Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Kielcensis

Co mam robić? Dlaczego to się stało?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam...

Nie wiem czy to dobry dział... Więc jak coś nie tak to przenieście...

Chciałbym opisać to co teraz czuję, ale wielu rzeczy opisać się nie da, tak po prostu...

Jutro minie tydzień od śmierci mojej ukochanej Mamy. Mimo że mam ponad 20 lat, to byłem z Nią niezwykle związany.

Zacznę może od początku, z racji mojej choroby sporo czasu spędzałem w różnych klinikach. Zawsze ze mną była moja Mama. Czy to była kontrola - jeden dzień, czy trwająca miesiąc rehabilitacja - była zawsze przy mnie. By opiekować się mną zrezygnowała z pracy. Jako że nie mogę dźwigać, to ona zaprowadzała i odprowadzała mnie ze szkoły - czy to była podstawówka, potem gimnazjum. W szkole średniej była ze mną w drodze z i na przystanek autobusowy. Zawsze się mną opiekowała, troszczyła, dbała o moje zdrowie, samopoczucie, o całe moje życie. Była dumna z moich osiągnięć, z tego jakie oceny przynosiłem. W domu niewiele pomagałem niestety. Wiele spraw było na głowie Mamy. Robiła wszystko dla nas, mnie, rodzeństwa, taty. Poświęcała się. A w życiu wiele przeszła, nie miała wielu pieniędzy, nie mogła spełniać swoich marzeń. Mimo swojego wieku nie była nad polskim morzem. A u nas w domu, łącznie z mną, nad morzem byliśmy. Jak Mama była zdrowa, to tak naprawdę nie doceniałem tego co mam, tego co od Niej otrzymuję. To była szczególna więź. Nie zrozumieją tego inni raczej, którzy tego nie widzieli. Chodziliśmy razem po mieście, na mecze. Mieliśmy podobne zainteresowania, podobne rzeczy lubiliśmy. A teraz? Nie ma już nic, nie ma mojej Kochanej Mamy. Nie ma teraz już nic sensu...

Mojej Mamie zdiagnozowano ciężką chorobę w marcu 2012 roku. Od tamtego czasu nasze - rodziny - życie całkiem się zmieniło. Zaczęły się próby leczenia, pocieszanie Mamy. Jeżdzenie po lekarzach, robienie badań. Mama przez czas choroby była w różnym stanie. Przez pewien okres nie miała praktycznie sił, mało co jadła. Ale w innym czasie miała apetyt, jeździła ze mną do miasta. Ale niezmienne było to, że starałem się Jej pomóc. Szukałem jakiś metod leczenia, pocieszałem Ją. Wielką radość sprawiał mi nawet Jej zwykły dotyk, gdy leżałem sobie obok Niej. Można powiedzieć że byłem maminsynkiem, to była prawda i jestem z tego domny. Dziękuję Jej za wszystko, co dla mnie robiła. Ale jednocześnie jestem bardzo zły na siebie, że nie zareagowałem wcześniej. Mam wyrzuty sumienia że nie wygoniłem Jej wcześniej do innego lekarza, wtedy mogłaby dalej żyć tutaj z nami. Żałuję nawet takich z pozoru głupich sytuacji sprzed nawet 10 lat, gdy nie zrobiłem tak jak powinienem, gdy nie słuchałem się mojej Mamusi. Gdy nie robiłem tego, o co prosiła. Choć wiele starałem się robić... Żałuję tego, że tak wiele czasu spędzałem, nawet w trakcie choroby Mamy przy komputerze a nie z Nią. Ale ten czas pozwalał mi tak na trochę się oderwać od tej sytuacji, zapomnieć o diagnozie. Teraz jż tego nie zmienię i nie potrafię zaakceptować tego, że nie zrobiłem wystarczająco dużo dla Niej. Ten okres choroby, też w tym czasie wiele bym chciał zmienić. Byłem z Nią, dla niej się starałem o dobre wyniki w szkole. Była z tego domna, cieszyła się. Starałem się spełniać Jej takie nawet niewielkie prośby. Ale wielu też nie spełniłem... Żałuję też tego ostatniego dnia, gdybym wiedział że coś się Jej może stać to nie opuściłbym jej nawet na chwilę. Bo do karetki szła sama, nie potrzebowała pomocy. Jeszcze jak lekarz mówił, to w szpitalu też normalnie jeszcze rozmawiała z nim. Potem nagle umarła. Żałuję że nie pożegnałem się z Nią w tym ostatnim dniu, że nie pojechałem z Nią do szpitala. Niby chcialem zostać i pomóc tacie przygotować rzeczy do szpitala dla Mamy. Ale gdybym wiedział...

A tak to gdy szła do karetki to jedynie powiedziałem "Trzymaj się" i machałem gdy wsiadała do karetki. Ona też do nas pomachała.

Teraz życie nie ma sensu. Nie ma sensu, bo opierałem je na Mamie, to był jedyny, główny fundament, filar mojego życia. Ona się o mnie i moje sprawy troszczyła. Opiekowała się mną a ja najważniejszego egzaminu - walki o życie Mamy - nie wygrałem. Nie zdążyłem się Jej odwdzięczyć za to co dla mnie zrobiła, za cały trud i poświęcenie. Nie zdążyłem jej przeprosić za wiele rzeczy. Teraz już tego nie mogę zrobić.

Gdy lekarz przez telefon powiedział, że Mama nie żyje, przez kilka minut do do mnie nie docierało, pocieszałem Tatę. Nie krzyczałem, nie płakałem. Dzwoniłem tylko do rodzeństwa by ich poinformowac. Dopiero później do mnie to dotarło. To że straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Płakałem wiele czasu, teraz codziennie nadal to robię. Nie znajduję odpowiedzi na moje pytania, dlaczego to się stało, dlaczego to akurat ją spotkało, dlaczego ją straciliśmy... Dlaczego wcześniej od lekarzy nie zareagowałem... Jak teraz dalej mam niby żyć? W ogóle po co mam to robić? Po co mam dalej się uczyć? Dla kogo jak nie dla Mamy. Ona była i jest dla mnie wszyskim. Pamiętam wiele miłych chwil spędzonych razem z Mamą. Takie ukojenie daje mi pisanie wspomnień o Mamie. Wiele stron zapisanych takimi błahymi nawet sprawami, które dla niektórych mogą się wydawać nieistotne. Gdy piszę wspomnienia, to nie płaczę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ech, będę pisał banały, być może to Ci jakoś pomoże…. ale to czas zrobi swoje. Śmierć jest częścią życia (kto to powiedział? ;)) i tego nie zmienimy. ALE! Śmierć jest również początkiem – nie wiem czy jesteś osobą wierzącą czy też nie, ale myślenie o drugim, lepszym życiu po śmierci daje ulgę i łatwiej jest godzić się ze śmiercią bliskich osób. Nie możesz mieć poczucia winy, że czegoś nie zrobiłeś, że nie pomogłeś - zrobiłeś tyle ile mogłeś. Jeżeli pisanie wspomnień o mamie przynosi Ci ukojenie to pisz, pisz, pisz…

Spadam stąd, bo deszcz pada...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ja się boje teraz pustego mieszkania, mnie w nim samego, sytuacji gdy będę musiał być sam. Jestem zły bo nie pomogłem Mamie wystarczająco. Teraz ani ja ani nikt inny mi tego nie wybaczy. Straciłem największy skarb w moim życiu... Teraz pozostanie tylko pustka, wolne miejsce przy stole... Sam nie wiem co mam robić, czy robić dokładnie to co Mama lubiła by okazać o Niej pamięć czy jak... Bo wczoraj na pytanie co chciałbym zjeść odpowiedziałem krupnik - zupa, która bardzo często jadalismy z Mamą... Ale potem miałem problemy by cokolwiek przekonać bo wspomnienia się pojawiły... Chcę zapisać wspomnienia, zabezpieczyć Mamy przedmioty... Ale to teraz na krótką metę jakoś mnie zajmie, a potem co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×