Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
WrazliwyP

Rozstanie po 7 latach.

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

W wątku przywitanie napisałem, że czuje się w połowie martwy ale dziś okazało się że to nie prawda. Teraz jestem całkowicie martwy. Jedyna cząstka która utrzymywała mnie w jakiejkolwiek formie podczas walki z moją. Nerwicą właśnie umarła.

Dziś rozstałem się z narzeczoną po 7 latach związku. Ślub zaplanowany był na wrzesień 2019. Była to moja pierwsza i jedyna miłość. Poznałem ja na studiach w wieku 20 lat. Teraz mam ochotę umrzeć bo juz totalnie nie mam dla kogo żyć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdarzyło mi się mieć narzeczoną, zdarzyło mi się rozstać po 5 latach. Sądzę, że w dużym stopniu rozumiem co czujesz.

Poziomy "ch*jni" będzie Ci wywalać poza skalę przez najbliższe kilka miesięcy jeżeli naprawdę kochasz tę dziewczynę.

Dlaczego się rozstałeś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kocham ją nad życie. To jest niestety najgorsze. Od kilku miesięcy zaczęło się coś psuć. Okazało się że mnie kocha ale nie tak jak kiedyś. Coś się wypaliło i bała się że tak już zostanie na zawsze. Daliśmy sobie czas ja starałem się jak mogłem przez te ostatnie miesiące. Bylem najczulszym człowiekiem świata niestety spotkałem się z obojętnością. Tak więc dziś smutny, rozczarowany i zniecierpliwiony postawilem  najgorsze ultimatum w moim życiu. Albo będziemy udawać albo się rozstajemy. Nie protestowała i to był  dla mnie znak ostateczny.  U mnie nic się nie wypaliło kocham ją bardziej niż pierwszego dnia.

Najgorsze jest to że to moja pierwsza dziewczyna. Były wzloty i upadki. Jak to w związku. Ale ból jest niesamowity. Czułem się w jej domu jak rodzina i tak traktowałem jej rodziców z wzajemnością.

Nie wiem jak sobie teraz poradzę bo zawsze był obok mnie ten ktoś. Nie musieliśmy rozmawiać, a czułem obecność kochanej osoby. Teraz będę wracał z roboty do domu bez celu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Argh, chujnia, co bym nie powiedział to nic nie pomoże. A mimo podobnego doświadczenia nie jestem mistrzem w dobrych decyzjach więc i lepiej niech ktoś inny poradzi, udało mi się zepsuć co tylko do zepsucia było ;) Ale przyjdzie dzień w najbliższych miesiącach, że rozmowa z jakąś dziewczyną nagle zmieni Twój sposób postrzegania sytuacji. Te powiedzenie, że klin klinem jest strasznie idiotyczne ale nie sposób odmówić mu działania. Tymczasowego. Będą kolejki górskie z nową dziewczyną, chwilę dobrze, chwilę tęsknisz za byłą i tak w kółko bardzo długo. Wiem, że ciężko Ci teraz myśleć o przyszłości z inną ale do tego dojdzie w końcu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie tu zaczyna się mój problem. Oprócz tego, że nie chce innej to jestem kobiecym odludkiem. Zawsze miałem tylko kolegów i gdyby ona na studiach mnie nie znalazła to w życiu bym nie miał kobiety. O czymś świadczy to że pierwszy raz całowałem  się właśnie z nią w wieku 20 lat XD Teraz pracuje z samymi chłopami, klubów nie znoszę. Gdzie ja znajdę taką  po ludzku dobrą i mądrą kobietę? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nie chciałem, zdanie szybko się zmieniło :P

10 godzin temu, WrazliwyP napisał:

Gdzie ja znajdę taką  po ludzku dobrą i mądrą kobietę? 

Gdybym znał odpowiedzi na takie pytania byłbym panem świata ;) Łatwiej znaleźć jednorożca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najgorsze jest to że nie mam dziewczynie nic do zarzucenia. Może jakbym miał to by było łatwiej. Jakoś bym sobie wytłumaczył, że głupia, nieczuła, brzydka, że nie warta uwagi.

Twraz się czuje jak kłębek nerwów jakby już mi nie wystarczała nerwica. Do tej pory ciężko było spać, a jeszcze gorzej wstać. Teraz jest masakra napięcie nerwowe 24/7.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oj, to trzeba sie było zgodzic na udawanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety nie. Nie zauważyłem tez momentu kiedy to się stało tak zareagowałbym dużo szybciej. Trochę  mam żal, że nie powiedziała jasno że  coś się dzieje, a do siebie mam żal ze tego nie zauważyłem. 

4 minuty temu, tosia_j napisał:

oj, to trzeba sie było zgodzic na udawanie

Jestem uczuciowym człowiekiem, a do tego konkretnym. Dla mnie wszystko musi być czarne  albo białe. Nie mogłem trwać w związku gdzie czułem się odrzucony. Bardzo lubię się przytulić ,posiedzieć ale jak się czuję niechęć drugiej osoby to dopada frustracja i myśl że jesteś beznadziejny bo już się komuś nie podobasz.

Niestety stało się się to w najgorszym momencie kiedy i tak byłem zmęczony zdołowany,  łatwiej bym sobie poradził bez tego wewnętrznego lęku i napięcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może miała dość tego, że nie tryskasz energią. Albo miała kogoś, u kobiet zwykle te dwie rzeczy się łączą.

No dobra, u facetów też ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

obstawiam pierwsza opcje

trudno jest zyc za siebie i za kogos 😕

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Może miała dość tego, że nie tryskasz energią.

 

21 minut temu, tosia_j napisał:

obstawiam pierwsza opcje

trudno jest zyc za siebie i za kogos 😕

Prawdopodobnie tu możecie mieć rację. Tylko ja też spodziewałem się czegoś innego. Jakby jej coś się działo była chora czy to fizycznie czy psychicznie robił bym wszystko żeby jej pomóc albo chociaż wesprzeć. Ja już takiego wsparcia nie dostałem a może dzięki niemu szybciej bym się wykaraskał z problemów. 

Łatwo jest teraz gdybać ale to bez sensu. Ja z perspektywy nerwicowca mogę zrozumieć drugą osobę z nerwicą albo depresją. Jako zdrowy człowiek mógłbym mieć kłopoty ze zrozumieniem problemu ale nadal wydaje mi się że otoczylbym ją wsparciem.

Ona zawsze była rozrywkowa lubiła wychodzić rozmawiać. Ja za to taki odludek, domator, rozsądny nie skory do robienia głupot. Może jak się okazało ze nie mam już siły nadążyć bo źle się czuje psychicznie i fizycznie to ją to zniechęciło szczególnie że pogrążałem się już w to pewnie z pół roku. Nie mówiłem też jej o moich problemach że się źle czuje w sklepach na spacerach itp. Bo nie chciałem jej obarczać  problemami których sama trochę miała. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ty byś to zrobił, taka Twoja ewolucyjna rola ;)

Dasz sobie radę, nie jesteś jedynym w takiej sytuacji, na necie jest pełno motywacyjnych banałów. Czasem działają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, SarkastyczneSerce napisał:

Ty byś to zrobił, taka Twoja ewolucyjna rola ;)

Dasz sobie radę, nie jesteś jedynym w takiej sytuacji, na necie jest pełno motywacyjnych banałów. Czasem działają.

Gdyby internetowe banały działały nie było by nas tu wszystkich :). No i wszyscy byśmy mieli raka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aby tylko jednego. Kaszlnąłeś w autobusie, wszyscy ucichli. I tylko słychać jak matka mówi do 5 letniego syna:

- słyszałeś, ten gość ma raka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, WrazliwyP napisał:

Okazało się że mnie kocha ale nie tak jak kiedyś. Coś się wypaliło i bała się że tak już zostanie na zawsze. Daliśmy sobie czas ja starałem się jak mogłem przez te ostatnie miesiące. Bylem najczulszym człowiekiem świata niestety spotkałem się z obojętnością. Tak więc dziś smutny, rozczarowany i zniecierpliwiony postawilem  najgorsze ultimatum

ciekawe w sumie jak to wyglada od jej strony

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, tosia_j napisał:

ciekawe w sumie jak to wyglada od jej strony

No też bym chciał wiedzieć bo niestety nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi. Tylko owo wypalenie.

Juz nawet gdybałem  czy może w pracy kogoś poznała bardziej zadowolonego z życia. Ale nie przypuszczam bo była nadzwyczaj uczciwa i jak spytałem o to to zanegowała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze ja jakos osobiscie podchodze do tej sprawy, bo po 7 latach pobralismy sie z chlopakiem, a tez mi pod koniec bylo wszystko jedno

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, tosia_j napisał:

moze ja jakos osobiscie podchodze do tej sprawy, bo po 7 latach pobralismy sie z chlopakiem, a tez mi pod koniec bylo wszystko jedno

I co się z wami stało? Jesteście razem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A przez ten czas zmieniło się coś w waszych relacjach? Piszesz, że Ci było obojętne. To znaczy, że byłaś jedynie przyzwyczajona do bycia z partnerem a go nie kochałaś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

życie mi jest w ogole obojetne

nie, nie zmienilo sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo mi przykro. Może da się coś z tym zrobić, spróbować zmiany? Wiem że to trudne (sam właśnie musiałem taką decyzję podjąć). Czasami jest jakieś wyjście z sytuacji. Pytanie czy próby w przyszłości przyniosą dobre zmiany.

Mam tatę z depresją i chorobą dwubiegunową. Zawsze był silnym i twardym mężczyzną. Ciężko pracował żeby nas wychować i zarobić pieniądze miał problemy z rodzicami i bratem schizofrenikiem. W końcu coś w nim pękło. Nie wytrzymał i poddał się depresji. Tu do akcji weszła moja mama, która we wszystkim go wspiera mimo że sama ledwo się trzyma. Chodzi z nim do psychologa i psychiatry.

Właśnie tak sobie wyobrażam dobry związek i takiego bym chciał. Jak tylko mi się wydawało, że właśnie taki znalazłem czar prysł. Pozostały tylko obawy, że nikogo już takiego nie znajdę. Ale zawsze jest nadzieja.

Może w Twoim przypadku też jest jakaś osoba i punkt  zaczepienia który pomoże Ci w zmianach i zmieni obojętność w coś na czym człowiekowi zależy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×