Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Absorbuje mnie fakt, jak pomimo lat, przez które często potrafiłam otwarcie przyznać się do tego, że mam trudny, chu.jowy charakter, wciąż potrafi mnie to ranić i przeszkadzać, a nawet zadziwiać, z ust innej osoby, nawet powiedziane jako żart. Nie w pełni się do tego przyznaję.

 

Wczoraj miałam słaby dzień, dziś jest trochę gorzej, bo wróciłam do domu i męczy mnie to, choć jestem tu od 24 godzin, a jutro znowu wyjeżdżam. Czuję się dalej na tyle, by wiedzieć, po co biorę leki, kiedy je biorę. Ciężkie uczucie przeciążenia w głowie, jakby zlewały się w niej myśli i emocje ludzi w promieniu parunastu kilometrów męczy. Rozmawiałam dzisiaj z matką pierwszy raz odkąd pamiętam, choć pewnie prędzej czy później i tak wysnuje z tego jakieś paranoiczne wnioski i będzie przeciwko mnie. Bo oczywiście muszę powiedzieć za dużo. Zadawała takie głupie pytania w stylu "Jesteś zakochana?" czy "Jesteś lesbijką?", wnioskowała dosyć prymitywnie, iż nie zakochałam się w nikim hetero bo jeszcze nie znalazłam "tego właściwego", co wydawało mi się zbyt proste, a jednak nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Dla zwykłych ludzi to zwykłe pytania, na które odpowiada się "tak' i "nie", a ja mam do powiedzenia cały wykład. Tak, wydaje mi się, że kogoś kocham, choć ostatnio został rzucony cień na tę osobę, nie, nie jestem lesbijką, ale jak nazwać mój brak zainteresowania heteroseksualnymi mężczyznami, nienawiść do kobiet, antyfeminizm wręcz, niemożność odnalezienia się w świecie ani homo, ani hetero? Oraz fascynację i zamiłowanie do homoseksualnych facetów i ból, że nie mogę ich mieć i robić wszystkiego tak, jak oni to robią, bo czegośmi brakuje.

 

Byłam zła na siebie. Mieszkałam tydzień ze znajomym, który przypomina charakterkiem mnie sprzed parunastu miesięcy, dobraliśmy się, a w dodatku który cholernie pociąga mnie fizycznie. Byłam nachalna, rozmiękła i żałosna. Zacytuję może kawałek z bloga, żeby nie mówić tego samego: ,,(...)jest mi wstyd, okrutnie wstyd. Za ostateczność, z jaką podchodzę do każdej głupoty. Za to, że miłość, jeśli pojawia się, przejmuje w jednej chwili całe moje życie, aby przez jeden impuls zniknąć bezpowrotnie i bez śladu. Także przez totalitarną złość, która skłania mnie, by zdeptać siebie i upaść w swoich oczach na samo dno. A już najbardziej tyczy się to łapczywości oraz chciwości, jaką w pewnym momencie osaczony był każdy mający ze mną do czynienia. Współczuję każdemu, kto stał się ofiarą moich uczuć, najmniejszego pragnienia. Byłam sama przez wiele lat, chyba stałam się bardzo głodna ludzi i zdaje się, że ta potrzeba będzie ciągnęła się już przez całe życie, dopóki nie będę zdolna wystarczająco jej stłumić, jeśli w ogóle istnieje taka możliwość. Egoistyczna potrzeba dotyku, zapachu, ciepła, spojrzenia czy zwykłej rozmowy potrafi roztrząść i wyprowadzić z równowagi całą moją rzeczywistość. Potrzebuję silnych ludzi, będących w stanie nakreślić granicę, wzbudzić dystans."

 

Nie wiem, co mam zrobić z życiem. Muszę iść po leki do psychiatry, tylko benzodiazepiny w razie potrzeby i ewentualnie jakieś lekkie uspokajające, nie zniosę SSRI, nie są warte brania w moim mniemaniu. Za miesiąc muszę zacząć przygotowywać się do matury i...i co więcej? Największym postanowieniem mojego życia jest wytrzymywanie ze sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie wiem, co ci lekarze widzą w depakinie,

lamo jest dużo lepsza ponoć

ja sama zaczynałam przygodę z depakiną te dziesięć lat temu, ale ani ona, ani lamotrygina nie dała rady.

 

Tylko (s)pokój w głowach.

:lol:

 

-- 05 sie 2013, 20:28 --

 

i dyscyplina!

ZAPIER*DALAĆ

w obozie pracy najlepiej

 

(sorry, dzisiaj sobie taką akcjone zrobiłam, i udaję, że jest lepiej.

taka mądra jestem)

ale naprawdę dużo zrobiłam, dawno tak nie miałam

byle tylko nie myśleć

nie cierpieć

nie czuć

 

ponoć w borderze albo za dużo się czuje

albo czuje się pustkę

 

ja za dużo czułam zawsze

teraz poproszę pustkę.

tak na dwa lata co najmniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dość siebie, myślenia, czucia.

Chcę zapomnieć, nie być, nie myśleć, nie wiedzieć, nie chcieć, nie mieć, nie potrzebować.

znam ten ból..

a w ost. tygodnich to już całkiem...

"trochę" sie rozsypałam, poodwalałam, szkoda gadać :pirate:

 

Coś zadziało się u Ciebie ostatnio, że hejt na wszystko?

 

-- 05 sie 2013, 21:57 --

 

freya, yhyy. Ja odstawiłam z dnia na dzień wenlafaksynę i boję się teraz iść do lekarki. Ale jesteś kolejną osobą, która dobrze toleruje lamotryginę, może i ja bym ją wypróbowała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi przyszła myśl, że jak runie ten stary porządek, który cały czas buduję, to będzie jak zdjęcie rusztowania z pięknej rzeźby, która była tworzona wśród dźwięków młotów i tumanów kurzu. :)

 

Był ktoś z Was dzisiaj chwiejny?

 

Ja tak, ale nie robię z tego problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

izzie, weź nie pytaj, mam taki burdel w głowie i sercu, że masakra.

niby nie umiemy być stali w uczuciach, wszystko zmienia się w zależności od tego jak wiatr wieje a jednak to nie prawda.

Emocje może i targają nami, ale uczucia pozostają. i niezmiennie czuję to samo i myślę, że jeszcze jakiś czas tak pozostanie, ale jak to się mówi, nie pielęgnowane uczucie marnieje, więc i to pewnie zdechnie, pocierpię sobie i się podniosę.

Ale będę silna i nic na siłę nie będę robić.

Niech sobie życie samo płynie, już mi się gonić za nim nie chce...

 

Za 2 dni mam pierwszą od 5 czy 6 tygodni wizytę u mojej terapeutki... tęskniłam za nią. Wiele się wydarzyło. Dwa duże przełomy. Poradziłam sobie. Chyba.

Raju, raju, jak ja ją lubię.

 

Wiecie co, tak bardzo, bardzo mocno chciałabym się wtulić w Kogoś miłego kochanego

;(

poczuć bezpiecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i chciałabym potańczyć beztrosko na polanie w środku lasu, najlepiej w nocy

dzisiaj sobie włączyłam fajny kawałek

oda do młodości LUC & Buka

i sprzątając kuchnie tańczyłam do tego, było mi gwiezdnie,

a potem pojechałam do centrum ogrodniczego i zobaczyłam przepiękną wierzbę i pomyślałam sobie, że

mając taką wierzbę rozwiązałabym wszystkie moje problemy,

byłabym taka szczęśliwa,

bo ja kocham przytulać się do takich wierzb i do brzóz,

do jasnych drzew

 

i takie życie: euforia i smuteczki

przeplatają się

i na smuteczki przytulańce

na euforie tańce

 

...

 

-- 06 sie 2013, 01:31 --

 

monk.2000, ja Kogoś konkretnego chyba mam na myśli. Ale dzięki.

Mam psa :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej

 

Czy znajdzie się tu jakaś chętna duszyczka, która porozmawia ze mną na temat postrzegania świata osoby zmagającej się z borderline? Spędziłem z taką osobą dwa długie, ciężkie lata. Teraz się rozstaliśmy a ja nadal tego wszystkiego nie rozumiem...Chciałbym uzyskać trochę informacji, odpowiedzi...być może pozwoli mi to na poskładanie siebie do kupy, bo zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że i na mnie to wpłynęło dosyć mocno...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

salwas, Hej.

W jaki sposób na Ciebie wpłynął ten związek? Możesz doprecyzować?

 

Przez te dwa lata, z uśmiechniętego, cieszącego się z życia faceta, stałem się smutnym, zamkniętym w sobie gościem, bez pomysłu na przyszłość. Miałem swoją pasję, chciało mi się żyć, wstawać rano, uśmiechać. Nigdy nie czułem się w swoim ciele dobrze, ale nie było to jakoś szczególnie wkurzające. Wiedziałem, że jestem wartościową i ciekawą osobą. W czasie trwania związku, podczas licznych, agresywnych kłótni, usłyszałem na swój temat wiele przykrych, bolesnych rzeczy, wiele porównań do innych. Tłumaczyłem sobie to tym, że Ona nie panuje nad tym co mówi ale niestety, gdzieś to w głowie wszystko się kumulowało. Na chwilę obecną, czuję się jak śmieć. Chcąc, nie chcąc uwierzyłem w to wszystko. Problem ciągle się pogłębia, ponieważ "moja" borderka, mimo tego, że mnie rzuciła, nie daje mi o sobie zapomnieć. Pisze, dzwoni, chwali się, jak to teraz odżyła, jakich to fajnych facetów poznaje i czego to z nimi nie robi, pokazuje mi fotki porównując ich do mnie. W jej oczach jestem całym złem tego świata. Po każdym takim kontakcie wpadam chyba w stany nerwicowe. Nie mogę spać, jeść, chudnę, całymi dniami nie ruszam się z łóżka. Z domu nie wychodzę, bo boję się ją spotkać (mieszkamy blisko siebie). Po jednym z takich spotkań kompletnie się rozsypałem. Pojawiła się gorączka, ból głowy, wymioty, zimne poty, niekontrolowane drgawki, dwudniowa bezsenność i zanik apetytu.

Próbuję kompletnie zerwać kontakt, ale nie potrafię. Ciągle o niej myślę, martwię się, czuję, że odniosłem porażkę, że nie udało mi się jej zmusić do leczenia, że nie udało mi się jej pomóc. Nie wiem czemu, ale czuję się za nią odpowiedzialny jak za swoje dziecko. Prosiłem jej rodziców o pomoc, ale usłyszałem tylko, że ona ma taki charakter i z tego wyrośnie. Jest mi jej żal, ale z drugiej strony wątpię, że kiedykolwiek sama żałowała za to wszystko co zrobiła mi, bo nigdy mnie nie przeprosiła - tłumaczyła to tylko tym, że jest chora...a choroba i tak jest moją winą.

Nie wiem, czuję się przegrany i nic niewarty. Byłem już z tym u psychologa, ale kompletnie nie trafia do mnie to wszystko, co mi mówił.

 

Przepraszam, jeśli moja wypowiedź jest nieco chaotyczna, ale mam straszny mętlik w głowie i ciężko mi się skupić...

 

salwas,

a może zacznij żyć własnym życiem i zamknij stary rozdział

 

Właśnie to chcę zrobić, ale chciałbym uzyskać odpowiedź na kilka pytań...bo to wcale takie łatwe nie jest, choć pracuję nad tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×