Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Ruciiaa

Gdy rozstanie = koniec świata

Rekomendowane odpowiedzi

Moja historia zaczyna się pewnie jak wiele innych. Od 7 lat jestem w stałym związku z moim partnerem (w tym od 5 lat jesteśmy małżeństwem). Był to mój pierwszy poważny partner. Nasze problemy zaczęły się stosunkowo wcześnie, ponieważ niestety cierpię na nerwicę natręctw, która odciska piętno na każdym aspekcie mojego życia. Dodatkowo doszły problemy łóżkowe, brak libido z mojej strony, również spowodowane nerwicą i lekami. Niestety mąż traktuje to jako znalezienie sobie dobrej wymówki. Przez ostatni czas między nami układało się fatalnie, aż w końcu "podjęliśmy" decyzję o separacji (ja bardzo tego nie chcę, ale nie widać innego wyjścia). Na razie mąż szuka dla siebie mieszkania, więc mieszkamy razem, ale praktycznie osobno. Nie mogę się pogodzić z jego odejściem. Nie potrafiłam namówić go na terapię, uważa, że poprawa będzie tylko czasowa i wszystko wróci do poprzedniego stanu. Ja natomiast jest w kompletnej rozsypce. Sama świadomość, że się wyprowadzi powoduje u mnie panikę. Cały czas płaczę, nie mogę się opanować. Boję się jak to będzie w pracy, gdy nie będę w stanie opanować swoich emocji. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem pierwszą osobą, która rozstaje się, ale teraz dopiero rozumiem co to znaczy, gdy komuś kończy się świat. Po lekach uspakajających, które biorę przy nerwicy czuję się strasznie senna, dlatego w głównej mierze ich nie biorę. Nie chcę obarczać swoimi problemami innych, ale sama nie daję sobie rady, dlatego szukam pomocy tu, bo pewnie nie jedna z Was przeszła tą samą drogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A sama chodzisz na terapię? Może byście znaleźli rzeczy, które lubicie robić razem i poswięcili sobie wiecej czasu w intymności?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chodzę na terapię, bo samej niestety mnie nie stać na to, a o pieniądze prosić nie chcę. Mój mąż nie chce ze mną spędzać czasu, nie widzi dla nas przyszłości, mówiąc, że chyba nie łączą nas zainteresowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A co Was łączyło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odzew. Przed związkiem wiele lat się przyjaźniliśmy. Lubiliśmy tą samą muzykę, gry, razem spotykaliśmy się ze znajomymi. Mieliśmy też parę różnic, których wcześniej nie dostrzegałam i mam wrażenie, że występowały w niewielkim stopniu, a nasiliły się po ślubie - mój mąż nie znosi imprez - wesel, koncertów. Z pewnym czasem przestawał chcieć wychodzić. Ja niestety wręcz przeciwnie - poza domem przestawałam myśleć o problemach, mogłam się zrelaksować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

to może warto czasem wyjść tylko we dwoje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz nic takiego nie wchodzi w ogóle w rachubę. Mąż nie chce spędzać czasu ze mną w ogóle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To porozmawiajcie szczerze. Zrób coś dla niego miłego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze szczerej rozmowy to właśnie zadecydował o separacji. Totalny impas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spróbuj łagodnie. Potrzeba mu czasu by to przemyśleć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nie powinniście po prostu od siebie odpocząć? Nie tyle separację od razu załatwiać tylko po pożyć bez siebie ten tydzień albo dwa? Zacznie po jakimś czasie pewnych rzeczy brakować

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak w zasadzie jest. Ja mieszkam w jednym pokoju, on w drugim. Prosił mnie o chwile spokoju, więc się nie odzywałam, dałam chwilę wytchnienia. Jednak po paru dniach już nie wytrzymywałam i pytałam, czy do jakiś wniosków dochodził. Jak widać, niestety wnioski są dla mnie jednym słowem miażdżące. Gdzieś w głębi duszy łudzę się, że gdy się wyprowadzi to może dojdzie do wniosku, że jednak poczuję tęsknotę, ale z drugiej strony karmienie się taką nadzieją tylko może pogorszyć moją sytuację. Do problemów natury psychicznej, nakładają się też dolegliwości fizyczne w postaci bólu w klatce piersiowej i w okolicy podbrzusza, gdzie wcześniej przy mojej nerwicy ograniczało się to jedynie do nudności, wymiotów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to bez terapii albo chociaż zmiany prochów na inne z mniejszymi skutkami ubocznymi się nie obędzie chyba, to może być ostatni gwizdek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za zainteresowanie. Właśnie szukam psychologa/psychoterapii na NFZ w Wawie. Nie orientujecie się ile czeka się na wizytę np. w poradni na ul. Mariańskiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja cie zapytam tak

 

zakladajac ze maz rzeczywiscie chce odejsc i odejdzie

uwazasz ze nie poradzisz sobie sama?

 

rozumiem ze to b.trudne ale to nie musi oznaczac konca swiata dla ciebie.

to moze byc wrecz poczatek-nowego ,lepszego zycia

to zalezy tylko od Ciebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem w stanie określić, czy separacja jest z jego strony ostatnim krzykiem do ogarnięcia się, czy realnym krokiem na zakończenie naszego związku. Ciągle się łudzę, że to jakoś się ułoży, co powoduję, że nie potrafię spojrzeć na to realnie. Dlaczego separacja, a nie rozwód? Mój mąż stwierdził, że pewnie od razu rozwodu nie daliby nam, tylko podsunęli takie rozwiązanie. Mąż wciąż powtarza, że nie ufa mi, że nie wierzy w moją poprawę.

 

Jeśli chodzi o to, czy uważam, że sobie poradzę to na chwilę obecną myślę, że jestem w stanie po prostu jakiś czas przewegetować. Mam wspierającą najbliższą rodzinę, więc wiem, że jakoś to będzie. Natomiast sama świadomość tego, że nie będę go widzieć, czy że znajdzie sobie kogoś nowego odbiera mi niemalże tchnienie. Oczywiście wiem, że nie jestem w tym obiektywna, ale to trochę takie uczucie rozdwojenia - z jednej strony myślisz - musisz się z tym nauczyć żyć, a z drugiej - co Ty pierd*lisz. Przepraszam, za wulgaryzmy, ale czasem tylko one potrafią oddać sytuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ruciiaa, ja jestem z Wawy ale psychoterapii nie polece, chyba ze prywatnie. Coz moge napisac, wydaje mi sie ze głownym problemem jest brak seksu dlatego facet chce odejsc, niestety-stety ale dla facetów (zdrowych) to podstawa. Tez zyje ze zdrowym calkiem facetem i mam gorsze dni, ale na szczescie moj to akceptuje i nie robi z tego afery, ale wiadomo ludzie roznie reaguja na problemy w zwiazku, jedni uciekaja, inni probuja sie dogadac. Daj mu czas, siła go nie zatrzymasz, idz na terapie, bierz leki, sprobuj innych. Jezeli męzowi bedzie na Tobie zalezec to jak przemysli to chociazby sie zdecyduje sprobowac, jak nie i tak nic z tym nie zrobisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A niech by się nawet rozleciało, znajdzie się jakiś następny gość, który tą nerwicę jakoś przeboleje na początku czy nawet mu to w pewnym sensie zaimponuje jak początkowo ukryjesz jej złe strony. Ale co dalej? Następny gościu, potem pełne wyluzowanie, potem następna "skrzywdzona ofiara" i abarot to samo? Masz akurat zaburzenie które można wyleczyć, więc zrób coś z nim. Akurat wiem o czym mówię :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja swoją nerwicę leczę i to nie jest tak, że był na nią skarany. Do tej pory miałam problemy z lekami, na początku pomagały, a potem to samo. Teraz zmieniłam lekarza, leczenie i naprawdę pod tym kątem jest dobrze, bo widzę już duże efekty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie sądzę żeby gość odszedł po tak długim czasie tylko dlatego że mu bzykanka zabrakło, w ogóle to dlaczego się wyprowadził? I dlaczego to on ma iść na terapię skoro to Ty masz problem? Może jak pomieszka sam bez tej presji jaką na nim wywierasz będzie w stanie to wszystko jakoś sprecyzować?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×