Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Mikael

Deprecha, nerwica, shiza, dda

Rekomendowane odpowiedzi

Sam juz nie wiem co dokladnie mnie dreczy , symptomy depresji yup , nerwice , dda , wsio razem psychoza spoleczna etc , a z drugiej strony jak mnie widza to niby normalny facet to tez biorac pod uwage swoje przezycia zaczynam wkrecac sie i widze objawy shizofreni , oni wszyscy klamia etc .... Czego mi najbardziej brak ? Milosci , drugiej osoby kogos z kim mogl by pogadac kto mial by problemy podobne do moich , bo juz nie potrafie wiazac sie z kims kto jest "normalny" , samotnosc to piekielko ktore wielu z nas przechodzi .... zycze wam spontanicznosci i tej drugiej polowy z ktora bedziecie czuc sie dobrze , ktorej ufacie , kochacie i odczuwacie to samo z jej strony i to jest piekno , ideal , istota zycia, w pelni miec to byc bogiem... Pozdro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mikael....widzisz że cos nie tak...objawy schizo?a jakie?

Piszesz o milosci...hmmm,a powiedz szczerze ,czy nie jestes akurat teraz w jakims dolku spowodowanym własnie utrata ukochanej osoby lub zawiodłes się ?Przepraszam że tak piszę...ale takie odniosłam wrazenie...

Pewna jestem że nie masz schizo..masz załamkę...i Sam wiesz jaka jest przyczyna.

Nie martw się...bedzie dobrze...a to że nie kazdy Nas rozumie to fakt...

ale to Oni sa inni..

Mam nadzieję ze niczym Cie nieuraziłam.

Pozdrawiam i trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gusia tak i nie , znowu zostalem olany przez... ale z wlasnej winy to przez to bagno w ktorym brodze od 7 lat wypaczylo mi tak psyche ze juz nikt mnie nie rozumie bo jak mozna skoro ja sam siebie nie jestem w stanie .Od paru dni trwam w jakims porytym stanie planuje sie utloc .Marze o tym ale jestem tchorzem zawsze jest jakies ale ... meczy mnie to ....... Boze odlacz mi ten pieprz..... respirator wRRR sryyyy ale inaczej juz nie potrafie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszę, pierwszy raz przed tyloma ludźmi się otwieram. I nie wiem, od czego zacząć. Moje życie się zmieniło. Za bardzo i w złą stronę. Może wszystko wzięło się od tego, że 3 lata temu poroniłam i musiałam poradzić sobie z tym sama? Miałam wtedy 18 lat, rodzice starali się, abym jak najszybciej o tym zapomniała. Uporałam się z tym. Po dwóch latach. Teraz wiem, że tak już musiało się wydarzyć. Od dwóch lat nie mieszkam już w domu, przeprowadziłam się do Wrocławia. Na początku mi się podobało, jednak teraz nie potrafię się w nim odnaleźć. Moi znajomi zerwali ze mną kontakt, nagle zostałam sama. Gdyby nie mój partner, którego nie potrafię nazwać inaczej niż przyjeciel, z którym sypiam, pewnie wróciłabym do rodziców. Teraz mam pracę, uczę się, jednak każdy dzień zatruwają mi prześladowcze myśli. Bywa i tak, że przez sen budzę się bardziej zmęczona niż przed pójściem spać. Moje sny są chore i niezwykle realne. Kiedy wstaję i patrzę na to małe mieszkanko, za które muszę płacić prawie 1000 zł miesięcznie, robi mi się niedobrze. Mieszkam razem z moim przyjacielem. Po roku, jak zwykle w moich związkach, zaczęło się psuć. Chwilowe kłótnie przerodziły się w codzienne awantury. Robię mu jazdę a potem sama się dziwię, skąd mogło mi to przyjść do głowy. Ale wystarczy jego jedno niewłaściwe (wg mnie) słowo albo spojrzenie. On też już traci do mnie cierpliwość i nasz związek kruszeje. Miałam przed nim chłopaka, tego z którym zaszłam w ciążę, on był toksycznym człowiekiem. Moi wszyscy znajomi mi to mówili, a kiedy sama to dostrzegłam, byłam uwikłana w związek po uszy. Nie mogła się z tego wyrwać. Nie mogłam mówić tego co chciałam, moje zdanie zawsze było złe, nie mogłam ubierać się po swojemu, malować, nigdzie sama wychodzić, żeby się z kimś spotkać, a broń boże dać komuś całusa w policzek na powitanie. Nawet koleżankom. Wiem, że może nie w tej skali, ale te zachowania przeszły na mnie. I teraz obrywa się mojemu przyjacielowi. Nie potrafię sobie dziś poradzić. Z reguły nie lubię ludzi, stronię od zaludnionych miejsc, dużych miast. Najchętniej przeniosłabym się na jakieś totalne odludzie. Przeze mnie też mój przyjaciel traci swoich znajomych. Nie lubią mnie. Większość z nich studiuje psychologię, jednak żaden z nich nie jest w stanie zobaczyć, że coś mi jest. Ja też nie obnoszę się z tym. Tylko on wie, co siedzi w mojej głowie, choć opowiadam mu i tak tylko o namiastkach. Mam 22 lata, nic w życiu nie osiągnęłam, nie robię tego, co lubię, straciłam motywację do życia. Nie wiem, co mam ze sobą robić. Już nawet nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Mówię tylko wtedy, kiedy muszę odpowiedzieć na pytanie. Bardzo chętnie poszłabym do psychologa, gdyby tylko było mnie na to stać, ale nawet i tu pojawia się taka myśl, że odprawi mnie z receptą i powie, żebym się tak nie przejmowała i że wszystko będzie dobrze. A mi jest coraz ciężej. Kiedyś wybuchnę. I nie wiem, co wtedy zrobię. Jezu, jak się cieszę, że to napisałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powinnas udac sie do specjalisty nie wiem dlaczego wszyscy pisza "ale nie mam kasy" przeciez jest mnostwo zakladow publicznych ktore posiadaja tez swietnych specjalistow i leczenie jest za friko.A z pujsciem do psychologa nie ma sie co wstydzic bo depresja etc to choroby 21 wieku mnostwo ludzi je ma i pewnie bedzie je mialo coraz wiecej , byc moze twoj sasiad etc zmaga sie z tym lub gorszym a ty tego nawet nie wiesz bo zaklada na codzien swoja maske "all right"

 

PS : Nie powinien odprawic cie z kwitkiem,i mozliwe ze nie pierwszy psycholog badz terapeuta(osobiscie mysle ze to do niego powinnas sie zglosic,psychole za szybko wystawiaja recepty;) ) bedzie w stanie wystawic dobra diagnoze.Ale musisz byc dobrej mysli sama zobaczysz jak bedzie .Nie zniechecaj sie szybko jesli zalezy ci na zdrowiu .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

odkąd przybyłam do trzeciej klasy gimnazjum jest inna odmieniona... dwa miesiące po rozpoczęciu roku zaczełam się ciąć i trwało to dość długo. Moja przyjaciółka miła depresjie i my (ja i drga przyjaciółka) robiliśmy z nią dla żartu rózne testy na depresje jak też np. skali depresji Becka, jako jedyna z całej trójki wyszło mi że mam ciężką depresjię... wyszło mi wtedy 30p na 66 czy tylko dwoma punktami przekroczyłam próg ciężkiej depresji... wtedy sie z tego śmiałam także z moich ran dośc głębokich na rękach. Moja koleżnaka która to zobaczyła zaprowadziła mnie do szkolenej pedagog ale ona nic nei pomogła dalej to robiłam na początklu roku kalendarzowego znowu zawsza u mnei zmiania do cięcia się i myśli samobójczych doszło słyszenie głosów gdy byłam sama i widzenia postaci które mnie dręczą samą obecnością. Przestawałam i znowu zaczynałam się ciąć głosy wciąż powracały i oni też. Ostatnio moja mama się dowiedziała że się tne... przyjała to dość strasznie ale wie tylko ot ym... i przez to nie wierzy mi że mam schizofrenie albo czy też depresje... tydzień temu powróciłam do testu skali depresji Becka moja skala punktowa doszła do 45p. zaś wczoraj doszła do 50p. mama mi wciąż nie wierzy i już mi sie nie chce mi o tym mówić jej. Powoli czuje jak deprsjia ciąży mi od środka trace przytomność po dwa razy dziennie, tyle ze w momentach jak jestem sama... nigdy przy mamie albo nauczycielach... ( i dobrze) głowa mnie boli i nie śpie po nocach lub budze się co pięc minut a we śnie pojawia mi sie tylko jeden znak kółko przekreślone odcinkiem pionowym a na samym dole pod kołem na tym odcinku dwa małe poziome i dwa ukośne wychodzące z dolnego odcinka( jak poniżej). Naprawdę sie źle czuje i zasypiam na lekcjach lub nie myślę a to jest w koncu trzecia klasa! cyz ktoś mi pomoże w jakieś naturalne środki?

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:30 pm ]

no! nie dodał mi się załącznik!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie lubię się do tego przyznawać, ale ja też się cięłam. Dwa tygodnie temu przestałam. Cięłam się ok. 5 lat.. moje ręce nieciekawie wyglądają... Kiedyś ze śmiercią rozdzieliło mnie tylko ścianka żyły. Dzisiaj mam całe ręce w bliznach.

Myślę, że Twój problem jest poważny. Dlaczego zaczęłaś się ciąć? Umiesz na to pytanie odpowiedzieć?

Wiem, co to znaczy bezsenność dziwne myśli po nocach, wiem co to znaczy zakrwawione ręce, wiem co to znaczy układać w głowie plan samobójstwa, wiem, co to znaczy czuć sie inną itd. Słyszenie głosów i widzenie postaci, to chyba bardzo poważne. Musisz coś z tym zrobić. Może powinnaś mimo wszystko poprosić mamę o wizytę u psychiatry/psychologa, albo jej opowiedzieć, co Ci jest. Jeśli nie, to może poproś przyjaciółkę, żeby powiedziała Twojej mamie, że jesteś w bardzo złym stanie powinno się coś się z tym zrobić? Nie wiem jakie masz stosunki z mamą, ale nie powinnaś tego tak zostawiać.

 

Pozdrawiam,

Kinga

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

silly angel-jedyny naturalny środek jaki widzę w Twoim przypadku to psychiatra.Nie mówię tego złośliwie lecz dla Twojego dobra.Myślę że to będzie najrozsądniejszym rozwiązaniem i powiem Ci szczerze że nie zwlekałabym z tą wizytą :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kinga(ps moja imienniczko:)) dziękuję za radę, lecz moja mama wie tylko o tym że cięłam ( wprawdzie mam nadal na to ochotę ale mnie sprawdza! niech tylko gdzieś wyjadę!) o reszcie nic nie wie.... moja przyjaciółka od kilku dni chce mnie zaprowadzic do naszej szkolenej pedagog ale ja już byłam u niej i nico mi pomogła... ale tak samo ona moja przyjaciólka trochę się boi mnie tam zaprowadzić... tak samo jak mój sąsiad z którym chodze do klasy i ciutke przyacielem tez chce mnie zaprowadzić... ale on zajmuje się czymś innym... moja koleżanka która pierwsza zaprowadziła mnie do pedagog też chce bym poszła raz jeszcze ale też nie może... no wiec wprawdzie wszyscy mnie opuścili.... ciąć się sama nie wiem dlaczego zaczęłam.... chyba nie chciałam vierpieć psychicznie oczywiście dlatego ze nie dawało się wszystkiego przelać na papier (pisze wiersze) i nie dawałam sobie ze sobą rady i zaczełam się ciąć... co do układania sobie w głowie plan samobójstwa to w niektórych momentach on wychodził... w szafce w biurku mam pudełeczko z lekami sproszkowanymi na tyle dużo że mogłoby mnie chyba zabić... jeszcze nic nie wzięłam z tego... no i ostatnio wymysliłam sobie inne samobójstwo czyli zaczełam brać długi i bardzo zimny prysznic ale zawsze kiedy powoli przestaje oddychać wychodzę... nei wiem czemu nei mogę sie przełamać... w mlim mieście znam tylko jedną przychodnię psychologiczną ( nei wiem czy tak to można nazwać) ale jest czynna zawsze kiedy jestem w szkole a nie zwieje ze szkoły... a pozatym trzeba chyba miec tam jakieś skierowanie od lekarza rodzinnego a ja swojego lekarza nienawidze... ostatnimi dniami przez max dwugodzinne noce zaczynam tracić przytomnośc lub też zasypiać na stojąco ale zawsze kontroluje to kiedy jest mama lub jestem w szkole bo nei chce miec kłopotów... ale no cóż nie długo przestane to kontrolować tak jak dzisiaj zreszta... idąc z boiska wpadłam na drzwi a wpadając sie obudziłam i szłam dalej... mama mi nie wierzy bo nie wyglądam na taka która ma depresje... lubie wychodzić z domu i lubei smiać ale tylko z rzeczy które baaardzo mnie śmieszą bo z reszty nei potrafie... straciłam zainteresowanie moimi poprzednimy zainteresowaniami ale mama tego nei widzi... no cóż robić.... poprostu męczyć się dalej... może kiedyś spadnie na mnie to szczęście (np. cegłówka na łeb lub drzewo)

 

Pozdrawiam Kinga (sillyangel)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze.. smutna prawda, którą powinnaś wiedzieć. Nikt kto nie miał takich problemów Cię nie zrozumie. Musisz znaleźć kogoś, kto ma podobne problemy, wtedy Cię nie odrzuci. Ja mam taką sytuację, że najdroższe osoby które kocham z całego serca i całe szczęście swoje i życie bym za nich oddała ode mnie odeszły.. w pewnych momentach zaczęli mi nawet robić na przekór.. to bardzo boli.. ciągle... to między innymi nie pozwala mi spokojnie żyć. Powiedziałam najbliższej osobie najważniejszej na całym świecie o moich problemach. Prosiła mnie o to. Błagała na kolanach. obiecała że nikomu nie powie. Więc powiedziałam tej osobie.. Ona odeszła ode mnie i powiedziała wszystko innym. To był zabójczy cios. Ale nie będę pisać o sobie. Chodzi o Ciebie ;)... Musisz iść do psychiatry. Sprawa jest poważna.

Jak chcesz możemy porozmawiać na gg.

Pozdrawiam,

Kinga

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no właśnie w tym problem w mojej rodzinie nikt nie miał i nie ma depresji... O NIE! raz moja mama miała "depresje" weekendową i mówi że wszystko o niej wie.... jej depresjia trwała zalewdie jeden weekend...

teraz chce bym piła jakieś ziółka na uspokojenie i wrecz krzyczy na mnie bym się nie cięła a na mnie to wpływa wrecz odwrotnie! wrecz pragne się pociąć ale ona sprawdza.... no i nadal mi wmawia że sobie to ubzdurałam... ja raczej myśle jak tak w nocy myślałam że ona tak mówi bo chce w to uwierzyć ale wie że tak nie jest... jeszcze trzy lata a wyjade do krakowa i bedzie dobrze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie z bordeline się często tną, czy psycholog Ci tego nie mówił?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam tego.... u psychologa nie byłam... nawet nie wiem do konca czy mam schize ale koleżanka mi mówiła ż ena taką wyglądam.... o bordeline niedwano się dowiedziałam... ale.....

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:54 pm ]

jest coraz gorzej....... zastanawiam sie czy sie nie zabić..... z skali becketa wyszło mi wczoraj 61 i czuje się obrzydliwie.... do tego jeszcze okres......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielu z was mysli ze choruje na depresje, a tymczasem ma objawy Dorosłego Dziecka Alkoholika DDA

 

Oczywiscie DDA bardzo czesto choruje również na depresje, ale pownien sie przede wszystkim skupic na leczeniu zespolu DDA, a depresja ustąpi samoistni, jakby przy okazji

 

jesli w waszych rodzinach jest/był problem alkoholowy to prosze byście zrobili sobie test z tego linku: http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=dda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jesli w waszych rodzinach jest/był problem alkoholowy to prosze byście zrobili sobie test z tego linku: http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=dda

 

DDA jak nic. Znakomita większość odpowiedzi TAK, może 3-4 na NIE. Ogólnie czytając te pytania (a tym bardziej odpowiedź...) czułem się jakbym czytał o sobie. Ale co ciekawe u mnie problem DDA występował jedynie we wczesnym dzieciństwie, skończył się jak miałem 9 lat - wtedy mama pozbyła się ojca z domu. A ok. 4 lat później pojawiły się pierwsze problemy (lęki i natręctwa), które pamiętam, i trwały przez całe dalsze życie, aż do teraz (22 lata). Ojciec się nad nami znęcał, często awanturował, ale raczej nie pił w domu - częściej spał na klatce, jak mama go nie chciała wpuścić. Nie przypominam sobie żebym to jakoś specjalnie odczuł. Chociaż jak sobie teraz przypomnę, to pamiętam bardziej sytuacje, chowanie się, nie emocje... To dziwne, bo zwykle pamięta się emocje...

 

Możliwe że coś, co miało miejsce tak dawno temu i w tak krótkim okresie (w końcu 9 latek to jeszcze gówniarz) miało aż taki wpływ na mnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kurcze, u mnie też DDA...

A przypadek niemal, że identyczny jak u Scrata.

Kiedyś przeczytałam, że pierwsze 5 lat życia programuje około 75% osobowości, kolejne 20% to okres pomiędzy 5 a 15 rokiem życia. Na resztę życia pozostaje nam 5%, świadome 5% nad 95% podświadomymi... Ale autor stwierdził, też że tymi 5%, gdy tylko się chce można zdziałać cuda nawet nad bardzo pokaleczonymi i zranionymi 95%...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko pamiętajcie, że testy internetowe są raczej, ekhm, umowne. Jak i samo określenie syndromu, który u każdego może składać się z nieco czego innego. Poza tym, te same okoliczności u jednego mogą wywołać traumę, syndromy i tak dalej, a u innego nic - wszystko zależy od człowieka, dlatego takie rzeczy stwierdza jedynie dobry specjalista. Test internetowy może być tylko wskazówką.

 

Pozdrawiam

 

Ps.

 

Poza tym, transformacja z ''victim'', czyli ofiary, w ''survivour'', kogoś, kto coś przeszedł, ale sobie z tym poradził, wygrał itp następuje dokładnie w tym momencie, w którym sie tego zechce, w którym postanowi się survivour być - reszta to już tylko dalszy ciąg leczenia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem nawet od czego zacząć, tylu z was się z tym boryka. Jestem dzieckiem DDA, dzieciństwo przeżyłam samotnie, ojciec pił a matki nigdy nie było, sama miała nerwicę i musiała uciekać z domu, a ja nie mając rodzeństwa wychowywałam się u koleżanek albo na ulicy bo w domu bardzo bałam się być sama. Wspominam to okropnie, mimo że rodzice mnie kochali. Już wtedy miałam wiele lęków, wyszłam szybko za mąż żeby mieć w końcu prawdziwy dom to też nie wyszło ale to już inna historia, potem związałam się z człowiekiem 20 lat starszym , nareszcie ktoś normalny - myślałam i owszem był dla mnie bardzo dobry choć też lubił zaglądać do kieliszka, myślałam, że skoro nie mogłam pomóc ojcu to chociaż jego życie uratuję. Nawet nie było tak źle, ale w tym czasie zachorowałam na nerwicę lękową, bywało już tak że nie mogłam wyjść z domy sama. Zaczęłam leczenie ale właściwie sprowadzało się ono do przyjmowania leków kiedy się źle czułam. Dwa lata temu mój mąż zmarł na raka płuc, byłam z nim cały czas, chorowałam z nim i umierałam razem z nim, było mi bardzo ciężko podołać wszystkim obowiązkom, praca, dom, dzieci i pielęgnacja chorego. Pół roku po jego śmierci do nerwicy dołączyła depresja. Teraz mieszkam sama z córką, dwoje starszych dzieci jest w Irlandii, żyje nam się spokojnie, pracę mam na miejscu (jestem nauczycielką) i niestety czuję się coraz gorzej, depresja atakuje mnie na całego. Ja chyba nie umiem żyć sama bez drugiego człowieka, całe moje poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, chociaż i tak wszystko było na mojej głowie, a jednak ta ułudna świadomość, że ktoś jest... Sama już nie wiem dlaczego. Mogłabym polecieć samolotem do dzieci ale tak bardzo się boję, boję się w zasadzie wszystkiego a najbardziej życia. Tak zazdroszczę ludziom, którzy normalnie żyją, smucą się i cieszą i te emocje nie wywołują u nich jakiś neurotycznych stanów. Ja patrzę na ten świat jak przez szybę, jakby on mnie nie dotyczył, wszystko robię automatycznie, jak najszybciej aby mieć to już z głowy, nie umiem się niczym cieszyć. Biorę Coaxil czasem afobam, wiem że powinnam podjąć konkretne leczenie ale też się boję. Jeżdżę tylko samochodem, bo w innych środkach lokomocji dostaję ataku paniki. Jestem już tym wszystkim wykończona. Niech ktoś napisze do mnie, taka się czuję samotna w tym wszystkim. Pozdrawiam was. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hej, witaj na forum. Dobrze trafiłaś.Przytulam Cię do serducha mocno. A leki to z przepisania przez lekarza? Bo je chyba trzeba brać stale. Dla DDA jest specjalna terapia- to są problemy, których rozwiązanie trwa długo i bywa bolesne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za dobre slowo. Leki przepisal mi lekarz, przez jakiś czas czułam się nawet nieźle a teraz znowu mnie dopadło, tak ciężko z tym żyć. To, że iini też tak cierpią jest jakąś pociechą ale wolałabym żebyśmy wszyscy byli zdrowi i rozprawiali tu może na weselszy temat. Gorąco pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Może powinnaś zwiększyć dawkę lub zmienić na inne-poradź się lekarza.

No niestety-mamy problemy, często zupełnie nie rozumiejąc czemu. Ale skoro już są-dobrze, że z nimi walczymy, staramy się, idziemy do przodu. Ty nadal tu jesteś-a mogłaś już dawno zrezygnować. Masz rodzinę, dzieci, pracę-to są wartości dla których warto się poświęcić. Lęk przez leczeniem odczuwa wielu ludzi-ja sama się bałam na początku, uważałam, że moje problemy "to nic takiego". Po prostu trzeba zechcieć sobie pomóc, zaprzyjaźnić się samemu z sobą.

Mam nadzieję, znajdziesz chęci na dalsze leczenie. Trzymam kciuki :mrgreen::mrgreen::mrgreen::mrgreen::mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za Twój optymizm, jak już tu jestem z wami to mi lepiej, czytam wszystkie wpisy i nie mogę się nadziwić, że tylu młodych ludzi choruje. Ja nie poddaję się, każdą chwilę kiedy czuję się lepiej błogosławię i mówię sobie, że tak już będzie zawsze, tak bym chciała kiedyś jeszcze normalnie pożyć, na luzie. Muszę na dziś kończyć, bo moja córka ostatnio od kiedy was odkryłam nie może dopchac sie do komputera. Jeszcze raz wielkie dzięki za dobre słowa. Serdecznie pozdrawiam. Mam wrażenie jakbym zyskała nowa rodzinę, cudowne uczucie, wielkie dzięki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×