Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kikut

Niechęć i niemożność robienia czegokolwiek...

Rekomendowane odpowiedzi

No nie mogę się za nic konstrutywnego (niekonstruktywnego też) zabrać, bo ciągle mnie nosi, jestem cały czas w lękach i nic nie mogę, no...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej! a próbowałeś na przykład pić meliskę. to trochę wycisz ;) Pozdrowionka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam podobne odczucia czasem. wstaje rano wysylam syna do szkoly.... i mam tysiace planow, np. zmienie firanki, umyje okna, pojde na zakupy, poprasuje sterte ubran itd itp. konczy sie na tym ,ze robie szybki objad , pobawie sie z dzieckiem, i na nic wiecej niemam ochoty. tak mija dzien, a ja jak ten bezuzyteczny rupiec siedze w mieszkaniu, i rozmyslam, i wsluchuje sie w swoj organizm, doszukując sie nowych dolegliwosci.......... czemu (podobno) zdrowi ludzie, czesto wyksztalceni, i przeciez nie jacys psychole, wmawiajacy sobie ze jest sie napoleonem, czemu mamy takie beznadziejne objawy, a zarazem takie bardzo wredne, choroba uderza w nasze czule punkty, kiedys lubilam chodzic po sklepach a teraz boje sie wyjsc gdziekolwiek, lubilam gotowac, sprzatac i miec w domu porzadek, a teraz niemam na to ohcoty, robie to co musze, a wszyscy dookola na tym cierpia. nerwica to choroba psychiczna, z tym tylko, ze daje nam pelna swiadomosc, to tak jakby ktos powoli zrzeral moje cialo na moich oczach bez utraty przytomnosci.........beznadzieja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oj znam to uczucie! Tyle chcę codziennie zrobić a nie robię nic. Nasiliło się przez ostatni miesiąc :( to jest straszne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie - jeden z najgorszych objawów...Mam tyle do zrobienia i kocham życie - a lęki blokują we mnie wszystko. Ledwo co robię, wszystko odkładam na ostatnią chwilę, bo 99% zajmują w moim mózgu myśli lękowe i skupianie sie na objawach i ciągłe macanie się czy wszystko okej czy nie. Muszę się mocno powstrzymywać żeby ciągle nie macać piersi czy są tam guzy czy nie. Ech...Mam zamglony umysł - jakbym miała wirusa - jak w komputerze - i wszystko dziąła wolniej...Działam niezbornie i zrywami...Nie lubię odbierać telefonów i rozmawiać, przestałam lubić rozmawiać...tylko uwielbiam gadać z moim facetem i to wszystko...Boję się zostawać sam na sam ze znajomymi, bo trzeba coś mówić a ja nie mam siły...nie chce mi się gadać...macie coś takiego?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też tak mam, że nic mi się nie chce. Tzn chcialabym dużo tylko jakoś te wszystkie problemy mnie ograniczają i blokują. Beznadziejne uczucie, ale nie trwa wiecznie, na szczęście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez to znam. Zaczynam cos i prawie nigdy nie kończę. Wszystko mnie wtedy drażni i irytuje. Ta niezdolnosc do działania dobija...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokladnie marianek. to jest dobijajace, to ciagle wsluchiwanie sie w siebie, w swoj organizm. niemozna sie na niczym skupic bo w glowie siedzi tylko doszukiwanie sie chorob, najgorsze to, to ,ze wiemy, ze to jest glupie, niedorzeczne, wiemy, ze jestesmy zdrowi, co potwierdzaja wyniki i lekarze, a jednak doszukujemy sie uparcie objawow przeroznych chorob, co w istocie i paradoksalnie odbija sie atakami i somatycznymi objawami, ktore zapedzają nas w bledne kolo nerwicy.

 

Codziennie sobie obiecuje, ze jutro zaczne normalnie zyc,

niech mi ktos powie, co to znaczy ta "normalnosc"?

bo ja juz sie zagubilam, juz nienormalne jest dla mnie to , ze czuje sie "noormalnie", bo takie dni tez bywaja kiedy niemam atakow i uda mi sie zając czyms glowe, ale jak tylko sie ockne, to przeraza mnie to ze nic mi niejest dla mnie to podejzane ("nienormalne") i tak samo.... nagle stwierdzam, ze mnie boli glowa, serce miesnie takze i wtedy zaczyna sie moja "normalnosc'

marianek potwierdzam!!! to istna paranoja :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moge powiedziec ze mam to samo.Zawsze pelno planow na nastepny dzien,a jak przyjdzie co do czego to nic nie robie,a pozniej jestem na siebie o to zla.Ostatnio wlasnie dopadla mnie taka niechec do robienia czegokolwiek,ale zmuszam sie zeby nie siedziec bezczynnie w domu.Tymbardziej ze w koncu musze znalezc prace.Tylko ze te leki tak strasznie we wszystkim przeszkadzaja,a perspektywa pracy mnie wrecz przeraza.Chociaz to dziwne bo kiedys juz pracowalam i dawalam sobie calkiem dobrze rade,a teraz nie mam pojecia co sie ze mna stalo.

Olga z tym gadaniem mialam kiedys tak samo,bardzo balam sie zostac z kims sam na sam bo trzeba bedzie rozmawiac.Wiec unikalam tego jak moglam,az w koncu kiedys przelamalam sie i zobaczylam ze to wcale nie jest takie straszne,ze taz mam cos do powiedzenia.

CIALO liceum DUSZA muzeum napisala:

niech mi ktos powie, co to znaczy ta "normalnosc"?

bo ja juz sie zagubilam, juz nienormalne jest dla mnie to , ze czuje sie "noormalnie", bo takie dni tez bywaja kiedy niemam atakow i uda mi sie zając czyms glowe, ale jak tylko sie ockne, to przeraza mnie to ze nic mi niejest dla mnie to podejzane ("nienormalne") i tak samo.... nagle stwierdzam, ze mnie boli glowa, serce miesnie takze i wtedy zaczyna sie moja "normalnosc''

 

Czuje dokladnie tak samo,juz sie tak w tym wszystik zagubilam,ze jak mam ten ''normalny'' dzien to czuje sie pozniej jak bym nie byla soba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marianek, to co opisujesz to typowe objawy nerwicy. przerabialam takie sytuacje tysiace razy. Wiem, ze ty o tym wiesz, i ze to niewiele daje, ze rzeczywiscie mozna sie zagubic, i watpic w cokolwiek. niepiszesz, jak dlugo to juz trwa, kiedy sie zaczelo i czy sie leczysz, czy bierzesz jakies leki, ale mialam identycznie, czytajac twoj post jak opisujesz jak nadciaga ten atak, twoje objawy, to przypominaja mi sie wlasne koszmary. marianek, sam nic niezdzialasz, niestety nawet najsilniejszy czlowiek w obliczu nerwicy staje sie slabym niemowlakiem. ta choroba wygryza czlowieka od srodku, wygryza nasz harakter, nasze odczucia, mysli, niszczy nasze marzenia i plany. ale to niedzieje sie bez przyczyny. kiedys pisalam podobne posty i niewierzylam ludziom ktorzy pisali, ze mozna z tego wyjsc, smialam i drwilam z nich w duchu, mowilam (wybaczcie) "kretyni, pewnie niewiedza co to prawdziwa nerwica". mylilam sie, mozna wyjsc, a pierwszy krok trzeba zrobic do poradni, do psychiatry i psychoterapia. trzeba samemu nauczyc sie olewania tych objawow, to bardzo trudne, ale zapewniam cie , ze mozna.

ta nasza normalna nienormalnosc, mimo ze sie lecze...........nadal mam jej swiadomosc i jeszcze wiele razy mnie atakuje, tylko, ze teraz potrafie brac odwet, tobie marianku tez sie uda, gleboko w to wierze. koniecznie napisz czy sie leczysz i jesli bierzesz leki to jakie?

pozdrawiam was bardzo cieplutko

lidia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też to pzrerabiałam jakiś czas temu. Myslę, ze to ma scisły związek z rutyną, robieniem codzinnie tych samych czynności o tej samej porze. Pewnego dnia zaczynasz miec tego dość, zaczynasz buntowac sie w środku, nie widzisz sensu w tym co robisz. Widzisz ludzi naokoło siebie, którzy robia rzeczy "wielkie", rozwijaja się. A ty tylko dom.....

Juz ci to nie wystarcza, chciałabyś zacząć robić coś innego, realizować swoje marzenia...

JA 7 lat jestem w domu wychowujac dzieci i dbając o męża. Kiedys to mi wystarczało ale nie dzis. Pzrypłaciłam to nerwicą. Męczę sie strasznie....chciałabym cos zrobic a boję sie..

powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Skupiam sie na tablicy, niby wszystko w porzadku. Nagle zapytuję się siebie czy czasem mnie cos nie boli. Ależ oczywiscie! Nadciągają nudności i mdłości. Już nie mogę pisać. Przełykam ślinę, bo chyba zaraz zwymiotuję. Próbuję ignorować. Sięgam do torby, po długopis/telefon/kartkę (whatever) - nudności przechodzą. Siedzę dalej. Zastnawiam się czy już sie czuje normalnie. Notuję. Nagle robi mi się gorąco. Dotykam szyi. Puls mam powyżej 100 uderzeń na minutę, serce wali niemiłosiernie. Wychodzę do ubikacji. Korytarz pokonuję z trudem, mam gigantyczne odrealnienie - juz nie wiem czy ide na swoich nogach, czy na obcych, czy ręce są moje czy na jakies antence, wogole nie wiem czy idę. Staję w oknie. Zimne powietrze mnie otrzeźwia. Wracam do sali po torbę. Idę do domu. Oczywiście zero stresu, zero rozkojarzenia, jestem tu i teraz. Tylko to zmeczenie jakbym wniosł worek cementu na 4 pietro.

 

Mam identycznie. Wystarczy, że wyjdę/ pogadam z kimś, przechodzi momentalnie. Ale koszmar zaczyna się gdy jest zupełnie cicho... Wtedy jestem tylko ja i myśli, strach przed tym, co na pewno nadejdzie...

I nadchodzi.

 

CIAŁO liceum DUSZA muzeum napisała

nadal mam jej swiadomosc i jeszcze wiele razy mnie atakuje, tylko, ze teraz potrafie brac odwet

 

jak???

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

smutna pytasz jak?

rodzajem odwetu dla mnie jest sama wiedza czym tak naprawde jest nerwica, i prawdziwa wiara, ze to "tylko nerwica", gdy przychodza ataki juz potrafie odepchnac pierwsze objawy ...czuje ze nadchodzii atak, kzaczyna kolatac serce, czuje bol w klatce piersiowej, klopoty z oddychaniem.... gdybym chciala ten atak rozwinalby sie tak jak to sie dzialo wczesniej, ale teraz mysle sobie "to tylko nerwica, jestem zdrowa i nic niema prawa mnie bolec", zaraz staram sie czyms zajmowac, obojetnie, chodzby przyszwaniem guzikow :D

wiem, ze to trudne, sama tego niepotrafilam, ale ludzie z tego forum pisali natarczywie, ze mozna, dlugo trwalo zanim sie tego nauczylam, nie sama, z pomoca lekow i psychoterapii. wiem, ze to nie koniec, zdaje sobie sprawe, ze nerwica moze powrocic, forumowicze pisza o takich historiach, dlatego ciagle pracuje nad soba, jestem na bacznosci....

Myslę, ze to ma scisły związek z rutyną, robieniem codzinnie tych samych czynności o tej samej porze. Pewnego dnia zaczynasz miec tego dość, zaczynasz buntowac sie w środku, nie widzisz sensu w tym co robisz. Widzisz ludzi naokoło siebie, którzy robia rzeczy "wielkie", rozwijaja się. A ty tylko dom.....

masz racje, tez tak mysle i wspaniale to ujelas, nerwica to bunt od srodka, ja czuje tak samo.

mariankujak chcesz to podam ci adres przychodni ghdzie ja chodze, przychodnia publiczna nic sie nieplaci, na miejscu psychiatra i psychoterapeuta, terminy z tego co wiem, nie takie drastyczne, ja mialam szczescie, ze 1 raz mialam wizyte juz za tydzien, niewiem jak jest teraz

pozdrawiam serdecznie

lidia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MArianek

Jedynym dla ciebie rozwiązaniem jest pojscie na terapie do specjalisty. Przy jego pomocy zrozumiesz ze to nerwica i spojrzysz na siebie zupełnie inaczej.

Jeżeli cię to pocieszy to wiedz, ze ja tez byłam w podobnej sytuacji. Po pierwszych objawach nerwicy zaczełam odwiedzać po kolei róznych specjalistów szukając u siebie choroby. Interniści, gastrolog, proktolog, laryngolog, ginekolog. Wizyty na pogotowiu na ekg z powodu kucia w okolicach serca. I tak ponad poł roku. Msza niedzielna była dla mnie koszmarem. MIałam wrazenie ze zemdleje...

 

Dopóki nie zrozumiesz ze to nie choroba tylko nerwica nie zaznasz spokoju. Zadne leki nie pomogą.

Trzymaj sie

słuzę radą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez tak mialam ze mi sie nic nie chcialo i wszystko mnie meczylo ale wiecie co powiem wam cos moze pocieszajacego- teraz jak juz mozna powiedziec wyszlam z nerwicy (nie lubie tego slowa- wyszlam z nerwicy, bo zawsze sie boje ze mnie znowu dopadnie- hehe natrectwo myslowe) to mam duuuuuuuuuzo wiecej energii na robienie wszystkiego niz przed pojawieniem sie nerwicy!! zalatwilam swoje problemy i jestem teraz duzo szczesliwsza niz przed nerwica. przed nerwica ciagle spalam i wszystko mnie meczylo, oczywiscie nie tak jak w czasie trwania choroby ale jednak, myslalam ze taki juz po prostu mam charakter, taka sie urodzilam "slabsza", a jednak nie, teraz jest o wiele lepiej, juz nie spie tyle co kiedys i w ciagu dnia nie jestem zmeczona jupiiii :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marianek

A jak ty dałeś rade odwiedzic tylu lekarzy?? :D Ile czasu ci to zajeło?

Toz to musiał byc dla ciebie dodatkowy supermax stres.

Wpółczuję ci.

I moja rada.

Idz do psychiatry z pzrychodni. Po co masz jeszcze ponosic dodatkowe koszty. JA chodzę na terapie juz rok czasu i nie wiem czy byłoby mnie stac aby to opłacic z własnej kieszeni. :evil: A terapeute mam swietnego. Słucha, naprowadza...kaze mi osobiscie wyciagać wnioski z mojego zachowania, emocji....,nie ocenia, nie narzuca, nie doradza.

Wazne jest aby terapeuta umiał poprowadzic rozmowę tak, abys ty sam zrozumiał swoje zachowanie, umiał spojrzec na problem z obu stron,. Jeżeli lekarz zacznie oceniać, mówic ci co robisz dobzre a co żle ----to zmień lekarza. MOJA RADA.

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nidziowa super rada, moj , a raczej moja psychoterapeutka, naprawde malo mowi, i z poczadku, gdy wychodzilam z gabinetu, to sie zastanawialam, jak ona ma mi pomoc, kiedy wlasciwie nic niemowi, nic nieradzi, tylko zadaje pytania i wlasnie "kieruje" rozmowe tak, zebym sama mogla dojsc do odpowiednich wnioskow. rzeczywiscie, rozmawiamy o sprawach, o ktorych myslalam wczesniej tysiace razy, ktore niedawaly mi spokoju, a jednak, gdy rozmawiam o tych sprawach z nia, te sprawy nabieraja zupelnie innego wymiaru, aszystko staje sie jasne, a najwazniejsze, ze sama dochodze do tych wnioskow....

marianku, a tobie gratuluje, moim zdaniem dokonales czegos wielkiego, odwiedzajac az tylu specjalistow, a jesli jeszcze od nich wszystkich uslyszales ze wszystko jest ok, to juz teraz pozostaje ci "tylko" uwierzenie, ze to "tylko" nerwica. jak ci sie to uda, to juz naprawde wielki sukces, a z tego co piszesz, chyba ci sie powoli udaje, trzymam kciuki za ciebie "ziomalku" ;):lol:

a to co uslyszales na spowiedzi, to naprawde bardzo mądre slowa, mniej wiecej to samo powiedzial mi moj lekarz, to prawda nic niedzieje sie bez przyczyny, i to ze cierpimy ma swoj cel, moim bylo zrozumiec sama siebie, i zacząc postepowac i zyc jak zawsze chcialam, zyc w zgodzie z sama soba

pozdrawiam serdecznie i sciskam

lidia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś budziłam się po to, aby znów zasnąć. Wszystko było trudne to wykonania, nawet mycie się. Teraz myślę, że to zamieniło się troche w lenistwo i zaczełam sie zastanawiac kiedy przekroczyłam te granice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EWA125 ..podnioslo mnie na duchu po przeczytaniu Twojego postu,zaczalem sie zastanawiac nad jedna rzecza,choc wiem ze kazdy czlowiek jest inny i ze co na jednego dziala to na 2 moze nie zadzialac...To moze opiszesz nam w skrocie jak wygladala Twoja walka z nerwica..Jakie mialas objawy i co pomagalo Ci je zlikwidowac.. Ja tez walcze,choc przyznam szczerze ze mam ja juz od 4 lat a walcze dopiero od 3 miesiecy..Ale za to z calej sily,zbieram bardzo cene dla mnie porady od ludzi ktorym sie udalo,bardzo dziekuje i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej ja mam dokładnie to samo wiem że musze sie nauczyć wszytsko wieczorem planuje a na drugi dzien nic mi sie nie chce dobrze że jest jeszcze kilku ludzi o podobnych odczuciach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×