Skocz do zawartości
Nerwica.com

Symulacja depresji? Wmawianie jej sobie?


avignon

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

pozwólcie, że nieco otworzę przed Wami bramy mojego umysłu.

Na forum to zaglądam nie bez powodu. Podejrzewam u siebie depresję. Postanowiłem coś z tym zrobić. Jutro idę do szpitala, na oddział. I tak robię to zbyt późno. Kilka dni temu straciłem pracę. Zwolnienie dyscyplinarne, dobrze będzie, jeśli tylko na tym się to skończy. Popadłem na własne życzenie w spore problemy materialne. To w tym momencie jest moim największym zmartwieniem. Jest mi głupio przed samym sobą, kiedy pomyślę, że byłem w stanie zniżyć się do poziomu kreatywnej księgowości, byle tylko mieć kasę na spłatę rat, kredytów. Plus na drobne zachcianki, typu kolacja w KFC w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów mieście. Nie wiem, czy po kilku dniach nie zabiorą mnie ze szpitala prosto do aresztu. Jutro, przed hospitalizacją, idę jeszcze z byłym już szefem negocjować warunki ewentualnej ugody. Choć tak naprawdę nie wierzę w powodzenie tego spotkania.

Tyle tytułem wstępu. Sytuacja nie jest ciekawa, choć różni ludzie mówią: "głowa do góry, ludzie nie z takich problemów wychodzili". Tłumaczą, bym poszedł do lekarza, bo wyglądam dokładnie na osobę z depresją. Sam też się tak czuję. Ostatnio mam straszne wahania nastrojów. Praktycznie kilkukrotnie w ciągu dnia zmieniam perspektywę patrzenia na teraźniejszość i przyszłość. Jestem przytłoczony problemami, które opisałem powyżej. Chciałbym wszystko naprostować, zacząć od nowa. Niestety, brak mi czasem motywacji. Nawet jak z tych problemów wyjdę obronną ręka, to tak naprawdę nie wiem, w jakim celu, po co miałbym się starać. Uważam się z jednej strony za człowieka niezwykle inteligentnego, błyskotliwego- z drugiej zaś wyczuwam poważne braki w innych sferach. Nie czuję się atrakcyjnym partnerem dla drugiej osoby. Chyba że dla takiej, która chciałaby swojego partnera niańczyć. Bo tak się teraz czuję. Zabierzcie mi wszystko co mam. Dajcie kochającą osobę, która będzie dla mnie "parasolem" przed złem tego świata i jego pułapkami.

Przeglądałem to forum, przeglądałem inne strony w sieci. O czym nie zacznę czytać, to czuję, że to do mnie pasuje jak ulał. Testy na depresję robię, jakbym miał gdzieś ściągę. Pasują mi wszystkie symptomy DDD, DDRR. "Produkt miłościopodobny" też jakby wyszedł spod mojego pióra.

Czy ja przypadkiem nie szukam sobie choroby? Czy nie ma to być ucieczką- zarówno przed obecnymi problemami z prawem, jak i długotrwalszymi zjawiskami, takimi jak: leserstwo, unikanie odpowiedzialności?

Podczas wizyty u psychiatry przed skierowaniem na oddział wyczuwałem, jakbym sam mu wmawiał wszystkie objawy. Troszkę czytałem na temat depresji, wyszło więc niemalże, że uprzedzałem jego pytania, a odpowiedzi brzmieć mogły aż zbyt nienaturalnie, perfekcyjnie.

Poza tym: czy człowieka w depresji stać na ironię, na poczucie humoru? Pomimo poważnych problemów ironizować potrafię na potęgę. Sam się z tego śmieję. Albo kompletnie mi odbiło, albo to jakaś autoimmunologia na stan rzeczy, jedyna zachowana cenna cecha z dawnego mnie.

Jutro idę do szpitala. Mam nadzieję, że się wszystko ułoży. Na pewno będę współpracował. Przecież sami widzicie, że wylewny jestem i raczej ciężko mi coś ukryć. Nie wiem, jak ma się leczenie depresji przy naprawdę dużych problemach, czy nie jest to zaklejanie plastrem rany po urwanej nodze. Nie moja już w tym głowa, w końcu udaję się pod opiekę specjalistów. Zdążyłem zobaczyć, że są tu osoby z moich rejonów- kto wie, czy kiedyś nie spotkamy się na jakiejś terapii grupowej. Musi być dobrze, cieszę się, że sam w końcu podjąłem decyzję o leczeniu. Wcześniej było o to ciężko, bo i pracoholizm sobie tez przypisuję. Teraz nie ma już etatu, nie ma nerwów. Tyle wygrałem na tym zwolnieniu.

Cieszę się, że mogłem się tu wpisać. Miło by mi było, gdybym jutro rano oraz potem, już po powrocie ze szpitala, mógł poczytać troszkę wpisów ludzi z problemami podobnymi do moich. Aż mi się cieplej robiło, jak czytałem Wasze wpisy w innych tematach. Chcecie, by Wam pomagano. A ja uwielbiałem takich ludzi. Obym znów zaczął ich uwielbiać i chciał im pomagać, być ich "Aniołem".

Dziękuję raz jeszcze za to miejsce. Będzie to kolejnym światełkiem w tunelu, jakimś celem, do którego warto dążyć. Sama "Farmerama" i Facebook to za mało :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słyszałam o czymś takim jak depresja reaktywna, czyli stan depresyjny pojawiający się w odpowiedzi na wydarzenie stresogenne (jak utrata dziecka, pracy czy właśnie areszt). Może dotyczy to właśnie Ciebie. W szpitalu powinni Cię zdiagnozować. Pytanie czy Twój oddział jest uznawany za siedlisko specjalistów czy miejsce do pomieszkania? Poszukaj informacji w google, bo może się okazać, że tylko nafaszerują Cię lekami, a z psychoterapii indywidualnej czy chociaż zajęć grupowych będą nici i wrócisz rozczarowany, że szpital nie pomógł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie czy Twój oddział jest uznawany za siedlisko specjalistów czy miejsce do pomieszkania? Poszukaj informacji w google, bo może się okazać, że tylko nafaszerują Cię lekami, a z psychoterapii indywidualnej czy chociaż zajęć grupowych będą nici i wrócisz rozczarowany, że szpital nie pomógł.

 

I właśnie chyba rozczarowanie jest pierwszym słowem, które ciśnie mi się na usta. Szpital opuściłem w połowie lutego. To co miało być atutem, przerodziło się w przeszkodę. Pracują tam ludzie, których poznałem, kiedy mama jeszcze żyła i pracowała jako pielęgniarka. Wyszło to na moją niekorzyść, gdyż uważany byłem przez lekarza prowadzącego za osobę niewdzięczną matce za to, co robiła dla mnie. Było to dość subiektywne, niepełne i krzywdzące spojrzenie na relacje między nami.

Poznałem jednak w szpitalu kilkoro ludzi, z którymi było miło porozmawiać.

Ze szpitala wyszedłem niby "zdrowszy". Być może dlatego, że zaczęliśmy z bratem wspólnie planować przeprowadzkę na stare śmieci, na Podlasie. Perspektywa sprzedaży mieszkania, kupienia domku, spłaty kredytów, była budująca. Mimo to jest jest ciągła presja, większe zaległości w opłacie rachunków i spłacie kredytów. Mam nadzieję, że szybko sprzedamy mieszkanie, by się tego obciążenia psychicznego i finansowego pozbyć.

Może to było niemądre, ale z własnej woli odstawiłem leki. W szpitalu brałem Depakinę i Mianzerynę. To samo otrzymałem przy wypisie. Po tych trzech tygodniach nie czuję skutków odstawienia leków. Czułem się tak samo, jak wtedy, gdy je zażywałem. Dziś przyszedł dołek, zostałem sam w domu, a tu ostatki, wszyscy znajomi gdzieś wyszli.

Tak więc wizyta w szpitalu dała mi niewiele. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, a do tych "darmowych" zraziłem się podczas pobytu w szpitalu. Nic konkretnego podczas tych kilku spotkań nie wypracowaliśmy, a czułem się jedynie jak osoba, którą można zająć się w wolnej chwili. To wieczne patrzenie przez psycholog na zegarek i urywanie sesji w punktach kulminacyjnych nie mogło mnie chyba inaczej nastroić.

Nie wiem, jak to będzie dalej. Tak naprawdę wszystko kręci się wokół planowanej przeprowadzki. Mam nadzieję, że po tym wszystkim odnajdę się w nowym (starym) miejscu. Dawni znajomi, bliższa rodzina. Byle tylko nastąpiło to jak najszybciej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×