Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nie daję sobię już rady


Smutny26..

Rekomendowane odpowiedzi

Witam was wszystkich serdecznie i proszę o jakąś poradę,bo jestem załamany,smutny i życie straciło dla mnie kolor :(Właściwie to mam naprawdę masę problemów z samym sobą ,które przeszkadzają mi w skupieniu się nad pracą ,czy nad czymkolwiek innym.Mój wpis będzie chaotyczny bo nie wiem od czego zacząć ale się postaram.Mam 26 lat,jestem nieszczęśliwie zakochany i wyniszcza mnie derealizacja-to tak pokrótce.Wszystko zaczęło się kiedyś,gdy zażywałem jeszcze Effectin na moje problemy z Fobią Społeczną.Miałem wtedy około 16 lat .Moja przygoda z Effectinem wyglądała tak,że go brałem przez jakiś czas(w międzyczasie piłem sporo alkoholu),potem bez konsultacji z żadnym lekarzem odstawiałem,znowu brałem i tak w kółko.Właściwie to nie wiem o czym wtedy myślałem,ale byłem gnojkiem,który liczył na to że pigułka przyniesie mu szczęście i sama wyleczy go z Fobii...Problem zaczął się ,gdy postanowiłem znów powrócić do Effectinu i tym razem postanowiłem wziąć się solidnie,tzn.nie mieszać go z alkoholem i pracować nad sobą,starałem się wychodzić do ludzi .I tak było przez 2-3 tygodnie do momentu,gdy wpadła do mnie znajoma z która bardzo długo się nie widziałem i namówiła mnie na piwo...Pamiętam,że wypiłem 2 małe piwa i poczułem OGROMNĄ senność (a była dopiero godzina 15)Odprowadziłem znajomą i położyłem się spać.Przespałem parę godzin a zmęczenie i senność nie chciały w ogóle ustąpić.W tym czasie poczułem się jakbym był w jakimś półśnie .To było zupełnie obce mi uczucie i towarzyszy mi do tej pory.Minęło 10 lat a ja ciągle czuję się jakbym był w jakimś cholernym półśnie i to co jest naokoło wydaje mi się często dziwne,to że widzę ze swoich oczu i zastanawiam się,czy nie jest to jakaś fikcja ..straszne i okrutne jest to,że kiedyś coś takiego było mi zupełnie obce..:(Czy ten lek mógł uszkodzić mi coś w głowie?Właściwie to derealizacja zaczęła dawać o sobie znać,gdy w ogóle zacząłem swoją przygodę z Effectinem ale nasiliła się okrutnie po tych nieszczęsnych 2 piwach...Fobia społeczna sprawiła,że odizolowałem się od ludzi .Można powiedzieć,że 6 lat przesiedziałem w domu nie robiąc kompletnie nic.nawet nie wychodziłem na dwór;(Miałem jednego przyjaciela,który był dla mnie jak brat i z nim jedynym rozmawiałem szczerze o swoich problemach,ale gdy ten znalazł sobie dziewczynę kompletnie mnie olał a ja to strasznie przeżywałem (Przypominam są to czasy,gdy byłem jeszcze młody)Przeżywałem to strasznie,czułem,że straciłem kogoś bliskiego a na dodatek ta osoba zaczęła mnie gnębić i wtedy po raz pierwszy przed zaśnięciem zacząłem mieć natłoki myśli razem z rozmowami a czasem po przebudzeniu miewałem i miewam do tej pory omamy.Wydaje mi się że było to jakieś załamanie nerwowe i może to to doprowadziło do tego stanu.Problem był taki,że z nikim obcym nie potrafiłem nawiązać kontaktu.Rozmowa była zawsze bardzo chaotyczna a ja chciałem jak najszybciej uciec ,nie wdawać się w rozmowy.Bardzo Chcę żeby było inaczej.Teraz trochę wyszedłem do ludzi:zrobiłem prawo jazdy,zacząłem biegać,kupiłem psa z którym wychodzę 4-5 razy dziennie ,pracuję i robię wszystko żeby być między ludzmi i tak od pd 3 lat .ale niestety..przeszłość i moje "jazdy"nie dają mi normalnie funkcjonować ,bo 6 lat izolacji i kompletny brak kontaktu,szczególnie z kobietami doprowadziły mnie do ruiny.Popadłem w straszne kompleksy,że mimo swojego wieku i tego,że zacząłem w końcu wychodzić do ludzi nie mogę znalezć sobie kobiety.Nie potrafię kompletnie rozmawiać z kobietami i jeśli już nadarzy się okazja np.podczas spaceru z psem,to dostaję jakiś dziwnych odlotów tracę kontakt z rzeczywistością.Bardzo bym chciał żeby mnie w końcu to puściło bo czuję się dosłownie jak jakiś świr(a może już nim jestem:(..

Pewien czas temu na spacerze z psem spotkałem kobietę,w której strasznie się zauroczyłem.Trafiliśmy na siebie zupełnie przypadkiem w parku podczas spacerów z psami .Potem spotykaliśmy się dość często ,bo nasze psy się ze sobą bardzo zaprzyjaźniły . Ostatnio przeżyłem szok,gdy ona mnie zwyczajnie zignorowała ,udawała że mnie nie widzi i sobie poszła .Najpierw myślałem,że faktycznie mnie nie zauważyła ale potem zaczęła robić to częściej i kontakt się urwał choć widujemy się codziennie ona mnie unika.Wywołało to u mnie wstrząs,bo naobiecywałem sobie chyba za dużo i nie potrafię tego zrozumieć .Próbuję o niej zapomnieć ale niestety widuje ją codziennie ..najpierw była dla mnie miła a teraz mnie unika ..Często gdy z nią rozmawiałem dopadały mnie właśnie te "odloty" nie mogłem się wysłowić,dokończyć zdania,wtedy się denerwowałem i zaczynałem tracić kontakt z rzeczywistością...boję się że ona to zauważyła ..Dołuję się tym strasznie i to w BARDZO dużym stopniu nasila moją derealizację właściwie to ostatnio nie mogę spać.I Właściwie to teraz czuję się jakbym naprawdę ześwirował i jeszcze bardziej tracił kontakt z rzeczywistością ..Gdzie powinienem udać się ze swoimi problemami,bo mnie to już wykańcza i nie mogę tak żyć.BARDZO Chcę zapomnieć o tej kobiecie i chcę wyzbyć się derealizacji :(Psychiatra przypisał mi Trittico i Depakine ale czuję,że te leki tylko nasila u mnie derealizacje właściwie to boję się je brać bo czuję się po nich jeszcze gorzej .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli gorzej się czujesz po lekach, powiedz o tym psychiatrze, albo to przejściowe, albo masz po prostu źle dobrane leki i zapisze Ci inne. Nie odstawiaj sam, bo widać, że jesteś na dobrej drodze, dałeś rade fobii i szkoda by było to zaprzepaścić. Tak samo na Twoim miejscu nie przejmowałabym się tą kobietą ze spacerów, wiesz... nie ma co robić sobie wielkich nadziei do znajomości zawartych w takich okolicznościach, mogła być miła dla Ciebie ze zwykłej ludzkiej grzeczości, ale np. ma kogoś albo po prostu nie odwzajemnia zaurocznia. Tak bywa, nie ma co się zrażać, potraktuj to jako dobry wstęp, jeszcze poznasz dużo kobiet i z czasem będzie Ci sie z nimi lekko rozmawiać.

Powodzenia:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W tym czasie poczułem się jakbym był w jakimś półśnie .To było zupełnie obce mi uczucie i towarzyszy mi do tej pory.Minęło 10 lat a ja ciągle czuję się jakbym był w jakimś cholernym półśnie i to co jest naokoło wydaje mi się często dziwne,to że widzę ze swoich oczu i zastanawiam się,czy nie jest to jakaś fikcja ..straszne i okrutne jest to,że kiedyś coś takiego było mi zupełnie obce..:(Czy ten lek mógł uszkodzić mi coś w głowie?

Mam podobnie już od około 2-3 lat. U mnie to wystąpiło chyba po takim jednym 'dopalaczu'. Myślę, że to uszkodzenie w mózgu. Czuję się trochę jakbym był na wiecznej fazie, jakby faza do końca nie zeszła, jakbym był ciągle pod lekkim działaniem substancji. Chodzi o to, że trochę inaczej postrzegam rzeczywistość niż wcześniej, jest piękniejsza, jest żywsza, mogę siedzieć i godzinami patrzeć się na naturę, ogólne same plusy ale są też minusy. Otóż czuję się odklejony od rzeczywistości, nie potrafię się do końca dostroić na fale, na których nadają normalni, trzeźwi ludzie. Mam wrażenie, że moja mimika, sposób mówienia i płynność ruchów są zaburzone, niedostrojone z częstotliwością domyślną. Postrzegam świat z takim minimalnym opóźnieniem czasowym, takim na prawdę malutkim w porównaniu do tego co było wcześniej. A to o czym piszesz 'z dziwnym postrzeganiem ze swoich oczu' to doskonale wiem o co Ci chodzi tylko nie wiem w jakim natężeniu masz ten problem ponieważ u mnie po dopalaczach na fazie było to o wiele mocniej wyostrzone niż mi zostało teraz na trzeźwo. Ja już nawet zapomniałem jak to było wcześniej z tym postrzeganiem rzeczywistości, wiem, że teraz jest coś nie tak, wiem, że inaczej kiedyś postrzegałem świat, a teraz właśnie jakbym był lekko naćpany. Od tamtego czasu zaszły też zmiany w mojej osobowości, częściej się śmieje (nawet samemu do siebie) i mam wachania nastroju. Mimo, że teraz tak jest to kiedyś też nie było kolorowo, to minimalnie zmienione postrzeganie podoba mi się o wiele bardziej od tego, które było kiedyś. Pamiętam, że te stare było takie szare, nudne, nieciekawe, smutne oraz wcześniej byłem bardziej drętwy i zablokowany emocjonalnie. Tylko wiesz, mi to jakoś bardzo nie przeszkadza, przyzwyczaiłem się, lubie to nawet ale gdyby to było w trochę większym nasileniu to nie wyobrażałbym sobie takiego życia, chyba bym zwariował.

 

Fobia społeczna sprawiła,że odizolowałem się od ludzi .Można powiedzieć,że 6 lat przesiedziałem w domu nie robiąc kompletnie nic.nawet nie wychodziłem na dwór

Teraz jestem na tym etapie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carmen.s, 25C-NBOMe 1 mg próbowany z około 8 razy, nie pamiętam dokładnie ale zarzucałem sobie co tydzień z nudów. Za którymś razem zaskoczyło, nie wiem, za którym, raczej nie za pierwszym. To się stało bardzo płynnie, nawet ciężko mi powiedzieć dokładnie kiedy bo zwyczajnie nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Smutny26..,

Pies jako motywator do wychodzenia z domu- genialna sprawa! Wspomniałeś o pracy i izolacji w domu. Mógłbyś zdradzić czym się zajmujesz, z kim mieszkasz?

Długo nie zabierałem tutaj głosu, bo kondycja mi nie dopisuje.

Od 2 lat, czyli od momentu wstrząśnienia mózgu będącego skutkiem pobicia, dzień w dzień niemal bez przerwy myślę/fantazjuję o tym, jak możliwie najdotkliwiej zadać ból sprawcom mojego cierpienia i łudzę się, że kiedyś ustalę ich tożsamość. Z forum korzystam ponad 4 lata, jednak tamto wydarzenie brutalnie uświadomiło mnie, że z głową nigdy nie jest na tyle źle, aby nie mogło być gorzej. Wspomnienia wracają do mnie za każdym razem kiedy przeglądam się w lustrze, ponieważ obrażenia potylicy były na tyle intensywne, że pigment moich tęczówek trwale zlał się w nieestetyczną breję. Fakt ten jeszcze bardziej katalizuje frustrację i niską samoocenę, bo wcześniej wśród moich licznych kompleksów cielesnych, oczy stanowiły pewną enklawę piękna. W waszych postach dostrzegam jednak spore podobieństwo do moich sprzed wspomnianego feralnego wydarzenia, które całkowicie wymazało moje nadzieje na normalne życie. W zasadzie chwilami czuję, że czytam własne, szczególnie twoje monooso. Ten jest z 2012:

 

Nie wiem ile miał na to wpływ używek (trawka i syntetyki) a ile problemy, które zaprowadziły mnie do ich zażycia- pewnie synergia obu. Łącznie od 17,5 do 19 roku dałem się namówić raptem siedem razy. Wcześniej też byłem zdrowy, ale pamiętam że moje problemy najpierw były poprzedzone nagłym przypływem "szczególnych zdolności intelektualnych", żeby potem było już tylko gorzej i źle. Objawy które pamiętam to:

 

-rozkojarzenie; problem ze skupieniem uwagi, znikoma koncentracja, dziwne fantazje, i nieświadome podśmiechiwanie- często ktoś zwracał mi uwagę, wtedy przestawałem.

-totalny nieogar jak to nazwałeś; trudność z łączeniem faktów, ciągów przyczynowo- skutkowych, zanik logicznego myślenia, uczucie jakbym cofnął się w rozwoju o 15lat i podobne postrzeganie rzeczywistości.

-odrealnienie i depersonalizacja; widzę jakby przez mgłę jak po paru piwach, trudno ocenić mi odległość między obiektami; uczucie oderwania od własnego ciała i myśli/emocji, nie mogłem przypomnieć sobie świeżych sytuacji ani zdarzeń z dawnej przeszłości; zobojętnienie na własny los i rodziny.

-brak spontaniczności; utraciłem całkowicie poczucie humoru; nie czuję ani radości ani lęku.

-ciągłe zmęczenie przez które dwa lata pod rząd zawalałem studia.

-dziwne stany majaczeniowe; mam poczucie bełkotu, tego że nie rozumiem ludzi ani ludzie mnie.

-stany podobne do psychoz; w nocy uczucie spadania z łóżkiem (miałem podobnie w stanie gorączki w wieku 7lat); synestetyczne odbieranie kolorów; "wędrowanie ścian i sufitów".

-dezorientacja jakby ktoś zawiązał mi opaskę na oczy i wyrzucił na środku oceanu.

 

Te przykładowe objawy pojawiły się i nasiliły z czasem po ukończeniu 17lat. Wcześniej miałem oczywiście jakieś "fiksacje" jak natręctwa czy fobie, ale nie przeszkadzały mi ani tym bardziej nie zaburzały funkcjonowania. Od 17,5 do teraz (20,5) nie mam życia towarzyskiego, dziczeję oraz głupieję, wydaje mi się że wkrótce pobiję rekord w tej materii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale pamiętam że moje problemy najpierw były poprzedzone nagłym przypływem "szczególnych zdolności intelektualnych", żeby potem było już tylko gorzej i źle.

Dokładnie.

 

-rozkojarzenie; problem ze skupieniem uwagi, znikoma koncentracja, dziwne fantazje, i nieświadome podśmiechiwanie- często ktoś zwracał mi uwagę, wtedy przestawałem.

Podobnie ale w małym stopniu.

 

-totalny nieogar jak to nazwałeś; trudność z łączeniem faktów, ciągów przyczynowo- skutkowych, zanik logicznego myślenia, uczucie jakbym cofnął się w rozwoju o 15lat i podobne postrzeganie rzeczywistości.

Podobnie ale w średnim stopniu.

 

-odrealnienie i depersonalizacja; widzę jakby przez mgłę jak po paru piwach, trudno ocenić mi odległość między obiektami; uczucie oderwania od własnego ciała i myśli/emocji, nie mogłem przypomnieć sobie świeżych sytuacji ani zdarzeń z dawnej przeszłości; zobojętnienie na własny los i rodziny.

Podobnie.

 

-brak spontaniczności; utraciłem całkowicie poczucie humoru; nie czuję ani radości ani lęku.

Tutaj nie umiem odpowiedzieć bo nie wiem czy utraciłem czy nie. Chyba nie, przecież mam fobie społeczną i lęk wśród ludzi oraz śmieję się sam do siebie, czasem mnie współlokator rozśmieszy i humor mi skacze w górę.

 

-ciągłe zmęczenie przez które dwa lata pod rząd zawalałem studia.

Ojj tak, tylko u mnie te zmęczenie skacze. Czasami wstaję i czuję się jak nowo narodzony, zaczynam uczyć się 3 języków obcych na raz, zaczynam ćwiczyć, nie wiem za co się wziąć, nosi mnie wręcz, biegam po osiedlu.

 

-dziwne stany majaczeniowe; mam poczucie bełkotu, tego że nie rozumiem ludzi ani ludzie mnie.

To raczej nie.

 

-stany podobne do psychoz; w nocy uczucie spadania z łóżkiem (miałem podobnie w stanie gorączki w wieku 7lat); synestetyczne odbieranie kolorów; "wędrowanie ścian i sufitów".

Tylko na fazie.

 

-dezorientacja jakby ktoś zawiązał mi opaskę na oczy i wyrzucił na środku oceanu.

Nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@carmen.s,bardzo dziękuję :-| Wiesz,przez to,że kiedyś odizolowałem się od ludzi nie mam teraz tak naprawdę nikogo,kto powiedziałby mi parę słów dla otuchy i takie wpisy podnoszą mnie choć trochę na duchu .Dziękuję.Nie mogę sobie jedynie poradzić z tym,że oprócz tej kobiety inne dla mnie w ogóle nie istnieją.Wydaje mi się,że ona ma klasę i ma to coś co mi się zwyczajnie w niej podoba ;) Z wyglądu jest naprawdę średnia,więc nie wpadła mi w oko przez ładną buzię.po porostu ma to coś co mi się w niej podoba .Jest miła,ogólnie bardzo lubiana,odważna i wydaje mi się ,że przy niej może bym się wyleczył z moich dołów.no ale niestety nie odwzajemnia tego co do niej czuje,bo unika mnie jak ognia,co NAPRAWDĘ pogłębia moje doły.Gdy ona mnie unika czuję się jak śmieć i czuję,że jestem nikim a do tego pogłębia to moje kompleksy,bo uważam,że unika mnie przez mój wygląd.. ona jest kobietą,która otacza się w towarzystwie osób,które coś już w życiu osiągnęły.Zna naprawdę różnych ludzi od muzyków,po adwokatów i boli mnie to ,że ja nawet niczym jej nie zaimponuje;/Też miałem kiedyś talent do muzyki,do sportu ,ale to wszystko zaprzepaściłem przez fobie i to też mnie strasznie boli.Ostatnio wziąłem Trittico na noc ,tak jak kazał mi lekarz i do tego strasznie się motywowałem.Starałem się za wszelką cenę zmienić swój punkt widzenia i doszedłem do wniosku,że nie ma sensu.Myślałem "odpuść sobie,ona może mieć kogo chce .Ta kobieta jest poziom wyżej i nic i tak z tego nie będzie."i o dziwo pomogło,ale...tylko na chwilę,bo zaraz wracam to tego momentu,że wyobrażam sobie,że ona jest ze mną,że jesteśmy ze sobą szczęśliwi i wtedy łapię POTĘŻNEGO doła.Właściwie to nie wiem nawet co się zemną wtedy dzieje,ale na pewno uchodzą ze mnie wszelkie chęci do życia .wyobrażam sobie że widzę ją rano ,że rozmawiamy w tym miejscu ,w którym się spotkaliśmy po raz pierwszy echh ta głupia głowa..Do tego znalazłem jej profil na Facebooku i odwiedzam go codziennie I to się stało jakąś obsesją ;/Nie chce tego.Jestem świadom problemu i chcę się z tego wyleczyć

@monooso,mam nadzieję,że i ty poradzisz sobie z tą izolacją.Mogę tobie powiedzieć ze swojego doświadczenia,że nie warto się izolować.Ja nie raz miałem łzy w oczach ,gdy musiałem się przełamać i wyjść do ludzi,ale się nie poddawałem.Mi pomógł sport,dużo sportu.Pamiętam jak zaczynałem biegać wśród tych wszystkich ludzi,których się na co dzień bałem ,to było wariactwo :)Czułem na sobie te wszystkie spojrzenia,których na co dzień unikałem.Zmienił mi się punkt widzenia.Teraz uważam,że jak ktoś na mnie patrzy,to niech sobie patrzy i mam to gdzieś.Wcześniej się strasznie przejmowałem tym,że ktoś mnie ocenia i może się ze mnie śmiać.Teraz mam to gdzieś,i ty też to olewaj.Fobia jakoś ustąpiła,choć nie przeszła do końca,to chociaż jestem w stanie coś tutaj napisać a uwierz mi,że jeszcze 3 lata temu nic bym tutaj nie napisał,bo zwyczajnie się bałem.

@MadGregor,mieszkam ze swoim jedynym przyjacielem,czyli moim psem:)Puki co pracuje fizycznie i może to odciąga mnie trochę od moich problemów,ale i tak w pracy potrafię dostawać tych odlotów.Wcześniej zanim zacząłem jako gnojek miksować Effectin z alkoholem byłem pełen życia (chociaż może się to wydawać głupie mimo tego,że miałem fobię społeczną)aż do momentu,gdy poczułem tą senność i takie odmóżdżenie.To trochę jakby mój mózg zaczął pracować na niższych obrotach..Wtedy zanim poszedłem spać czułem się jeszcze sobą a gdy się obudziłem trafiłem jakby zupełnie innego świata. I nie wiem czy to była wina tych 2 piw,czy tego,że nastąpił jakiś efekt uboczny.Na początku brałem 1 tabletkę effectinu er ,potem lekarz przypisał mi 2 dziennie .Nie wiem czy nie brałem tego za dużo ,Miałem wtedy dopiero 16 lat a ten lek powinno się chyba wypisywać osobom pełnoletnim .Może właśnie coś jeszcze kształtowało się w mojej psychice a tabletki to zaburzyły ..nie wiem ale przeżywam 10 lat męki z derealizacją.

Pozdrawiam was wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Smutny26.., wyobrażam sobie, że Ci ciężko ją odpuścić, ale takim np. sprawdzaniem jej profilu na fb tym bardziej się pogrążasz. Jeśli przykro jest patrzeć jak Cię unika, po prostu na to nie patrz (też jej unikaj). Mówisz, że wydaje Ci się, że przy takiej odważnej lubianej kobiecie wyleczyłbyś się z dołów, ale to też tylko wrażenie. Równie dobrze mogłaby Ci pomóc znajomość z nieśmiałą dziewczyną, która lepiej zrozumiałaby Twoje problemy... albo z jeszcze zupełnie innym typem charakteru. Przy zauroczeniach wszystko się idealizuje.

No i nie trzeba wielkich rzeczy, żeby kobiecie czymś zaimponować. Jeśli nie jesteś gupi chłopak (a nie wydajesz się;)), na pewno możesz sie spodobać komuś. Poza tym, na rozwijanie talentów nie jest za późno... myślałeś może, żeby się zacząć czegoś uczyć? Na takich dodatkowych zajęciach możesz kogoś poznać; no i pogardzaj też znajomościami z chłopakami (jakkolwiek to brzmi :D) zawsze jakiś może Cie zapoznać ze swoją koleżanką albo wyjdziecie gdzieś razem do klubu :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Smutny26.., wyobrażam sobie, że Ci ciężko ją odpuścić, ale takim np. sprawdzaniem jej profilu na fb tym bardziej się pogrążasz. Jeśli przykro jest patrzeć jak Cię unika, po prostu na to nie patrz (też jej unikaj). Mówisz, że wydaje Ci się, że przy takiej odważnej lubianej kobiecie wyleczyłbyś się z dołów, ale to też tylko wrażenie. Równie dobrze mogłaby Ci pomóc znajomość z nieśmiałą dziewczyną, która lepiej zrozumiałaby Twoje problemy... albo z jeszcze zupełnie innym typem charakteru. Przy zauroczeniach wszystko się idealizuje.

No i nie trzeba wielkich rzeczy, żeby kobiecie czymś zaimponować. Jeśli nie jesteś gupi chłopak (a nie wydajesz się;)), na pewno możesz sie spodobać komuś. Poza tym, na rozwijanie talentów nie jest za późno... myślałeś może, żeby się zacząć czegoś uczyć? Na takich dodatkowych zajęciach możesz kogoś poznać; no i pogardzaj też znajomościami z chłopakami (jakkolwiek to brzmi :D) zawsze jakiś może Cie zapoznać ze swoją koleżanką albo wyjdziecie gdzieś razem do klubu :pirate:

 

Ze swojego doświadczenia wiem, że to tak raczej nie działa. :P Jeśli ktoś chodzi ci po głowie to mimochodem o kimś ciągle myślisz i czasem nawet nie potrafisz się pogodzić z opuszczeniem przez kogoś. :? I sprawdza się profil i szuka się tej osoby. Raz kiedyś się do niej pisze z pozdrowieniami. Z czasem ten ból i tęsknota ustaje ale jest to niesamowicie ciężki proces. Moja koleżanka to nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że mogła by żyć bez chłopaka, którego kocha a on jej niestety chyba już nie bardzo, jeśli wgl kochał co nie? Jej się tak mogło wydawać tylko że ją kochał. Dla niej niby wystarczy że on będzie przy niej żeby ona czegoś sobie nie zrobiła. :? Nie wiem jak jest teraz bo to już mi opowiadała jakiś czas temu. Ale nawet dobrze ją rozumiem. Czasem przez takie nieodwzajemnione uczucie potrafi się wszystko posypać w życiu albo nawet nawarstwić na już niełatwe problemy życiowe. :roll: Mnie też nie jest łatwo w życiu i odnoszę wrażenie że ciągle mam pod górkę. Też czasem odczuwam lęk przed ludźmi, depresja zwala mnie z nóg i mam wszystkiego dosyć, na dodatek jakieś dziwne bóle w biodrze że już sobie wyobrażam jakieś nowotwory czy coś. A tego to akurat jeszcze nie wiadomo. Dopiero badanie wykaże. Strach pomyśleć. :roll: Kiedyś stwierdziłem, że powtarzanie sobie że jestem do niczego niczego akurat nie zmienia i w niczym nie pomaga. NIe powtarzam też takiej tezy ani w rodzinie ani znajomym. Dzięki zmianie postawy odrazu przybyło mi znajomych. Może trochę to fałszywe ale z czasem sam zacząłem w to wierzyć, że jestem wartościowym i niegłupim człowiekiem. Samodzielne zamieszkanie też jakoś pobudziło mnie bardziej do działania bo w domu nic się samo nie zrobi i nie można sobie siedzieć i biadolić. Niestety :P Owszem jak masz gorszy dzień to olewasz wszystko ale potem jak patrzysz na stertę garów czy brudny dywan to chwytasz za odkurzacz. Przynajmniej ja tak mam, że nie mogę patrzeć na syf i nigdy nie zapuściłbym sobie mieszkania jak nie raz widzę w telewizji jakie ludzie mają speluny. :? Depresja czy co tam innego to jedno ale życie jak normalny człowiek, mycie się, pranie i sprzątanie to co innego. Nie chce ci się ale i tak to robisz żeby jakoś normalnie funkcjonować i w razie czego przyjąć gościa niespodziewanie. ;)

Mam jeszcze mnóstwo dylematów życiowych, czasem bywa cholernie pod górkę, czasem dostaję jakiejś nerwicy lękowej. Ludzie działają mi czasem na nerwy (bo naprawdę czasem bywają ku temu powody) ale generalnie raczej jestem lubiany. ;) Tym nie mniej jakoś nie wiodło mi się nigdy w życiu osobistym. Z czasem stwierdziłem że nawet tak jest mi lepiej że nie jestem do nikogo uwiązany. :P Czasem jest taka tęsknota za poczuciem bliskości (fizycznej) z drugą osobą ale nie dłużej niż trzeba. Wir codziennych spraw jakoś bardziej mnie stawia na nogi aniżeli rozpamiętywanie byłej czy niedoszłej dziewczyny. Było - minęło choć czasem ten ból rozstania męczy wiele tygodni. Nie ma prostych recept na życie że postępowanie według nich zagwarantuje wieczną szczęśliwość. :P Trzeba brać życie takim jakim jest i czasem pomagać szczęściu i próbować jakoś pracować nad sobą. Bardzo mi pomogła w ostatnim roku jedna koleżanka. Co prawda ma teraz chłopaka ale nie winię jej za to bo jakoś samemu nie paliłem się do spotkań z nią. Ale bardzo ją lubię i nie wyobrażam sobie żebym przestał z nią rozmawiać, śmiać się, itp. Tacy fajni i dobrzy ludzie dodają mi jakoś siły do działania. ;)

 

-- 28 sty 2015, 10:04 --

 

Gdy ona mnie unika czuję się jak śmieć i czuję,że jestem nikim a do tego pogłębia to moje kompleksy,bo uważam,że unika mnie przez mój wygląd.. ona jest kobietą,która otacza się w towarzystwie osób,które coś już w życiu osiągnęły.Zna naprawdę różnych ludzi od muzyków,po adwokatów i boli mnie to ,że ja nawet niczym jej nie zaimponuje;

 

Niestety ale tutaj cię zmartwię i nie napiszę nic pokrzepiającego a wręcz przeciwnie. Musisz sobie odpuścić osoby z wyższej sfery a raczej starać się szukać kogoś swojego pokroju, ze swojego środowiska, najlepiej o podobnych doświadczeniach życiowych i spojrzeniu na życie. Nie ma co aspirować na siłę do wyższej ligi chyba że ta aspiracja wynika z samoistnego podnoszenia własnego statusu społecznego. Znaczy nie chcę generalizować bo różnie bywa w życiu ale generalnie nie znam przypadków żeby np znany muzyk związał się z kimś przeciętnym albo bizneswoman związała się z pracownikiem marketu czy coś takiego. :P Inne aspiracje życiowe i inne zapatrywanie na życie więc ja bym sobie odpuścił na twoim miejscu taką wysoką ligę. Może kiedyś sam do tej ligi wskoczysz swoimi osiągnięciami życiowymi i stanie się to wręcz niezauważalne jak zaczniesz się obracać w takim środowisku. ;) Póki co jednak skupiłbym się na tu i teraz i na poszukanie życzliwej duszyczki gdzieś niedaleko lub w internecie ale raczej o zbliżonych rozterkach do ciebie. Wtedy nawet powstaje lepsze pole do wzajemnego porozumienia, do rozmów, wymiany poglądów i spostrzeżeń. (coś mniej więcej jak na tym forum ;) ). Trzeba poza tym więcej wierzyć w siebie tak jak ja zacząłem wierzyć. Może nie jestem jeszcze do końca na prostej ale widać już światełko w tunelu. Nie jeździłem do terapeutów czy psychiatrów. Zawiodłem się na nich kiedyś. I widzę, że chyba lepiej na tym wyszedłem bo zaczynam wychodzić na ludzi a coraz liczniejsze grono znajomych chyba tylko potwierdza tę regułę. ;) Trzymam kciuki za ciebie. (za was wszystkich). :great:

 

-- 28 sty 2015, 10:08 --

 

Ps Przyznam, że miałem też ostatnimi 2-3 laty trochę szczęścia w życiu że trafiłem na właściwe osoby a fałszywych znajomych sam się pozbyłem żeby nie ciągnęły mojego życia w dół i nie powodowały jakiegoś niepotrzebnego poczucia winy, lęków i stresów. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×