Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Istil

kolejna depresantka

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

 

Miałam w planach opisać Wam historię mojej depresji, ale okazała się ona za długa, a nie chcę nikogo zanudzić. Więc w skrócie - samą końcówkę. Podczas planowania próby samobójczej trafiłam do psychologa na "terapię rodzinną". Uparł się mąż i tak długo mnie tym męczył, że w końcu się zgodziłam dla świętego spokoju. Pani psycholog szybko zrozumiała, że jest coś ze mną nie tak, wyprosiła męża i spędziłą większość czasu na rozmowie ze mną. Gdy mąż wrócił, zasugerowała, żebym poszła do psychiatry. Dość szybko udało się załatwić wizytę i zapadła decyzja - szpital psychiatryczny, oddział zamknięty dla kobiet. Diagnoza - zaburzenia adaptacyjne, depresja. Spędziłam tam miesiąc - po wyjściu czułam się doskonale. Zaczęło się układać, więc porzuciłam branie leków. Nawrót nastąpił parę miesięcy później. Na początku się leczyłam, stawiałam się u psychiatry po tabletki i zwolnienia. Ale znowu - wydawało mi się, że poukładałam sobie w głowie, że teraz będzie lepiej i przestałam brać leki po raz kolejny. Bliskim mówiłam, że czuję się dobrze, a po lekach było mi słabo, że już jest ok. I było. Przynajmniej tak czułam. Cały czas powtarzałam, że nie jestem chora, że nie muszę się truć psychotropami, że nad wszystkim panuję. Teraz wiem, że to tylko pozory i znowu staczałam się na dno. O ile może zaprzestałam myślenia o samobójstwie to jednak okazuje się, że robiłam wszystko, by stracić to co mam. Taka forma samoagresji. Miałam prześwity, że jeśli stracę wszystko, co mam, nic mnie nie będzie trzymało przy życiu i wreszcie ze sobą skończę. Efekt? Jestem na skraju rozwodu, mąż chce zabrać mi dziecko, teściowie się nie odzywają, rodzice uważają za idiotkę, straciłam świetną pracę, a psychiatra stwierdziła, że ona nie może mi pomóc, bo przez rok od diagnozy szpitalnej nie zrobiłam kroku do przodu.

 

Przyszło otrzeźwienie. Jestem w dole, ale chcę się z niego wygrzebać. Liczę, że nie wszystko jest stracone. Na 21.07 mam umówioną pierwszą wizytę z psychologiem, wracam do leków i planuję porozmawiać z lekarzem, żeby dalej prowadziła mój przypadek.

 

Boję się... Boję się czy znowu mi nie odbije. Mam wrażenie, że to nie jest czysta depresja. Trochę to wygląda (choćby z tego krótkiego opisu), że mam również epizody manii. Podwyższony nastrój, chęć do działania, ale wszystko, za co się wtedy zabieram prowadzi raczej do autodestrukcji - pomysły o ucieczce i nowym początku, o rzuceniu się w wir zabaw i nie myśleniu o przyszłości... Z psychiatrą zawsze się kontaktowałam przy stanach smutku, może stąd taka diagnoza? Ostatnia z nią wizyta odbyła się, gdy znowu myślałam, że jest ok. Byłam sarkastyczna, opryskliwa i nie dałam sobie niczego powiedzieć. Uparłam się, że nie potrzebuję leczenia. Powinnam ją poprosić o powtórną diagnozę?

 

Bo chyba jednak powinnam się leczyć...

 

Tak czy inaczej witam Was serdecznie,

Istil

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Istil!

 

Dobrze, że szukasz dla siebie pomocy i masz umówioną wizytę u psychologa. Jeżeli jednak masz wątpliwości co do trafności diagnozy, warto powiedzieć lekarzowi to wszystko, co tutaj napisałaś na forum. Może rzeczywiście Twoja diagnoza wymaga weryfikacji? A jeżeli diagnoza jest nietrafna, to i leczenie nieskuteczne. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, Super że bierzesz sprawy w swoje ręce. Życzę wytrwałości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×