Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Mam dość poważne problemy ze sobą, zgłosiłam się już do specjalisty, ale chciałabym również poznać jak sobie inni radzą z podobnymi problemami.

 

Jestem egoistką i egocentryczką. Z reguły sprawiam wrażenie silnej osoby, która jest całkowicie niezależna, jednakże to tylko pozory. Tak naprawdę boję się samotności i odrzucenia, jednocześnie robię wszystko, żeby moje relacje z ludźmi były najbardziej toksyczne jak się da. Wielką trudność sprawia mi poznawanie ludzi i zaufanie im. Z jednej strony chcę być sama, nie licząc na nikogo zaszyć się w domu, natomiast z drugiej strony chcę mieć mnóstwo znajomych, przyjaciół móc wychodzić z nimi czuć się potrzebna. Kolejnym problemem jest desperacka chęć bycia potrzebną i zauważaną, robiłam i robię rzeczy nie wyobrażalne, żeby tego dokonać (samookaleczanie się). Moje zmiany nastroju są dla mnie ogromną zmorą. Mogę być czymś maksymalnie podekscytowana by chwilę później z tego powodu płakać i dojść do wniosku, że jest to beznadziejne. W związkach w jednej chwili kocham kogoś a sekundę później już nienawidzę. Czuję jakby siedziały we mnie 2 różne osoby, jednak nie umiem zapanować nad tą złą. Jestem chorobliwie zazdrosna, doszukuję się wszystkiego co najgorsze w zwykłych rozmowach. Czuję się ciągle oszukiwana. Ranię najbliższych bardzo mocno, co niestety daje mi satysfakcję. Lubię zadawać bliskim ból i "pastwić" się nad nimi. Uwielbiam się kłócić, praktycznie robię wszystko, żeby ze zwykłej rozmowy dojśc do kłótni, gdzie będę mogła wyżyć się. Nie umiem rozmawiać twarzą w twarz, jeśli rozmawiam z najbliższymi przez internet mogę im powiedzieć najgorsze rzeczy jakie mogłyby paść w ich stronę, jednak bezpośrednio nie umiem im tego powiedzieć. Nie umiem również podejmować poważnych decyzji w życiu, bo co chwilę zmieniam zdanie. Mam do wszystkiego słomiany zapał. Póki jestem sama wszystko jest ok jednak jeżeli mam kontakt z bliskimi mi osobami (np. jeśli jestem w związku) to wszystko co najgorsze wychodzi na wierzch. To co jest we mnie niszczy mnie powoli. Próbowałam zmienić się, myślałam że to kwestia mojego charakteru jednakże nic nie umiem na to poradzić, nie umiem nad tym zapanować...

 

Co sądzicie? Czy może też mieliście takie problemy i Wam pomogli?

Proszę o odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dobrze, że podjęłaś pierwsze kroki w kierunku wyjscia z obecnego stanu i zgłosiłaś się do specjalisty.

Ja sam mógłbym się popisać pod paroma cechami wymienionymi przez Ciebie i również czasem myślę o zgłoszeniu się do jakiejś poradni, lecz zwykle moje plany spełzają na niczym.

Tobie radzę też zastanowić się na temat realnych źródeł powstania tego typu zaburzeń. W jakiej atmosferze dorastałaś w domu rodzinnym, czy czułaś się kochana, akceptowana? Jak wyglądały stosunki między rówieśnikami, itd, etc.

Twoje zachowanie wskazuje na to, że jednak brakowało CI uwagi ze strony najbliższych (chęć bycia zauważoną, samookaleczanie).

Chorobliwa zazdrośc to też często paniczny lęk przed odrzuceniem. Gdy mamy niskie poczucie własnej wartości, kazda osoba stanowi dla nas potencjalne zagrożenie .

Radzę Ci zadać sobie szczerze powyższe pytania i równie szczerze na nie odpowiedzieć, ponieważ w większości przypadków takie stany jak Twój nie biorą się z powietrza, ale mają swoją przyczynę głęboko zakorzenioną w przeszłości. Dopóki otwarcie nie przyznamy się przed sobą, że zostaliśmy skrzywdzeni, odrzuceni, niesprawiedliwie potraktowani, to nasze próby wychodzenia z tego staną się dla nas syzyfową pracą. Tu silna wola nie wystarczy. Dopiero nazwanie po imieniu konkretnych wydarzeń i uznanie poniesionej krzywdy, braku pogodzenia się z tym lub przebaczenia innym , moze otworzyć nam furtkę do stopniowego uzdrowienia. W Tobie drzemie naturalna, ludzka potrzeba bliskości z drugim człowiekiem, ale też masz zakodowany mechanizm obronnego reagowania na tę bliskość. Mozesz krzywdzic, bo podswiadomie obawiasz się zostac skrzywdzona pierwsza.

Ja teraz fantazjuję, bo znam Cię jedynie z tego krótkiego postu, więc mogłem się zagalopować w swoich przypuszczeniach :)

Zyczę Ci jednak dojścia do sedna problemu i powodzenia na drodze powrotu do wewnętrznej harmonii.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz absolutną rację twierdząc, że brakowało mi zainteresowania ze strony bliskich. Wydaje mi się, że moje zachowanie wynika z tego, że rodzice nie potrafią okazywać mi swoich uczuć, jedynie poprzez pieniądze i prezenty. Ojciec tak naprawdę nic o mnie nie wie, nie raz próbowałam do niego wyciągnąć rękę, ale to nic nie dawało, z matką może jest lepiej ale gdy mówię jej o problemach to ignoruje je. Głównie swoją miłość pokazują mi nowymi rzeczami, które mi kupują. Jeśli chodzi o rówieśników to np w dzieciństwie nie miałam takich problemów, jednakże tak naprawdę coś się zaczęło dziać w gimnazjum, kiedy brakowało mi miłości rodziców i tak naprawdę nie umiałam zatrzymać przy sobie żadnych ludzi, owszem bywały przyjaźnie jednak nie na długo. Moje zachowanie głównie się ujawnia w związkach, ponieważ wtedy ta osoba jest dla mnie najważneijsza w życiu i mam z nią caly czas kontakt. Wydaje mi się, że gdybym miała przyjaciół też bym się tak zachowywała wobec nich. Zgadzam się z tym, że zazdrość to lęk przed odrzuceniem. W tej chwili naprawdę czuję się bardzo samotna i nie potrzebna. Próbowałam sama się zmienić jednak nic to nie dało, ponieważ jest ta zła część mnei nad którą nie panują i która dominuje, nie umiem się zmienić. Poszłam do psychologa jednak gdy się zapisywałam wystraszyłam się. Boję się, że nie będą w stanie mi pomóc i będę musiała żyć samotnie.

Dzięki za zainteresowanie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już sam fakt, że uznałaś swoje zachowania za niewłaściwe i stanowią one dla CIebie problem, swiadczy o Twojej dojrzałości.

Musisz zaryzykować i dać sobie pomóc. Nie zrażać się pierwszymi niepowodzeniami, bo na tej drodze do stabilizacji emocjonalnej możesz się potknąć nie raz. Jednym z najtrudniejszych zadań jest wyrozumiałość dla samej siebie i pewien dystans do własnych błędów.

Zmiany nie nastąpią jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale to będzie proces trwający miesiące, może nawet lata.

Ważna jest Twoja świadomosć istniejącego problemu i chęć walki z nim. Nawet jeśli jeden terapeuta zawiedzie, nie poddawaj się, tylko walcz dalej o siebie i swoją przyszłość. Rodziców nie zmienisz, czasu nie cofniesz, lecz to nie jest dla Ciebie wyrok, że cała przyszłość ma upłynąć pod znakiem takich skrajnych zachowań, jakie obecnie prezentujesz. Sądząc po Twoim ostatnim poście, największym utrapieniem jest dla Ciebie samotność. Ja to doskonale rozumiem, ale musisz uważać, by nie dac się złapać w pułapkę desperackiego szukania kogoś. Nie jest też dobre myślenie, że tylko drugi człowiek może uczynić moje zycie wartościowym i nadać mu prawdziwy sens. To jest mówiąc obrazowo budowanie domu na piasku, ponieważ na świecie nie ma ideałów i uzależnianie swojego być albo nie być od innych na dłuzszą metę nie służy.

Masz jakieś zainteresowania, pasje? Wiem, że przy słomianym zapale trudno o ich rozwój, ale może jak się lepiej poczujesz po wizytach u terapeuty spróbuj się zaangażować w coś..może wolontariat. Nie gwarantuję , ze to pomoże, jednak dzieki temu poczujesz się potrzebna innym. Same spotkania z psychologiem mogą nie wystarczyć, dlatego warto opracować jakiś sensowny plan, wprowadzić zmiany, które utrwalą pozytywny stan.

Jak się domyślam po loginie, masz 21 lat, więc jesteś jeszcze młodą osobą i masz bardzo duże szanse na szczęśliwe życie.

Nie potrafię Ci niczego sensownego poradzić, ponieważ mam część Twoich problemów i także trudno mi jest się z nimi uporać. Wciąż szukam swojego miejsca na ziemi, a właściwie to własnej tożsamości.

Czuję się czasami totalnie przytłoczony moim życiem, brakiem osiągnięć, perspektyw na przyszłość i monotonią dnia codziennego. Moja egzystencja obraca się wokół pracy, domu i komputera. Praktycznie nie mam życia prywatnego, choć staram się od jakiegoś czasu wychodzić do ludzi i nie zaszywać we własnej samotni, jest to dla mnie nie lada wyzwanie.

Mam skłonności do porównywania się z innymi, oczywiście takiego, w którym wypadam najgorzej na tle innych. No cóż..nie chcę robić offtopa wypisując swój własny pokręcony przypadek :)

Trzymaj się tam i walcz !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm samotność owszem jest dla mnie głównym problemem ale też to, że jak w jakieś nawiążę jakieś relacje z kimkolwiek takie głębsze to robię wszystko, żeby je zniszczyć. Dla mnie to nie jest logiczne... Nie umiem rozmawiać nie umiem żyć z ludźmi w zdrowych relacjach.

Mam zainteresowania, jednakże przy moim słomianym zapale przy niczym nie udało mi się zostać przed dłuższy okres czasu. Jest to spowodowane też niską samooceną. Interesuję się fotografią, kiedyś rysunkiem jednakże wiem, że jestem w tym beznadziejna i poddaję się.

U mnie jest dokładnie to samo nie mam życia osobistego, tylko praca szkoła i komputer, potrafię 3 dni leżeć cały dzień w łózku nic nie robiąc. A Ty byłeś u jakiegoś specjalisty?

Nie pozostaje mi nic innego jak odliczanie do spotkania z psychiatrą....

Dzięki wielkie za wsparcie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie byłem..w ogóle dopiero od 2 miesięcy z kawałkiem mam pracę w której się jakos utrzymuję i nawet chce utrzymac. Wczesniej miałem straszną niechęć do pracy i robiłem masę uników. Był to lęk połączony z niechęcią i poczuciem totalnego niedopasowania, zarówno do miejsca, ludzi jak i charakteru wykonywanych zadań. Często wydawało mi się, ze ludzie mnie postrzegają jak totalnego idiotę, któremu najprostsze zadania sprawiają trudności.

Aby się nie skompromitować jeszcze bardziej, wybierałem najprostszą metodę, czyli ucieczkę. Na szczęście w obecnym miejscu pracy idzie mi w miarę dobrze i nawet jestem lubiany, więc tyle dobrego.

Tak czy siak, nie czuję się psychicznie silny. Gdy mi się jako tako układa, to jest znośnie, lecz małe niedogodności powodują u mnie straszną frustrację. Wystarczy jeden niepochlebny komentarz skierowany w moją stronę, aby mi popsuł humor na cały dzień. Jestem osobą dość wrażliwą, której trudno jest zachować dystans do pewnych spraw i odgrodzić się od aury innych ludzi. Często muszę czuć akceptację ze strony innych, bo w przeciwnym razie tracę grunt pod nogami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm.... może pomyślałbyś, żeby przejść się do psychologa? Taka rozmowa na pewno Ci pomoże, będziesz musiał popracować nad sobą. Dobrze, że to widzisz bo to połowa droga do sukcesu, żebyś coś z tym zrobił. Na pewno nam będzie lepiej pomóc, ponieważ zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę i chcemy żyć inaczej ;) Mam nadzieję, że wybierzesz się kiedyś do psychologa i pomoże Ci na tyle, że zmienisz postrzeganie otoczenia i samege siebie. Tego Ci życzę z całego serca, jak się wybierzesz daj znać czy pomogło ! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy tu jest tu ktoś z border z wawy i chciałby się spotkać? jestem zmęczona sobą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rav71 przedstawiasz bardzo dojrzałe spostrzeżenia. Życzę powodzenia w dalszym pokonywaniu własnych trudności.

 

Myślę jednak, że dobrze dobrana terapia mogłaby jeszcze bardziej pomóc Ci w poukładaniu siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym czytała o sobie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×