Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Też z tym mam dylemat. Nie wiem przecież, czy na każdego terapeutę tak będę reagować. Ciągle mi się wydaje, że w ogóle nie kuma o co mi chodzi, nie rozumie mnie, ma mnie dość, nie lubi. Chwilowo czasem znika to uczucie, ale potem znowu wraca...

Czy to jej wina, czy mojego postrzegania... Tego nie wiem. Czy powinnam zmienić, czy nie zmieniać :? . Być może okaże się, że żaden nie jest odpowiedni :roll: .

 

O, fajnie, że przetłumaczyłeś :D .

Kryteria przynajmniej są dużo precyzyjniej określone niż te teraźniejsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo gdybym miala borderline, wyjasniloby to wszystkie moje problemy i reakcje emocjonalne :(

prawie wszystko do mnie pasuje, tak jakby ktos mi oczy otworzyl

psycholog jest podobno rewelacyjny

zobacze za tydzien , bo mam wizyte i ma mi zrobic diagnoze

juz sie nie moge doczekac :smile:

 

-- 07 sie 2012, 18:25 --

 

moj facet dzis powiedzial, ze doszedl do wniosku , ze mnie nie kocha i nie chce mi robic nadzieji

po roku wspolnego mieszkania.........

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

goddamn it :? ufam, że walizki ma już wystawione za drzwi?

 

a co do psychologa to zaplanował dla ciebie testy? bedzie twoim terapeutą czy pokieruje cie gdzieś dalej? jeśli bedzie terapeutą, to raczej nie ujawni diagnozy ;) w gruncie rzeczy oni ogólnie nie lubią ujawniać diagnozy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wystawilam :(

nienawidze byc sama

ale sie juz nie staram , zeby bylo dobrze, stalam sie wredna

nie wystawilam , w koncu mam osobowosc zalezna :( podobno

tak ma byc moim terapeuta

mam nadzieje , ze ujawni diagnoze

ja musze wiedziec co mi jest......

mi pasuje border

ale tak jak na siebie patrze w pracy to zalezna tez pasuje :(

musi mi ujawnic , no wez :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

os. zależna leży bardzo niedaleko od bpd. podstawowa różnica (w uproszczeniu) to taka, że os. zależna w sytuacji porzucenia szuka sobie innego symbiotycznego "nosiciela" ;) i jesli go znajdzie to wszystko jest ok, a border w tej sytuacji wpada w szał i robi głupie rzeczy manifestując złość. już chyba gdzieś o tym pisałam wcześniej. ale ujawniać diagnozy niestety nie musi, a nawet dla dobra terapii nie jest to wskazane. moja nigdy nie nazywa rzeczy po imieniu, zawsze synonimami na około, żeby nie palnąć slangiem prosto z dsm-u. No i po głównych celach terapii sama sobie dojdziesz co ci właściwie jest, jak również po głównych problemach, które się wyklarują w toku pracy to jak po nitce sobie pójdziesz. głowa do góry ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

teoretycznie jedno zaburzenie nie wyklucza występowania drugiego, tak mi się przypomina. są nawet tacy którzy uważają, że z.o. często występują parami, trójkami. i jest jeszcze taka kategoria ogólna, jak pozostałe z.o., do której włącza sie osoby przejawiające różne cechy dysfunkcyjne z zakresu jednej wiązki np. B. ale być może wynika to poprostu z tego, że z.o. ogólnie są mgliste, mają nieostre granice diagnostyczne, w końcu to nie matematyka. pare postów temu ktoś pisał, że z DSM 5 mają wywalić os. histrioniczną, zależną i schizoidalną. nie wiem czy to prawda ale jak tak, to ciekawa jestem co z nimi zrobią :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też jestem ciekawa. Muszą przecież gdzieś te zaburzone cechy "przenieść" :roll: .

 

Ja już chyba dam sobie spokój w jakiekolwiek angażowanie się uczuciowe. To bez sensu. Nie potrafię. To nie dla mnie. Tylko co w takim razie jest dla mnie? Nie wiem już. Każde wyjście wydaje mi się być złe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też jestem ciekawa. Muszą przecież gdzieś te zaburzone cechy "przenieść" :roll: .

 

Ja już chyba dam sobie spokój w jakiekolwiek angażowanie się uczuciowe. To bez sensu. Nie potrafię. To nie dla mnie. Tylko co w takim razie jest dla mnie? Nie wiem już. Każde wyjście wydaje mi się być złe.

latwo powiedziec

kazdy czlowiek potzrebuje bliskosci, ja w kazdym razie nie umiem byc sama :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko za nic nie umiem chyba z kimś, na kim naprawdę mi zależy :? .

nak naprawde uczymy sie bliskosci patrzac na rodzicow

i mamy przerabane :(

ja do tej pory zrywalam zwiazki w sekunde

ostatni zerwalam bo partner zastanawial sie czy isc ze mna na sylwestra, on byl w szoku

teraz postanowilam pielegnowac zwiazek i wybaczac drobnostki to mi wychodzi osobowosc zalezna............

tez nie umiem byc z kims :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak. Ja miałam świetny przykład = brak przykładu. Już chyba mówiłam, że trochę ich było w domu, ale matka nie miała szczęścia (też brednie, popełniała błędy (?)). Było ich przeszło 10. Także tego...

No. Stałości za grosz nie doznałam w tej sferze. I amen. Teraz mam.

Chciała dobrze. Wyszło źle. Ale przecież miało być pięknie, cudownie i miała mi stworzyć dom.

Nie, nie mam pretensji. Gdzie tam. Należy mi się.

 

(przepraszam za ironię, ale dziś tak jakoś...

Nie wiem,czy bardziej jestem wściekła, czy bardziej czuję euforię, czy bardziej nie chce mi się żyć. kolejny klęska

Chcę już jechać na umówione spotkanie z Kumplem. Nie chcę tu ślęczeć sama w domu, bo nie chcę, aby zmieniło się w to dołek.

Nie wytrzymam 4 godzin. :why: )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

os. zależna leży bardzo niedaleko od bpd. podstawowa różnica (w uproszczeniu) to taka, że os. zależna w sytuacji porzucenia szuka sobie innego symbiotycznego "nosiciela" ;) i jesli go znajdzie to wszystko jest ok, a border w tej sytuacji wpada w szał i robi głupie rzeczy manifestując złość. już chyba gdzieś o tym pisałam wcześniej. ale ujawniać diagnozy niestety nie musi, a nawet dla dobra terapii nie jest to wskazane. moja nigdy nie nazywa rzeczy po imieniu, zawsze synonimami na około, żeby nie palnąć slangiem prosto z dsm-u. No i po głównych celach terapii sama sobie dojdziesz co ci właściwie jest, jak również po głównych problemach, które się wyklarują w toku pracy to jak po nitce sobie pójdziesz. głowa do góry ;)

Miętówko, czy to nie za bardzo podręcznikowe? ;)

Miałam styczność 100 lat wstecz przez rok prawie z bordem najbardziej ze wszystkich borderowym, ale za każdym razem, gdy ktoś ją zostawiał, rozstawałyśmy się, czy, ostatecznie, to ja zostawiłam, nie reagowała wściekłością "out", absolutnie nie. Zadręczała siebie i autoagresja potęgowała się.

Myślę, że reakcja często zależy od poczucia siebie w danej chwili, z cyklu: jeśli aktualnie mam siebie za szajs i chodzącą beznadzieję, rozstanie sprawi, iż utwierdzę się w owym przekonaniu i nie mam prawa zabiegać ponownie o tęże osobę, bo jestem nic niewarta i prawa nie mam, mnie trzeba karać.

Gdy potrafię zdobyć się na stan omni-, w obliczu rozstania tracę kontrolę nad wściekłością, ale, ha!, nawet tu zwracam się raczej przeciwko sobie.

Pamiętam, dobry rok temu, gdy odeszła ode mnie przyjaciółka (naturalnie, sprowokowałam ją ku temu, a może i ja ją zostawiłam, ale łatwiej mi wchodzić w rolę ofiary), miałam ochotę poderżnąć sobie krtań, by wpędzić ją w poczucie winy. Zamiast tego, sic!, między innymi, rozpieprzyłam sobie brzuch myśląc: "i co? teraz cię boli? (nie mnie, przyjaciółkę), w ten sposób karzę ciebie (nie mnie, przyjaciółkę)". Ładna irracjonalka.... :roll:

 

-- 09 sie 2012, 08:46 --

 

Spadam na terapię. Boję się. Jeszcze wczoraj zamierzałam wjechać z uśmiechem szerokim jak u Jokera, prowokująco ubrana, dziś stać mnie tylko na lekko prowokujący imidż zewnętrzny, w środku chcę milczeć i być niewidzialną. Boję się, bo jestem bezprogresywna, zaraz się mnie odstawi, bo marnuję święty czas terapeutki... :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamiętam, dobry rok temu, gdy odeszła ode mnie przyjaciółka (naturalnie, sprowokowałam ją ku temu, a może i ja ją zostawiłam, ale łatwiej mi wchodzić w rolę ofiary), miałam ochotę poderżnąć sobie krtań, by wpędzić ją w poczucie winy. Zamiast tego, sic!, między innymi, rozpieprzyłam sobie brzuch myśląc: "i co? teraz cię boli? (nie mnie, przyjaciółkę), w ten sposób karzę ciebie (nie mnie, przyjaciółkę)". Ładna irracjonalka.... :roll:

To samo zrobiłam, kiedy byłam strasznie wkurzona na terapeutkę... :roll: . "A masz za swoje! A patrz!". Chciałam tylko pokazać i sobie pójść, ale nie wyszło. Nawet nie przyznałam, że to przez nią. Ale gdzieś to we mnie siedzi i boję się, że prędze, czy później to wyjdzie.

 

Spadam na terapię. Boję się. Jeszcze wczoraj zamierzałam wjechać z uśmiechem szerokim jak u Jokera, prowokująco ubrana, dziś stać mnie tylko na lekko prowokujący imidż zewnętrzny, w środku chcę milczeć i być niewidzialną. Boję się, bo jestem bezprogresywna, zaraz się mnie odstawi, bo marnuję święty czas terapeutki... :-|

Owocnej sesji :lol: .

To też świetnie znam...

 

Przez kilka dni żyłam w złudzeniu, że wszystko ze mną w porządku. W ogóle to przecież nic mi nie jest. Jestem normalna i czuję się świetnie. Tak... Kilka dni. Sporo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko za nic nie umiem chyba z kimś, na kim naprawdę mi zależy :?

 

Mam tak samo ja Ty... u mnie charakteryzuje się to totalną obojętnością. Pojęcie zaangażowania nie istnieje. Sposobem obrony przed uczuciami drugiej osoby zawsze jest uprzedzenie w postaci informacji o mojej bierności emocjonalnej. Wtedy czuję się bezpieczniej, mogę powiedzieć, że nie odpowiadam za uczucia tej drugiej strony. Nie mam potrzeb ukierunkowanych na zażyłą relację, związek... Już kilka osób zarzuciło mi brak męskości, nienormalność w poprawności społecznej. Ale czy każdy powinien się wiązać i mieć rodzinę, dzieci ? Niekiedy czuje się silniejszy, że nie jestem zależny od innej osoby. Nikt mnie nie ogranicza, nie ma sytuacji problemowych, nie trzeba się przed nikim z niczego spowiadać, tłumaczyć. To tyle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem albo całkowicie chłodna = pokazuję swoje humorki i mam gdzieś, czy kogoś ranię, czy nie. Jeszcze rok temu chyba tak nie było :? .

A jak mi zależy = emocjonalnie całkowicie jestem zależna, uzależniona na starcie. Ten ktoś jest Bogiem. Ale nie wiem, czy i wtedy czasem nie wydaję się wredna, bo przecież muszę ukryć tę moją zależność. Nie wolno mi pokazać bliskości, bo to się obróci przeciwko mnie. Na pewno! A biada temu "Bogu", kiedy zacznie mu zależeć... Ciekawe co bym zrobiła. Nie wiem sama. Na moje szczęście albo nieszczęście - do takiej sytuacji jeszcze nie doszło. Jest albo - albo.

 

Teraz to już chyba całkowicie się wypalę i nie będę okazywała żadnego ciepła, nic. Po co? Lepiej wychodzę na tym, kiedy wszystko mi jedno albo tak tylko sobie z kimś żartuję. Wtedy skaczą, pragną i co tam jeszcze.

Dałam życiu, Bogu (temu prawdziwemu) szansę, ale na mnie nie spojrzał. Ma mnie gdzieś widocznie. A przez te kilka dni to nawet wiarę jakąś miałam.

(tak dziewczynko. łudź się dalej, że On spojrzy na Ciebie, bo nie dość dzieci ma do zaspokojenia na tym świecie)

 

Teraz ja się będę świetnie bawić. (tak. no pewnie. a potem płakać :roll: )

I tak mi nie zależało chyba. Chciałam tylko mieć jakiegoś Pana Idealnego w głowie, bo tego mi brakowało. Ale czy ja wiem jaka jest prawda...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×