Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
nana0011

Życie wyobraźnią. Jak wrócić na ziemię?

Rekomendowane odpowiedzi

Hej. Jestem tu nowa - jeśli piszę w nieodpowiednim miejscu - proszę o przeniesienie. Często ostatnimi czasy przeglądam to forum.

Piszę tutaj głównie po to, by dowiedzieć się, w jakim stopniu jestem dziwna ;)

 

A więc mój problem polega na tym, że w mojej głowie non stop mam różne wyobrażenia. Wyobrażenia o przeszłości, przyszłości, ale też o sytuacjach, które raczej nie mają prawa się nigdy wydarzyć. Bardzo się na tym myślach skupiam. Przeżywam w swojej głowie najróżniejsze scenariusze. Przyłapałam się nawet na sytuacji, gdy byłam pewna, że z kimś naprawdę rozmawiałam o danej rzeczy, a po chwili dotarło do mnie, że tak, rozmawiałam, ale wyłącznie w swojej głowie. Jestem uzależniona od wyobrażeń, niekiedy z zewnątrz może być nie widać, że myślę o czymś innym, a poleci mi łza, bo właśnie w mojej głowie zmarł ktoś mi bliski (np. wyobrażałam sobie wypadek). Nie czuję, że jestem tu gdzie jestem, nie czuję swojego życia, tego co mnie otacza, że jest to tak blisko mnie. Kiedy na coś patrze widzę to jakby przez mgłę, jakby to nie było prawdziwe, jakby to była tylko jakaś gra, film. Jakby to wszystko nie istniało naprawdę. Moje życie toczy się w mojej głowie, tam uznaje je za bardziej realne, niż te które mam faktycznie. Jestem tego świadoma, że wyobrażenia nie mają racji bytu, a żyję w tym świecie. Mam niby tą świadomość, jednak czuję, że życie mi ucieka, dzień za dniem, rok za rokiem, kiedy nie żyję tym prawdziwym życiem - tak mi go żal. Nie skupiam się na tym co prawdziwe, robię większość czynności odruchowo, racjonalnie. Przez to coraz więcej rzeczy mi umyka, nie pamiętam niektórych zdarzeń, nie mogę sobie przypomnieć co i komu mówiłam kilka dni temu. Czasem bardzo skupiam się na tym, by żyć tu i teraz, bywa tak, że mi się to udaje. Zejść na ziemie, czuć swoje ciało, każdy zapach, każdy dźwięk - jest to dla mnie wspaniałe uczucie, świat jest taki piękny...bez moich myśli. Gdy tylko jestem, gdy mogę po prostu tu być. Uwielbiam ten stan. Chciałabym czuć się tak ciągle. Często udaje mi się to osiągnąć przez modlitwę lub w kościele, gdy bardzo się skupię.

Czuję, że moja dusza zamknięta jest w mojej głowie, chciałabym ją uwolnić i pozwolić jej żyć.

Proszę, powiedzcie mi, czy jest to jakaś jednostka chorobowa? Czy można to leczyć w jakiś sposób?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj nana0011,

Cieszę się bardzo, że poruszyłaś ten temat, ponieważ również zdarza mi się znajdować w takim stanie, jaki opisujesz. Lepiej bym tego sama nie ujęła. Nie mam jednak pomysłu, skąd to się bierze i jak to zniwelować bo wiem, że właśnie niestety przez te fantazje życie niejako nam umyka, bo wolny czas poświęcamy wyobrażeniom, równoległemu życiu, które toczy się w naszej głowie.

Nie wiem, czy masz podobnie, ale mi zdarzają się nawet całe serie powiązanych wyobrażeń, które toczą się jak jakiś serial w odcinkach heh. Miewam tam wtedy różne przygody, mieszkam gdzie indziej, mam inną rodzinę, posiadam różne talenty, jestem młodsza i żyję zupełnie inaczej. Może to jakaś rekompensata tego, czego nie miałyśmy w realnym życiu?? Zobaczymy, jak wypowiedzą się inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przecież nie jesteście chore. Jesteście inteligentne z bogatą wyobraźnią, to coś pięknego i bardzo przydatnego.

Cieszyć się dniem tak jak mówiłaś, zaplanować sobie czas żeby nie mieć okazji do dłuższych rozmyśleń.

 

 

Pozdrawiam. Takie jest moje zdanie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież nie jesteście chore. Jesteście inteligentne z bogatą wyobraźnią, to coś pięknego i bardzo przydatnego.

Cieszyć się dniem tak jak mówiłaś, zaplanować sobie czas żeby nie mieć okazji do dłuższych rozmyśleń.

 

 

Pozdrawiam. Takie jest moje zdanie !

 

Aha czyli lepiej żyć wyobraźnią niż w realu? Rozumiem, że bogata wyobraźnia to w jakimś stopniu zaleta, ale może autorce posta i jej koleżance byłoby przyjemniej, gdyby ich życie było równie ciekawe jak i to, co dzieje się w ich umyśle? ... bo chyba o to chodzi, że obie wprowadzają się w jakąś dziwną euforię, bo to daje im więcej przyjemności niż codzienność... Myślę, że to nie jest do końca normalne i jest jakąś formą autorealizacji, w celu uzupełnienia jakiś braków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byc moze jest to bogata wyobraźnia, ja jednak przestaje nad nią panować, ona mnie porywa. Potrafie w trakcie roznowy z kimś mimowolnie przypomieć sobie jakies zdarzenie, przeżywać je ponownie, układać dalszą historię. A z rozmowy się wyłączam, nie mówię nic, z kolei do tej rozmowy wracam czasem później, wtedy układam sobie w głowie co powinnam wowczas mówić, jak zareagowałby mój rozmówca itd. Przeżywam sobie wszystko wtedy kiedy chce, wtedy jest to juz dobrze przemyślane, twórcze, coś wnoszące.

noszila - Lepiej mi wiedząc, że ktoś ma podobnie. Chociaż wolalabym oczywiście żeby każdy był szczęśliwy..

Ja raczej nie tworze dlugich historii jak mówisz odcinków, za to wyobrażam sobie momenty naprawdę błahe, np. podróż tramwajem do pracy, droge na przystanek, coś na co wcale nie czekam, co nie daje mi jakiejs szczególnej radości, czego nie mam potrzeby planować.

Dziekuję, że odpowiedzieliście na mój wpis.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powietrzny Kowal - raczej nie cierpie na bezsenność, bardzo rzadko zdarza mi sie ze nie mogę zasnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież nie jesteście chore. Jesteście inteligentne z bogatą wyobraźnią, to coś pięknego i bardzo przydatnego.

Cieszyć się dniem tak jak mówiłaś, zaplanować sobie czas żeby nie mieć okazji do dłuższych rozmyśleń.

 

 

Pozdrawiam. Takie jest moje zdanie !

 

Aha czyli lepiej żyć wyobraźnią niż w realu? Rozumiem, że bogata wyobraźnia to w jakimś stopniu zaleta, ale może autorce posta i jej koleżance byłoby przyjemniej, gdyby ich życie było równie ciekawe jak i to, co dzieje się w ich umyśle? ... bo chyba o to chodzi, że obie wprowadzają się w jakąś dziwną euforię, bo to daje im więcej przyjemności niż codzienność... Myślę, że to nie jest do końca normalne i jest jakąś formą autorealizacji, w celu uzupełnienia jakiś braków.

 

 

A gdzie ja coś takiego powiedziałem? Nie doszukuj się czegoś czego nie ma. :D

 

Nana ja też mam często tak . Nie przejmuj się tym,ale jeżeli będzie to bardzo męczyć odwiedź psychologa, on chyba bedzie znał się najlepiej. Tylko troszkę zabulisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też kiedyś żyłam w wyobraźni. I to ciągle.

A póxniej nie pamiętałam czy to ktoś powiedział czy tylko w mojej wyobraźni. wszystkie czynnośći wykonywałam machinalnie, będąc myslami gdzie indziej.

no i układanie całych historii i przeżywanie jakby zdarzyły się naprawdę. i niekończące się dyskusje z ludźmi.

Teraz też automatycznie tak postępuję bo mi jest w ten sposób łatwiej przetrwać. Ale gdy tylko się spostrzegę co robię, to od razu wracam do swojego ciała.

Bo u mnie to uciekanie od siebie w coś przyjemniejszego, to mechanizm obronny przed przykrymi emocjami, nudą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasem czekam długo na jakieś wydarzenie, spotkanie z kimś. W czasie, kiedy na to czekam wciąż o tym myślę, przeżywam to w wyobraźni, każdy gest, każdą głupią sprawę, układam możliwe scenariusze. A kiedy już dochodzi do tego oczekiwanego wydarzenia to moje myśli znów uciekają, już w coś innego, na czym wcale mi nie zależy (np. wieczorna toaleta, kładzenie się do łóżka, jaką założę piżamę, których kosmetyków użyję, czy umyję włosy, czy będę je suszyć itd.... :/ ).

Postanowiłam, że nie chcę tak żyć. Ważne, wyczekiwane wydarzenia mi umykają, giną gdzieś w morzu mojej wyobraźni. Potem jest żal, że nie wykorzystałam tego czasu, że znów nie umiałam tego przeżyć. Żałuję i znów czekam na moment, bym mogła naprawić ten błąd, tym razem mówię sobie, że teraz już bym umiała to przeżyć i znów o tym myślę, znów na to czekam i rozmyślam jak będzie.

Koło się zatacza, a ja czuję się wciąż przegrana. Czuję się tak źle, tak bezsilnie.

Czy zna ktoś sposób na walkę z moim zaburzeniem?

Szukam przyczyn tego zjawiska. Nie wiem na ile moje podejrzenia mogą być prawdziwe, bo nie kontaktowałam się jeszcze z psychologiem, ale od około 1,5 już się nie uczę, w sensie ukończyłam już studia, a kiedy się uczyłam zawsze poświęcałam dużo czasu na naukę, bo zależało mi na bardzo dobrych wynikach - zawsze byłam wzorową uczennicą, uwielbiałam matematykę, fizykę i wszystko co wymagało liczenia i logicznego myślenia. Lubiłam skupiać swoje myśli i dochodzić do wniosków przez analizę. Teorii uczyłam się bardzo łatwo i szybko, mój mózg chłonął wszystko dość sprawnie (za wyjątkiem historii, której zwyczajnie nie umiałam się nigdy nauczyć). Teraz pracuję, jestem już dość doświadczona w tym co robię, nie mam konieczności ciągłego zdobywania nowej wiedzy. I tak sobie czasem rozmyślam, że może mój mózg nie jest w stanie żyć bez myślenia, ciągłego, wytężonego, głębokiego. Co o tym myślicie? Chciałabym mieć jakąś nadzieję, jakiś sposób, który może nie dziś, nie za tydzień, ale za kilka miesięcy wyleczyłby mnie i pozwolił na życie prawdziwym życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Historia to i tak stek bzdur i kłamstw więc nic dziwnego ......

Ja natomiast w ogóle nie potrafiłem w szkołach utrzymać skupienia na tym co było na lekcjach ....zawsze byłem w swoim świecie w myślach jak na jakiejś wyspie.....

 

To co na początku napisałaś wydaje się normalne ...dopiero jak się spotykasz zaczyna się u ciebie 'ucieczka myśli ....to jest dziwne

 

Też myślę ,że spędzę swoje życie myśląc ,myślę i rozmyślam cały czas ...

 

Wyobraźnia jest bardzo ważna ..jak wiara i jak kroki .....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz pracuję, jestem już dość doświadczona w tym co robię, nie mam konieczności ciągłego zdobywania nowej wiedzy.

 

Na pewno? Wydawało mi się, że w prawie każdej pracy można lub nawet trzeba się doskonalić, żeby utrzymać się na stanowisku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nana0011, Jesteś zupełnie normalna :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beladin - nie ukrywam, że to co napisałeś/aś jest dla mnie bardzo pocieszające i chciałabym, żebyś miał rację.

Dziękuję Wam za to, że mogłam poczuć się wysłuchaną w tym dziwnym temacie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeglądam sobie tutaj trochę wątki, i normalnie nie wierzę, ale mam dokładnie tak samo jak Ty nana0011. Ale ja ogólnie jestem bardzo wycofana, mam fobię społeczną itp. I myślę, że u mnie częściowo wzięło się to z braku satysfakcji z własnego życia, z relacji międzyludzkich. W moich wyobrażeniach zawsze jestem szczęśliwa, zajebista, wszyscy mnie lubią. Czasem podczas pracy jednym uchem przysłuchuję się rozmowom, a sama w swoich myślach toczę z jakąś osobą bardzo burzliwą dyskusję albo prowadzę monolog, a ktoś z wielką uwagą mnie słucha. W realu takie rzeczy mi nie wychodzą. I czasem trwa to godzinami. Już nie wspomnę o czasie przed snem albo kiedy przemieszczam się gdzieś ze słuchawkami w uszach. Tworzę po prostu zupełnie inne życie, w którym jestem z kimś w związku, mam przyjaciół, jakieś pasje. Cholernie mnie to męczy, bo wolałabym żyć prawdziwym życiem i żeby ono było dla mnie satysfakcjonujące niż tymi wyobrażeniami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lony - dziękuję za Twoją odpowiedź :)

Dla mnie te wyobrażenia to chyba swojego rodzaju nałóg. Nie zawsze myślę, jak mogłoby być fajnie - często wyobrażam sobie chwile, których nie chciałabym doczekać. Każdy impuls może rozpocząć mój "trans". Bardzo mnie to irytuje, bo często właśnie przez to mam problem, żeby się skupić. Zauważam to u siebie coraz częściej. Nawet zwykłe sprawy zaczynają sprawiać mi trudność (np. proste dodawanie w pamięci). Czasem czuje jakbym tak naprawdę w głowie miała pustkę. Te obrazy, które przewijają się przed moimi oczami tak często są bez najmniejszego sensu, nic do mojego życia nie wprowadzają. Rozumiem, że niektóre żeby ludzie sobie wyobrażają, jakieś ważniejsze wydarzenia, coś na co czekają, co jest niepewne. To jest normalne.

Ale ja przestaję czuć się jak normalna osoba. Boję się, że oszaleję, że nie będę potrafiła myśleć racjonalnie.

A im dłużej o tym myślę, tym bardziej czuję się chora. Dużo czasu poświęcam na myślenie, że może nie jestem normalna. Wpędzam siebie w ślepy zaułek.

Chyba wolałabym być nienormalna i o tym nie wiedzieć :/

Strasznie mnie to już męczy.

Niby chciałabym się dowiedzieć, jak mogłabym z tym walczyć, a z drugiej strony wolałabym już przestać o tym myśleć..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×