Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Ventage

Lęk szyty na miarę...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Mam 20 lat. Odkąd pamiętam mam w sobie różnego rodzaju lęki. Zacznę od podstawówki, choć wcześniej też pojawiały się irracjonalne lęki, na przykład o to, że mamie stanie się coś po drodze do domu... W podstawówce byłem energicznym i uśmiechniętym chłopakiem, bardzo lubiłem towarzystwo i miałem mnóstwo znajomych. Choć często zdarzało mi się "pajacować", postawiłem wówczas teorię, że to pewien sposób na odreagowanie strachu. Bo w środku często czułem strach. Głównie przed innymi ludźmi, którzy mogliby być źli, agresywni. I choć nigdy w życiu nic naprawdę złego (jedynie nieprzyjemne incydenty, które wyolbrzymiałem) mi się nie przydarzyło, to trwało. Apogeum nastało, kiedy podzieliłem drogę z podstawówki do domu na strefy zagrożenia. Każdej przypiąłem indeks zagrożenia. A życie toczyło się dalej. Byłem już większy, pewniejszy siebie, lęk przed innymi zniknął. Nie, lęk nie zniknął. Zmienił swoją postać, ewoluował wraz ze mną. Myślałem, że to przez moją wrażliwość, wrażliwy umysł, który zbyt często wyolbrzymiał i niepotrzebnie się nakręcał. Kolejny przystanek na mapie to strach związany z chorobami. Pojawiał się on również w podstawówce (podczas meczu piłki nożnej, kiedy miałem 10 lat trzymałem rękę na sercu z myślą, że tak szybko bijący narząd może oznaczać zawał. A choroby nowotwore odfiltrowałem wtedy tłumaczeniem, że niedawno leżałem długi czas w szpitalu i miałem wtedy robione badania - wyszło by coś. Później nie dało się tego filtrować. Przechodziłem przez fazy lękowe tyczące się różnych chorób, od zawału, czerniaka, kilkudziesięciu nowotworów (które "studiowałem"), po najnowsze: choroby psychiczne. Właśnie, psychika. Kiedyś myślałem, że strach w moim sercu, czy umyśle zrodził się nad wanną. Nad wanną, gdy miałem może 6-8 lat, i rozmyślając o świecie przyszła mi myśl, że nic nie ma. Że istnieje nic. Że nic nie istnieje. To chyba do tej pory najstarszniejsza myśl jakiej doświadczyłem, ponieważ ją "poczułem". Teraz strach rodzi się cały czas, na nowo. Czasem mam wrażenie, że potrafiłbym sobie wmówić, że boję się ciemności. Ale to nie ciemność, a lęk związany z myślami. Ostatnio pojawiły się myśli przez które zdecydowałem się napisać na tym forum. Myśli związane z tym, że mógłbym zrobić komuś coś złego. Za chwilę dołączyły takie, że mógłby to być ktoś z mojej rodziny. (przypomniał mi się film Amityville), rzecz jasna nie mógłbym tego zrobić. Mam w sobie mnóstwo empatii i współczucia. Wolałbym chyba sam umrzeć. I mój strach chyba o tym wie, bo atakuje coś co jest jeszcze ważniejsze. Takie myśli czasem są natrętne. Choć nie przychodzą często i potrafię je zagłuszyć to sam ich promyk, potrafi wprawić mnie w przykry nastrój. A potrafią one nadejść zupełnie niespodziewanie. Nie wiem co powinienem teraz zrobić. Zawsze sam się z tym męczyłem, a teraz czuję, że cały czas przegrywam. Przegrywam życie, bo to bardzo na nie wpływa. Mój charakter, mój lęk. Cierpi też na tym moje życie towarzyskie. Moja była dziewczyna, którą znam 5 lat sugerowała mi niedawno abym skorzystał z pomocy specjalistów. Zna mnie jak nikt inny, podzielałem jej zdanie. I tak o ile, gdy mam cięższy jestem gotów pójść i prosić o pomoc; tak gdy czuję się dobrze pojawia się coś co mnie oddala od tej decyzji. Może jest tutaj ktoś kto miał podobne problemy co ja o mógłby się wypowiedzieć. Cieszę się, że mogę tu napisać o tym co mówiłem tak niewielu, dla tak wielu. Pozdrawiam wszystkich, którzy tu dotarli i życzę wszystkiego dobrego. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W podstawówce byłem energicznym i uśmiechniętym chłopakiem, bardzo lubiłem towarzystwo i miałem mnóstwo znajomych. Choć często zdarzało mi się "pajacować", postawiłem wówczas teorię, że to pewien sposób na odreagowanie strachu. Bo w środku często czułem strach. Głównie przed innymi ludźmi, którzy mogliby być źli, agresywni.

Mam wrażenie, że wszyscy boją się tych złych i agresywnych w pewnym stopniu. Ci źli i agresywni są w mniejszości, ale tak wszystko pod siebie ustawili, że reszta tańczy jak zagrają. Wszyscy się ich boją tylko niektórzy lepiej ukrywają strach, np. pajacując lub upodabniając się do nich. Wychodzi na to, że tylko ci źli i agresywni nie czują żadnego strachu przed ludźmi. Nie przynoszą oni żadnego pożytku, psują tylko ten świat, demoralizują ludzi, sieją lęk i zło. Ja bym ich zlikwidował, nawet już na poziomie szkoły podstawowej. Nie można dalej zamiatać problemu pod dywan i usprawiedliwiać wszystkiego religią lub naturą, tylko trzeba za to się wziąć konkretnie. Więcej kamer i wyłapywać takie jednostki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie nie są dobrzy albo źli. Są szarzy, gdzieś pomiędzy. Tak mi się przynajmniej wydaję. Jeżeli chodzi o mnie to mój ojciec mówił żebym nie bał się tego, co może mnie nigdy nie spotkać. Tak właśnie było, jeżeli chodzi o złych ludzi. Nigdy nikogo takiego nie spotkałem. Wiem, że mój problem tyczył się raczej źle dostrojonego do świata odbiornika aniżeli złego świata. W podstawówce człowiek jest jak plastelina, często rządzi temperament. Zawsze są jednostki silne i słabe. A ich siła i słabość często zależą od przyjętych zasad, priorytetów, wychowania, doświadczeń. Sądzę, że nikt nie rodzi się złym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nad wanną, gdy miałem może 6-8 lat, i rozmyślając o świecie przyszła mi myśl, że nic nie ma. Że istnieje nic. Że nic nie istnieje. To chyba do tej pory najstarszniejsza myśl jakiej doświadczyłem, ponieważ ją "poczułem".

 

U mnie zaczęło się [mniej więcej w tym samym wieku] od słów z modlitwy "...módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej". Pamiętam, że była noc i straszna burza, zgasło światło, a ja siedziałam z rodzicami przy świeczce. Mama uczyła mnie modlitwy. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o tym, że rodzice kiedyś umrą i zaczęłam zastanawiać się dokąd pójdą i czy będzie im tam dobrze. Ta myśl o Niczym wygasła na jakiś czas, ale od trzech czy czterech lat znowu o tym myślę - często miewam duszności, trzęsą mi się ręce, mam nerwobóle i migreny. Wcześniej bałam się tego, co będzie po śmierci, a teraz przeraża mnie to, że rodzice kiedyś umrą, a ja nie mam nikogo oprócz nich. Zaczęłam chodzić na terapię - terapeutka stwierdziła, że odcinam się od pragnień, a pragnienia są energią życiową, że kiedy nie ma energii, wypływają lęki. Tyle że ja mam mnóstwo pragnień i marzeń. Po prostu zbyt często doświadczałam (i nadal doświadczam) obojętności ze strony innych ludzi. Od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie objawy agorafobii - kiedy jestem daleko od domu, samochodu lub przystanku (z którego odjeżdża mój autobus) dostaję ataków paniki, bo wydaje mi się, że za chwilę coś mi się stanie i nikogo nie będzie przy mnie (mimo, że wokół jest mnóstwo ludzi).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ludzie nie są dobrzy albo źli. Są szarzy, gdzieś pomiędzy. Tak mi się przynajmniej wydaję.

A ja widzę osoby złe, dobre i szare. Zarówno osoby dobre i szare boją się tych złych. Część osób dobrych walczy z tym złem, bo ma ku temu predyspozycje, ale jeszcze większa część osób dobrych i szarych cierpi z tego powodu i zaczyna udawać tych złych lub jak wspomniałeś powyżej, zaczyna pajacować. Dlatego obecnie może się wydawać, że więcej jest tych złych ponieważ bardzo duża część osób dobrych i szarych zaczęła udawać złych. W rzeczywistości tych złych jest mniej, ale wszystko pod siebie ustawili.

 

Sądzę, że nikt nie rodzi się złym.

Mimo, że nie jestem Muzułmaninem, to tutaj przychylę się do tego co mówi Islam na ten temat, czyli, że Bóg stworzył pewną grupę ludzi dobrych z natury, którzy są przeznaczeni do Raju i pewną grupę osób złych z natury, którzy są przeznaczeni do piekła. Osobom dobrym z natury łatwiej będzie wykonywać dobre uczynki, a osobom złym z natury łatwiej będzie wykonywać złe uczynki. Osoby złe z natury mogą wykonywać dobre uczynki i trafić do Raju, ale będzie kosztowało ich to o wiele więcej wysiłku, poza tym w wielu przypadkach nic się nie da zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ludzie nie są dobrzy albo źli. Są szarzy, gdzieś pomiędzy. Tak mi się przynajmniej wydaję.

A ja widzę osoby złe, dobre i szare. Zarówno osoby dobre i szare boją się tych złych. Część osób dobrych walczy z tym złem, bo ma ku temu predyspozycje, ale jeszcze większa część osób dobrych i szarych cierpi z tego powodu i zaczyna udawać tych złych lub jak wspomniałeś powyżej, zaczyna pajacować. Dlatego obecnie może się wydawać, że więcej jest tych złych ponieważ bardzo duża część osób dobrych i szarych zaczęła udawać złych. W rzeczywistości tych złych jest mniej, ale wszystko pod siebie ustawili. Osoby szare to tak na prawdę osoby dobre, tylko o tym nie wiedzą.

 

Sądzę, że nikt nie rodzi się złym.

Mimo, że nie jestem Muzułmaninem, to tutaj przychylę się do tego co mówi Islam na ten temat, czyli, że Bóg stworzył pewną grupę ludzi dobrych z natury, którzy są przeznaczeni do Raju i pewną grupę osób złych z natury, którzy są przeznaczeni do piekła. Osobom dobrym z natury łatwiej będzie wykonywać dobre uczynki, a osobom złym z natury łatwiej będzie wykonywać złe uczynki. Osoby złe z natury mogą wykonywać dobre uczynki i trafić do Raju, ale będzie kosztowało ich to o wiele więcej wysiłku, poza tym w wielu przypadkach nic się nie da zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ludzie nie są dobrzy albo źli. Są szarzy, gdzieś pomiędzy. Tak mi się przynajmniej wydaję.

A ja widzę osoby dobre, szare i złe. Zarówno osoby dobre i szare boją się tych złych. Część osób dobrych walczy z tym złem, bo ma ku temu predyspozycje, ale jeszcze większa część osób dobrych i szarych cierpi z tego powodu i zaczyna udawać tych złych lub jak wspomniałeś powyżej, zaczyna pajacować. Dlatego obecnie może się wydawać, że więcej jest tych złych ponieważ bardzo duża część osób dobrych i szarych zaczęła udawać złych. W rzeczywistości tych złych jest mniej, ale wszystko pod siebie ustawili. Osoby szare to tak na prawdę osoby dobre, tylko o tym nie wiedzą.

 

Sądzę, że nikt nie rodzi się złym.

Mimo, że nie jestem Muzułmaninem, to tutaj przychylę się do tego co mówi Islam na ten temat, czyli, że Bóg stworzył pewną grupę ludzi dobrych z natury, którzy są przeznaczeni do Raju i pewną grupę osób złych z natury, którzy są przeznaczeni do piekła. Osobom dobrym z natury łatwiej będzie wykonywać dobre uczynki, a osobom złym z natury łatwiej będzie wykonywać złe uczynki. Osoby złe z natury mogą wykonywać dobre uczynki i trafić do Raju, ale będzie kosztowało ich to o wiele więcej wysiłku, poza tym w wielu przypadkach nic się nie da zrobić.

 

TA OSTATNIA WERSJA JEST OSTATECZNA. EDYTOWAŁEM POST I COŚ SIĘ POPSUŁO, ZOSTAŁ WYSŁANY KILKA RAZY.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bo w środku często czułem strach. Głównie przed innymi ludźmi, którzy mogliby być źli, agresywni.

 

Nie czułeś strachu, czułeś lęk. A to zasadnicza różnica. Bo strach jest wtedy, kiedy znajdujesz się w konkretnej niebezpiecznej sytuacji, czyli na przykład goni Cię dzikie zwierzę albo masz medycznie potwierdzonego raka. A lęk jest wtedy, kiedy żadnej takich sytuacji nie ma, i przyczyna jest w Tobie. Po prostu Twój organizm Ci daje znać, że coś jest nie w porządku. Problem tylko polega na tym, że nie robi tego w taki bezpośredni sposób. Czyli nie boisz się tego, o co na prawdę chodzi, tylko czegoś innego (np lęk przed lataniem samolotem to nie musi być lęk przed samym lotem, tylko przed tym, że w pewnym sensie traci się kontrolę nad swoim życiem i oddaje ją w ręce pilota). Więc może po prostu coś w Twoim życiu się dzieje nie tak jak chcesz? Może masz niską samoocenę? Może w towarzystwie coś nie tak, albo może jeszcze coś innego? Przyczyn może być cała masa i warto się nad nimi zastanowić, żebyś lepiej zrozumiał swoją sytuację.

 

Myślałem, że to przez moją wrażliwość, wrażliwy umysł, który zbyt często wyolbrzymiał i niepotrzebnie się nakręcał.

 

Też to przerabiałam. Ja wiele razy od mojej matki słyszałam, że ja mam to w genach po niej. Przerażała mnie ta myśl, bo z genami przecież nic nie zrobię i myślałam, że tak już będzie do końca życia. Na szczęście tak nie jest. Bo genetyczna może być tylko skłonność, do lęku, a nie sam lęk. Czyli po prostu jest tak, że sytuacje, które innych by kompletnie nie ruszyły, u mnie wywołują lęk. Ale nigdy ten lęk się nie pojawia bez przyczyny. Ja już się na szczęście na tyle siebie poznałam, że mi łatwo przychodzi określenie, jaka jest przyczyna. I dzięki temu szybko sobie z nią radzę i lęk mija w przeciągu paru minut.

 

Kolejny przystanek na mapie to strach związany z chorobami.

 

Przerabiałam:). Jeżeli nie masz żadnych objawów, to może po prostu czujesz lęk przed jakąś swoją słabością? Bo jakby nie było, choroba to jest jakaś słabość organizmu.

 

 

Myśli związane z tym, że mógłbym zrobić komuś coś złego.

 

Znam to. Swego czasu opiekowałam się dwuletnim dzieckiem. Pamiętam, że pewnego dnia przyszłą mi do głowy taka myśl, że mogłabym je zabić, co było kompletną bzdurą. Tak mnie ta myśl przeraziła, że cała się spięłam, do tego stopnia, że nie byłam w stanie rozprostować nóg i chodzić. Do pracy (bo właśnie w drodze do pracy mnie to spotkało) dowlokłam się chodząc jak kaleka i powłócząc stopami, mimo, że na codzień chodzę zupełnie normalnie. To był strach związany z poczuciem kontroli tego, co się ze mną dzieje. Brak poczucia, że decyduję sama o sobie i o tym, co robię.

 

Choć nie przychodzą często i potrafię je zagłuszyć to sam ich promyk, potrafi wprawić mnie w przykry nastrój. A potrafią one nadejść zupełnie niespodziewanie. Nie wiem co powinienem teraz zrobić. Zawsze sam się z tym męczyłem, a teraz czuję, że cały czas przegrywam.

 

Odpowiedź jest na szczęście prostsza, niż się wydaje. Po prostu lęk jest związany z tym, że organizm na coś reaguje. Reaguje, czyli np wytwarza hormony, czyli substancje chemiczne, które potem musi jakoś usunąć. Usuwa je kiedy przeżywamy emocje. Jeżeli ktoś te emocje blokuje i z nimi walczy, to po prostu za jakiś czas organizm usuwa te hormony sam w niekontrolowany sposób. I dlatego lęki wracają nagle i z dużą siłą. Więc odpowiedź jest taka: po prostu nie walczyć ze swoimi emocjami, tylko z nimi współpracować. Czyli nie próbować na siłę się nie bać bo to nic nie da, tylko starać się zastanowić, dlaczego ten lęk się pojawił w takiej a nie innej sytuacji. Bo powód jest zawsze.

 

Wiem, może mój wywód jest taki trochę "suchy" i nieludzko brzmiący, ale u mnie to wszystko się sprawdziło:). Specjalistką nie jestem więc to co napisałam to w żaden sposób nie zastąpi wizyty, ale mam nadzieję że choć trochę pomogłam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×