Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
anonim14

Depresja?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

Potrzebuję porad osób bardziej "doświadczonych". Od tygodnia utrzymuje się u mnie stan niepokoju, lęku, paniki. Codziennie punkt 5 rano budzę się z uczuciem paniki (niezależnie o której idę spać, z reguły około 1/2 w nocy). Wydaje mi się, że jest to związane ze zbliżającą się zmianą miejsca zamieszkania (to samo miasto). Nie jest to pierwszy raz gdy czuję się w ten sposób, zazwyczaj taka sytuacja miała miejsce przy zmianie otoczenia (wyjazd za granicę, powrót) lecz z tego co kojarzę trwało to jednak krócej. Bardzo mało jem, zacząłem znowu palić, jestem przemęczony. Wydaje mi się, że odczuwam lęk przed samotnością (nie mam dziewczyny), posiadam znajomy lecz boję się, że ich stracę i że nigdy nie znajdę dziewczyny i pozostanę sam (poczucie braku wartości). Z reguły samopoczucie poprawia się na wieczór, wczoraj np. miałem krótki okres, że czułem się naprawdę dobrze lecz dzisiaj rano znowu powrót. Zastanawiam się nad udaniem się do specjalisty (choć nie wiem czy nie jest za wcześnie). Co radzicie? Jeżeli chodzi o lekarza lepiej najpierw udać się do lekarza pierwszego kontaktu czy od razu psycholog bądź psychiatra? Z góry dziękuję za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lekarz pierwszego kontaktu pewnie wyśle Cię do psychologa ;) Możesz poszukać różnych technik radzenia sobie ze stresem, bo nawet jeśli niedługo przejdzie, w życiu czeka Cię wiele wyzwań. I warto nauczyć się traktować je jako coś wartościowego, nie strasznego. Przeprowadzka an pewno może wzbudzać strach, ale dla wielu ludzi to zmiana na lepsze (dla mnie była). Ja zawsze zachęcam do czytania książek na temat radzenia sobie z nerwami, technik relaksacyjnych, w tym przypadku nie jest inaczej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie to może nawet nie jest sam strach przed zmianą miejsca/otoczenia ale przed stratą znajomych. Okropnie boję się samotności. W "normalnym" stanie takich myśli nie miałem. Obecnie szczególnie z rana nie mogę sobie z tym poradzić. Myślę o swoich znajomych którzy mają mnóstwo innych znajomych (a więc także możliwości) a ja mam tylko ich. Jestem osobą dość zamkniętą, niełatwo zawiązującą nowe znajomości. Automatycznie myślę o sobie jako o osobie mało ciekawej. Czy lekarz pierwszego kontaktu może przepisać jakieś doraźne leki bo obawiam się, że bez tego się nie obejdzie :(

 

 

PS. A co do samego strachu to na pewno nie jest to zwykły strach (taki jak np. przed egzaminem na studiach) a wręcz panika/paranoja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znacie jakieś sposoby na przestawianie się na pozytywne myślenie? :) Wiem, że złotego środku na pewno nie ma ale chciałbym coś z tym zrobić. Zanim ogarnę psychologa/psychiatrę to na pewno chwilę potrwa. Najgorsze jest to, że w chwili obecnej nie zmieniła się moja sytuacja życiowa a ja ciągle w tym tkwię. Jeszcze tydzień temu (niewiele ponad) byłem zadowolonym człowiekiem a obecnie sobie nie radzę. Cały czas szukam przyczyny ale to się zmienia. Raz myślę o samej przeprowadzce, raz o tym, że zostanę sam, kolejny raz o sytuacji gdyby moi rodzice zmarli... Na pewno to wynika z niskiej samooceny (w obecnym stanie). W godzinach porannych jest naprawdę źle, na wieczór lepiej (kiedy sam się dziwię, że mam takie złe myśli). Proszę o rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anonim14, radzę regularnie aaplikowac sobie 200 mg setraliny.

anonim14,

Znacie jakieś sposoby na przestawianie się na pozytywne myślenie?

niektórzy sądza ze pozytywne myslenie jest dla ciot. Cos jak mydlenie sobie oczu że gówno na bucie to najdroższa pasta do obuwia.

Proponuję zdrowe myślenie. Co to takiego?

Punktem wyjscia do wytlumaczenia tego skomplikowanego procesu jest Twoje osobiste dążenie pod tytułem- co chcesz osiągnąć, co jest Twym celem, czego pragniesz. Nie ma absolutnie znaczenia kim jestes i czy to co posiadasz w tej chwili jest wystarczajace by osiagnac to co chcesz osiagnac.

Mozna nie miec nic, ale bardzo czegos pragnac i osiagnac to. Za kilka lat mozesz byc zupelnie inna osoba niz jestes teraz.

Co znaczy prawdziwie pragnac?

To jest cos co wyplywa z Ciebie, co jest połączone z Twym Jestestwem, to nie to,ze chcesz do czegos dojsc by udowodnic wszystkim ze jestes cos wart,by rzesze osob trafil szlag na wiesc o Twoim niekwestionowanym sukcesie.

Znajomi odchodzą i przychodzą. Mozesz kilku stracić i zyskac nowych. Inni ludzie nie mają tu zadnego znaczenia, a wszystko co robią świadczy tylko i wyłącznie o nich.

Najpierw sprawy najwazniejsze-to czego chcesz prawdziwie-to co wypływa czasem z Ciebie albo krzyczy bezgłosnie- to z czym przyszedłes na swiat. To cos co od momentu narodzin było w Tobie niczym nieoszlifowany diament albo najdrozsza i niepowtarzalna łódź podwodna która dryfuje przy przystani bo brakuje jej Kapitana (czyli Ciebie) by pokazać maksimum swoich mozliwosci.

Nie idź bezwiednie za głosem emocji. Wszyscy którzy tak robią kończą na szafocie.

Wiem ze w tej chwili wszystko utrudniaja ale setralina powinna pomóc.

Znajomi nie ułatwiają sprawy- jesli chccesz do czegos w zyciu dojsc musisz troche posiedziec sam ze soba.

Jak wiesz w ktora strone isc to spotykasz mnostwo nowych ludzi, wszystko sie zmienia.

Ale w tej chwili zaniemogles i jedyne co mozesz zrobic to nie ufac emocjom - przyjmowac setralinę i powoli nabierac rumieńców do zycia.

patrycjamakieta, co to kurwa ma byc???

sekta, czy jaka to niby religia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zima, pozytywne myślenie, takie całkiem pozytywne jest rzeczywiście trochę sekciarskie i może źle wpłynąć na człowieka, ale mimo wszystko przy świadomości negatywnej strony życia i właśnie realizmu, pozytywne nastawienie jest dobrym rozwiązaniem.

 

Polecam blog z podpisu nieskromnie i chyba ten sposób jest niezły na początek :) Poza tym staraj się coś robić, działać, angażować i wtedy powoli zaczniesz myśleć w inny sposób. Działanie daje bardzo dużo ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wysłowiona, blog jest ciekawie napisany.Lapidarny styl wypowiedzi i porządne usystematyzowanie mętliku będącego przyczyną mentalnych zawirowan.

Odstręczające dla mnie jest to, iż jest to blog "sponsorowany"-propagujacy jakies pozal się kursy psychologiczne.

Poradniki zabijają myslenie. Kazdy z nas jest inny, a umysl nierzadko lubuje się w oszukiwaniu samego siebie co moze prowadzic do postaw relatywistycznych.

Kazdy czlowiek nosi w sobie wszystkie potencjalne odpowiedzi oraz niewiadome. Po co w to wnikac? To jak trip dajacy wielce podniosle refleksje na wszystkie sprawy egzystencjalne, wazne jednakze w okowach kilku chwil.

Czlowiek jeest procesem ciagłym, zawsze staje się...Ci ktorzy myslą, (jak autor wątku) mają w zanadrzu potencjal ktorego nie maja zwykli ludzie- zasadniczo moga daleko zajsc w zyciu jesli sie zdyscyplinują i w porę ogarną.

Swoja droga co to za znajomi,ktorzy nie pomagaja gdy dusza zaniemoże, to jakies manekiny w towarowym- nie ma głebi, sa tylko odtwarzane role i powierzchowne grymasy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Swoja droga co to za znajomi,ktorzy nie pomagaja gdy dusza zaniemoże, to jakies manekiny w towarowym- nie ma głebi, sa tylko odtwarzane role i powierzchowne grymasy.

 

Wspomagający samodzielność ;)

 

Dzięki za pozytywną opinię o blogu. Nie jest "sponsorowany", nigdy nie było na nim żadnej reklamy, a kurs jest mój i nie mam z niego żadnych korzyści materialnych ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wysłowiona, albo potegujący niezrozumienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, niezależnie od tego jak na tym wychodzi osoba z nerwicą, czy jakakolwiek osoba, musimy spojrzeć na drugą stronę. Nikt nie ma żadnych obowiązków wobec Ciebie jeśli się nie zadeklaruje. Ty też nie masz obowiązków wspierania wobec wszystkich znajomych. Gdyby tak było, ludzie nie mieliby czasu dla siebie. W sumie to tak działają niektórzy altruiści i jeśli nie mają umiaru w pomaganiu innym, nie wychodzą na tym dobrze.

 

Napisałaś, że to manekiny. Po pierwsze to, że ktoś nie zwróci uwagi na Twoje problemy nie oznacza, że nie jest czuły na problemy innych. Jest 7 miliardów ludzi i każdy z nich ma swoje troski. Każdy z nas codziennie ignoruje wiele śmierci wynikających z głodu czy wojen. Nie ma co udawać, że nie mamy żadnych filtrów, które pozwalają nam skupić się na ważnych dla nas rzeczach ignorując cierpienie niektórych. Każdy ma taki filtr. Widziałam wrażliwe osoby, które sobie nie radziły z cierpieniem dzieci na całym świecie albo zwierząt i gdybyśmy tak funkcjonowali wszyscy, to 3/4 z nas popełniłoby już samobójstwo. To nie jest za bardzo stymulujące.

 

Warto tworzyć silniejsze relacje z osobami, którym będzie zależało, ale znajomi, których nie będzie przy nas w trudnych chwilach też są potrzebni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wysłowiona, generalnie chodziło mi o to, ze gdyby istniala choc odrobine glebsza nic porozumienia to czlek nie uderzalby z problemem tutaj tylko np.pogadal jak kumpel z kumplem. To dałoby szerszy ogląd na całą sprawę i byc moze dystans do problemu. Tym bardziej uwazam ze takich powierzchownych znajomych jest "na pęczki" i zawsze mozna skołowac nowych, tylko po co. Warto w tym czasie skolowac samego siebie, a reszta przyjdzie niepostrzezenie.

wrażliwe osoby, które sobie nie radziły z cierpieniem dzieci na całym świecie

z całym szacunkiem ale uwazam ze to cudaki. szukaja ideałów/niewinnosci, ktorym moga zaufac i sie poswiecic kilmetry świetlne stąd, bagatelizując najblizsze otoczenie,ktore moze nie tak "wyraźiscie" potrzebuje wsparcia.

są że tak powiem rozne formy ucieczki od siebie to jest moze jedna z mniej szkodliwych.

zreszta są rozne poglądy,ideologie..Te bardziej dalekowschodnie umywają ręce, gdyz nie nalezy ingerowac w czyjąś karmę, a sa tez tacy,ktorzy uwazaja ze w zyciu nie ma ofiar.

Dlaczego np. nalezypomagac biednej wielodzietnej rodzince ktora ma zapewnione szerokie spektrum pomocy od rzadu i bonusy za robienie dzieci, a taka rodzina średniozamozna(z jednym rodzicem np) majaca wzloty i upadki wszystko co osiaga, osiaga wlasna ciężką pracą i własnymi siłami, a na zasilki i dotacje juz sie nie kwalifikuje, a tu ktos kupuje komputer za państwowe pieniądze, ma obiadki za państwowe pieniądze, kolonie,wczasy itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
z całym szacunkiem ale uwazam ze to cudaki. szukaja ideałów/niewinnosci, ktorym moga zaufac i sie poswiecic kilmetry świetlne stąd, bagatelizując najblizsze otoczenie,ktore moze nie tak "wyraźiscie" potrzebuje wsparcia.

 

A co za różnica ile kilometrów od Ciebie jest osoba, której mógłbyś współczuć?;) Ja osobiście przejawiam taki sam rodzaj współczucia i podobną nić porozumienia wobec mojego sąsiada i ludzi w obozach w Korei płn i nie uważam siebie za cudaka. Tu człowiek, tam człowiek, tu cierpienie i tam cierpienie. Pisałaś o samo-oszukiwaniu. Ja na przykład ignorowanie cierpienia tych daleko, bo bliżej ludzie też mają kiepsko uważam za klasyczny przykład samooszukiwania się (według mnie całkiem zdrowy zresztą, tylko warto dostrzegać, że nieracjonalny).

 

Te bardziej dalekowschodnie umywają ręce, gdyz nie nalezy ingerowac w czyjąś karmę

 

Buddyści medytację uważają za formę pomocy innym, bynajmniej nie umywają rąk ;) Czy wierzyć w jej skutki czy nie, intencje są.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wysłowiona, roznica jest taka ze tej osoby nie znasz, nie dala Ci dostateczne w kość, bys sie mogła przekonac ze to czlek z krwi i kosci tak jak np. Twój wredny sąsiad.

 

nie chodzilo mi akurat o buddystów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No nie przekonałam się, że to człek, ale wiem że tam jest. I wiem, że cierpi w skali o wiele większej od mojego sąsiada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. To (niestety) znowu ja. Moje "lęki" znowu powróciły... Sytuacja wygląda tak, że poprzednim razem brałem afobam i po kilku/kilkunastu dniach mi pomógł (albo to albo czas :P). Byłem na urlopie w domu wszystko było super, tryskałem energią. Teraz wróciłem do nowego miejsca i... jest to samo. Pobudka 5 rano. Wymyślam jakieś niestworzone historie. Zaczynam się już zastanawiać czy to rzeczywiście sama zmiana miejsca to spowodowała czy jest jakaś inna przyczyna. Mam chwile, że myślę, że mi się tu nie podoba ale z reguły myślę o tym co będzie za jakiś czas, czy znajomi się nie wyprowadzą i nie zostanę sam... Najogólniej wymyślam nowe rzeczy do zamartwiania się, wszystko mnie jakoś dołuje. Nie wiem czy to objawy bardziej depresyjne czy nerwicowe... :(

 

-- 28 sie 2014, 12:55 --

 

W związku z tym chciałem się doradzić czy uważacie, ze niezbędna jest wizyta u psychiatry lub psychologa czy lepiej na razie powrócić do tabletek które mi poprzednio pomogły? Z góry dzięki za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anonim14, afobam nie jest lekiem. to tymczasowy specyfik o dzialaniu narkotycznym ktorzy psychiatrzy daja na przeczekanie skutkow ubocznych, jakie pojawiaja sie na poczatku przyjmowania leków.

nie ma się co męczyć-lepiej udać sie za wczasu do dobrego psychiatry niz pozniej jak juz się bedzie na wyczerpaniu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Na pewno w takim razie udam się do specjalisty. Tak czy inaczej do tego czasu (muszę kogoś znaleźć) powróciłem do "leku" i w zasadzie po 3 dniach stosowania jest o tyle progres, że nie budzę się o 5 rano :D Co do samego stanu to o tyle się to zmieniło, że z ciągłego strachu/paniki (w sumie sam do końca nie wiem) jestem w stanie wyjaśnić bardziej jestem teraz obojętny? Po południu nie czuję się najgorzej, mam momenty w których jest źle ale raczej mijają. Znowu najgorsze są poranki gdzie budzę się z ogromnym strachem. Już sam nie wiem czego się boję. Nie wiem czy chodzi o samotność czy o co dokładnie. Siedzę i piszę w głowie różne scenariusze na przyszłość. Wydaje mi się, że wszyscy pozostali mają kupę znajomych albo partnerów. Czuję się zupełnie obco po przeprowadzce (nawet w stosunku do kolegów z którymi mieszkam a z którymi znałem się wcześniej). Po pobycie na urlopie wydaje mi się, że czuję się dobrze tylko w domu i np. próbuję myśleć, że jak mi będzie źle to przecież zawsze mogę wrócić ale w takim wypadku już do głowy przychodzi mi, że rodzice wiecznie żyć nie będą, że nie znajduję u siebie w miejscowości pracy itd. itp. Może jest to też spowodowane/ma znaczenie ukończenie studiów i jakiś problem egzystencjalny. Zastanawiam się co daje mi szczęście. Analizując to wszystko nie wiem. Będąc w domu (na urlopie) byłem zupełnie innym człowiekiem. Zaczepiałem, śmiałem się i tu w zasadzie nie miałem jakiegoś powodu do szczęścia. Cały czas oglądam się na innych. Z jednej strony na ludzi którzy mieszkają w mojej miejscowości a z drugiej na wszystkich innych którzy wyjeżdżają do większych miast i chcą tu być. Ja sam nie wiem czego chcę. Na pewno nie chcę być w takim stanie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje zdanie :

znajomi przychodza i odchodzą. niektorzy pewnie odejdą, ale dojda nowi- nie znasz dnia ani godziny.

strachliwe poranki- czy to strach czy adrenalina? bo czesto chadzaja parami albo bywaja mylone.

Analizując to wszystko nie wiem. Będąc w domu (na urlopie) byłem zupełnie innym człowiekiem. Zaczepiałem, śmiałem się i tu w zasadzie nie miałem jakiegoś powodu do szczęścia.

moze po prostu brakuje Ci szczerych i poczciwych ludzi, z ktorymi bylbys oswojony? Albo partnerki?

radze w tym momencie nie podejmowac wiążących decyzji.

radzę udac sie do dobrego psychiatry po leki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do znajomych to takich w sumie mam ( w sensie oswojonych :) ). Nie są to może przyjaciele (nie wiem czy jeszcze tacy istnieją :P). Co do dziewczyny to też o tym myślę ale w sumie nie chcę szukać teraz 'na siłę' tylko żeby znaleźć bo to chyba nie o to chodzi zresztą do tej pory nigdy nie miałem na to parcia. Byłem u lekarza. W zasadzie bez diagnozy (tylko pytanie "od kiedy choruje pan na nerwicę?") przepisał Paroxinor. Nie pozostaje mi chyba nic innego niż je brać i czekać na poprawę. Najgorsze, że przed wizytą u lekarza (gdzie na początku był stres a czekając na swoją kolej wręcz euforia) czułem się dobrze. Dzisiaj znowu mam to samo. Chciałbym jeszcze tylko zapytać czy miał ktoś do czynienia z tym lekiem?

 

-- 21 mar 2015, 11:24 --

 

Witam. Odświeżam temat nie bez powodu. Od ostatniego posta polepszyło mi się i ostatecznie zrezygnowałem z brania Paroxinor'u. Prawdopodobnie co nie jest zaskoczeniem ponownie pojawił się u mnie ten stan (związany z tym, że jedna osoba z mieszkania się wyprowadza - wiem, śmieszne...). Zdecydowałem się, że zacznę stosować lek jednak mam pytanie do osób, które stosują bądź stosowały ten lub podobny lek. Jako, że okres leczenia jest długi (z tego co kojarzę co najmniej pół roku) jak wygląda u Was kwestia spożywania alkoholu? Wiem, że w trakcie stosowania leku nie należy go łączyć z alkoholem a co np. gdy nie wezmę przez jeden dzień leku? Nie chcę żebyście pomyśleli, że to jest dla mnie ważniejsze jednak nie oszukujmy się okazja do napicia się przez taki okres czasu na pewno się pojawi. Jak to wygląda u Was?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×