Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ylvis

Młoda, a już za stara

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie. Ostrzegam, będę smęcić.

Mam 24 lata i przekonanie, że w moim życiu nie czeka na mnie szczęście. Że już nic mnie właściwie nie czeka.

 

Kończę studia i pracuję, mieszkam z rodzicami i młodszym bratem. Starszy brat wyprowadził się kilka miesięcy temu i zamieszkał z narzeczoną.

 

Każdego dnia wstaję i zmuszam się do pójścia do pracy, ogarniania studiów i pokazywania rodzicom, że jest ok, że daję radę. Ale jak jest na prawdę? Nie mam siły, nie mam ochoty na nic, mam wrażenie, że zmarnowałam życie i nie zdążę go już odbudować, bo jestem za stara. Wszyscy znajomi w okół podobierali się w pary, planują śluby lub są już po. Ja teraz jestem sama. W wieku 15 lat (wiem, gówniarze) poznałam swoją pierwszą miłość. Spędziliśmy razem 6 lat i się rozstaliśmy. On chyba przestał mnie kochać. Dla mnie to było bardzo trudne, ale chciałam sobie jakoś poradzić, spróbować "ożyć" i cieszyć się codziennością. Spotykałam się ze znajomymi, studiowałam dalej, imprezowałam i poznałam chłopaka. Zaczęliśmy się spotykać, bardzo mi na nim zależało, byliśmy ze sobą trochę ponad rok. On? On chyba nie był zdolny do uczuć. To było straszne, normalne pary czasem się do siebie przytulają i czasem sobie mówią, że zależy im na sobie. A u nas jak było? On mi powtarzał, że nie wie co to jest miłość, że on nie rozumie co to są uczucia. A byliśmy razem. Rozumiecie coś z tego? Ja nie. Wtedy też nie rozumiałam, ale próbowałam sobie to wszystko jakoś tłumaczyć, że może jeszcze będzie inaczej. Ale nie było, rozstaliśmy się w zeszłym roku w sierpniu. Bolało, tęsknota była bardzo uciążliwa, żal, że tak się starałam, a jemu na mnie nie zależało palący. Teraz myślę, że i tak nie bylibyśmy szczęśliwi, więc nie chciałabym żebyśmy znów byli razem. To jest inny rodzaj bólu. Teraz po prostu wiem, że na mnie już nic w życiu nie czeka, wiem, że mi się nie uda. Po rozstaniu z pierwszym chłopakiem miałam nadzieję i determinację, myślałam, że jestem młoda i na pewno jeszcze sobie wszystko poukładam. I co jest teraz? Nie mam nic, kompletnie nic.

 

Przyjaciele, znajomi? Są, ale mają swoje życia. Głupie wyjście na imprezę powoduje, że następnego dnia czuję się beznadziejnie. Piąte koło u wozu. Niektórzy ze mnie szydzą, że "oo, dziś bez brata przyszłaś?".

 

Pisałam, że jestem już za stara. Tak, wiem, mam 24 lata. Ale nawet gdybym kogoś poznała, gdyby ktoś mnie nawet zechciał, ile trwałoby to, żebym ja się przekonała, że chcę? Czy w ogóle byłabym w stanie uwierzyć, że ktoś mnie znowu nie porzuci? Chyba przed 40tką.

Tak na prawdę jestem ładna, ludzie raczej mnie lubią, nie jestem głupia, radzę sobie w pracy i na studiach, bo jestem ambitna. Więc dlaczego nie mogę cieszyć się życiem teraz? Dlaczego mi się nie udaje?

 

Wiem, że moja opowieść krąży w okół facetów, jakby tylko mężczyzna potrafił sprawić, że poczuję się dobrze. Ale kiedy w okół widzi się ciągle nowe pierścionki zaręczynowe na palcach koleżanek, a ludzie patrzą z politowaniem jak na nieudacznicę, jest słabo. Niektórzy, co złośliwsi dogadują. A czy to jest moja wina, że mi się nie udaje?

 

Najgorsze jest to poczucie, świadomość, że mi już się nie uda...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ylvis, To nie połowa XX wieku, 24 lata to wciąż młody wiek żeby poznać miłość, ja wciąż się łudzę mimo że 10 lat starszy jestem i meganieogarniety. A to że szukasz oparcia w facetach pewnie swiadczy o tym że sama jesteś niedowartosciowana, no i za bardzo patrzysz na to co inni robią a to Twoje życie a nie ich. Myślę że możesz uznać się za kobietę sukcesu pracujesz i studiujesz, masz ambicję, ludzie mają poważniejsze problemy a miłośc przyjdzie z czasem, choć trzeba o nią czasem zawalczyć a nie czekać na księcia z bajki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja właśnie o to zawalczyłam, a okazało się, że ktoś to po prostu brzydko wykorzystał. Więcej tego nie zrobię, nie chcę po raz kolejny być "frajerem/frajerką".

 

Masz rację, czuję się niedowartościowana, ale jak mam się czuć skoro jestem dla innych "za słaba"?

Wiem, że trochę histeryzuję, ale jest mi po prostu bardzo przykro, zawsze starałam się pomóc wszystkim w okół, być oparciem i dobrym duchem. A teraz nie mam siły. Jest mi bardzo, bardzo przykro, czuję się samotna i ogromnie rozżalona rozczarowaniami.

 

Zwykle jestem twarda, teraz nie mam siły. 2 miesiące temu zginął mój przyjaciel, a ja nawet nie mogłam pozwolić sobie na to, żeby sobie na chwilę odpuścić i go po prostu opłakać, bo została żona przyjaciela, przyjaciółka zarazem. To ona przeżywa prawdziwą tragedię, a ja jak mogę staram się jej pomagać. Po prostu być i słuchać. Ale momentami nie mam siły. Zajmuję się tylko tym żeby jej jakoś ulżyć, a przecież ja też straciłam kogoś ważnego, tylko mam takie poczucie, że ja sobie nie mogę odpuścić nawet na chwilę, że nie mam prawa.

 

Może jestem po prostu zmęczona. Nie wiem. Może potrzebuję pogadać. Dlatego napisałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ylvis, Czyli matka Polka z Ciebie, wiecznie zajęta pomaganiem innym i tym żeby innych nie zawieść, nie być gorszym od innych ale to twoje życie a nie innych. Najlepiej zrobiłby Ci pewnie odpoczynek, przerwa od tego wszystkiego no ale wiemy że to łatwe nie jest jak człowiek uczy się, pracuje i ma jeszcze inne sprawy na głowie.

Nie znam Ciebie osobiście ale dziś coś czytałem o wcielaniu się w rolę bohatera w rodzinie DDA, czy DDD i wydaje mi się że do nich pasujesz.

 

http://www.psychologyhub.eu/artykuly/27,role-w-rodzinie-dda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ylvis, jestem w twoim wieku i czuje sie podobnie. Niby mam prace, ktora lubie, ale nie potrafie sie tym cieszyc. Wciaz jestem sfrustrowana, zdolowana bo brakuje kogos jakiegos oparcia, rozmowy czy wyjscia. Tez mam wrazenie, ze juz mnie wszystko ominelo i teraz tylko siedziec i czekac az nas starosc dopadnie. Wszystko sie wydaje szare.

 

-- 27 kwi 2014, 18:04 --

 

carlosbueno, ja jakos tez mam inny odruch, ze wole pomoc innym niz zajac sie soba, a potem na tym trace bo ktos wykorzystuje moje dobre intencje na przyklad

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, z tą Matką Polką to może trochę i prawda, ale jeśli chodzi o DDA i DDD, to odpada, w moim domu wszystko jest jak najbardziej w porządku. Masz rację, za bardzo koncentruję się na tym żeby nie zawieść innych, żeby udowadniać wszystkim, a przede wszystkim sobie, że nie jestem gorsza. Tylko, że jakoś średnio mi to według mnie wychodzi i z tego wynika mój żal. A nawet jak już znam diagnozę, to i tak nie wiem jaka jest recepta. Może ten odpoczynek byłby dobry, tylko aktualnie nie do zrealizowania.

 

Variable, dobrze to sformułowałaś - wszystko już mnie ominęło, a teraz pozostaje już tylko siedzieć i czekać, aż pieluchomajtki będę kupowała zamiast stringów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
On chyba nie był zdolny do uczuć. To było straszne, normalne pary czasem się do siebie przytulają i czasem sobie mówią, że zależy im na sobie. A u nas jak było? On mi powtarzał, że nie wie co to jest miłość, że on nie rozumie co to są uczucia. A byliśmy razem. Rozumiecie coś z tego? Ja nie.

Zrobiłem podobne głupstwo w przeszłości, nie rozumiałem miłości i przyznałem dziewczynie, że nie wiem co ona oznacza. To jest źle rozumiana szczerość. Dziewczyna postanowiła mnie jej nauczyć. Na siłę starała się eksponować bliskość, ja z kolei ciągle powtarzałem że to mi uwiera. Wkrótce musieliśmy się rozstać, ponieważ coraz gorzej się dogadywaliśmy. Słaba komunikacja.

 

Piszę to, żebyś poznała sytuację trochę z drugiej strony. Tutaj nie powinna pozostać żadna trauma, wg mnie jest duża szansa że podobnie było w Twoim przypadku, pojawiły się problemy w komunikacji (no i ta źle pojęta szczerość; samo chłodne podejście nie jest niczym rzadkim).

 

Dziwię się, bo kobiety zawsze zakładają że jak z kimś są to na całę życie, później to przeżywają. Nie mogę mówić za innych, natomiast ja się staram cieszyć tym co mam. Mam świadomść że ludzie się zmieniają, i to dosyć szybko. Pewnie że jak kogoś poznaję to nawet nie przychodzi mi na myśl bycie z kimś innym, ale w przyszłość za bardzo nie wybiegam. Jak patrzę na znajomych, to oni są w wieloletnim związku chyba z przyzwyczajenia. Biorą ślub z przyzwyczajenia. Nie ma czego zazdrościć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ylvis, czuje sie identycznie i nie wiem jak to zmienic :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Variable, ylvis, może macie przesadną rozwiniętą empatię, że pomagacie innym swoim kosztem. Psychologowie mówią że najpierw należy zająć się sobą, żyć z sobą w zgodzie a później można dopiero dawać coś innym. Ja to empatyczny nie jestem ale jest z kolei mało asertywny i zdarzało mi się pożyczać innym spore kwoty mimo świadomosci ryzyka że nie oddadzą tylko dlatego że nie potrafiłem odmówić, a później cierpiałem te straty i się samo obwiniałem.

Mi ludzie wypominają że gadam o tym że jestem stary i nic już nie osiągnę, ale wy macie 10 lat mniej i naprawdę jeszcze życie przed sobą, ale jak będziecie dalej tak myśleć to stanie się to samospełnijącym się proroctwem i skończycie tak jak ja. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

carlosbueno, wlasnie gdzies czytalam o samospelniajacym sie proroctwie :D Lubie pomagac innym bo daje mi to satysfakcje i lepsze samopoczucie. Nie mysle wtedy o swoich klopotach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, też mam 24 lata. Jak jest dłuższa opowieść to porównuję z moim przypadkiem. ;-)

Zadziwia mnie jak problemy mogą krążyć wokół różnych tematów. Mi nigdy nie przyszłoby do głowy, żeby uzależniać szczęście od braku ukochanej osoby. Zupełnie co innego mnie boli. Stąd wniosek: depresja depresji nie równa. To fascynujące, jacy ludzie są różni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monk.2000, to fakt ludzie sa roznorodni. Ja mogla bym byc bez pracy, pieniedzy, ale gdybym miala obok siebie ukochana osobe to niczego wiecej by mi do szczescia nie bylo potrzebne. Ot taka powalona jestem :P Na kazdego inne bodzce dzialaja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
On chyba nie był zdolny do uczuć. To było straszne, normalne pary czasem się do siebie przytulają i czasem sobie mówią, że zależy im na sobie. A u nas jak było? On mi powtarzał, że nie wie co to jest miłość, że on nie rozumie co to są uczucia. A byliśmy razem. Rozumiecie coś z tego? Ja nie.

Zrobiłem podobne głupstwo w przeszłości, nie rozumiałem miłości i przyznałem dziewczynie, że nie wiem co ona oznacza. To jest źle rozumiana szczerość. Dziewczyna postanowiła mnie jej nauczyć. Na siłę starała się eksponować bliskość, ja z kolei ciągle powtarzałem że to mi uwiera. Wkrótce musieliśmy się rozstać, ponieważ coraz gorzej się dogadywaliśmy. Słaba komunikacja.

 

Ja tego nie robiłam, nie naciskałam w żaden sposób, nie chciałam wywierać presji. Było raczej odwrotnie, to był taki mur, że za każdym razem zastanawiałam się czy mogę aby usiąść obok, czy lepiej trochę dalej.

 

Piszę to, żebyś poznała sytuację trochę z drugiej strony. Tutaj nie powinna pozostać żadna trauma, wg mnie jest duża szansa że podobnie było w Twoim przypadku, pojawiły się problemy w komunikacji (no i ta źle pojęta szczerość; samo chłodne podejście nie jest niczym rzadkim).

 

Dziwię się, bo kobiety zawsze zakładają że jak z kimś są to na całę życie, później to przeżywają. Nie mogę mówić za innych, natomiast ja się staram cieszyć tym co mam. Mam świadomść że ludzie się zmieniają, i to dosyć szybko. Pewnie że jak kogoś poznaję to nawet nie przychodzi mi na myśl bycie z kimś innym, ale w przyszłość za bardzo nie wybiegam. Jak patrzę na znajomych, to oni są w wieloletnim związku chyba z przyzwyczajenia. Biorą ślub z przyzwyczajenia. Nie ma czego zazdrościć.

 

Masz rację, należy się cieszyć tym co jest, bo ludzie się zmieniają, problem pojawia się wtedy, kiedy jedno się zmieni, a drugie nie i wcale nie ma ochoty na zakończenie czegoś. No ale niestety, zawsze ryzykujemy angażując się w jakąś relację.

 

Co do bycia ze sobą z przyzwyczajenia... Również widzę takie pary i masz rację, nie ma czego zazdrościć. Zazdrościć można samemu sobie, że jest się człowiekiem nieograniczonym w żaden sposób, wolnym w szerokim znaczeniu tego słowa (tak właśnie chciałabym myśleć i staram się, lecz gdy przez długi czas znajduję się pod wpływem stresu i jestem przemęczona, nie mam na to siły).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech sorry ale co ty gadasz,ja w tym roku bede miec 24 lata i w żadnym związku nie byłem i co ma powiedzieć... :roll:;)

 

Na pewni stara nie jesteś jeszcze,a nawet jak bedziesz pod 30 to pamietaj że kobieta ma tyle lat na ile wyglada... ;) wystarczy dbać o siebie.A z resztą jest tylu wolnych facetów że głowa mała...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Variable, ylvis, może macie przesadną rozwiniętą empatię, że pomagacie innym swoim kosztem. Psychologowie mówią że najpierw należy zająć się sobą, żyć z sobą w zgodzie a później można dopiero dawać coś innym. Ja to empatyczny nie jestem ale jest z kolei mało asertywny i zdarzało mi się pożyczać innym spore kwoty mimo świadomosci ryzyka że nie oddadzą tylko dlatego że nie potrafiłem odmówić, a później cierpiałem te straty i się samo obwiniałem.

Mi ludzie wypominają że gadam o tym że jestem stary i nic już nie osiągnę, ale wy macie 10 lat mniej i naprawdę jeszcze życie przed sobą, ale jak będziecie dalej tak myśleć to stanie się to samospełnijącym się proroctwem i skończycie tak jak ja. ;)

 

Dobra przestroga, bo działanie tego efektu widziałam już wielokrotnie :P Ale tak btw. nie skończyłeś chyba tak najgorzej, bo tu jesteś i pomagasz innym ;)

 

Najtrudniej chyba dowiedzieć się jak to jest żyć w zgodzie z samym sobą. Ja tego po prostu chyba nie wiem. Dużo od siebie wymagam, a jak przejdzie mi przez myśl żeby odpuścić, to mam wyrzuty sumienia. Nie umiem odpoczywać i zajmować się sobą. Wydaje mi się, że im więcej rzeczy będę robić, tym lepsza i szczęśliwsza będę. A jak nie udaje mi się zrealizować wszystkiego tak jak sobie założyłam, wtedy jest rozczarowanie, bardzo głębokie.

 

-- 27 kwi 2014, 18:44 --

 

Ech sorry ale co ty gadasz,ja w tym roku bede miec 24 lata i w żadnym związku nie byłem i co ma powiedzieć... :roll:;)

 

Na pewni stara nie jesteś jeszcze,a nawet jak bedziesz pod 30 to pamietaj że kobieta ma tyle lat na ile wyglada... ;) wystarczy dbać o siebie.A z resztą jest tylu wolnych facetów że głowa mała...

 

Sęk w tym, że istnieje przyzwolenie społeczne na to, że facet nawet starszy jest sam. Dziewczyna w moim wieku i sama? Na pewno jakaś nieudacznica, nikt jej nie chciał.

 

Ale skądś takie stereotypy się biorą, jak sama będę je dodatkowo utrwalać, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Muszę przestać tak bardzo oglądać się na innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sęk w tym, że istnieje przyzwolenie społeczne na to, że facet nawet starszy jest sam. Dziewczyna w moim wieku i sama? Na pewno jakaś nieudacznica, nikt jej nie chciał.
Pierwsze słyszę. No może na jakiś wiochach zabitych dechami, zresztą gawiedź uważa że kobiety są same bo a) są mało atrakcyjne b) zbyt wybredne. Natomiast o nieudacznictwo to bardziej są posądzeni faceci bo jeśli są sami to dlatego że są mało zaradni życiowo, biedni, nieśmiali, ogólnie przez cechy charakteru i finanse a nie wygląd.

Najtrudniej chyba dowiedzieć się jak to jest żyć w zgodzie z samym sobą. Ja tego po prostu chyba nie wiem. Dużo od siebie wymagam, a jak przejdzie mi przez myśl żeby odpuścić, to mam wyrzuty sumienia. Nie umiem odpoczywać i zajmować się sobą. Wydaje mi się, że im więcej rzeczy będę robić, tym lepsza i szczęśliwsza będę. A jak nie udaje mi się zrealizować wszystkiego tak jak sobie założyłam, wtedy jest rozczarowanie, bardzo głębokie.

To chorobliwy perfekcjonizm, to się leczy, ale głównie psychoterapią a nie pigułami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ylvis, jak miewam studiujesz zaocznie i pracujesz. Nie masz kiedy i jak kogoś poznać, to normalne. Tak samo jak to, że nie jesteś z kimś w związku w wieku 24 lat. Miałaś dwa związki, nie wypaliło, trudno, ale to się zdarza. Najważniejsze jest to, że nie masz problemów z nawiązywaniem relacji z płcią przeciwną, kwestią jest tylko kogoś poznanie. W tym wieku całkiem sporo ładnych zapracowanych dziewczyn jest w podobnej sytuacji, facetów też. Ty po prostu ich nie widzisz ponieważ nie są w twoim kręgu znajomych.

 

W mojej poprzedniej pracy była całkiem spora grupa takich dziewczyn, ładnych, wykształconych i niebędących w związku, najmłodsze w twoim wieku inne kilka lat starsze. Prawda jest taka, że ślub od razu po studiach to anachronizm, relikt. Współczesny tryb życia, zwłaszcza wielkomiejskiego wśród ludzi po studiach, nie sprzyja tradycyjnemu modelowi gdzie kobieta w wieku 25 nie dość, że jest po ślubie to jeszcze ma dziecko. Tak samo inne kwestie w relacjach damsko-męskich uległy zmianie, nie ma co stosować miarę z czasów, kiedy numer telefoniczny trzeba było dosłownie wykręcać albo kiedy pan Benz próbował wynaleźć "das auto".

 

Twoje rówieśniczki co powychodzą albo powychodziły już za mąż za 10 lat będą tobie zazdrościć, że one tak wcześnie się ustatkowały a ty później i korzystałaś z młodości a nie marnowałaś jej siedząc przy pieluchach. Młoda jesteś, korzystaj z życia, znajdź coś co lubisz (po za facetami :P) i skup się na tym w między czasie pomiędzy poznawaniem i oglądaniem kawalerów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ylvis, rozumiem, że możesz mieć takie przemyślenia ale bez przesady, trzeba odrzucić te myśli. Jestem od Ciebie kilka lat starszy i mam za sobą kilka związków... Staram się nad nimi nie zastanawiać bo wiem, że z najwidoczniej z żadną z tych kobiet nie byłbym szczęśliwy. Były też związki kilkuletnie i temat ślubu. Boże broń! :mrgreen:

Pomyśl o tym z drugiej strony, że jeśli ta osoba z którą byłaś okazała się "taka" to o zgrozo lepiej że nie doszło do np. ślubu itp bo bolałoby jeszcze bardziej. Ja wychodzę, z założenia, że lepiej poczekać kilka lat więcej niż męczyć się z jakimś człowiekiem. Takie życie, że nieraz potrzeba nawet kilku lat aby kogoś tak dokładnie poznać. Dodatkowo obserwuję moich znajomych którzy np w Twoim wieku lub wcześniej hajtneli się, a teraz przeważnie są po rozwodzie, jakiś separacjach lub niby jest ok ale jak się z kimś dobrze znam i porozmawiam prywatnie to wychodzi jakie mają rozterki! :zonk: Przypadków 'dobrych związków' jest tak na prawdę bardzo mało, a częstą przyczyną są właśnie zbyt pochopne śluby itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję Wam wszystkim za komentarze i wsparcie.

Mówiąc szczerze dzisiaj trochę mi wstyd za to użalanie się nad sobą, widać musiałam być wczoraj mocno zmęczona i poddałam się żalom.

 

Ale dzisiaj wszystko już wygląda lepiej, przeczytałam Wasze komentarze, jesteście mądrymi i dobrymi ludźmi, nikt nie powiedział mi niczego przykrego, wręcz odwrotnie, a wiadomo jak bywa w internecie. W dobre miejsce i na odpowiednich ludzi trafiłam.

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję, życzę Wam wszystkim wiele dobra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam cztery lata z chłopakiem, który również tłumaczył się, że "nie jest zdolny do miłości". Mnie skręcało z bólu i żalu, ale w sumie było mi tak "bezpieczniej" - nigdy nie wierzyłam, że można mnie kochać. I tak w sumie zostało do dzisiaj. Potem spotkałam kogoś, kto mnie pokochał, jednak nie umiałam tego udźwignąć. A tamten "niezdolny" rok po naszym rozstaniu ożenił się i jest szczęśliwie zakochany ;)

 

Jestem w wieku, co Ty. I tylko pustka pustka, która pustością swą przytłacza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Sęk w tym, że istnieje przyzwolenie społeczne na to, że facet nawet starszy jest sam. Dziewczyna w moim wieku i sama? Na pewno jakaś nieudacznica, nikt jej nie chciał.

Ale skądś takie stereotypy się biorą, jak sama będę je dodatkowo utrwalać, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Muszę przestać tak bardzo oglądać się na innych.

 

Nieco przesadzasz. Nie wydaje mi się, by każdy wokół Ciebie oceniał na podstawie tego że jesteś sama. A nawet jeśli ktoś by tak robił - dlaczego miałabyś się tym przejmować? To Twoje życie. A w życiu nie zawsze idzie z górki, nie wszystko wychodzi tak jakby się chciało. Nawet jeśli jakaś kobieta jest starsza niż Ty i też nikogo nie ma, nie widzę powodu by z tego powodu krzywo na nią patrzeć. I pewnie nie tylko ja, to nie XIX wiek ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×