Skocz do zawartości
Nerwica.com

Po czasie, ale witam!


wyjdz_do_ludzi_pobiegaj

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

 

Krótko o sobie...

 

zaczęło się od dziwnych dolegliwości fizycznych (nietolerancje pokarmowe, niedoczynność tarczycy, hiperprolaktynemia).

 

Potem był stres i zaniepokojenie pracą. W związku z tym trafiłam na psychoterapię.

Po 3 miesiącach terapii nastąpił duży kryzys i epizod depresyjny. Dostałam leki. Kontynuowałam terapię, skupiając się na pracy, potem na swoich potrzebach, a następnie na tym, że w moim małżeństwie są one w ogóle niezaspokajane. Dzięki tabletkom spojrzałam na wszystko z dystansu, a psychoterapeuta stwierdził, że wiele z zachowań oraz słów mojego męża było przemocowych. Złożyło się to w czasie z żądaniem od mojego męża o deklaracji posiadania dzieci. Doszłam do wniosku, że moje dolegliwości fizyczne i poczucie "braku", pustki, niepokoju bierze się z nieudanego związku.

 

Od dwóch miesięcy w głowie cały czas wałkuję temat rozstania. Nienawidzę się za to. Jestem smutna i rozżalona. 

O problemach w związku można przeczytać w innych moich tematach.

 

Miałam dobre stanowisko, interesuje mnie sport i zdrowe odżywianie, generalnie zdrowy, zrównoważony tryb życia. Szkoda tylko, że ta depresja się wkradła...

 

Kłaniam się niziutko i będę chętnie pomagać w kwestiach dietetyczno-sportowo-dolegliwościowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo powinnam być na tyle silna, żeby przy tak oczywistych zachowaniach mojego męża, symptomach, poczuciu nieszczęścia i braku wsparcia byc w stanie odejść bez żalu. A tymczasem on za każdym razem płacze i bierze mnie na litość, zarzekając się, że tym razem się zmieni. 

 

Tak było ostatnio. Już miałam zaklepane mieszkanie, miałam się wyprowadzić, a on zaczął płakać i błagać o szansę. I mu ją dałam, ale czuje się z tym beznadziejnie. I znów się za to nienawidzę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudna. A on teraz się zachowuje ultra miło. Ciągle chce się przytulać, mówi o nowym życiu, nowym starcie, robi śniadanka do łóżka bla bla bla. 

 

Do obrzydzenia. A mi to jest obojętne, bo już się chyba wypaliłam i w sumie boję się, że za chwilę wróci znów "stary on". Bo to przecież jest niemożliwe, żeby z dnia na dzień, z osoby obwiniającej mnie o wszystko, stać się człowiekiem "do rany przyłóż". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@wyjdz_do_ludzi_pobiegaj miałam jakiś rok temu podobną sytuację. Pomogło mi, jak zadałam sobie bardzo ważne pytanie. Czego ja chcę od życia? Wówczas na pierwszy plan wysunęła się miłość. Pragnęłam miłości bardziej niż czegokolwiek innego. Być może Ty odpowiesz inaczej na to pytanie. Ważne, żeby to było szczere i szło prosto z serducha. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×