniem. Nawet najbardziej życzliwą osobę potrafię odebrać jako cały czas mnie atakującą. :( Po pewnym czasie przeprowadzam sobie racjonalizację i widzę błędy w myśleniu, a w czasie spotkania próbuję nie pokazać po sobie zranienia, ale przez to relacje z innymi ludźmi są dla mnie bardzo trudne, a spotkanie czy rozmowa przez telefon jest źródłem dużego stresu.

I też mam taki strach przed wyśmianiem, przed powiedzeniem coś nie tak - dobrze to rozumiem.

Mam też taką myśl, że wynika to z mojego małego zaufania do ludzi. Że nie do końca ufam, że są mi życzliwi i kiedy mówią, że dobrze o mnie myślą, kiedy mnie chwalą, kiedy chcą ze mną się spotykać i spędzać czas - to mówią to szczerze i nie zmienią zdania za 5 minut. Kiedyś byłam ofiarą przemocy rówieśniczej, może to też miało wpływ na moją nieufność. Nie wiem, jak jest z tym u Ciebie, może podobnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@szary kot

Moi rodzice mnie strasznie prześmiewali, głównie tata, ale mama słysząc moje tajemnice bardzo często zanosiła je do taty. Pamiętam taką głupią sytuację, kiedy miałam 6-7 lat. Byłam z mamą na wakacjach w górach, tata nie dostał urlopu. Bawiłam się z dziećmi w wieku 12-13 lat, co jest jednak dużą różnicą wieku w obszarze zainteresowań. Ja się chciałam bawić, a oni rozmawiali o seksie, podrywaniu i innym buzowaniu hormonów. Nie wiem skąd w tym wieku, ale wiedziałam już czym jest seks, na czym polega. Byłam "dojrzałym" dzieckiem. W każdym razie poczułam się źle, że poruszyli takie tematy i pobiegłam do pokoju hotelowego, do mamy. Rozpłakana, rozemocjonowana. Mama w stresie, mówi, że już się bała, że mnie zgwałcili czy coś. Ja śmiech przez łzy, takie niedowierzające (przypominam o moim wieku!) "czemu mnie akurat by ktoś chciał zgwałcić", chyba moje pierwsze powątpiewanie we własną wartość/atrakcyjność jeszcze długo przed tym, kiedy na to się zaczęło zwracać uwagę. Przyznałam się mamie wtedy, że wiem co to jest seks, ostatniego słowa prawie nie wymówiłam z nerwów, płaczu, kluchy w gardle i z tego, że uważałam to za wielki temat tabu. No i poprosiłam mamę, żeby nie mówiła tacie o tym, że po prostu inni zaczęli o tym rozmawiać i poczułam się jakby to było za wcześnie, żebym wiedziała już o tym. Mama przyrzekła, że nie zdradzi mojej "tajemnicy". Tata odwiedził nas za dwa dni i zaczęły się komentarze i podśmiechujki. A to "zobacz, hehe, ślimaki się seksują" w lesie w czasie naszego spaceru, z ust taty. A to: "zobacz, mają trójkę dzieci, ale się musieli naseksować". Chyba teraz jestem tak samo zażenowana jak tamta mała dziewczynka. Od tego zaczęły się wieczne drwiny z moich lęków, wyśmiewanie braku danej umiejętności. Krytykowanie. I wieczne: "aleś Ty wrażliwa paniusia, to przecież dla żartów".

Mhm.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×