Skocz do zawartości
Nerwica.com

Fobia? Lęk/strach przed bogiem..Czy aby na pewno?


Mokosia

Rekomendowane odpowiedzi

Hej, jestem tutaj nowa. Chciałabym opisać tutaj swój problem.. Nie wiem co jest ze mną nie tak, czy siedzi we mnie coś złego czy to jakaś fobia. Pisząc to mam obawę, że zaraz coś złego wyjdzie, zacznę krzyczeć, tarzać się lub coś gorszego.. Więc tak, mój problem zaczął się od czasów gimnazjum na rekcji religii. Ksiądz zaprosił egzorcystę który opowiadał nam co się działo z różnymi osobami. Jestem osobą która bierze większość rzeczy do siebie, w internecie staram się być wesoła osobą jednak w realu jest zupełnie inaczej. Ogólnie mam stwierdzoną nadpobudliwość, niedawno dowiedziałam się od mamy że cierpię na nerwicę. Do rzeczy, po tej lekcji nie wiedziałam, że moje życie obróci się do góry nogami. Do końca gimnazjum nie wzięłam tego do siebie zbyt bardzo, gdy poszłam do zawodówki zaczęło się piekło. Jestem wybuchową osobą z charakteru, najpierw mówię potem myślę. Ile to ja nie przeżyłam kłótni z dziadkami, życząc im jak najgorzej.. Babcia często określała mnie jako "opętana". Może tak jest.. strasznie boję się, ze coś złego we mnie siedzi. Nie chodziłam do kościoła zbyt często, nie czułam takiej potrzeby "wierząca ale nie praktykująca" W ciągu dnia czuję straszny niepokój, nie wychodzę z domu, myślę tylko o tym czy coś złego we mnie jest. Na internecie szukam różnych objawów "zniewolenia", "dręczenia" przez coś złego.. Moimi rytuałami jest odpędzanie tego od siebie :"A kysz", "Odejdź.." to u mnie codzienność, przed snem w poprzednim domu miałam powieszony obrazek Jezusa. Modliłam się do niego, o to aby coś mnie złego nie przejęło.. W domu wisiał też krzyżyk, przechodząc pod nim bałam się że spadnie mi na głowę, że obróci się... Przechodząc pod nim kierowałam głowę w dół i się przeżegnałam, i moje słowo "A kysz" Większego świra dostałam w październiku, szukałam u babci w pokoju w szufladzie wstążki, aby przewiązać czymś pudełko na panieński. Zobaczyłam tam dewniany krzyżyk, przeszedł mnie dreszcz przez całe ciało, i w środku głowy coś mnie ucisnęło, i zapiszczało w uszach.. . Od tamtego momentu przeraziłam się na amen. Mama pokropiła mnie wodą święconą. Na szczęście nie zaczęłam wrzeszczeć. Zaczęłam czuć lęk przed księżami, unikam krzyżyków. Przez to nie wychodze z domu, ponieważ gdy go widze ściska mnie w głowie, i od razu ja odwracam i mam silne uczucie napięcia. Boję się, że wtedy coś ze mnie wyjdzie.. . Teraz się przeprowadziłam do nowego domu, w sumie z niego nie wychodzę.. Niedawno był pogrzeb babci.. na różańcu też bardzo bałam się, ze coś ze mnie wyskoczy, ze zacznę się tarzać po ziemi krzycząc coś..na szczęście nic, spoglądałam błagająco na mame aby wyjść, czułam wtedy ucisk i silny niepokój. W głowie miałam natrętne myśli bluźniercze o babci w tym na przemian ją przepraszałam.. W dzień pogrzebu była powtórka, wzięłam lek uspokajajcy "sympramol" nie wiem czy pomógł, podczas różańca miałam znowu bluźniercze myśli na jej temat.. Nie wiem czemu, w środku cała się trzęsłam, że coś ze mnie złego wyjdzie. Gdy przyszedł ksiądz naprawdę bardzo się znerwicowałam.. poczułam jakby coś mnie odgięło w talii na moją lewą stronę. Przeraziłam sie okropnie, w kościele przesiedziałam spokojnie, nie patrzyłam na ołtarz, śpiewałam nawet pieśni aby coś od siebie odgonić i się upewnić. Chciałam iść do spowiedzi, ale czytając różne rzeczy to co się dzieje z osobami które coś nawiedziło zaczęlam się bać, że będzie to samo i ze mną. Nie poszłam, bałam się, że zacznę przy nim się drzeć, wyklinać do niego... Żałowałam, naprawdę.. Wychodząc umoczyłam dłoń w wodzie, i poczułam ulgę.. W domu wszystko się zmieniło. Nie wiem czemu, ale gdy stoję w miejscu czuję że się "bujam" ? może wczuwam się za bardzo, tak jakby mocniejszy wiatr wiał mi w plecy.. Gdy o tym myślę lub nie myślę czuję uczucie prądów w lewej stronie ciała, w domu jest suche powietrze. Mam też często mrowienia w ręce, często czuję się jakby ktoś napierał mi na głowę jakimś cięzkim odważnikiem, gdy bardziej się denerwuję czuję jakby ktoś dokładał go więcej. Wtedy nie wytrzymuję, znowu myślę że coś ze mnie wyjdzie. Gdy siedze przy biurku często bujam lewą nogę, odchylam się krzesłem. Nie czuję aż tak jak we mnie faluje coś? Dodatkowo, raz miałam taki "atak" że myślałam, ze coś złego do mnie przemawia. Prawie codzinnie podchodze do książeczki modlitewnej i wkładam rękę do środka.. Wtedy upewniam się, czy cos na pewno we mnie jest, czy nie ale i tak stawiam na swoim. W pokoju u rudziców w szafce są rózańce, czasami podchodzę dotknąć, i sprawdzić czy mnie na parzy.. Boję się, że mogę odczuwać duszności od naszyjnika który nosze z Matką Boską. Natomiast mam obawy, ze gdy jak go zdejmę to wszystko minie.. Codziennie odczuwam w ciele takie mikroskopijne odginanie ciała, albo to takie uczucie w mojej lewej części ciała. Czuję dziwne falowania gdy siedze spokojnie, objawy nie przechodzą nawet jak staram się o tym nie myśleć.. Boję się wyjść z domu, wychodząc z psem i mijając auta patrzę na szyby pojazdów szukając różańca i jak na niego zareguję. Ostatnio gdy szłam, myślałam trochę o nim, patrze a tu on.. Przeszedł mnie taki przeszywający szok, i jakby mnie coś wryło. Nie wiedziałam wtedy czy to strach, czy jakaś zła siła. Opowiadając to mamie, stwierdza, że mam jakieś nerwobóle ? Męczę ją tym codziennie, ona na to mi odpowiada abym poszła do lekarza, ale gdzieś wyczytałam, że to tylko pogorszy sprawę i wtedy te zło do mnie przyjdzie gdzy zacznę terapię. Boję się iść do księdza, nie wiem czy to jakieś obrzydzenie, czy obawa przed czymś, czy coś ze mnie wyskoczy. Dodatkowo boję się, że wtedy dostanę większych schiz, za niedługo trzech króli, ksiądz będzie chodzić po mieszkaniach. Obawiam się tej wizyty, boję się że przy nim coś się ujawni. Niby chcę, ale nie mogę . Na widok kościołów też ściska mnie coś w głowie u góry, to się nasila gdy myślę o tym zbyt bardzo. Czasami w myślach mam przerażającą wizję gdy rozrywam.. rózaniec, wtedy trzęse głową aby to odpędzić. Bywają tez myśli gdy robię coś złego ze świetymi osobami.. Niedawno przyśniła mi się babcia, która trzymała różaniec na moim ramieniu, jak i mojej siostry ciotecznej. Boję się o nią pomodlić, żałuję strasznie że ja wtedy obrażałam. Wtedy nie wytrzymywałam, aż tuliłam się do mamy, ciało mi się trzęsło pomimo leku. Nie wiem czy to coś złego, podejrzewam to.. Nie mam odwagi iść do księdza, nie chcę przeżyć jakis rytuałów.. Obecnie odczuwam szumienie? w gardle, duszności, ściskanie w głowie, i zimne po ty na ciele. Dodatkowo chodze spać rano ok 6-7, wstaję po południu i często siedze w domu. Już nie mam odwagi wyjść z domu, bo jak zobacze krzyżyk to masakra.. Za niedługo mszauzdrawiająca, boję się iśc, przed chwilą czytałam wątek pewnej dziewczyny co działo się z innymi ludźmi. Zaczęłam się bać że to stanie się i ze mną. Nie wiem co mi jest, co mam robić.. Świruję już na maksa, mam ciągłe przekonanie że cos we mnie siedzi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To że ci się chciało tyle pisać może świadczyć, że jesteś nakręcona na ten temat i dużo o tym myślisz.

Nie wiem czy cie to pocieszy, miałem kilka lat podobnie. Też miałem na religii temat Szatana, jakieś tematy egzorcyzmów.

Potem różne nerwicowe objawy podobne do twoich. Jakieś mrowienia, gorąco, itd.

 

Wydaje mi się, że element nerwicy działa w ten sposób, bo bodźce cielesne są podstawowe dla przetrwania człowieka i najbardziej pierwotne.

Od druzgocącej przegranej w szachy jakoś idzie się pozbierać. Ale jak się zrobi temperatura -123 stopnie,a ty akurat będziesz na dworze, to żadne pozytywne myślenie nie pomoże.

 

Dla człowieka typowy jest konflikt rozumu ze sferą cielesną. Wyrazem jest religia, gdzie (chrześcijaństwo) uznawało się, że dusza jest więźniem ciała i należy dbać głównie o potrzeby duchowe.

Ale ludzie w tamtych czasach też mieli różne dziwne odloty, dziś by to nazwano schizofrenią, ale jakoś nikt nie chce dziś wchodzić w ten grząski grunt.

 

Jaką mam radę dla ciebie?

 

Chyba warto zrozumieć to co się dzieje, wtedy przestaniesz się nakręcać. Bo nerwica to błędne koło. Potem człowiek może się zacząć bać się tego, że zacznie się bać. :-)

 

Sam przez to przechodziłem i mam jako takie rozwiązanie.

Człowiek próbuje świadomie połączyć różne elementy życia i jakoś scalić to w jakiś system.

Wiara w duchy, dusze, zaświaty itd. jest w przeciwieństwie do chłodnej kalkulacji rozumu, który lubi twierdzić, że jak czegoś nie można zobaczyć to nie istnieje.

Ale potem dochodzi problem, że jak nie ma duszy i jest śmierć, to po co żyć. Życie przestaje mieć sens. Dlatego w tych fantazjach metafizycznych jest jakaś ulga i nadzieja przetrwania śmierci.

 

Definicja nr. 1

Człowiek nie tyle boi się duchów, opętania, egzorcyzmów, itd; co tego że świat jest nielogiczny, głupi i pozbawiony podstawy bytu.

 

W tym wszystkich chyba się bardziej bałem nie śmierci, ale tego absurdy w stylu duchy, nawiedzenia, jakieś cudy na kiju, itd.

Blisko mi to ateizmu i straszniejsza jest dla mnie to że jakieś groteskowe, sztuczne i wyssane z podświadomości wizje w stylu obrazów Bruegel'a mogły być prawdziwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mokosia, umysł zbuntował się i rozbija Cię od wewnątrz. Idź do psychiatry w przeciwnym wypadku mocno ryzykujesz, że odlecisz. W moich domysłach to początek zaburzenia schizotypowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×