Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
omiciek

Bardzo proszę o odzew

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

Tak naprawdę mam bardzo dlugi wątek do rozmowy... Czy znajdzię się to ktoś kto będzie chciał pomóc...??? Nie zaczynam od opisywania problemu bo nie do konca wierze, że mogę znależć odpowiedz... Moje problemy ciągną sie od przeżyć prywatnych poprzez nerwice i wkoncu stan poddania się... Jest tu ktos kto może pomóc???

 

Z góry dzieki za jakie kolwiek odzewy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja historia jest dość długa... zaczne od faktu że całe życie byłam pewną siebie osobą, towarzyską pełną życia odważną itd... ale oczywiście życie skopało mnie po d... mam 27 lat a na koncie małżeństwo dziecko rozwód, raka bliskiej osoby i tak naprawdę bardzo dużo do "wugadania się... nie wiem od czego zacząć i czy ktoś na forum jest w stanie mi pomóc... :-/ w każdym razie mam już chyba dość wmawiania sobie ze przecież dam radę... potrzebuję poprostu kilku ciepłuch słów od kogoś kto zrozumie i będzie chciał pomóc... uwarzasz że pomożesz??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz nie wiadomo czy dana osoba Ci pomoże...

dać ulgę może wygadanie się...

Ludzie maja masę problemów, przeżyć trudnych i dramatycznych i to od tak to nie znika...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

omiciek, witaj! wygadaj się nawet po kawałeczku, nawet w kilku wątkach na forum. Tu jest wiele życzliwych osób, wiele osób cię dobrze zrozumie, wiele po prostu uważnie wysłucha.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawdzimy...

Moja historia w skrócie:

 

Mam 27 lat... Do 20 roku moje życie to bajka... Później zaliczyłam tzw "wpadkę" oczywiście jak każda nastolatka wydawało mi się że życię będzie jak w bajce - wspaniały mąż cudowne dziecko itd itp... Jednak bardzo szybko okazało się że życie to nie bajka... Partner (póżniej mąż) z dnia na dziń ukazywał swoją ciemną stronę... Było coraz gorzej... Najgorsze jednak było to że przez całe życie słyszałam "ty dasz sobie rade, MUSISZ..." i chyba weszło mi to w krew... Bardzo długo nie potrafiłam przyznać się wszystkim, że mam dość i że moja bajka to koszmar... Jednak podążając za słowami "dasz radę" udało się... Uwolniłam sie z toksycznego związku, znalazłam dobrą pracę... w wychowaniu córki pomagał mi tata, mama pracuje za granicą więc w sprawach finansowych również była w stanie pomóc... Było Ok. I oczywiście kolejne problemy... Taat zaczął pić... Łatwo nie było, kochałam tate bo w dziecinstwie naprawdę był wzorem... Walczyłam z jego alkoholizmem i udało się... Wyszedł na prostą... Oczywiście główną ideą było "przecież musze dać radę". Poznałam świetnego faceta, dzięki niemu uśmiech nie opuszczał mnie 24h na dobę, zamieszkaliśmy razem i życie zaczęło się układac... Aż w 2013 roku nastąpiło apogeum... Już 2 stycznia ja wylądowałam w szpitalu, rzekomo palpitacje serca na tle nerwowym... ale jakie nerwy? wtedy? przecież było ok... ale było minęło życie toczy sie dalej... w lutym zaczęły się kursy po lekarzach okazało się że córka ma problemy z nerkami... niby nic a jednak wszystkie badania były tak nieprzyjemne i trudne, że moje nerwy były na wykończeniu, nie mogłam patrzeć jak córka się boi martwi i cierpi... (w dodatku rok wczesniej córka przechodziła przez boreliozę co spowodowało że stałam się nad opiekuńcza i bardzo nerwowa) ale najgorsze przyszło w maju... Okazało się że tata po tym wszystkim co przeszliśmy ma raka... oczywiście zgodnie z idea "przeciez dam radę" powtarzałam tato będzie ok ludzie latami żyją z rakiem i daja radę ( pięć minut wczesniej lekarz poinformował mnie że tacie zostało kilka miesięcy życia...) przecież wiara to połowa sukcesu... Tak naprawdę tata nie miał żadnych szans, operacja nie wchodziła w grę chemioterapia równiez nie... Brat który do tej pory mieszkał razem z nami na wieść o chorobie taty wyprowadził się żeby "pozbyć się problemu" i nie musiec się opiekowac tatą... Zostałam sama w dożum dwu rodzinnym domu na utrzymaniu chorym tatą kursami od szpitala do szpitala ciągłymi zwolnieniami z pracy bo przeciez tata trzeba było się opiekowac... Ciągle lekarze szpitale małe dziecko w domu i brak wsparcia... w końcu po krótkiej walce tata zmarł... to był dla mnie ogromny cios... dalej nie potrafię o tym rozmawiać... pół roku leczyłam się środkami uspokajającymi, przeszłam przez nerwicę co zaburzyło moje postrzeganie świata i pewność siebie... zbyt trudno jest mi się z tym pogodzić, chyba nawet do końca w to nie wierzę... ale życie toczy się dalej... wkońcu mam dziecko wspaniałego mężczyznę i "musze dać radę" - zawsze to jedno zdanie... tylko że znów pojawiają się problemy... dostałam awans w pracy a co za tym idzie wiecej obowiązków, służbowe wyjazdy, kolacje itd... Praca marzenie... ale... pojawia się ogromna zazdrość w moim związku (bezpodstawna) która znacząco psuje atmosfere w domu... i to jest chyba pierwszy raz w moim życiu kiedy mówie dość - ja już nie dam rady... I to jest powód dlaczego tu jestem... Opisałam swój stan psychiczne który daleko odbiega od ideału, a choć by nawet spokoju... Potrzebuję rady, pomocy, ciepłego słowa... chociaż próbuję je tu znaleźć... ... może głupie, płytkie... ale potrzebuję tego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sprawdzimy...

Moja historia w skrócie:

 

Mam 27 lat... Do 20 roku moje życie to bajka... ... Potrzebuję rady, pomocy, ... chociaż próbuję je tu znaleźć... ... może głupie, płytkie... ale potrzebuję tego...

 

moje zycie do 20 roku zycia to koszmar

 

 

ciepłego słowa

 

kaloryfer

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zamiast opisać swoją historie krytykujesz moja... To chyba nie jest fair...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w ktorym miejscu krytykuje? mnie po prostu w mimowolny sposob bawia blahe przy moich 'problemach' historie, to nie moja wina

jak ja moge potraktowac powaznie czyjs zlamany paznokiec jak sam mam polamana kazda kosc w swoim ciele, mniej wiecej tak ma sie twoja historia do mojej. w sumie to jej nie przeczytalem calej :D

 

a swojej nie opisuje chociaz od okolo 5 lat czytam forum i skutecznie sobie uswiadamiam ze na tym forum nie ma drugiej takiej osoby jak ja,no ale ja przezyem cos co nawet 1 osobie na 200 sie nie zdarza, mozliwe ze druga liczba jest duzo wyzsza, wiec nie mam co pisac na tym forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
piotrunio, idź być połamany gdzie indziej :?

 

mowilem, ze nawet na forum psychologicznym mnie nie chca... to juz naprawde nie ma gdzie sie udac

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twój problem chyba polega na tym że nie potrafisz powiedziec "mam dośc" i opisac swojej historii zgodnie z odczuciami które w tobie gotują... może warto jednak komuś zaufać i sprawdzić czy może chociaż rozmowa ci pomoże?? wkoncy skads się tu wziołeś... widzisz moje problemy to dla ciebie złamany paznokiec... twierdzisz ze twoje życie przez 20 lat to koszmar... ale nie potrafisz o tym napisac otwarcie, czyli jednak nie potrafisz zaufać i się otworzyć pisząc co tak naprawdę ci sie przydarzyło i jak sie z tym czujesz... wydaje mi się że chyba sam nie jestes na to gotowy... twoją jedyną "ciętą ripostą" bedzie nie warto i nie ma komu... a to może być twój podstawowy błąd... jeśli chcesz pogadac a nie tylko wymieniać kąśliwe uwagi co do postów których nie przeczytałeś, ja bardzo chętnie porozmawiam... ale jeśli nie to prosze nie komentuj problemów innych osób - w tym mnie - jeśli nie jestes w stanie wnieść czegoś mądrego do wątku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale jeśli nie to prosze nie komentuj problemów innych osób - w tym mnie - jeśli nie jestes w stanie wnieść czegoś mądrego do wątku...

 

ssory, mam najwieksza nude od 5 lat (spowodowana kilkoma rzeczami) a nie mam pasjansa na komputerze to pomyslalem ze popisze na forum psychologicznym, moze przy okazji ktos mi bedzie 'wspolczul' ale tylko na zasadzie zrozumienia nie prawdziwego wspolczucie bo ja sam sobie nawet nie wspolczuje, czasem tylko zle okreslam rzeczywistosc, na swoja niekorzysc i to tak wychodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cieżko będzie ci uzyskać zrozumienie jeśli wszędzie piszesz w ten sposób... widzisz moja "błacha" dla ciebie historia, której nawet nie przeczytałeś do końca została skrytykowana na starcie... ale nie próbujesz pogadać czy chociazby się poradzić lub pogadac... w ten sposób napewno nikt nie bedzie probował cie zrozumiec... tak jak powiedziałam... jeśli chcesz, ja chenie pogadam, jeśli nie - prosze nie traktuj moich problemów jak "złamanego paznokcia"... a rzeczywistość jest stanem umysłu w którym sie znajdujesz... może warto go zmienić i sie otworzyc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie wiem co sie do okola dzieje, to jest moj stan umyslu :D

na tym forum nie ma osob z moim zyciorysem czemu kazdy oczywiscie chetnie zaprzeczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt nie zaprzeczy bo nikt nie wie co przeżyłeś... ale może chociaż spróbuj zrozumieć innych jeśli sam nie chcesz byc zrozumiany... a przynajmniej powstrzymaj się od złośliwych i ironicznych komentarzy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ok, sprobuje ale naprawde po tych 20 latach ktore przezylem bardzo ciezko powstrzymac sie od ironii, bo mnie wszystko smieszy.

kazda makabra (prawie kazda), kazdy problem wziety z dupy i tym podobne rzeczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wychodzę z założenia, że rodzice nie wnieśli wiele do Twojego życia... Widzisz jeśli doczytałes mój wątek do końca -po czasie- to dla mnie ojciec był kimś ważnym, a taka strata bardzo boli... wiem, że tego nie zrozumiesz ale chociaz postaraj się nie krytykowac czyichś uczuć... sam miałes nie ciekawie skoro potrafiłeś ustawić obronę typu - śmiech... nie chcę cię urazić ale zmieniłeś mój wątek w rozmowe o twoim nie ciekawym życiu... zapraszam do wiadomości prywatnych jeśli chcesz kontynuować rozmowe, a nie ukrywam, że ciekawi mnie co masz do powiedzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo to jest rzadko spotykane wiec moze byc ciekawe:D ale ja nie bede szokowal, bo to bedzie niedojrzale, w ogole po co ja zaczalem pisac na ty forum chyba z nudow

 

no moi rodzice nie wniesli do mojego zycia nic, raczej wyniesli, ja czekam az moj ojciec umrze, chociaz nie bede o tym wiedzial i tu tkwi paradoks. Nic by mi to nie dalo, nie wiem, chyba bym sie nawet nie usmiechnal, nie robi mi to roznicy,no ale moze innym by bylo lzej, to chyba dobrze dla innych w takim razie :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dobry początek... w każdym razie jeśli nie masz nic ciekawego do watku jak również nie chcesz pisać to myślę, że dyskusja dobiegła końca. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozdrawiam

 

-- 20 lis 2014, 00:59 --

 

Albo nie, w sumie to cie nie pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

omiciek, Powiedziałaś o swoich problemach, to już pierwszy krok do uspokojenia duszy, brawo! Myślę, że już wiesz, że nie zawsze musisz byc doskonała i "dawac radę", masz prawo byc zmęczona i masz prawo do swoich potrzeb. Dasz radę! Pisz w wątkach, dziel się swoimi codziennymi myślami, to pomaga, potrafisz też dawac wsparcie innym. Jeżeli będziesz bardzo się męczyła, idź do specjalisty, który pomoże wejśc ci na właściwy tor, bo twoje życie szykuje się do zmiany. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kosmostrada - dzieki za dobre slowo... bede probowac i pisac czesciej, moze bedzie latwiej..

. pozdrawiam

 

-- 20 lis 2014, 21:16 --

 

kosmostrada - dzieki za dobre slowo... bede probowac i pisac czesciej, moze bedzie latwiej..

. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×