Skocz do zawartości
Nerwica.com

Postrzeganie własnego ciała


Psychoblondynka

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. To moja pierwsza wizyta tutaj, więc najpierw się przedstawię - jestem 23-letnią studentką, od 8 lat w szczęśliwym związku. Od piątego roku życia cierpię na... Właściwie nie wiem, na co. Oficjalnie mam zdiagnozowane zaburzenia lękowe, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, ale miałam też epizody depresji, jestem nią obciążona genetycznie, po mamie, i podejrzewam, że to jednak ona jest podstawą moich problemów. W swoje przeżycia wewnętrzne mam raczej dobry wgląd, wiem też, skąd wzięła się moja choroba - ogólnie trudne dzieciństwo, nie na tym jednak chcę się teraz skupić. Od wielu lat regularnie biorę antydepresanty, próbowałam też psychoterapii, ale bez skutku. Zdarzają się okresy, kiedy czuję się prawie zdrowa, co jakiś czas jednak mam załamania. Rok temu cierpiałam na zaburzenia pracy serca, po badaniach, które wyszły ok, zaczęło się to powoli uspokajać, no i przyszła pora na zmianę objawów. Tym razem objawem jest błędne (podobno) postrzeganie własnego ciała.

Chodzi o trądzik. Zaczęłam mieć z nim problemy w wieku 15 lat. Leczyłam się u kilku dermatologów, antybiotyki, także doustne, pomagały, ale potem wszystko wracało, czasami bywało nawet gorzej. Przez większość czasu natomiast nie było jakiejś "masakry", kilka krostek i tyle. Co ciekawe, twarz jest w porządku, a pryszcze pojawiają się zwykle na dekolcie, ostatnio także na ramionach. Nawet te małe krostki powodowały, że szczelnie zakrywałam fragmenty skóry, na których były. Ukrywałam się przed chłopakiem, nawet wstydziłam się Mu powiedzieć, że mam jakiekolwiek problemy ze skórą. Od zawsze był to mój największy kompleks i miałam na jego punkcie obsesję. Tygodniami czekałam, aż pryszcze znikną, żeby iść na plażę, nie wyobrażałam sobie, żebym mogła się z nimi pokazać, miałam wrażenie, że wszyscy by na nie patrzyli.

To, co dzieje się ostatnio, jest jednak już totalnym przegięciem. Przez własną głupotę - użycie na ramiona kremu, którego nie wolno stosować przy trądziku (myślałam, że mam inną chorobę - rogowacenie okołomieszkowe), nabawiłam się dziesiątek wielkich, czerwonych krost na całych ramionach. Dermatolog kazał mi brać standardowe antybiotyki doustnie i na skórę, ale nie podjęłam się tej terapii. Ten lek doustny wyniszcza organizm, a poza tym, jak już pisałam, wszystko i tak wraca zaraz po zakończeniu leczenia. Zaleczyłam to trochę maścią, ale kiedy skóra wyglądała na poparzoną, odstawiłam ją, bo nie wyglądało to zdrowo. Zaczęłam smarować maścią z witaminą A, ale pryszcze znowu się pojawiają, być może wazelina w jej składzie zatyka mi pory. Mam więc ochotę znowu sięgnąć po maść antytrądzikową, ale znowu wysuszę sobie skórę, która znowu zacznie produkować więcej sebum, które znowu zatka mi pory. No po prostu błędne koło. Jednak myślę, że moim największym problemem nie jest trądzik, a to, jak go odbieram, po prostu moja psychika. Budzę się - sprawdzam stan ramion i dekoltu. Wstaję z łóżka - oglądam się w lustrze jeszcze raz, sprawdzając też stan szyi i twarzy. Nakładam maść - oglądam się ponownie. W ciągu dnia potrafię nawet podczas odkurzania rzucić wszystko i zajrzeć pod sweter wypatrując nowych krost. Aaa, no tak - oglądam także nogi i brzuch, bo tam też mi coś wyskakuje, chyba od noszenia rajstop. Boję się iść się myć, bo w łazience jest lustro, a po kąpieli pryszcze są jeszcze bardziej widoczne. Dziś jadę do domu rodzinnego i chyba będę się kąpać po ciemku, bo tamtejsze światło uwidacznia wszystko jeszcze intensywniej. Ciągle myślę o krostach, już drugą noc z rzędu mi się śniły. Zastanawiałam się nad odstawieniem mleka, ogólnie nabiału, czekolady, ostrych rzeczy (choć i tak nie jem ich dużo), glutenu ale kiedy czytam, co może szkodzić, to dochodzę do wniosku, że musiałabym wyeliminować prawie wszystko. Mam ochotę porobić sobie mnóstwo badań, np. na nietolerancje pokarmowe czy hormony, ale po pierwsze, nie mam na to pieniędzy, a po drugie, moja ginekolog twierdzi, że gdyby to były hormony, to miałabym też inne charakterystyczne objawy. Boję się zakładać ubrań, które stykają się bezpośrednio z ciałem, tzn. podkoszulek, staników, bo myślę, że mogą podrażniać i że jest na nich mnóstwo bakterii. Wpadłam nawet na pomysł, że seks może powodować trądzik, bo przecież podczas orgazmu są wydzielane różne hormony, a kto wie, jak na mnie działają?! Dzwonię prawie codziennie do przyjaciółki i proszę Ją o wysłuchanie i pocieszenie, bo mój chłopak już tego nie wytrzymuje i złości się na mnie, kiedy w kółko mówię o trądziku. Ona widziała już te zmiany skórne i twierdzi, że by to olała i nawet w lato zakładała koszulki na ramiączkach, ale ja tak nie potrafię. Mam wrażenie, jakby te punkty mojego ciała aż paliły innych w oczy. Już nie daję sobie z tym rady, teraz też płaczę. Najchętniej pobiegłabym do dobrego psychoterapeuty, ale wiadomo, że nie da się tego załatwić w jeden dzień, tym bardziej na NFZ. Psychiatra kazał mi zwiększyć dawkę leków, od kilku dni biorę więc 100 mg sertraliny zamiast 50, ale na razie nie widzę różnicy. Nie wiem już, co mam robić, jeśli dalej będę ciągle myślała o tych krostach, to chyba zgłupieję. Proszę o pomoc :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spokojnie, akurat to normalne, że nie chcesz mieć krost na dość dużej powierzchni skóry, nie myśl o sobie jak o wariatce.

Spróbuj poszukać - metodą prób i błędów - produktów, które Ci szkodzą. Ja mam 42 lata, a jak zjem zupkę chińską (tylko i wyłącznie zupki, inna "chemia" mi nie szkodzi), to na następny dzień mnie wysypie. A mam suchą skórę, która nie sprawia problemów.

Nie mogę też używać "owocowych" żeli pod prysznic czy płynów do kąpieli - bo miałabym własnie alergię w postaci trądziku na plecach, ramionach, szyi, klatce piersiowej.

Może Ty też nie możesz stosować jakichś produktów, bo Ci szkodzą? Spróbuj, odstaw na jakiś czas, obserwuj swoje ciało.

 

Spróbuj nie stosować tam teraz niczego. Niech się samo wygoi. Myj to delikatnymi, antyalergicznymi rzeczami.

A, i polecam kosmetyki do skóry atopowej. Nie mam skóry atopowej, a używam, bo nie zawierają całej tej zbędnej chemii.

 

Zmieniaj poszewki jak najczęściej. Ręczniki również. Najlepiej - używaj ręczników papierowych. Od nastu lat wycieram twarz tylko nimi, bo na tych normalnych jest pełno bakterii.

 

A co do koszulek na ramiączka - pudruj to. Rób sobie normalny makijaż również na ramionach, będziesz się czuła bardziej komfortowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja rozumiem, że większość ludzi przejmuje się trądzikiem. Jednak chyba mało kto ma z tego powodu takie jazdy, jak - czasami nie chce mi się wstać z łóżka, obserwuję na ulicy twarze innych osób, wypatrując na nich trądziku, żeby nie czuć się z tym osamotniona. Czasami co kilka minut podchodzę do lustra albo zaglądam pod ubrania (aktualnie staram się jednak lustra omijać, bo gdy patrzę na ramiona, to z nerwów mam mdłości). Potrafię poświęcić kilka godzin dziennie na czytanie o krostach w Internecie. Dlatego właśnie myślę, że to już choroba. Podobnie zresztą było choćby z sercem rok temu - co chwilę chęć zmierzenia ciśnienia, co chwilę wkładanie ręki pod bluzkę i wsłuchiwanie się, czy bije równo, wydawanie pieniędzy na badania i pragnienie kolejnych, dokładniejszych. Mam super faceta, świetną przyjaciółkę, jestem na wymarzonych studiach, mam ostatnio więcej pieniędzy, mam pasję, ale nie potrafię się tym do końca cieszyć, przez taką durnotę, jak krosty :(

 

PS Jeśli chodzi o pielęgnację, to próbowałam już różnych rzeczy, naprawdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×