Skocz do zawartości
Nerwica.com

Związek i moja przyszłość - praca.


Loviisa

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Nie wiem, czy wybrałam dobry dział na ten temat... 
Chciałam trochę o sobie opowiedzieć...

Witam. 
Chciałabym krótko ale konkretnie opisać moja sytuacje życiowa i prosić Was o pomoc. 

Mam 25 lat i partnera, który jest ode mnie starszy. Ma 36 lat. Poznalismy się w mojej pracy. On był klientem, ja pracowałam w klubie. To nie była dyskoteka. Po roku czasu postanowiłam się z nim umówić na randkę. Zakochałam się w nim. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Byl to mój drugi związek. Zero zazdrości z mojej strony, 100% zaufania i wiary w to, ze jestem najważniejsza. 

Po dwóch latach zaczęło się sypać. 
Miałam dość tego, ze jest tak natrętny. Było go wszędzie pełno. Trochę mnie to drażniło. Rozstałam się z nim na trzy miesiące. Po tym czasie wróciliśmy do siebie, gdzie odkryłam, ze chciał spotkać się ze swoją była kobieta, z która był 5 lat w związku, na tym moje zaufanie spadło. Nie wiem w końcu, czy się spotkali czy nie, ale moja zazdrość chorobliwa wpadła w obsesje. 

Jego firma zaczęła nabierać tempa. Zaczął zarabiać bardzo dużo pieniędzy i coraz bardziej robił się wredny, jego szacunek do mnie zaczął robić się coraz mniejszy, bynajmniej tak mi się wydaje. Kiedy ja zaczęłam mu pokazywać jak bardzo go kocham, miałam wrażenie, że u niego było na odwrót.

W Boże narodzenie się rozstaliśmy. Kłóciłam się z nim smsami, skoro dał mi samochód w prezencie, to dlaczego nie chce go zapisać na mnie. Mama mi zaczęła dopowiadać, że gdyby mnie kochał i się nie bał to nie miałby z tym problemu, a ten samochód po prostu jest jego.
No tak... ale kiedy chciałam mu go oddać, powiedział, że mam nim jeździć, bo jest dla mnie.
Rozstaliśmy się na trzy miesiące. Strasznie to przeżyłam, myślałam, że oszaleję. 
W  kwietniu się przeprowadzałam, po pierwsze, zepsuło się auto i przyjechał je sprawdzić, a po drugie zaproponował pomoc w przeprowadzce i tak wróciliśmy do siebie.

Mija już 6 lat. On zaczął budować dom, w sumie to robi już drugą łazienkę. Nie bardzo mi to odpowiada, ponieważ obok tego domu jakby dalej w rzędzie, dom ma jego pierwsza siostra, dalej jego druga siostra i jego rodzice. Mówiłam, mu żeby sprzedał działke i żeby gdzieś indziej wybudował się, ale nie chciał. Pytał mnie jaka podłoga mi się podoba, jakie meble itd, pokazywał jakieś inspiracje, ale końcem końców sam wybierał ściany, kafelki, podłoge, wanne itd... nie wiem czy dlatego, że nie chciał ze mną, czy po prostu dlatego, że mamy identyczny gust i stwierdził, że i tak mi się spodoba. Później jak przyjechałam na budowę, to posmutniałam, ale nie dlatego, że mi się nie podobało, bo łazienka wyszła piękna w moim typie, a dlatego, że po prostu nie chciał wybrać ze mną głupich płytek, przez co zadał później zawiedzione pytanie ''Nie podoba Ci się pewnie co? ''  ehh... 

Są dni, gdzie widzę, że mnie kocha. Daje mi czułość, śmiejemy się i fajnie spędzamy czas.
A są dni takie jak dziś, gdzie płakałam przez niego już drugi raz, bo zaczął się po mnie wydzierać o głupią ładowarkę, albo gdy chciałam z nim o czymś pogadać to śmiał mi się w twarz, a to po prostu była kolejna prośba, żeby poszedł do lekarza zbadać po prostu swoje zdrowie.
W tamtym roku tak się kłóciliśmy, że mnie uderzył w twarz i wytargał za włosy, po tym jak ja pierwsza uderzyłam go z liścia, a to była kłótnia o to, że puściłam kawałek mojego ulubionego zespółu który jemu się nie podobał - mniejsza.
 
Mam wrażenie, że ma dwie twarze. Fakt faktem, bardziej myślę, że na niego ma taki wpływ jego praca, która jest mega cieżka i wjeżdża na psychikę i fizykę. Po prostu czasem nie znosimy się jak pies z kotem, a zarazem kochamy jak pierdo*nięci.

Będę z Wami szczera, bo to i tak anonimowość... Od 18 roku życia jestem striptizerką. Mam dość tej pracy, bo wykańcza mnie fizycznie - mój kręgosłup już nie daje rady i wszystko mnie boli i psychicznie - nie wyrabiam. Kiedyś były z tego fajne pieniądze, ale teraz w Polsce nie ma na co liczyć, dlatego od tamtego roku pracuję sobie za granicą półtora tygodnia w miesiącu. Chciałam uzbierać pieniądze na mieszkanie, bo wiem, że gdy coś pójdzie między nami nie tak, nie będę miała nawet gdzie ani do kogo wrócić, ponieważ moja rodzina wyprowadziła się za granicę, bo tam pracują teraz, ale słabo i idzie to zbieranie, bo jest po prostu ciężko. 

Jestem osobą zamkniętą. Nie lubię poznawać nowych ludzi, nie chce mi się nawet z nimi gadać jak ktoś zagaduje.
Mam za to dużo znajomych i nawet jedną przyjaciółkę wirtualnie. Ponieważ, moje koleżanki z klubu, to tylko pseudo-koleżanki, które ciągle chleją i ćpają, ja jestem zupełnie inną osobą - nie lubię imprez, alkoholu, papierosów, ćpania i dawania dupy na lewo i prawo, dlatego się ze mną nie przyjaźnią, zeby gdzies wyjśc czy coś. I.... nienawidzę tej pracy, mimo tego, że dawniej chciałam otworzyć swoją szkołę tańca, ale kręgosłup... 

Zrobiłam sobie studium makijażu permanentnego i przedłużania rzęs. Ponieważ, nie mam skończonej szkoły średniej, pomyślałam, że fajna kasa jest z tego i moda. 
Wydałam kupe kasy na to, ale stchórzyłam i dałam sobie święty spokój. Mam zakompleksioną osobowość, boję się wszystkiego.
Boję się odpowiedzialności za swoją pracę na ludziach. Po prostu stwierdziłam, że mnie to jednak nie kręci, że nie dam rady, że się nie nadaję. 

Miesiąc temu mój właśnie facet zarzucił mi pomysł, że skoro kocham kwiaty, mogłabym sobie zrobić jakieś szkolenie i może otworzyć własną kwiaciarnię. Zapisałam się do grupy na fb, napisałam post w celu dowiedzenia się wszystkiego na ten temat, ile się na tym zarabia, jak ciezka jest ta praca itd... komentarze były różne, ale ja po przeczytaniu typu:
''od marca mam kwiaciarnię i do dziś dokładam''
'' gdybym mogła nie brałabym się za to''
'' jestem nauczycielką florystyki i odradzam''

hmm... no i jak zwykle moje wycofanie się z sytuacji i szukanie kolejnego sposobu...
Wpadłam więc na pomysł, że po prostu będę robić kwiaty na zamówienie, ale znając mój zapał i szczęscie to się nie uda.
Mam odłożene parę tysięcy bo zbieram na to mieszkanie (  jestem zdania, że nie wiadomo co będzie z parę lat, czy mu nic nie odwali i czy nie wyrzuci mnie z domu ) Wiem że mój facet pomógłby mi finansowo, jeśli chodzi o moją działalność, chociaż nienawidzę brać od kogoś pieniędzy, ale po prostu boję się, że to nie wypali. 
Nie mam w ogóle własnych zainteresowań. Nie chce mi się żyć, jestem ciągle zmęczona i non stop płaczę. Po prostu brak mi sił już do mojego życia. Niektórzy pewnie pomyślą '' glupia striptizerka, mogłaś się za szkołę wziąć a nie cyckami świecić'' - to wcale nie jest takie łatwe jak Wam się wszystkim wydaje. Nie mylcie tej roboty z agencją towarzyską, bo wszystkie striptizerki nienawidzą mężczyzn.
Nienawidzimy ich. Gramy i tylko gramy. Jesteśmy aktorkami - tyle. 

Brakuje mi wsparcia do życia, ambicji i motywacji. Nie wiem już co robić i bardzo proszę o jakąkolwiek radę, którą chciałabym przeanalizować, ponieważ nie mam nawet z kim szczerze porozmawiać...

Edytowane przez Heledore
Usunięto na prośbę autora

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×