Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Od wielu ostatnich lat ( teraz przyszła mi taka myśl – od czasu jak Żona przeszła na emeryturę) sytuacja konfliktowa miedzy nami nasiliła się do tego stopnia, że ja ustępując Żonie (bo zawsze jakby ma rację) czyniłem sobie krzywdę.

A ustępowałem dla “świętego spokoju” dla spokoju, który jak mi się wydawało, jest nam potrzebny. Dziś wiem, że nie rozwiązane nasze wzajemne relacje na drodze obustronnych ustępstw (kompromis), a jakby przeze mnie uznawane za rozwiązane – dały o sobie znać w postaci niemiarowej akcji serca i pomocy w szpitalu na OIOM–ie i to dwakroć. Po drugim pobycie w którym Żona uczestniczyła, bo razem tam pojechaliśmy – na wypisie usłyszałem od lekarza prowadzącego: “że następnym razem o ile doprowadzę się do takiego stanu (stres) – to albo nie zdążę dojść, albo nie zdążą mnie dowieźć do szpitala”. To zabrzmiało jak wyrok, od którego nie ma odwołania. Oczywiście natychmiast o tej diagnozie poinformowałem Żonę i co – ano nic. Przecież Żony to nie dotyczy, bo jest zdrowa, a oni napewno się pomylili, bo Ona wie lepiej, co mi jest potrzebne a co nie. A najlepiej Mężu to nie stresuj się.

Słuchaj mnie we wszystkim i będzie dobrze

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×