Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
cabron

Terapia w zaburzeniach osobowości

Rekomendowane odpowiedzi

odbudować osobowość...pytanie do uleczonych

 

Witam

 

Nie będę się rozwodził i zacznę od tego że ponownie rozpocząłem terapię indywidualną ze stwierdzoną osobowością unikającą i zależną.

Od początku nachodzą jednak człowieka wątpliwości że skoro żył tak jak żył przez wiele lat to nie widzi na początku możliwości zmiany. Dlatego chciałem zapytać osób, które leczyły zaburzenia swoich osobowości...czy wam się udało ? Jak wyglądał postęp i czy widzicie poprawę w stosunku do tego co było przed terapię. Sporo jest wątków o efektach leczenia nerwicy i depresji, nie znalazłem jednak nic o zaburzeniach osobowości. Jest ciężko z tym żyć mimo świadomości całego mechanizmu, tym bardziej trudno znaleźć nadzieję i uwierzyć że da się żyć innaczej...potrzebuje podbudowania wiary w siebie i skuteczność leczenia. Mam dość męczarni ze swoimi lękami i sposobem działania, tylko że ten sposób działania do tej pory uważałem za "siebie" a nie efekt zaburzeń więc nie wiem jak to może wyglądać i czy da się to zmienić. Brakuje mi sił stąd ponowna terapia z motywacją wytrwania do końca. Nie mniej pozytywne wieści w cenie złota...:)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cabron, Witaj.

Zmodyfikowałam nieco tytuł Twojego wątku.

Zobaczymy czy się rozwinie.

Ponieważ na forum jest wątek na temat psychoterapii i wypowiadają się w nim użytkownicy z różnorodnymi zaburzeniami, daję czas temu wątkowi.

Jeśli sytuacja będzie wymagała połączenia tego wątku z w/w na temat psychoterapii...uczynię to.

psychoterapia-dziala-czekam-na-ka-dego-posta-z-wasza-opinia-t4853-1568.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sama jestem ciekawa. Mam osobowość zależną i pewnie sporo z osobowości unikajacej, zaczynam wątpić w to, że mogę normalnie żyć, byłam na 2 terapiach grupowych ale to było za krótkie i zbyt mało indywidualne żeby przyniosło jakieś efekty. Zamierzam sie wybrać na terapię długoterminową i zobaczę co będzie wtedy. Ale jeśli mam być szczera to uważam, że zaburzenia osobowosci nie są uleczalne, można jedynie "zaleczyć" objawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

IwciaZeschizowana,uważam że to można skutecznie leczyć czasem lata to trwa,ale można terapią dobrze dobraną cuda zdziałać...więc się nie załamujcie :) wiara czyni cuda..i praca nad sobą ustawiczna..ale warto

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz jeśli mam być szczera to zauważyłam, że na tym forum ludzie łapią się czasem złudnych nadziei albo wierzą w coś co nie jest poparte żadnymi danymi. Ludzie wierzą w coś bo chcą myśleć, że jest tak a nie inaczej. Prawdzie trudno spojrzeć w oczy. Nie żebym chciała tutaj wszystkich dołować czy coś ale nie znalazłam ani jednej osoby, która by napisała wyleczyłam się z zaburzeń osobowości albo chociaż znacznie poprawiłam jakość swego życia. A nie wierzę, że nikt nie próbował leczyć tej dolegliwości. Kiedyś zapytałam moją psychiatrę ile powinna trwać terapia zaburzeń osobowości, powiedziała, że minimum 2 lata a w moim przypadku 4 lata. Zakładając, że wizyta kosztuje 70zł - to 4 letnie leczenie wyniesie mnie około 13 440. trochę droga inwestycja szczególnie, że nie znam żadnej osoby który by dowiodła jej skuteczności, i nie czarujmy się, nie ma czegoś takiego jak długoterminowa terapia zaburzeń osobowości z NFZ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie tu piszą, że terapia może zdziałać cuda. Być może, nie wiem. Może jestem za mało doświadczony, w końcu jedynie od 4 lat się intensywnie leczę, zaliczyłem jedynie 3 pobyty na oddziałach dziennych i jeden na oddziale zamkniętym, jedynie około roku uczęszczałem na psychoterapię i 3 lata brałem leki. Może to za mało bym miał prawo w ogóle się wypowiadać, ale moje obserwacje są takie, że teraz gdy nie jestem na żadnej terapii i nie biorę żadnych leków, wcale nie widzę żadnej różnicy w stosunku do czasów gdy intensywnie pracowałem nad sobą z fachowcami.

Każdy przypadek jest indywidualny, nie chcę uogólniać. Tylko, że chyba w przypadku zaburzeń osobowości problemy są zakorzenione tak głęboko w konstrukcji psychicznej, że takie sposoby jak rozmowa nawet jeśli jest prowadzona przez najwybitniejszego terapeutę, to jednak to tylko rozmowa, to tylko wypowiadane słowa. Wydaje mi się, że aby zmienić rdzeń zaburzonej osobowości potrzeba istotniejszej ingerencji w umysł pacjenta niż tylko leczenie słowem. Leki też wydają się być jedynie wygłuszaczami pewnych objawów, ale nie leczą i nie naprostowują źle utworzonych połączeń neuronów i schematów myślenia. Tu potrzebny byłby lek, który dotrze bezpośrednio do mózgu i z mądrością psychoterapeuty inteligentnie odnajdzie te tysiące źle wytworzonych połączeń i źle działających neuroprzekaźników, i je wszystkie prawidłowo na nowo połączy zmieniając w ten sposób całą naszą konstrukcję i osobowość. Bez tego osoby z zaburzeniami osobowości zawsze będą potencjalnie bardziej narażone na upadki tak jak człowiek z AIDS jest łatwiej narażony na różne zarazki. Leki, psychoterapia i inne rodzaje pomocy obecnie dostępne mogą nam pomóc do pewnego stopnia, myślę że to w połączeniu z przyjaznym środowiskiem i naszą ciężką pracą może wielu doprowadzić do stanu w którym ktoś taki powie ,że czuje satysfakcje ze swojego życia.

To by dotyczyło osób z zaburzeniami osobowości gdzie błędne procesy myślowe mogą być utożsamiane niemalże z naszą naturą tak jak orientacja czy podział na introwersję i ekstrawersje. My z tym rośliśmy, to nie tak jak z depresją kliniczną, gdzie w pewnym momencie życia doszło do zaburzenia i lekami można to szybko naprostować. Zaburzenie osobowości dotyka niemalże całości naszego umysłu ,a nie tylko określonych części mózgu, które wystarczyłoby odpowiednio stymulować w celu wyłączenia pewnych objawów. Sprawa z osobowością jest strasznie trudna i złożona, dlatego mówię o potrzebie głębszej i inteligentniejszej ingerencji niż mamy możliwość otrzymać w obecnych czasach. Dobre czasy dla osób z zaburzeniami osobowości jeszcze nie nastały. Niech nas nie zmylą olbrzymie możliwości nauki, łatwość z jaką rakiety lecą w kosmos itd. Umysł i osobowość to inny wymiar złożoności.

Nie zmienia to faktu, że człowiek lepiej sie czuje gdy korzysta z środków mu dostępnych do naprawy własnego życia. Przynajmniej nie żałuję, że zmarnowałem szansę i nie słyszę od nikogo, że za mało sie staram. Już samo podejmowanie leczenia jest terapeutyczne, często bardziej niż sama terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

IwciaZeschizowana,

moim zdaniem oosbowośc to cos zapisane w genach, z czym przychodzimy na swiat oraz kaształtowanie się osbowości przez wczesne lata dziecinstwa czyli powstawanie połączeń w móżgu i tyle i az tyle , tu by trzeba tederapi genetycznej a czy terapia jako ingerencja i połączenia nerónow bedzie kiedykolwiek mozliwa nie wiadomo, to bardzo ryzykowne , pogrzebie sie komus coś mu nie styknie i mozna mu pozmieniac na niekorzyc , lepiej nie ruszac, jedynie ingerencja genowa byałaby mozliwa ,ale to jeszcze nie teraz ,ale moze juz niedługo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też tak uważam, uważam że osobowość to 75% genów i jedynie 25% wychowania - co gorsza wychowania które nas ukształtowało. i jest to coś co raczej jest niemożliwe do zmiany. Obawiam się, że dla mnie już nie ma ratunku.

Ale z drugiej strony, gdyby chodziło o same geny to moje starsze rodzeństwo także powinno mieć problemy. Oni nie leczą się psychicznie. Być może ja widzę u nich pewne podobieństwa które mogłyby się nadawać do pracy nad nimi ale jednakże oni nie odczuwają żadnych lęków, depresji ani niczego co należałoby leczyć. Chciałabym przynajmniej im dorównać. Nie chcę być osobą o idealnej, silnej osobowości. Nie chce mieć tylko problemów jakie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

IwciaZeschizowana,

nie znalazłam ani jednej osoby, która by napisała wyleczyłam się z zaburzeń osobowości albo chociaż znacznie poprawiłam jakość swego życia.

NIe znalazłaś na tym forum, czy w ogóle nie znalazłaś? Bo to jest różnica. Ja w przeciwieństwie do Ciebie znalazłam takie osoby, w tym i z tego forum.

Kiedyś zapytałam moją psychiatrę ile powinna trwać terapia zaburzeń osobowości, powiedziała, że minimum 2 lata a w moim przypadku 4 lata.

Dobrze Ci powiedziała. Niektórzy korzystają z terapii dłużej niż 4 lata.

Ja chodzę ponad dwa lata prywatnie i jestem bardzo zadowolona. I nie zgodzę się z Twoimi powyższymi stwierdzeniami.Masz prawo do swojego osądu bo tak jak napisałaś nie spotkałaś nikogo takiego.

Zakładając, że wizyta kosztuje 70zł - to 4 letnie leczenie wyniesie mnie około 13 440. trochę droga inwestycja szczególnie, że nie znam żadnej osoby który by dowiodła jej skuteczności, i nie czarujmy się, nie ma czegoś takiego jak długoterminowa terapia zaburzeń osobowości z NFZ.

Tak, te koszty oscylują wokół podanej przez Ciebie sumy. Sama poniosłam zbliżone koszty, ale uważam, że było warto.

NIestety, taki mamy system opieki zdrowotnej. Leczą się w większości Ci, których na to stać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
terapia jako ingerencja i połączenia nerónow bedzie kiedykolwiek mozliwa nie wiadomo, to bardzo ryzykowne , pogrzebie sie komus coś mu nie styknie i mozna mu pozmieniac na niekorzyc , lepiej nie ruszac, jedynie ingerencja genowa byałaby mozliwa ,ale to jeszcze nie teraz ,ale moze juz niedługo

Wszystko pięknie, ale działanie terapii polega właśnie na tym, że tworzą się nowe połączenia między neuronami. Nie trzeba do tego ingerencji chirurgicznej. Pisałam już o tym wielokrotnie na forum - skuteczność terapii została w ten sposób przebadana i dowiedziona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy odnośnie czego skuteczność terapii została dowiedziona. Na pewno potrafi wprowadzić do życia człowieka zmiany, kwestia tylko czy u potężnie zaburzonej osoby te zmiany potrafią być na tyle duże, że ten człowiek po rozsądnym czasie terapii będzie w stanie powiedzieć, że jest usatysfakcjonowany swoim życiem. Pewne rzeczy na terapii jest łatwiej skorygować, zależy od tego z czym sie czlowiek konkretnie boryka. Często jednak potrzeba czegoś więcej niż rozmowy i oddziaływania tępą chemią na neuroprzekaźniki. Dlatego dla wielu jeszcze szczęśliwy czas nie nastał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oooo wreszcie coś dla siebie znalazłem. Bo moim problemem nie jest depresja która nagle się pojawiła, a jej wyleczenie prowadzi do stanu sprzed choroby. Niektórzy biorą leki, pochodzą na terapię i czary- mary są zdrowi, wszystko jest tak jak dawniej. Problem pojawia się gdy nie da się wyróżnić wyraźnej granicy pomiędzy stanem zdrowym a chorym. Co gorsza właściwie to trudno powiedzieć o chorobie skoro zawsze było tak samo. Wadliwa konstrukcja osobowości kształtowała się przez lata a psychoterapia w tym momencie dotyka tylko powierzchni, nie jest w stanie nic więcej zdziałać. Terapia to przeważnie tylko rozmowy. To niestety nie każdemu pomaga. Trzeba by całą osobowość rozłożyć, rozwalić i wszystko zbudować od nowa. A tak się nie da.

Sama zauważyłem ostatnio ciekawą rzecz, taka obserwacja, refleksja dotycząca okresu kiedy na moją pokręconą psychikę dodatkowo spadła ostra depresja. Brałem leki, chodziłem na terapię. Efekt był taki że wróciłem do stanu tzw. używalności - czyli nie miałem już tej ostrej depresji ale wszystkie zaburzenia zostały bez zmian. To chyba jest nienaprawialne. Ja mam ponad 30 lat i sporo czasu spędziłem w gabinetach lekarzy, psychologów czy psychoterapeutów. Żaden nie był w stanie nic z tym zrobić. Niektórzy co gorsza w ogóle tego nie rozumieli i uznawali że po prostu mam depresję albo nawet że marudzę.

Tak naprawdę cała konstrukcja mojej psychiki jest tak sztywna i skostniała że nic nie skutkuje. Wszystko dzieje się automatycznie, na tak głębokim poziomie że coś takiego jak rozmowa nic nie pomaga. Wszystkie schematy, czy reakcje są na tyle mocno ukształtowane że odbywają się automatycznie, tak samo jak cofanie ręki przed gorącym płomieniem.

A moje terapie przypominały mi rzucanie kamykami w czołg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Korat, chodziło mi o to, że dowiedzione zostało, że tworzy nowe połączenia między neuronami i stąd jej zdolność naprawcza. Tylko z tego co pamiętam odnosiło się to do behawioralno-poznawczej, a w skuteczność pozostałych nurtów nie wierzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monika1974 możesz powiedzieć na co sie leczysz, ile to trwa i jak efekty??

 

Do sorensen, mam podobne odczucia, zawsze jak idę na terapię, poprawia mi się, tryskam humorem ale potem i tak wszystko szlag trafia. Mam wrażenie, że terapia co najwyżej działa gdzieś na powierzchni moich problemów. Poza tym ja mam takie coś, że ja myślę co innego i czuję co innego, podam przykład: ktoś nagada o mnie komuś jakiś bzdur, plotek - ja wiem, że nie ma się tym co przejmować, ja po prostu rozumiem, że to jest kłamstwo, że być może ta osoba ma nudne życie i potrzebuje takich "rozrywek", na takim poziomie mentalnym ta plotka jest mi obojętna bo normalni ludzie się plotkami nie przejmują, a jednak siedzi mi to w głowie, potrafię się popłakać, bardzo to przeżywam. Podałam tu tylko przykład ale takich sytuacji w życiu codziennym gdzie czuje coś innego i myślę coś innego jest pełno. Tak jakby mój rozum sobie z tym radzi a geny dają o sobie znać.

 

Co do terapii poznawczej to faktycznie wydaje mi się ona najlepsza. Kiedyś trafiłam do Pana który prowadził terapię gestalt - normalnie katastrofa, ja gadałam do niego, on się nic nie odzywał. Nie wiem jak ktoś ma naprawić moją psychę jak prawie się nie odzywa. Doszłam do wniosku, że twórca tego nurtu chyba był nastawiony na zarobek no bo fajnie tak godzinę przemilczeć a 80zł skasować, nie?? Jak będę chciała się komuś wyżalić to od tego mam przyjaciół a ja szukam pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od czasu do czasu jak coś mi przyjdzie przeczytać na temat psychoterapii interesujących mnie objawów, to w profesjonalnych publikacjach podaje się jako jeden z problemów fakt, że często terapia jest tak prowadzona, że uniemożliwia wręcz wzbudzenie w pacjencie motywacji do uczęszczania na nią. W takich sytuacjach, to nie pacjent jest winien tego, że przerwał terapię jak często chce się ludziom wciskać, ale rezygnacja z terapii jest naturalną konsekwencją jej niedostatecznej skuteczności. Często rezygnacja z terapii przez pacjenta jest wręcz dowodem na to, że terapia jest prowadzona w zły sposób. Wzbudzanie motywacji w pacjencie to podstawa w wielu zaburzeniach, bo dla wielu pacjentów brak motywacji stanowi jeden z ważniejszych objawów ich zaburzeń. Dla takich pacjentów tworzy się terapie krótko terminowe, one zazwyczaj okazują się skuteczniejsze. W błędzie jest ten kto uważa, że im dłużej się uczęszcza na terapię, tym więcej pozytywnych efektów ona przynosi. Wręcz dla wielu, zbyt długi czas może powodować zmęczenie, frustrację i załamanie faktem, że nawet wiele lat pracy niczym u nich nie skutkuje. Każdy przypadek jest inny i w zależności od konkretnych dolegliwości można stwierdzać czy dana terapia ma w nich zastosowanie. Dla jednego nawet ta tępa wersja terapii polegająca na gadaniu latami do "ściany" może okazać się najskuteczniejsza, a inny z kolei będzie potrzebować bardzo emocjonalnego i zaangażowanego terapeuty z którym będzie pracować krótkoterminowo przez parę miesięcy. Terapię dobiera się do konkretnych celów jakie chce się osiągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie można zmienić sposób myślenia, ale nie da się zmienić tego jak się czujesz chyba że na swoje samopoczucie wpływa to jak myślisz co jest prawdą dla większości ludzi, ale nie dla kogoś kto nie odczuwa emocji. Jeżeli nie przeżywasz normalnych emocji to na to nie ma terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Monika1974 możesz powiedzieć na co sie leczysz, ile to trwa i jak efekty??

Ponad dwa lata w nurcie psychodynamicznym.

Nigdy mnie nie zaszufladkowała do żadnych zaburzeń, a gdy ja sama pytałam to pytala do czego mi to jest potrzebne.

Pamiętam jak półtorej roku temu powiedziałam jej, że podejrzewam borderline u siebie, naczytałam się w necie i tu na forum.

Powiedziała do mnie: "Pani Moniko, proszę mi powiedzieć dlaczego pani tak uważa?"

No i zaczęłam mówić, a po pewnym czasie doszłam do wniosku, że jednak nie.

Potem jeszcze parę razy pytałam, chciałam się koniecznie zaszufladkować.

Terapeutce udało się za każdym razem odwieść mnie od moich autodiagnoz.

Ona mówi o moich trudnościach.

Zanim do niej trafiłam psychiatra stwierdził zaburzenia lękowo-depresyjne.

Jakie efekty?

Doskonale!

Powiem, że zaczęły być dla mnie odczuwalne dopiero po ponad roku, po jakiś 16 miesiącach.

NIgdy nie zniechęcałam się do sesji. Miałam taki wewnętrzny upór, żeby nie poddawać się swoim słabościom i trudnościom.

Jeszcze nie myślę o jej zakończeniu.

Nie chcę czegoś przeoczyć, a zależy mi na tych sesjach, ponieważ widzę, że się rozwijam.

Ale myślę, że mam już bliżej niż dalej do jej końca.

Dlaczego pytasz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pytam oczywiście z czystej ciekawości. Szczerze mówiąc ja bym sie wkurzyła jakby mi nie chciano postawić diagnozy, no bo wybacz ale chyba fajnie jest wiedzieć z czym sie ma problem i na co się człowiek leczy. gdyby ktoś nie chciał mi powiedzieć co mi dolega to uznałabym, że nic a on sobie po prostu trzepie kase na pogawędkach ze mną.

Poza tym, nie wiem jakie konkretnie masz problemy ale jeśli chodzi o mnie to ja naprawdę walczę o życie bo ja mam lęk przed pracą, przed ludźmi, jestem zależna od bliskich mi osób - ja nie idę na terapię, żeby sobie poradzić z "trudnościami", tylko chce iść po to żeby móc w ogóle normalnie funkcjonować, bo póki co moje życie nie przypomina normalnej egzystencji tylko wegetacje w prawie dosłownym tego słowa znaczeniu.

 

wiecie czego sie boje?? że ja wydam kupę kasy na terapię a potem okaże się, że ona mi nie pomogła. Na końcu zostanie takie poczucie niesparwiedliwości, że on kasy zarobił w brud a ja zostaje z niczym. Nie chcę żeby to brzmiało jak czarnowidztwo i zakładanie z góry, że się nie uda, chodzi o to, że mam kilka terapii za sobą i pewne leczenie i przykro mi ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się poprawiło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kompletnie nie rozumiem dlaczego robi się tajemnicę ze stawiania diagnozy i jeszcze próbuje się pacjenta wprawić w poczucie, że znanie diagnozy to nic dobrego. Powiem wam, że poznanie przeze mnie mojej diagnozy, to był najlepszy moment w całej terapii. Od tamtego momentu przez lata studiowałem profesjonalne publikacje na ten temat i teraz dzięki temu posiadam dużo większy spokój oraz wgląd w siebie, którego żadna terapia psychodynamiczna w życiu by mi nie dała. Dzięki poznanej diagnozie i całej pracy poświęconej na poznanie z czym mam do czynienia, teraz wiem na czym stoję, wiem jakie problemy są dla mnie najważniejsze, wiem co stanowi rdzeń problemów, wiem jakie słowa dobierać by była jasność pomiędzy mną a terapeutą. Naprawdę jeśli cokolwiek dobrego mogę powiedzieć o całych tych latach leczenia, to właśnie to że dostałem diagnozę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
pytam oczywiście z czystej ciekawości. Szczerze mówiąc ja bym sie wkurzyła jakby mi nie chciano postawić diagnozy, no bo wybacz ale chyba fajnie jest wiedzieć z czym sie ma problem i na co się człowiek leczy. gdyby ktoś nie chciał mi powiedzieć co mi dolega to uznałabym, że nic a on sobie po prostu trzepie kase na pogawędkach ze mną.

Nie przeszkadza mi to, że pytasz.

Widocznie uznała, że w moim przypadku zaszufladkowanie jest złem koniecznym.

Na początku drążyłam, potem już nie.

I nawet dobrze się stało.

Poza tym, nie wiem jakie konkretnie masz problemy

Problemy = trudności.

ale jeśli chodzi o mnie to ja naprawdę walczę o życie bo ja mam lęk przed pracą, przed ludźmi, jestem zależna od bliskich mi osób

też miałam podobnie zanim rozpoczęłam terapię.

- ja nie idę na terapię, żeby sobie poradzić z "trudnościami",

NIe? A wyzej pisałaś, że masz problemy. Dla mnie to to samo.

tylko chce iść po to żeby móc w ogóle normalnie funkcjonować, bo póki co moje życie nie przypomina normalnej egzystencji tylko wegetacje w prawie dosłownym tego słowa znaczeniu.

Też przechodziłam przez piekło.

wiecie czego sie boje?? że ja wydam kupę kasy na terapię a potem okaże się, że ona mi nie pomogła.

Tu nie ma się nad czym zastanawiać. Nie masz niczego do stracenia.

Na końcu zostanie takie poczucie niesparwiedliwości, że on kasy zarobił w brud a ja zostaje z niczym.

Pozorne wyobrażenia i projekcje.

Nie chcę żeby to brzmiało jak czarnowidztwo i zakładanie z góry, że się nie uda, chodzi o to, że mam kilka terapii za sobą i pewne leczenie i przykro mi ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się poprawiło.

Móże potrzebujesz więcej czasu. Na zaburzenie, które teraz leczysz pracowałaś całe życie, a chciałabyś się wyleczyć "poświęcając" rok, dwa lata?

NIe ma tak łatwo.......niestety.

Ja kompletnie nie rozumiem dlaczego robi się tajemnicę ze stawiania diagnozy i jeszcze próbuje się pacjenta wprawić w poczucie, że znanie diagnozy to nic dobrego.

NIe mam jej tego za złe. Akurat w moim przypadku od samego początku mówiła o trudnościach.

NIe ciężko domyślać się z czym do niej przyszłam. Miała to jakoś nazwać? A może moje trudności są ze spectrum wielu zaburzeń?

Powiem wam, że poznanie przeze mnie mojej diagnozy, to był najlepszy moment w całej terapii.

Ja co sesję dowiaduję się z czym mam problem. Więc realnie jestem doinformowana.

Od tamtego momentu przez lata studiowałem profesjonalne publikacje na ten temat i teraz dzięki temu posiadam dużo większy spokój oraz wgląd w siebie, którego żadna terapia psychodynamiczna w życiu by mi nie dała.

Akurat w Twoim przypadku było to niezbędne.

NIe ma dwóch identycznych przypadków.

Dzięki poznanej diagnozie i całej pracy poświęconej na poznanie z czym mam do czynienia, teraz wiem na czym stoję, wiem jakie problemy są dla mnie najważniejsze, wiem co stanowi rdzeń problemów,

Ja te ż jestem świadoma swoich trudności. Trafiłam na bardzo kompetentną terapeutkę.

wiem jakie słowa dobierać by była jasność pomiędzy mną a terapeutą.

Ja akurat nie mam trudności w tej relacji, chociaż na początku nieświadomie traktowałam ją przeniesieniowo jak matkę. To się zmieniło. Teraz terapeutka nie jest dla mnie obiektem matki.

Naprawdę jeśli cokolwiek dobrego mogę powiedzieć o całych tych latach leczenia, to właśnie to że dostałem diagnozę.

Ja miałam inne priorytety.

Chciałam skupić się na moich trudnościach, konfliktach, umieć sobie z nimi radzić.

Diagnoza mogłaby mnie zabić. Nie chciałabym rozwijać tego tematu i o tym mówić. Powiem tylko tyle, że ze wzgląd na moje przeżycia z wczesnego dzieciństwa- poważną chorobę nowotworową, terapeutka od samego początku wiedziała co robi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam !

 

Myślę, że mogę się wypowiedzieć w tym temacie.

"Choruje" od 3 lat. Zaczęło się od depresji, opuszczania zajęć szkolnych, totalnej izolacji od społeczeństwa. Dziś po 3 pobytach na oddziale zamkniętym, dwóch latach terapii u psychoterapeuty, wielkrotnych zmianach leków psychotropowych, 3 poważnych próbach samobójczych - ŻYJE.

Niecały rok temu, podczas ostatniego pobytu w Klinice Dzieci i Młodzieży w Krakowie, potwierdzono przypuszczenia terapeutki, że mimo mojego wieku - 19 lat - można stwierdzić u mnie osobowość borderline.

Przechodziłem przez wiele rzeczy. Miałem epizod anorektyczny, regularnie sie samookaleczam, mam bulimie, robie często na prawde nierozsądne rzeczy.

Na tym forum zazwyczaj pociesza się nowych użytkowników, ale ja nie chce kłamać. Na ten moment, po 2 latach terapi, nie ma poprawy. Niestety. Terapie porzuciłem, gdyż po prostu w żadnym wypadku mi nie pomogła. To, ze dziś żyje, zawdzięczam tylko i wyłącznie KARBAMAZEPINIE i Anafranilowi. Tydzień temu wypisano mnie ze szpitala po 3 dniowym pobycie na toksykologii. Powód ? Zapiłbym się na śmierć. Ciąg alkoholowy trwał przez 2 tygodnie i organizm nie wytrzymał. Ledwo uszedłem z życiem, 3 prom. alkoholu, ale żyje i ciesze się z tego.

 

Wiecie, sam nie wiem, jak to jest z terapią psychologiczną u osób z Z.O. Troche mnie to wszystko przeraża. Moja była dziewczyna, która byla bulimiczką, zmarła 2 tygodnie temu na zawał. Jeszcze inna koleżanka z oddzialu w Krakowie przedawkowała narkotyki.

Coraz częściej godzę się z myślą, że i mi nie pozostało wiele życia. Co gorsza już sie chyba nie boje śmierci. Ale powiem Wam jedno !

Nie żałuje swojego życia. Wiem, ze zrobiłem ogrom błędów, ale chciałbym to wszystko przeżyć jeszcze raz. Chciałbym spotkać na swojej drodze te same kobiety i tych samych mężczyzn. Chciałbym ich jeszcze raz kochać . :)

 

Wiem, że mój post nie jest pocieszający, ale bez zmartwień. To ja musze być tak popier... przypadkiem . :D

 

W ogóle witam ponownie kochani :) Myślałem o wielu z Was tutaj na tym forum :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

milano3, no nie jest to post wiejacy optymizmem...moze sprobuj jeszcze choc troche powalczyc o siebie? Jestes tego wart...Nie oswajaj sie tak szybko ze smiercia bo zadnego nieba z aniolkami nie ma. Bierz ta Karbamazepine i Anafranil i sprobuj znalezc moze jakiegos kompetentnego terapeute czy tam terapeutke albo sprobuj powalczyc o 7F w Krakowie co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chodzi o to, że jestem pewien, że umre, że chce umrzeć. Po prostu wizja śmierci na dzień dzisiejszy nie przeraża mnie już tak, jak 3 lata temu :)

7F w Krakowie ? Sam nie wiem. Hospitalizowano mnie już trzy razy, raz spedziłem w klinice 7 tyg. i nic z tego :D :) Nie moge na dzień dzisiejszy uwierzyć w szpitale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radek, 7F to nie jest typowy psychiatryk, tylko oddzial specjalnie nakierowany na osoby z Z.O. Pobyt trwa pol roku co prawda, ale podobno cholernie pomaga a Ty bardzo mlody jescze jestes i kawal zycia przd Toba wiec co by Ci szkodzilo, no? Przynajmniej sproboj do k*rwy nedzy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×