Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

41 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

W związku chcę się czuć komfortowo i móc być sobą. Jeśli miałbym musieć walczyć o partnerkę, to ja takiej partnerki nie chcę.

Mam za dużo wad a za mało atutów żeby same z siebie przychodziły:P Mówiąc o "walce o partnerkę" nie mam na myśli bicia się z każdym absztyfikantem, agresji czy obsikiwania murków w pobliżu jej domu żeby zaznaczać terytorium. Mam nadzieję, że to było akurat jasne w mojej wcześniejszej wypowiedzi. Mówiąc o walce mam na myśli bardziej podejmowanie inicjatywy, pokazywanie, że można zaufać, zapewnić bezpieczeństwo, zrobienie pierwszego kroku itd. itp. Nazywam to walką bo jednak to wymaga często wysiłku, poświęcenia, treningu no i raz się wygrywa a raz przegrywa. Więc taka trafna dosyć metafora ale mam nadzieję, że jasne jest, że to była tylko metafora.

 

Bo to się wiąże trochę z tymi pokrewnymi tematami gdzie chłopaki się żalą, że są sami, a by chcieli z kimś. No to własnie bez podjęcia tej walki to myślę, że sporo z nas (chłopaków) będzie mieć problem. A przynajmniej tak sobie to wytłumaczyłem i mi się to sprawdza więc szerzę nowinę dalej

 

53 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

Finanse to też trochę inna sprawa, bo dla mnie od góry pieniędzy ważniejszy jest święty spokój

Ja wolę kupić docelowo spokój za cenę poświęcenia się teraz. A jak umrę po drodze to przynajmniej coś sobie pożyję na ile zdrowie pozwala

 

54 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

Praca, atmosfera w pracy – jeśli musiałbym w pracy walczyć i ciągle udowadniać swoją wartość, to byłoby to wg mnie toksyczne środowisko pracy.

Wiesz i widzisz jak u mnie praca wygląda. Różnie jest ale generalnie nie jestem korposzczur który pnie się po szczeblach. Sam sobie szefem i raczej wole mieć kilku niezależnych klientów dla których sobie coś tam dłubię a jak muszę gdzieś pojechać to też poukładane to wszystko tak, żeby było komfortowo. "Walka" w pracy niekoniecznie musi być taka bardzo toksyczna ale fakt, wartość trzeba udowadniać (dowozić projekty). Ale znamy się na tyle, że ja myślę, że Ty jednak tu też walczysz ;) więc tu trochę na podobnym wózku jedziemy myślę. I jeśli sam przeklinasz czasem robotę to jednak to chyba trochę walka nie?

 

58 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Pozycja… To też jest ciekawy temat. Jeśli jestem w towarzystwie, w którym są ludzie, z którymi muszę walczyć o pozycję (np. narcyzi, którzy próbują innych zdominować), to nie wchodzę w takie walki i opuszczam toksyczne towarzystwo. W moim towarzystwie z wyboru też chcę czuć się spokojnie i swobodnie, a nie zastanawiać się nad tym, co mówię i w jaki sposób to może być przeciwko mnie wykorzystane.

Bo sam jesteś narcyzem który nie lubi mieć konkurencji w pobliżu 🙂 Znam to trochę od strony MBTI i mojego typu osobowości. Też nie lubię gdy jest więcej niż jeden ja. Na szczęście nie często spotykam samego siebie (ale szczerze mówiąc Ty drugiego podobnego do Ciebie to myślę, że byś nie zniósł po 10 minutach :D).

 

Ale tu też mówiąc o pozycji dałem to w cudzysłów. Bo nie chodzi mi o dominację rozmówców nieeee. Odnosząc się do wypowiedzi @Chongyun  to mi nie chodzi np. o bycie alfą. Mówiąc o pozycji miałem na myśli asertywność, umiejętność odnalezienia się w każdym towarzystwie, zaznaczać swoją osobę ale nie żeby przyćmić innych tylko, żeby samemu nie zostać zjedzonym

 

Indor pisz krócej bo ja się rozpisuję później też i znowu książke napiszemy xd

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, shadow_no napisał(a):

To w kontekście randek czy zwykłych znajomości?

 

Jeśli chodzi o randki to jednak jestem zwolennikiem spotkań szybciej niż wolniej. Życie płynie szybko, nie wiadomo co będzie jutro, a w przypadku poznawania (jako facet) dziewczyny, to jesteś tylko jednym spośród dziesiątek którzy akurat tego dnia napisali.

Do tego czasem okazuje się że na żywo coś się nie klei i lepiej było wcześniej np. to przerwać i nie tracić czasu obojga. Wiec kolejny plus z szybszego poznania.

 

Jesli się szybko nie uwiniesz z tematem spotkania i nie przejdziesz dalej, to na Twoje miejsce jutro wskoczy kolejnych xx gości. Oczywiście to trochę przejaskrawiam ale tylko troche. Wiesz co mam na myśli. Wg mnie w relacjach damsko męskich im więcej czasu upływa bez pierwszego spotkania, tym bardziej to wszystko zmierza ku not happy end

 

 

Tak po prawdzie to to i to.  Albo może obracałem się w towarzystwie skrajnych introwertyków sam już nie wiem.

Nawet 3 osób nie udało mi się nigdy dograć żeby to się udało.

A w kontekście związków romantycznych to tylko z obserwacji mówiłem, bo moje szanse z przyczyn obiektywnych i leżących naprawdę poza mną są bardzo nikłe, i próby z mojej strony są raczej, chyba tylko by powiedzieć iż nie stałem bezczynnie .

Myślałem też o tym,że po pewnej liczbie porażek na tym polu to praktycznie każdy[ no są jakieś 0,0000000001%] osoby które się nie poddadzą i będą szukały związku czy też znajomych do skutku, takich podziwiam i chciałbym być taki sam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

31 minut temu, shadow_no napisał(a):

Mam za dużo wad a za mało atutów żeby same z siebie przychodziły:P

Jedna przyszła :D

 

32 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Mówiąc o "walce o partnerkę" nie mam na myśli bicia się z każdym absztyfikantem, agresji czy obsikiwania murków w pobliżu jej domu żeby zaznaczać terytorium. Mam nadzieję, że to było akurat jasne w mojej wcześniejszej wypowiedzi. Mówiąc o walce mam na myśli bardziej podejmowanie inicjatywy, pokazywanie, że można zaufać, zapewnić bezpieczeństwo, zrobienie pierwszego kroku itd. itp. Nazywam to walką bo jednak to wymaga często wysiłku, poświęcenia, treningu no i raz się wygrywa a raz przegrywa. Więc taka trafna dosyć metafora ale mam nadzieję, że jasne jest, że to była tylko metafora.

Tak to właśnie zrozumiałem – jak walkę o to, żeby się tobą zainteresowała. Walkę z nią samą, z jej… nudą? Z konkurencją też, żeby być lepszym od konkurencji. I ja właśnie w taką walkę nigdy nie wchodzę. Jestem to jestem, daję siebie, ale tylko tyle. Albo aż tyle. Jak coś ma wyjść, to wyjdzie.

 

33 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Bo to się wiąże trochę z tymi pokrewnymi tematami gdzie chłopaki się żalą, że są sami, a by chcieli z kimś. No to własnie bez podjęcia tej walki to myślę, że sporo z nas (chłopaków) będzie mieć problem. A przynajmniej tak sobie to wytłumaczyłem i mi się to sprawdza więc szerzę nowinę dalej

No rozumiem – po prostu ja mam do tego inne podejście. Może dlatego, że nie przeszkadza mi aż tak bycie samemu. Chyba. Mam masę zainteresowań, potrafię wypełnić sobie czas, jasne że super jest dzielić z kimś życie, ale jak mam dzielić je z kimś tylko po to, żeby ktokolwiek był, to wg mnie strata czasu. Pustki i tak nie zapełni, a bycie w niesatysfakcjonującym związku to dopiero samotność.

 

34 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Ja wolę kupić docelowo spokój za cenę poświęcenia się teraz. A jak umrę po drodze to przynajmniej coś sobie pożyję na ile zdrowie pozwala

No to to jest racja. Choć dla mnie największy spokój będzie, jak będzie zdrowie. Wtedy może sobie coś dorobię na emeryturze, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. A jak zdrowie się posypie to co mi po tej kasie – żeby mieć na opiekunkę, żeby mi pieluchy zmieniała? Do dupy takie życie.

 

36 minut temu, shadow_no napisał(a):

Wiesz i widzisz jak u mnie praca wygląda. Różnie jest ale generalnie nie jestem korposzczur który pnie się po szczeblach. Sam sobie szefem i raczej wole mieć kilku niezależnych klientów dla których sobie coś tam dłubię a jak muszę gdzieś pojechać to też poukładane to wszystko tak, żeby było komfortowo.

Wiem, i tu też mam odwrotnie 🙂 Ein Volk, ein Reich, ein Indören… no, znaczy, jedna praca, spokojnie sobie robię w niej to co lubię, a po robocie mam czas dla siebie.

 

38 minut temu, shadow_no napisał(a):

"Walka" w pracy niekoniecznie musi być taka bardzo toksyczna ale fakt, wartość trzeba udowadniać (dowozić projekty). Ale znamy się na tyle, że ja myślę, że Ty jednak tu też walczysz ;) więc tu trochę na podobnym wózku jedziemy myślę.

Najgorzej jak gdzie się nie obrócisz, tam ciemność. Masz coś zrobić, ale nawet nie wiesz, od czego zacząć. Przerasta cię projekt. Ale ja wychodzę z założenia, że dajcie mi kompa, dajcie mi problem, dajcie mi kod i dajcie mi święty spokój, a zrobię – i póki co się to sprawdza. Czy to jest walka… Ciężko powiedzieć. Walka od ticketu do ticketu, ale raczej nie jest to walka o pozycję, a walka z problemem, z kodem, walka umysłowa. Przynajmniej tak do tego podchodzę. Choć jasne, że jakiśtam lęk w mojej sytuacji (jedynego pracownika z PL tam) jednak jest – poprzedni zespół, choć toksyczny, znałem jak łyse konie, tu nawet nie wiem jak oni wyglądają, choć pracujemy razem od paru lat, a przez różnice kulturowe… No oni są bardzo wycofani, poważni, zasadniczy, między sobą też. Więc ciężko mi, królowi zwyrolskich memów i nieśmiesznego humoru, znaleźć wspólny język. Ale znalazłem.

 

41 minut temu, shadow_no napisał(a):

I jeśli sam przeklinasz czasem robotę to jednak to chyba trochę walka nie?

A słyszałeś kiedyś żebym przeklinał robotę? 🙂

 

Było tak, ale wtedy akurat nie mieliśmy kontaktu. Byłem emocjonalnie w bardzo złym miejscu w poprzednim zespole, ale sprowadzało się to do tego, że ja po prostu nienawidziłem tego projektu, to było gówno, które trzeba było jakoś próbować pudrować, podczas gdy należało je zaorać. Sama dziedzina też nie do końca moja – znałem ją, ale bez entuzjazmu.

 

A teraz robię to co lubię. Co nie znaczy, że lubię absolutnie wszystko, co robię. Ale ogólnie tak jak wtedy robota wysysała ze mnie energię całkowicie, tak po przejściu tutaj przestałem narzekać – bywa ciężko, ale jest dobrze.

 

43 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Bo sam jesteś narcyzem który nie lubi mieć konkurencji w pobliżu 🙂

U mnie to jest bardziej skomplikowane 🙂 Mam rys, czasem się odpala, czasem nie. Generalnie zwykle mam to pod kontrolą.

 

Coś co mi kiedyś terapeutka powiedziała:

 

Niech sobie pan wyobrazi kurnik. Są w nim kury. Jest hałas, harmider, kury się kłócą, dziobią, za chwilę się godzą i generalnie sobie gdaczą w tym kurniku razem. To jest forum lub grupa dla borderów. A teraz pan sobie wyobrazi, że jest w tym kurniku kogut, a za chwilę wchodzi drugi kogut. Pióra lecą, jest wrzask, i wychodzi albo jeden żywy, albo żaden. I to jest forum lub grupa dla narcyzów.

 

I ja to obserwuję też tutaj w naszym forumowym kurniku.

 

46 minut temu, shadow_no napisał(a):

Na szczęście nie często spotykam samego siebie (ale szczerze mówiąc Ty drugiego podobnego do Ciebie to myślę, że byś nie zniósł po 10 minutach :D).

Bardzo optymistycznie zakładasz, że upłynęłoby aż 10 minut :D 

 

Ale dwóch takich jak ja to i świat by nie wytrzymał, więc się nie zdarzy. To jak dwie bomby na pokładzie jednego samolotu (i mówiąc o bombie nie mam na myśli krągłości ciała w porównaniu do długości lontu).

 

47 minut temu, shadow_no napisał(a):

Mówiąc o pozycji miałem na myśli asertywność, umiejętność odnalezienia się w każdym towarzystwie, zaznaczać swoją osobę ale nie żeby przyćmić innych tylko, żeby samemu nie zostać zjedzonym

No to generalnie warto (a czasem trzeba). Ale staram się samemu wybierać swoje walki. Jeśli towarzystwo jest toksyczne to odpuszczam, niech się sami żrą i przekrzykują w swoim sosie.

 

47 minut temu, shadow_no napisał(a):

Indor pisz krócej bo ja się rozpisuję później też i znowu książke napiszemy xd

Spokojnie, właśnie jestem w trakcie swojego chyba najdłuższego maila w życiu. Piszę wieczorami. Ile już mamy… 184 kB. A odniosłem się dopiero do 18% treści. Kolega też ma lekkie piórko… I to druga osoba, z którą takie gigantyczne maile wymieniamy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada.


Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi :D Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie.


Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę.


Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali.


Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła?


Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.

 

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

25 minut temu, Chrom92 napisał(a):

 

Tak po prawdzie to to i to.  Albo może obracałem się w towarzystwie skrajnych introwertyków sam już nie wiem.

Nawet 3 osób nie udało mi się nigdy dograć żeby to się udało.

A w kontekście związków romantycznych to tylko z obserwacji mówiłem, bo moje szanse z przyczyn obiektywnych i leżących naprawdę poza mną są bardzo nikłe, i próby z mojej strony są raczej, chyba tylko by powiedzieć iż nie stałem bezczynnie .

Myślałem też o tym,że po pewnej liczbie porażek na tym polu to praktycznie każdy[ no są jakieś 0,0000000001%] osoby które się nie poddadzą i będą szukały związku czy też znajomych do skutku, takich podziwiam i chciałbym być taki sam..

A jak reagujesz gdy napotykasz odmowę? Nie chodzi mi o takie zdecydowanie "nie i daj mi spokój" tylko takie "nie, bo coś tam". Bo tak między nami mówiąc, to czasami nawet z dobrym kolegą się spotkać to trzeba parę razy zadzwonić i się przypomnieć. A ludzie są bardzo różni i niektórych trzeba trochę za rękę prowadzić w takich towarzyskich sytuacjach i się regularnie przypominać.

Jeśli zależy Ci na kontakcie z kimś a ten ktoś Cię nie skreślił to ja nie widzę powodu żeby nie podejmować kolejnych i kolejnych prób. Czasem bycie wrzodem na dupie przynosi dobry skutek:p (pozdrawiam pracowników z branży handlowej)

 

@Doktor Indor Tobie tak zbiorczo odpisze, że dla mnie samotność a bycie samemu to dwie różne kwestie.

Ja większość życia jestem sam (w sensie bez stałej partnerki z którą mieszkam) natomiast jednocześnie większość życia nie czuje się samotny. A nie czuje się samotny właśnie przez te wszystkie stoczone walki o których pisałem wyżej.

Ale bycie samemu jest fajne i życie singla jest fajne i ogólnie życie jest fajne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×