Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Vian, naprawdę podnosisz mnie na duchu, jestem wychodzi na to normalniejszy niż sądziłem.

 

Co innego nie uznawanie pewnych konwenansów, a co innego ich publiczne, bezczelne łamanie.

:lol:

A to można jakoś inaczej je łamać?

Jak ktoś łamie konwenanse cichutko i tak, żeby nikt nie wiedział, to wcale ich właściwie nie łamie. :D

Można być gejem albo lesbijką i łamać konwenanse łącząc się w pary z osobą o podobnej orientacji. Można też bezczelnie wpierdalać się ze swoja odmiennością innym organizując parady, marsze i wrzeszcząc "normalsom" w twarz: "jestem dumny z bycia innym". Jest różnica? Jest. Mój brat jest gejem ale na żaden marsz nigdy nie poszedł bo jak sam stwierdził - wie że jest inny i nie będzie próbował przekonywać reszty do tego że to normalne. I tak samo ja mimo że niewierzący to jako jeden z ostatnich dołączyłbym się do jakiejś antyklerykalnej manifestacji. Łamię konwenans po cichutku, nikomu nie szkodząc. Na codzień do kościoła nie chodzę. Ale jakbym nie pojawił się na pogrzebie mojej dziewczyny - to co by sobie pomyślała o mnie jej rodzina? Ciebie wygląda na to - gówno obchodziło co myślą inni. Nawet nie wiesz jak się cieszę z tej wymiany zdań w tym temacie, uświadomiłem sobie że nie jestem złym człowiekiem, nie jestem totalnym egoistą, potrafię myśleć o innych nawet jeśli jest to dla mnie kłopotliwe, przykre czy wydaje się głupie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na codzień do kościoła nie chodzę. Ale jakbym nie pojawił się na pogrzebie mojej dziewczyny - to co by sobie pomyślała o mnie jej rodzina?

Dla mnie taka sytuacja w ogóle jest nie do pomyślenia. Jak można wykazać taki brak szacunku? I ze względu na co ? Na nienawiść do Kościoła , obrzędu , wiary, konwenansów ? Taka manifestacja , jaki to ma cel? żeby pokazać sobie i wszystkim wokół jaki to ja jestem wolnym od społecznych" zniewoleń"? Bujda , bądż w takim razie konsekwentny i łam konwenanse we wszystkim , ciekawe jak długo pociągniesz? Spróbuj wydymać na kasę przyjaciela , bo konwenansem jest bycie uczciwym w takich sytuacjach,,,itd i etc. Szkoda słów, ale wtrąciłem swoje 5 groszy .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Można być gejem albo lesbijką i łamać konwenanse łącząc się w pary z osobą o podobnej orientacji. Można też bezczelnie wpierdalać się ze swoja odmiennością innym organizując parady, marsze i wrzeszcząc "normalsom" w twarz: "jestem dumny z bycia innym".

Ee... jakoś ciężko mi się do tego odnieść, bo nigdy nie postrzegałam swojej orientacji jako "łamania konwenansów". Logiczne, że jak jestem biseksualna, to wiążę się też z kobietami tak samo jak to, że jak jestem kobietą, to mam piersi. Też nie chodzę na marsze homoseksualistów, bo nie czuję potrzeby, ale np. na marszu antywojennym kiedyś byłam, bo chciałam zamanifestować swoje poparcie. Jeśli będę chciała poprzeć jakiś antyklerykalny cel, to też pójdę.

 

Ciebie wygląda na to - gówno obchodziło co myślą inni.

Obchodzi mnie, co o mnie myślą moi szeroko pojęci bliscy, ale oni ze mną rozmawiają, pytają się o przyczyny moich decyzji jeśli jakichś nie rozumieją, słowem - rozmawiamy ze sobą i się dogadujemy. Dlatego jesteśmy bliscy. Co myśli o mnie moja sąsiadka pani M. faktycznie lata mi koło pióra, co myślą o mnie kompletnie obcy ludzie tym bardziej. Chyba bym się ufajdała jakbym się miała przejmować zdaniem każdego i nic innego nie robić tylko się starać im dogodzić. To ja mam przede wszystkim być szczęśliwa z moich decyzji, w dalszej kolejności moja rodzina i bliscy, a obcy to nie muszą.

 

Zwracam uwagę oczywiście na to, czy komuś robię krzywdę, dlatego chociaż 12 lat nie sypiałam całe noce, to nie słuchałam na cały regulator płyt Jelonka, bo jak nie dam ludziom spać to ich skrzywdzę. Ale serio nie mam pojęcia, jak kogoś spoza moich bliskich może krzywdzić to, czy ja chodzę na pogrzeby czy nie, skoro nawet dupa go nie zaboli, żeby zapytać się, dlaczego i spróbować mnie zrozumieć. Identycznie w kwestii tego, z kim sypiam, z kim jadam kolacje, co piję, jak się śmieję, czym karmię psa, jakiej muzyki słucham, co czytam etc etc.

 

Dla mnie to dość normalne i naturalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak był pogrzeb mojej dziewczyny i mimo że nie jestem wierzący to poszedłem do kościoła, odgrywałem cały ten cyrk z klękaniem, machaniem łapami itd - bo taka jest konwencja!
Chodze na pogrzeby, sluby ale jako niewierząca nie udaję ze sie modlę albo żegnam. Po prostu spokojnie stoje albo siedzę, nie wykonujac zadnych zbednych ćwiczeń gimnastycznych. Z tego co zauwazyłam, nikomu to nie przeszkadza, kazdy przyjmuje to ze zrozumieniem.

Natomiast w pełni zgadzam sie z @Vian, ze na tego typu uroczystosciach trzeba iśc z potrzeby serca, a nie "bo tak wypada". Ja chodze na pogrzeby bo sama chce sie pożegnac z ta osobą, zmarłemu to koło tyłka lata :bezradny: ostatnio na pogrzebie bliskiej mi osoby z wielka pompą pojawiła sie gromadnie cała jej rodzina, która nie miała czasu spotkac sie z Nia w czasie jej choroby. Nawet nie podeszłam z kondolencjami, brzydzi mnie taka obłuda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ee... jakoś ciężko mi się do tego odnieść, bo nigdy nie postrzegałam swojej orientacji jako "łamania konwenansów".

No to niniejszym uświadamiam cię że dla osób niehomoseksualnych lub niebiseksualnych - jest to odejście od konwenansu. Jak nie postrzegasz tego w takiej kategorii to cóż, dużo to o tobie świadczy.

Ciebie wygląda na to - gówno obchodziło co myślą inni.

Obchodzi mnie, co o mnie myślą moi szeroko pojęci bliscy, ale oni ze mną rozmawiają, pytają się o przyczyny moich decyzji jeśli jakichś nie rozumieją, słowem - rozmawiamy ze sobą i się dogadujemy. Dlatego jesteśmy bliscy. Co myśli o mnie moja sąsiadka pani M. faktycznie lata mi koło pióra, co myślą o mnie kompletnie obcy ludzie tym bardziej

Czyli - rodzice twojej dziewczyny to byli dla ciebie obcy ludzie, nie bliscy? Pięknie im okazałaś szacunek, cudnie. Wydali na świat kogoś z kim spędziłaś - zakładam - przyjemne chwile, może nawet wiele, a w momencie kiedy przytrafiła im się tragedia nawet nie przyszłaś ich pocieszyć, wesprzeć? Brak słów. Kalebx najlepiej to podsumował, nic nie mam do dodania. Spadam z tego tematu bo rzygać mi się chce na myśl o tym że na świecie jest pełno takich Vianów dla których liczy się tylko własne wygodnictwo i nic więcej. Ja rozumiem egoizm, każdy jest w jakimś stopniu egoistą, to nawet ewolucja w nas warunkuje, ale to co ty opisałaś przekracza granice dobrego smaku. Po prostu... brak słów. Przepraszam za cały ten offtop bo dyskusja zeszła na zupełnie inny tor niż zamierzyła autorka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No to niniejszym uświadamiam cię że dla osób niehomoseksualnych lub niebiseksualnych - jest to odejście od konwenansu.

No to widocznie te osoby są głupie. Równie dobrze dla mnie posiadanie penisa mogłoby być "odejściem od konwenansu" :D

 

Czyli - rodzice twojej dziewczyny to byli dla ciebie obcy ludzie, nie bliscy?

Rodzice mojej dziewczyny to para wrednych skurwieli, z którymi nawet ona, nie wspominając o mnie, chciała mieć jak najmniej wspólnego. Szczególnie do jej ojca mam tyle szacunku i sympatii, że gdyby się palił, to bym nawet na niego nie nasikała.

 

-- 10 lip 2013, 13:44 --

 

Przepraszam za cały ten offtop bo dyskusja zeszła na zupełnie inny tor niż zamierzyła autorka.

Spoko loko luzuj szele. Już jakiś czas temu poprosiłam o wydzielenie offtopu do osobnego tematu. ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aktualnie nie mam, a co? Odkryłeś właśnie związki homoseksualne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie odkryłem i odkrywać nie chcę , bo mnie to brzydziło , brzydzi , brzydzić będzie,,, i tak mi dopomóż Bóg ;) .

ale jakoś tak czytam i cały czas myslałem ,że Ty to chłopak ,a teraz kumam : faktycznie-łamiesz- konwenanse, ale to Twoja prywatna sprawa i nic mi do tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Odnosząc się do tematu jeśli chodzi o słuchanie i konwersację to w moim mieszkaniu panują jasno określone reguły. Jeśli ktoś ich nie przestrzega - wylot.

Najgorzej wspominam czasy kiedy musiałam słuchać i trafiać do licznej grupy osób.

Jak można dłubać w pazurach kiedy usiłuję takiemu ćmokowi coś wytłumaczyć :evil: Rozumiem jeszcze kiedy coś kompletnie nie interesuje, ale przychodząc ściśle po to aby się czegoś nauczyć i olewać!? A pytania oczywiście nie zadawane pojedynczo, tylko chórem.

Jeśli chodzi o niesłuchanie to wolę aby rozmówca jasno powiedział "sory, wyłączyłem się, powtórz" niż "eee yyy aaa tak, tak, mów dalej".

Tak w 4 oczy, denerwuje mnie niemiłosiernie sytuacja kiedy zadaję komuś pytanie a błyskotliwiec odpowiada pytaniem "ale szczerzeee?" - nie, rozmówco marzę o tym abyś mnie okłamał. Podobnie z sytuacjami gdy podczas rozmowy (non-stop zadajemy sobie wzajemnie pytania, prowadzimy dialog) nagle pada "mogę ci zadać pytanie?" - skutkuje wskazaniem najkrótszej dogi pozwalającej opuścić moje domostwo, najlepiej przez balkon.

Zasady rozmowy w moim domu to mniej więcej:

- szanujemy się nawzajem

- nie drzemy gęby kiedy ktoś inny mówi

- nie przerywamy co chwila

- chcesz się kiziać z partnerem, idź na balkon, do drugiego pokoju albo wypad

- rozmawiamy szczerze, bo inaczej to po jaką cholerę?

- nudzę cię - powiedz, ty mnie nudzisz - powiem, wyjdę na papierosa a kiedy wrócę ma cię tu nie być

- jeśli chcesz mi opowiadać o chorobach kotów swojej sąsiadki, sytuacji majątkowej szwagra szefa, o tym że jakiś bolek na ciebie powłóczyście spojrzał - wyjdź i nie przychodź więcej

 

Sama raczej nie mam problemu z aktywnym słuchaniem. Oczywiście czasem się wyłączę, ale jak już wrócę do rzeczywistości mówię po prostu, że nie chce mi się gadać i idę na fajkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja łamię konwenanse, kiedy chodzę po mieście w garniturze i fedorze (latem w panamie), bo to nie do końca konwencjonalny strój. Albo kiedy w autobusie proszę kierowcę, żeby wyprosił pijanego osranego śmierdziela, bo konwenanse każą lecieć na drugi koniec autobusu i udawać, że nic się nie dzieje. Albo kiedy będąc kobietą całuję kobietę, niekoniecznie swoją, w rękę.

 

Orientacja jako łamanie konwenansu to dla mnie jednak czysty nonsens, tak jak łamaniem konwenansu nie jest płeć, nie jest posiadanie u faceta łysiny, brak nogi etc. Na to się po prostu nie ma wpływu.

 

Nie odkryłem i odkrywać nie chcę , bo mnie to brzydziło , brzydzi , brzydzić będzie,,, i tak mi dopomóż Bóg .

Spoko, we mnie Twój bóg też nie wywołuje szczególnie pozytywnych skojarzeń, ale też nie zamierzam Cię nawracać na agnostycyzm. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wątek Kasi, nie będę się wtrącać, jak będzie to pewnie zrobi porządek, tak ,że cierpliwości ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja łamię konwenanse, kiedy chodzę po mieście w garniturze i fedorze (latem w panamie), bo to nie do końca konwencjonalny strój. Albo kiedy w autobusie proszę kierowcę, żeby wyprosił pijanego osranego śmierdziela, bo konwenanse każą lecieć na drugi koniec autobusu i udawać, że nic się nie dzieje. Albo kiedy będąc kobietą całuję kobietę, niekoniecznie swoją, w rękę.

 

Moim zdaniem to aktualnie jak najbardziej konwencjonalny strój, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie panuje moda na indywidualizm. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie też tak uważałam, dopóki nie stwierdziłam, że nie pamiętam, czy kiedykolwiek widziałam podobnie ubraną kobietę na ulicy ^^

Tak czy siak, garnitury noszę już bardzo rzadko, bo przytyłam i źle się układają na biuście D, ale kapelusze pozostały. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Vian, to oddaję sprawiedliwość, ale poczekaj aż inne kobiety spowodują, że Twój indywidualny strój urośnie do rangi modnego. Trendsetterka mimo woli? :)

 

Ja już dość dawno uznałem, że cały mój indywidualizm znajduje się pod kopułą gromu (tak określam moją czaszkę). Kiedyś lubiłem szokować, raz nawet jedno miasto huczało od plotek po mojej wizycie w tamtejszej knajpie, ale potem uznałem, że jest to jakiegoś rodzaju zależność od społeczeństwa, bo w kwestii ubioru ma być tylko ciepło, wygodnie lub przewiewnie. No, czasem założę, ale tylko na rower, podkoszulek z niezbyt lubianym w Polsce symbolem lub koszulkę klubu Ala Bundy'ego.

 

Można by wydzielić z tego tematu jakiś nowy, ładnie nazwany wątek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dla mnie taka sytuacja w ogóle jest nie do pomyślenia. Jak można wykazać taki brak szacunku? I ze względu na co ? Na nienawiść do Kościoła , obrzędu , wiary, konwenansów ? Taka manifestacja , jaki to ma cel? żeby pokazać sobie i wszystkim wokół jaki to ja jestem wolnym od społecznych" zniewoleń"?.

Dla mnie do pomyślenia jak najbardziej. Ostatni pogrzeb na jakim byłem, to ten na którym chowano moją babcię. Gdy stałem w kaplicy z rodziną, przed otwartą trumną z ciałem mojej babci to czułem tylko zniecierpliwienie i złość. Komu mam okazać ten szacunek, o którym piszesz - trupowi? Szacunek ( i nie tylko to) to trzeba okazywać za życia, bo po śmierci to sobie można (pluć najwyżej w brodę, że się lepszym nie było dla tej osoby). Dla mnie to tylko stary zwyczaj i pokazówa dla obcych, którzy mnie strasznie irytowali swoim gadaniem do zmarłej i łapaniem trupa za rękę. Ja w martwym ciele nie widziałem swojej babci, a jedynie zimne ciało, zniekształcone poprzez skurczone pośmiertnie mięśnie. Nie potrzebuję uroczystości, w których stoję sztywny i sztuczny pod krawatem, aby się pożegnać i powspominać zmarłą osobę, którą kochałem. Jako totalny ateista, to już pominę dyrdymały, jakich byłem świadkiem w kościele. Nigdy więcej pogrzebów, a przynajmniej publicznych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rotten, zapewniam cię że jak znajdziesz sobie kobietę i ci ona umrze to pójdziesz na pogrzeb. Wiem to z autopsji i to też będąc totalnym ateistą. Co innego jak umiera babcia, matka, ojciec - ludzie którzy "z założenia" umrą przed tobą, zakładając normalny rozwój sytuacji. Ale kiedy umiera ci ktoś z kim planowałeś spędzić życie... To po prostu zmienia perspektywę. Z samego szacunku dla tej osoby, wiedząc że miała ona w nosie kościelne cyrki, idziesz tam, żeby swoją obecnością uczcić jej pamięć. Wiem że możesz mi nie wierzyć na słowo i zrozumiem to. Ale... cóż, bardzo ci życzę żeby ci się taka sytuacja nigdy nie przytrafiła. Na grób mojej dziewczyny nie chodzę, bo dla mnie ona "pozostała" bardziej w moim domu niż w ciemnej mogile, "bliżej jej" jestem jak siadam na kanapie na której spędziliśmy tyle czasu razem. Ale na pogrzeb poszedłem. Nie wyobrażam sobie nie pójść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To musze powiedzieć że jest całkiem ciekawe... Te kwestie pogrzebowe. Od tysięcy lat we wszystkich zakątkach świata i we wszystkich kulturach... kładę nacisk na słowo KULTURA...społeczeństwa, społeczności wykreowały rytuał pożegnania ze zmarłym. Czy ten rytuał został zaplanowany? Czy ktoś sobie siadł z papirusowym zeszytem czy skalną półką i zaplanował "wymyślę coś takiego jak pogrzeb..i będzie to wyglądało tak i ta i wszyscy będą na nie chodzi po śmiercu kogoś kogo znali..od jutra"...No pewnie to nie kosmici kazali nam chodzic na pogrzeby tylko jest to część życia duchowego, wewnętrznego... To sa rytuały które odpowiadają naszym głębokim wewnętrznym potrzebom, ale także są pewnym manifestem wobec wszechobecnej śmierci.Nie mają nic wspólnego z kościołem takim czy srakim. Pogrzeb to nie rytuał kościelny!!! Tylko ludzki

 

Jeśli wy nie idziecie na pogrzeb bo odbywa sie on w kościele...albo podajecie jakieś inne "racjonalne" powody to do pewnego stopnia można to zrozumieć. Ludzie po prostu są różni i różnie rózne rzeczy przeżywają... Jednak coś w tym wszystkim jest nie tak, bo ja osobiście nie do końca potrafię zrozumieć jak mógłbym nie być na pogrzebie swojej ew. dziewczyny...Rozumiem że na pogrzebie dziadka który umarł wcześniej żyjąc kilkadziesiąt lat można w gruncie rzeczy być nawed radosnym, lub można nie odczuwać smutku...Jednak jak ginie młoda osoba to to jest tragedia, którą w mniejszym lub wiekszym stopniu odczuwają wszyscy... Myślałem że wszyscy mamy jakiś taki wewn. głos. To po prostu zmusza do refleksji, powoduje zadume, smutek itd... Jeśli chodzi jednak o dziewczynę :shock: To tak jakby powiedziec że nic sie nie odczuwa po jej stracie. Są chyba pewne granice egozimu... chociaż jak gdzieś usłyszałem nowoczesny człowiek, to taki któremu wszystko wolno. Ja prdl...to jest juz jakies duchowe, wewnętrzne skarlenie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

deader,

Być może masz rację, ale wiesz nie będę snuł takich hipotez bo trochę bez sensu. Na razie nie miałem jeszcze żadnej dziewczyny, więc trudno mi sobie wyobrazić czy poszedł bym na jej pogrzeb, gdyby umarła (co też jest niezmiernie rzadkie)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ee... jakoś ciężko mi się do tego odnieść, bo nigdy nie postrzegałam swojej orientacji jako "łamania konwenansów".

No to niniejszym uświadamiam cię że dla osób niehomoseksualnych lub niebiseksualnych - jest to odejście od konwenansu. Jak nie postrzegasz tego w takiej kategorii to cóż, dużo to o tobie świadczy.

Jakbyś wiedział wszystko o wszystkich, wypowiadaj się może następnym razem za siebie bo nie życzę sobie żeby w moim imieniu tak pisano..... jestem heteroseksualna i nie uważam innej orientacji za jakiekolwiek "łamanie konwenansu" .

Po drugie - nie wierząc - idziesz do kościoła - ok, ale co? Klękasz? Modlisz się? Wiesz co to - to hipokryzja a nie okazywanie szacunku. Pomijam fakt, że na pogrzeby chodzi się z chęci serca, a nie po to żeby nie łamać konwenansów... a tak, plujesz na krzyż, na symbol do którego modlą się inni...... ja tak nie umiem.

 

Zgadzam się po całości z Rotten Soul - ja też na pogrzebach bywam ale nigdy w kaplicy, przy trumnie, jako ateistka w kościele też nie uprawiam aerobiku i nie śpiewam..(tak samo z całą tą żałobną garderobą- jak ktoś czuje że musi - ok, ale wytykanie kogoś paluchem bo się na czerwono ubrał w tydzień po śmierci babci....idiotyzm).. a jeśli ktoś myśli, że w ten sposób okazuje brak szacunku to.... kij mu w oko. Bo jedyne na czym mi zależy to opinia osób mi bliskich a one mnie znają na tyle dobrze, że wiedzą co we mnie siedzi.

 

Wolę ze sobą w zgodzie okazać szacunek stojąc na uboczu lub iść na cmentarz gdy nie ma tam już ludzi, niż na pokaz pchać się na front konduktu pogrzebowego.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, no dokładnie, ja tylko mówię - pewne wydarzenia potrafią wywołać zachowania o które byśmy siebie nie podejrzewali. M(i)a(łe)m kumpla, który był totalnym darwinistą, antyteistą i zwolennikiem teorii że ludzie to tylko biomasa napędzana energią elektryczną. Urodziło mu się dziecko. Dziecko z uszkodzonym mózgiem. I jak stwierdził, musiał zmienić swoje poglądy, bo nie wyobraża sobie spędzić życia z czymś czym gardzi, bo według jego przekonań powinno zemrzeć w kontekście doboru naturalnego.

 

nie wierząc - idziesz do kościoła - ok, ale co? Klękasz? Modlisz się? Wiesz co to - to hipokryzja a nie okazywanie szacunku. Pomijam fakt, że na pogrzeby chodzi się z chęci serca, a nie po to żeby nie łamać konwenansów... a tak, plujesz na krzyż, na symbol do którego modlą się inni...... ja tak nie umiem.(...)Wolę ze sobą w zgodzie okazać szacunek stojąc na uboczu lub iść na cmentarz gdy nie ma tam już ludzi, niż na pokaz pchać się na front konduktu pogrzebowego.....

Zupełnie mnie nie zrozumiałaś. Nazywaj to hipokryzją, ok. Wolałem przez chwilę pobyć hipokrytą, ale sprawić żeby rodzina mojej zmarłej dziewczyny zobaczyła że w takiej chwili przyszedłem, podłączyłem się do ich rytuału, odrzuciłem swojej zasady żeby oni poczuli się lepiej. I mam gdzieś czy to jest hipokryzja, czy nie, dla mnie ważniejsze jest to że wiem że zrobiłem coś dobrego dla kilkorga ludzi.

 

I przy okazji - nie "pchałem się na front" pochodu. Ale kiedy jej matka rzuciła się do grobu z lamentem to jako jeden z pierwszych rzuciłem się żeby ją odciągnąć, wspomóc.

 

Jakbyś wiedział wszystko o wszystkich, wypowiadaj się może następnym razem za siebie bo nie życzę sobie żeby w moim imieniu tak pisano..... jestem heteroseksualna i nie uważam innej orientacji za jakiekolwiek "łamanie konwenansu" .

Dobra, koryguję - większość niehomo- i niebiseksualistów (...). Tak lepiej? Może być nawet znaczna część.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy większość czy mniejszość, ja otaczam się ludźmi na których nie robi to kompletnie żadnego wrażenia. Generalnie jestem na tyle zajęta i mam na tyle ciekawe życie, że nie wnikam kto z kim i co inni robią we własnym łóżku i troszkę żal mi ludzi którzy zajmują się takimi rzeczami....

 

Inaczej widzimy łamanie konwenansów ...... i na tym pic polega, kiedyś gdy faktycznie wszystko kręciło się wokół zasad i norm społecznych łamanie konwenansów było szokujące.... w dzisiejszych czasach, ciężko określić co jest a co nie jest konwenansem. Zależy to od miejsca, czasu, okoliczności ..... czasem człowiek nawet chciałby złamać takie zasady, ale ich brakuje... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja tam jestem niewierzący ale parę razy w roku w kościele zawitam, trzeba wiedzieć co tam się dzieje( zwykle nic nowego, ale warto wiedzieć np że na kazaniu gadają o Palikocie, albo nazywają ateistów pół ludźmi i wyłącznie zwierzętami). A na pogrzeby i wesela nawet do kościoła to chadza mnóstwo osób niewierzących, niepraktykujących i nie widzę nic w tym złego to element tradycji w końcu. Natomiast mniej mi się podoba że ludzie niewierzący wątpiący chrzczą dzieci i wpychają ich do I komunii no ale presja otoczenia, rodziny jest spora i trudno się temu czasem przeciwstawić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, dla mnie to brak szacunku do cudzej religii ....... ale z drugiej strony zgodnie z konwenansami.

 

Śluby, pogrzeby - jakbym miała koleżankę muzułmankę, żydówkę czy buddystę, jeśli zostałabym zaproszona na uroczystości religijne związane ze ślubem bardzo chętnie bym w nich uczestniczyła :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem czy większość czy mniejszość, ja otaczam się ludźmi na których nie robi to kompletnie żadnego wrażenia. Generalnie jestem na tyle zajęta i mam na tyle ciekawe życie, że nie wnikam kto z kim i co inni robią we własnym łóżku i troszkę żal mi ludzi którzy zajmują się takimi rzeczami....

Ja też nie wtykam nikomu nosa w jego łóżko, jak zresztą nadmieniałem mam brata geja i zupełnie nie mam z tym problemu, znam też sporo osób które do gejów/lesbijek nic nie mają ale zapytane o to czy są oni odstępstwem od normy to odpowiedzą zgodnie z prawdą że tak - bo jednak są tylko jakimś tam procentem generalnie heteroseksualnego społeczeństwa. I tu nie chodzi o rozwodzenie się nad tym, ot - taki jest matematyczny fakt i tego nie zmienisz. Czysta statystyka.

Inaczej widzimy łamanie konwenansów ...... i na tym pic polega, kiedyś gdy faktycznie wszystko kręciło się wokół zasad i norm społecznych łamanie konwenansów było szokujące.... w dzisiejszych czasach, ciężko określić co jest a co nie jest konwenansem. Zależy to od miejsca, czasu, okoliczności ..... czasem człowiek nawet chciałby złamać takie zasady, ale ich brakuje... ;)

Myślę że jednak są pewne konwenanse co do których nie ma wątpliwości. Na przykład na pogrzebie nie wypada żałobników zaczepiać i z rechotem wspominać jak to się upiło w trupa z właśnie wkładaną do ziemi denatką. W sklepie nie wypada kraść, ponieważ konwenans jest taki że za produkty się płaci a nie bierze co chce i wychodzi.

Jest mnóstwo konwenansów co do których nie ma najmniejszych wątpliwości jak postępować, jedynie żyjemy w czasach w których niektórzy ludzie za cel wzięli sobie przewracanie wszystkiego co się da do góry nogami - a to by szokować, a to by zwrócić na siebie uwagę, a to bo się jest zbyt tępym żeby dorosnąć do życia wśród ludzi... Kiedyś jak byłem młody i głupi to łaziłem z kumplami pod kościół i krzyczeliśmy "Szataaaaaan" do wychodzących babć i robiliśmy do nich "straszne" miny. Teraz wiem że byłem małym debilem który nie rozumiał że pewnych rzeczy nie wypada robić.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×