Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
pisanka

Neofici, uzależnieni po leczeniu - "zdrowi"

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

jestem uzależniona od narkotyków (głównie amfetamina, ale i inne kwasy.. ;> praktycznie wszystko co zmieniało stan świadomości). Obecnie jestem czysta i trzeźwa od ponad 5 lat. Przeszłam leczenie w ośrodku Polana (polecam).

Czy są tutaj też inni neofici, uzależnieni po leczeniu, czyści, "zdrowi" ? ile już nie bierzecie i jak się czujecie żyjąc na trzeźwo? :)

 

pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

co to znaczy "być uzaleznionym po leczeniu"?

dla mnie to jakiś paradoks.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co to znaczy "być uzaleznionym po leczeniu"?

To znaczy, że nałogowcem jest się całe życie. Można tylko nie być czynnym.

Jaki w tym paradoks?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie. uzależnionym jest się całe życie, terapia zalecza chorobę, ale jej nie wyleczy. więc możesz być trzeźwy do końca życia, ale będzie temu towarzyszyć uzależnienie, tyle, że nie czynne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, ja mialam 3 letnia przerwe, czułam sie okropnie, zyłam tylko mysla kiedy bede mogła kolejny raz sie zacpac, kiedy bede gotowa zrobic to tylko raz a potem przestac, wiec kiedy nastapił ten moment byłam w niebie :D

od tamtego drugiego "pierwszego razu" mineło kolejnych kilka lat aczkolwiek wiele sie zmieniło (nowotwor) i mimo tego nadal mam momenty ze musze, ze chce, ze potrzebuje i to robie co kilka miesiecy, potem okres tzw "swiezosci" i ponownie niebo :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozostaje pustka którą ciężko (o ile w ogóle to możliwe) czymś wypełnić.

Mam wrażenie, że człowiek na siłę szuka nowego nałogu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spooky, cos w tym jest..

swoja droga, fajne cycki :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za małe, żeby wypełnić tą pustkę :pirate: ale fajne :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spooky, pozycz od sasiada :D

dobra koniec bo zrobimy offa :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie temat dobry i pytanie ''co potem?''.

Nie czuję się wcale lepiej niż będąc w nałogu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spooky, rozumiem doskonale, dlatego ja musze od czasu do czasu sie zniszczyc zeby sie zrestartowac i nabrac sił i pozytywnych mysli

to jest dopiero paradoks :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A moim zdaniem takie osoby po prostu wkręcają sobie to uzależnienie bierne, czy jak to nazwać inaczej. Albo im na terapii wmawiają coś takiego, że do końca życia będą uzależnieni, co jest bzdurą. Oczywiście ryzyko ponownego uzależnienia jest większe niż u osób, które nigdy wcześniej nie były uzależnione, ale nie można sobie wmawiać tego na siłę, bo to tylko ograniczanie swojego umysłu i tworzenie sobie na siłę problemów, żeby tylko jakieś mieć. Jeszcze jak ktoś do tego jest uzależniony od terapii, czy mitingów to już w ogóle lipa, no ale jak ktoś chce tak żyć to niech sobie żyje, w każdym razie lepiej być bardziej pozytywnie nastawionym do życia i przede wszystkim do siebie.

 

-- Pt, 20 sty 2012, 00:40 --

 

petruszka30, to wcale nie jest paradoks, jeżeli umiesz utrzymywać granice i nie wchodzić w ciągi, tylko używać od czasu do czas to właśnie świadczy o tym, że nie jesteś uzależniona, że masz swoje postanowienia i tak naprawdę jesteś wolna.

Każdy potrzebuje od czas do czasu chwili relaksu, zapomnienia, ucieczki w inny świat i to jest naturalne, więc gdyby iść tokiem rozumowania, który zaproponował autor, to każdy jest uzależniony od czegoś co mu sprawia przyjemność. No i po części tak właśnie jest, ale to nie znaczy, że trzeba się z góry szufladkować w jakieś negatywne ramy społeczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

-- Pt, 20 sty 2012, 00:40 --

 

petruszka30, to nie znaczy, że trzeba się z góry szufladkować w jakieś negatywne ramy społeczne.

noo tego potrzebowałąm :D

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A moim zdaniem takie osoby po prostu wkręcają sobie to uzależnienie bierne, czy jak to nazwać inaczej. Albo im na terapii wmawiają coś takiego, że do końca życia będą uzależnieni, co jest bzdurą. Oczywiście ryzyko ponownego uzależnienia jest większe niż u osób, które nigdy wcześniej nie były uzależnione, ale nie można sobie wmawiać tego na siłę, bo to tylko ograniczanie swojego umysłu i tworzenie sobie na siłę problemów, żeby tylko jakieś mieć. Jeszcze jak ktoś do tego jest uzależniony od terapii, czy mitingów to już w ogóle lipa, no ale jak ktoś chce tak żyć to niech sobie żyje, w każdym razie lepiej być bardziej pozytywnie nastawionym do życia i przede wszystkim do siebie.

W takim razie nie masz zielonego pojęcia, co to uzależnienie. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spooky, akurat mam duże pojęcie na ten temat, tylko po prostu nie lubię się dostosowywać do społeczeństwa i w żadnym wypadku nie kategoryzuje ludzi. I zapewniam Cię, osoby które myślą, że uzależnienie "zostaje" na całe życie, po prostu mają zbyt zamknięte umysły, żeby zrozumieć, że może być inaczej. Ale to się da zmienić, trzeba tylko nad sobą popracować, ale drogę do tego już każdy musi znaleźć sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zgadzam się z tym, że uzależnieni szukają sobie zwykle innego nałogu, ja pamiętam jak byłam na leczeniu i byłam trzeźwa od narkotyków, leków i alkoholu, to paliłam 3 razy więcej papierosów, podświadomie nakręcałam się emocjonalnie np. w kłótnie z chłopakiem, żeby potem popadać w jakieś paranoje, takie celowe odreagowywanie. nie mam swojego obiektu uzależnienia, to muszę w jakiś inny sposób poczuć się źle. szukanie powodu by cierpieć. przynajmniej tak mi się wydaje jak patrzę z perspektywy czasu. pamiętam, że po leczeniu piłam dużo kawy. kawa i papierosy to była podstawa mojego funkcjonowania. po 3 latach zaczęłam pić czasami alkohol, ale nie miałam z nim jakiegoś większego problemu, nie upijałam się, potrafiłam długo nie pić, ale jak spotykaliśmy się ze znajomymi to czasami wypiłam jedno czy dwa piwa. ale narkotyków nie tykałam. minęło 5 lat i nie mam ciągot do brania, biorę lęki na nerwice lękową i nie nakręcam się nimi w żaden sposób. 7 miesięcy temu rzuciłam palenie, od roku nie pije kawy, czuję się wolna od używek. uprawiam dużo sportu, jest ok.

a co do wmawiania różnych rzeczy na terapii, to poniekąd też się zgadzam, może nie dosłownie, że to wszystko jest ściema, ale fakt faktem na terapiach często nas nakręcają do takiego "innego" życia. cała ta ideologia, choroba do końca życia, robienie z człowieka takiej trochę marionetki, której ciężko jest radzić sobie samej w społeczeństwie. jest to psychologiczna zagrywka, żeby ośrodek był miejscem bezpiecznym dla nas, żebyśmy czuli, że bez niego sobie nie poradzimy. co jest oczywiście dobrą zagrywką, bo dzięki temu wiele osób kończy leczenie i świetnie potem sobie w tym życiu radzi :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozróżnia się:

- rekreacyjne używanie substancji psychoaktywnych (brak szkód zdrowotnych)

- ryzykowne używanie substancji psychoaktywnych (może(ale nie musi) doprowadzić do szkód zdrowotnych fizycznych i psychicznych, oraz pogorszenia relacji z ludźmi)

- szkodliwe używanie (nadużywanie) substancji psychoaktywnych (powoduje, przyczynia się do powstawania lub utrzymywania szkód zdrowotnych fizycznych i psychicznych, oraz zaburzeń zachowania które mają wpływ na stosunki międzyludzkie)

- uzależnienie od substancji psychoaktywnych (kompleks zjawisk fizjologicznych, behawioralnych i poznawczych, wśród których przyjmowanie substancji lub grupy psychoaktywnych dominuje nad innymi zachowaniami)

 

jeżeli umiesz utrzymywać granice i nie wchodzić w ciągi, tylko używać od czasu do czas to właśnie świadczy o tym, że nie jesteś uzależniona, że masz swoje postanowienia i tak naprawdę jesteś wolna.

Każdy potrzebuje od czas do czasu chwili relaksu, zapomnienia, ucieczki w inny świat i to jest naturalne

 

To idealnie nadaje się na opis stadium rekreacyjnego używania czyli gdy wszystko jest w porządku.

 

Podobnie w przypadku alkoholu rozróżnia się:

- picie rekreacyjne

- picie ryzykowne

- picie szkodliwe (nadużywanie alkoholu)

- uzależnienie od alkoholu

 

Uzależnienie od alkoholu dzieli się na fazy:

- picie towarzyskie

- fazę ostrzegawczą

- fazę krytyczną

- fazę chroniczną

 

W ostatnim stadium nie ma powrotu do picia kontrolowanego, a warunkiem zatrzymania rozwoju choroby (bo alkoholizm jest chorobą) jest dożywotnia abstynencja. Alkohol reaguje z receptorami serotoniny, acetylocholiny, NMDA i GABA. Nadużywanie alkoholu prowadzi do nieaktywności GABA i nadaktywności NMDA, co objawia się w postaci zespołu odstawiennego. Już było wielu takich alkoholików-kozaków, co nie piło 3 lata, 7 lat, 20 lat i ich naszła refleksja "a co oni mi tam będą pierdolić na tej terapii", "jak tyle lat nie piłem to już potrafię nad tym zapanować", "mogę się napić kulturalnie i kontrolować ilość spożytego alkoholu". A gówno prawda. Po dwóch browarach na stół trafiała flaszka i natychmiast lądowali z powrotem w rynsztoku. Na każdym spotkaniu anonimowych alkoholików sami zainteresowani Ci to powiedzą. Z autopsji. Bez pseudonaukowego, terapeutycznego bełkotu. To nie jest żadne "piętnowanie na całe życie" czy "szukanie na siłę problemów". Trzeba przyznać przed samym sobą, że alkohol mnie zniszczył, zniszczył moje życie, zniszczył życie moich bliskich, więc ja rozstaję się z nim definitywnie. Co do reszty substancji i ich potencjału uzależniającego się nie wypowiadam, bo mam zbyt mały staż.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dla mnie zwalanie winy tylko wyłącznie na używki jest trochę błędne. No bo używki same w sobie nic nie robią, to ludzie używają ich tak a nie inaczej. Czyli nie "alkohol mnie zniszczył", ale "sam się zniszczyłem przy pomocy alkoholu" I zamiast alkoholu można tu wstawić cokolwiek innego oczywiście. Niby szczegół, a jednak, gdyby ludzie myśleli bardziej w ten sposób to może nie byłoby takich restrykcji z tym związanych, a użytkowników substancji, które nie są legalne nie traktowałoby się jako ciężkich przestępców.

 

-- Pt, 27 sty 2012, 00:40 --

 

*Monika*, czy modernistyczne to nie wiem, po prostu opisuję jak ja to widzę, a że interesuje mnie temat wszelakich substancji psychoaktywnych i ich wpływ na umysł i ciało człowieka to staram się pisać na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czyli nie "alkohol mnie zniszczył", ale "sam się zniszczyłem przy pomocy alkoholu" I zamiast alkoholu można tu wstawić cokolwiek innego oczywiście.

 

No tu masz rację. Nieprecyzyjnie się wyraziłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×