Skocz do zawartości
Nerwica.com

Stres który niszczy chęć do życia


Kokoem

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Was i proszę o pomoc.Mam 14 lat,dobry dom,wspaniałą rodzinę.Mam internet,na którym gadam z fajnymi ludźmi,i tych przyjaciół z świata realistycznego.Jednak,w chwili gdy poszłam do gimnazjum moja psychika zaczęła się psuć.Zaczęłam miewać niemiłe dreszcze w brzuchu na widok nauczycieli.Dostałam nerwicy natręctw.Do mnie strasznie gnębiło.

Ale ten stres...Nawet teraz się stresuję,że jutro muszę iść do budy.I tak codziennie wieczorami odczuwam silny stres.A przecież raz się zyje,z życia trzeba korzystać,a nie marnować je w ten sposób.!

NIe wiem co mam robić.Proszę pomóżcie mi.Tylko Wy mi zostajecie.Nie,nie powiem mamie bo Ona już wie,ale co niby miałaby zrobić.Siosyta studiuje psychologię i też wie.

Pomóżcie.

Ja nie chcę tak żyć.!Ja żyję tylko w dni wolne.I wtedy dostaję ataków,widzę mordy nauczyieli,których nienawidzę,fuj.

Wiem,może to chore,ale ja już nie wytrzymuję...

Naprawdę nie wiem co mam zrobić...

Pomóżcie...

Stresuję się.!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie. Nauczyciele? Presja społeczna? Chęć pokazania się z dobrej strony? Skądś to się bierze, kluczem jest uświadomienie sobie skąd. Jaka jest ta pierwsza, czasem nawet nieuświadomiona myśl, która wywołuje lęk.

 

alejak to zrobic? albo jesli znamy a nie umiemy sie zmierzyc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym ja wiedział, jak to zrobić, to by mnie tu nie było ;)

 

Czytam sobie taką książkę, umysł ponad nastrojem, tam są fajne ćwiczenia właśnie poznawcze. Terapeutka zaleciła. Zobaczymy, bardzo bym chciał, żeby coś mi to dało, żebym w końcu zrozumiał te swoje lęki. I tak już jest niezła poprawa, więcej rozumiem, więcej wiem o sobie, bardziej umiem się zdystansować, ale nie wiem czy to z powodu wiedzy i poznania tego, interesowania się tym, czy to leki tak działają...

 

Jest w tym wszystkim kilka pułapek, w które wpadłem mając te 14 lat (albo nawet wcześniej).

 

1. Uciekanie i unikanie lękowych sytuacji wzmacnia lęk.

2. Przeczekanie (że może przejdzie) tylko utrwala reakcje organizmu i potem coraz trudniej jest wychwycić te myśli, bo "to się tak samo".

3. Nie patrzmy na skutki. One są tylko skutkami, nie mówią praktycznie nic.

 

Na przykład kompletnie nie ma znaczenia, czy boli nas brzuch, czy boimy się, że serce nam stanie. To po prostu skutek, jeden z wielu. Trzeba zmienić myślenie, nie "boję się i już" tylko "boję się, ale dlaczego? Co się dzieje, skąd te myśli, jak wygląda ten obraz, który mam w głowie, jak to może inaczej wyglądać, jak można na to spojrzeć bez pryzmatu własnych doświadczeń, wyobrażeń, oczekiwań?". To brzmi jak jakiś pseudomedyczny bełkot, ale to naprawdę działa. Trzeba zrozumieć siebie.

 

Odnośnie tego, że nie potrafimy czegoś zrobić - nie ma takiej możliwości. Ja bardzo długo tak sobie tłumaczyłem. I było tylko gorzej. Lęki się nasilały, wyobrażenia o tych sytuacjach też. Nie można całe życie uciekać, boimy się, to zacznijmy od mniej lękowych sytuacji, ale TRZEBA się z tym kiedyś zmierzyć. Inaczej to nie jest życie, tylko ciągły strach, ciągła wegetacja, frustracje, że nie dajemy rady. M.in. dlatego wróciłem na studia. Cholernie się boję tych swoich schiz, objawów, napadów paniki, no ale co, mam jakiś wybór? Nie mam, chcę je skończyć i skończę, muszę, nerwica nie wygra.

 

Jestem prawie pewien, że gdybym poszedł do lekarza mając te swoje 14 lat, a nie dopiero teraz, to poszłoby dużo lepiej i już dawno, od 9 lat (wczoraj mi 23-ka stuknęła), byłoby po sprawie i już dawno bym nie pamiętał, że "kiedyś miałem jakieś lęki"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

  • nie ma najmniejszych wątpliwości, że unikanie sytuacji lękotwórczej bądź wywołującej reakcję stresową, tylko pogarsza sytuację;
  • nie bagatelizowałbym znaczenia objawów; po pierwsze, są dość nieprzyjemne i utrudniają normalne funkcjonowanie, więc dobrze byłoby coś z nimi zrobić, po drugie zaś, często kolejność nawarstwiania się problemów jest dokładnie odwrotna, niż podpowiada intuicja, tzn. najpierw nowa szkoła - stres gwarantowany, potem objawy w postaci mdłości, bólu, zawrotów głowy itp. (czasem tak po prostu reagujemy na stres), otem zaś, świadomie bądź nie dorabiamy sobie do tego ideologię - "nienawidzę nauczycieli czy coś podobnego" - czyli racjonalizujemy. Owa nienawiść nie musi być tu przyczyną i w takich przypadkach zwykle nie jest;
  • co możesz zrobić? Hm... po pierwsze nauczyć się panować nad fizycznymi objawami (czytałem tu przed chwilą np. o treningu autogennym), po drugie, opanować sytuację poznawczo - wiem, brzmi może tajemniczo, ale i jedno i drugie zrobisz z psychologiem.
     
    Pomimo tego, że taka reakcja jest bardzo nieprzyjemna i uciążliwa, możesz być pewna, że wielu ludzi twoim wieku tak reaguje na zmianę szkoły. Wiadomo też, że nie jest to trudne do opanowania, ale nie wszyscy radzą sobie z tym samodzielnie. Jeśli będziesz odkładać wizytę u psychologa, problem się nawarstwi i zmarnujesz sobie kawał czasu.
     
     

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie ma najmniejszych wątpliwości, że unikanie sytuacji lękotwórczej bądź wywołującej reakcję stresową, tylko pogarsza sytuację;

 

Pogarsza. Bo mamy w głowie jakieśtam wyobrażenie na temat tej sytuacji, uformowane przez pryzmat tego, czego się boimy.

 

po drugie, opanować sytuację poznawczo

 

Najskuteczniej. Nie najłatwiej, ale zdecydowanie najskuteczniej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×