Skocz do zawartości
Nerwica.com

Szpital psychiatryczny


C(c)złowiek

Rekomendowane odpowiedzi

21 minut temu, cynthia napisał(a):

Lekarze wiedzą jak leczyć (przeważnie) ale nie potrafią zrozumieć, bo sami tego nie przeżywają. 

I tu kolejna rzecz przez którą uważam, że moja lekarka jest warta każdej złotówki którą płacę za wizytę - mogłam  przyjść w fatalnym stanie, przeryczeć wizytę, a ona jedyne co robiła, to siadała koło mnie i mnie przytulała, nie ważne że wyznaczony czas wizyty mijał, do rozmowy nt. tego co się dzieje przechodziłyśmy dopiero jak się uspokoiłam. Jak ją przepraszałam, że przeze mnie będzie miała opóźnienie w przyjmowaniu kolejnych pacjentów to jeszcze zjebkę dostawałam za to przepraszanie🤣, a bywało i tak, że np. wieczorem jeszcze sama z siebie pisała mi sms z pytaniem czy dotarłam do domu i czy jest choć trochę spokojniej.

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 minut temu, Verinia napisał(a):

NIe byłam, bo ja ten xanax biorę od niedawna, tzn może 3 msc z przerwami. Nie piję alko, jedynie dużo fajek. Tak naprawdę nie mam teraz po co iść tam, bo odstawię xanax i zacznę ewentualnie rumianek pić, bo mi pomaga. Może się uda, tzn uda się.  Ostatni taaki występek z xanaxem miałam jakieś 3/4 lata temu, ale wtedy łączyłam to wódą i się sama zgłosiłam do szpitala. CHwile pocierpiałam, bezsenne noce itp. ale potem już było ok.

Mam też nalewkę Nervosol z różnych ziół na bazie alkoholu. Też pomaga, no i mam też brać trittico w dzień, który uspokaja.

Rozumiem. Ja nigdy nie miałam problemów z uzależnieniem, nooo... nie licząc fajek. :D też jaram jak smok.

 

10 minut temu, Catriona napisał(a):

I tu kolejna rzecz przez którą uważam, że moja lekarka jest warta każdej złotówki którą płacę za wizytę - mogłam  przyjść w fatalnym stanie, przeryczeć wizytę, a ona jedyne co robiła, to siadała koło mnie i mnie przytulała, nie ważne że wyznaczony czas wizyty mijał, do rozmowy nt. tego co się dzieje przechodziłyśmy dopiero jak się uspokoiłam. Jak ją przepraszałam, że przeze mnie będzie miała opóźnienie w przyjmowaniu kolejnych pacjentów to jeszcze zjebkę dostawałam za to przepraszanie🤣, a bywało i tak, że np. wieczorem jeszcze sama z siebie pisała mi sms z pytaniem czy dotarłam do domu i czy jest choć trochę spokojniej.

No godna polecenia lekarka ale zastanawia mnie jedno. Co z naruszaniem fizycznej granicy? No bo  nie można się spoufalać z pacjentem. To samo tyczy się psychoterapii. Może to powodować przeniesienie i przeciwprzeniesienie. Nie boisz się o to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, cynthia napisał(a):

Co z naruszaniem fizycznej granicy?

Ale ona zawsze pyta czy może to zrobić. Jakbym się nie zgodziła to by nie przytulała 🤷‍♀️
 

4 godziny temu, cynthia napisał(a):

Nie boisz się o to?

O co mam się bać? Lekarz to nie terapeuta. U mnie to są zupełnie inne relacje. Z lekarką ja mam luźniejszą o wiele relację i miałam taką od początku, w porównaniu do tej z terapeutką. W terapii te granice były rzeczywiście mocno pilnowane, przez długi czas nie wiedziałam o mojej terapeutce prawie nic, z czasem ona sama świadomie pozwoliła na przekroczenie części granic, bo uznała po konsultacji z superwizorem, że w moim przypadku to może zadziałać terapeutycznie i rzeczywiście to się sprawdziło, ale nadal nie były to sytuacje, które przekraczałyby w jakikolwiek sposób granice chociażby jej prywatności. Przypominam, ze akurat w terapii psychodynamicznej przeniesienie jest zjawiskiem pożądanym - to nie jest nic złego, zresztą w wielu innych nurtach podobnie🤷‍♀️ przeciwprzeniesienie to już problem po stronie terapeuty, nie pacjenta. O terapeutce po latach też już wiedziałam więcej, ale nadal nie były to żadne znaczące informacje, nie wiem ile ma dzieci, czy ma męża, ani nic z jej prywatnego życia. No wiem tylko, ze była mocno przywiązana do swoich psów, których już nie ma. I wiem gdzie mieszka.
W przypadku lekarki wiem o wiele więcej i SAMA mi o tym powiedziała, że ma dwójkę dzieci, w jakim wieku, do jakich szkół chodzą, nawet jakie liceum kończył jej mąż. Moje wizyty nie polegają tylko na rozmowie o moim leczeniu, często gadamy też na zupełnie inne luźne tematy. Zresztą nie raz nawet pisałyśmy smsy też bez związku z moim leczeniem. Ba, nawet o mały włos nie pracowałybyśmy razem w jednym miejscu 🤷‍♀️ - tu akurat ja sama miałam opory i obawy czy to będzie dobre, dlatego zapytałam ją wprost co ona na to - nie miała z tym absolutnie żadnego problemu, wręcz stwierdziła że zaprasza do pracy 🤣 na szczęście do tego nie doszło, bo nie zdecydowałam się na pracę tam.
Z tym, że ja nazwijmy to "znam swoje miejsce" i to, że lekarka mi coś powie ze swojego życia nie zmienia mojego stosunku do niej, nie uważam jej nagle za "dobrą kumpelę" czy coś i nie przekraczam granic - uwielbiam ją jako lekarza, bo nie raz pomogła mi bardziej niż musiała i uważam, że lepiej nie mogłam trafić, ale nadal dla mnie to jest relacja lekarz-pacjent, a nie koleżanka, mimo, że ona sama się śmieje "że znamy się od 100 lat".

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Catriona napisał(a):

kurat w terapii psychodynamicznej przeniesienie jest zjawiskiem pożądanym - to nie jest nic złego, zresztą w wielu innych nurtach podobnie

A to tego to nie wiedziałam. Ciekawe.

 

Skoro wasza relacja nie jest naruszeniem etyki i jest wręcz "pożądana" w takim razie rozumiem. Ale jak tak patrzę to ja też mam luźną relację z moim psychiatrą. Opowiada mi o swoim teściu, o znajomych, jakie mają relacje, często woła moją mamę (nie ze względu na mnie) do gabinetu (jeśli akurat jest ze mną) i pyta ją o zdrowie, dyskutuje z nią i się smieje. Wydaje mni się że te młodsze pokolenie lekarzy, czy terapeutów ma powoli inne podejście do pacjenta niż to było kilkanaście/kilkadziesiąt lat temu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, Catriona napisał(a):

Ale ona zawsze pyta czy może to zrobić. Jakbym się nie zgodziła to by nie przytulała 🤷‍♀️
 

O co mam się bać? Lekarz to nie terapeuta. U mnie to są zupełnie inne relacje. Z lekarką ja mam luźniejszą o wiele relację i miałam taką od początku, w porównaniu do tej z terapeutką. W terapii te granice były rzeczywiście mocno pilnowane, przez długi czas nie wiedziałam o mojej terapeutce prawie nic, z czasem ona sama świadomie pozwoliła na przekroczenie części granic, bo uznała po konsultacji z superwizorem, że w moim przypadku to może zadziałać terapeutycznie i rzeczywiście to się sprawdziło, ale nadal nie były to sytuacje, które przekraczałyby w jakikolwiek sposób granice chociażby jej prywatności. Przypominam, ze akurat w terapii psychodynamicznej przeniesienie jest zjawiskiem pożądanym - to nie jest nic złego, zresztą w wielu innych nurtach podobnie🤷‍♀️ przeciwprzeniesienie to już problem po stronie terapeuty, nie pacjenta. O terapeutce po latach też już wiedziałam więcej, ale nadal nie były to żadne znaczące informacje, nie wiem ile ma dzieci, czy ma męża, ani nic z jej prywatnego życia. No wiem tylko, ze była mocno przywiązana do swoich psów, których już nie ma. I wiem gdzie mieszka.
W przypadku lekarki wiem o wiele więcej i SAMA mi o tym powiedziała, że ma dwójkę dzieci, w jakim wieku, do jakich szkół chodzą, nawet jakie liceum kończył jej mąż. Moje wizyty nie polegają tylko na rozmowie o moim leczeniu, często gadamy też na zupełnie inne luźne tematy. Zresztą nie raz nawet pisałyśmy smsy też bez związku z moim leczeniem. Ba, nawet o mały włos nie pracowałybyśmy razem w jednym miejscu 🤷‍♀️ - tu akurat ja sama miałam opory i obawy czy to będzie dobre, dlatego zapytałam ją wprost co ona na to - nie miała z tym absolutnie żadnego problemu, wręcz stwierdziła że zaprasza do pracy 🤣 na szczęście do tego nie doszło, bo nie zdecydowałam się na pracę tam.
Z tym, że ja nazwijmy to "znam swoje miejsce" i to, że lekarka mi coś powie ze swojego życia nie zmienia mojego stosunku do niej, nie uważam jej nagle za "dobrą kumpelę" czy coś i nie przekraczam granic - uwielbiam ją jako lekarza, bo nie raz pomogła mi bardziej niż musiała i uważam, że lepiej nie mogłam trafić, ale nadal dla mnie to jest relacja lekarz-pacjent, a nie koleżanka, mimo, że ona sama się śmieje "że znamy się od 100 lat".

Zazdroszczę ci takiego ludzkiego lekarza. 

Moja tylko pyta o moje doznania. Pyta jak się czuję i czy zrobiłam badania krwi.

Wystawia receptę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 27.12.2025 o 17:48, Lusesita Dolores napisał(a):

Zazdroszczę ci takiego ludzkiego lekarza. 

Moja tylko pyta o moje doznania. Pyta jak się czuję i czy zrobiłam badania krwi.

Wystawia receptę. 

Robisz badania n a poziom klozapolu? 

 

Moja mama mi mówi ciągle że powinnam iść do szpitala. Ale nic się przecież nie dzieje. Ale z drugiej strony coś jest nie tak bo np. śmieje się bez powodu jakbym próbowała wylądować tym swoje napięcie emocjonalne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, cynthia napisał(a):

Robisz badania n a poziom klozapolu? 

 

Moja mama mi mówi ciągle że powinnam iść do szpitala. Ale nic się przecież nie dzieje. Ale z drugiej strony coś jest nie tak bo np. śmieje się bez powodu jakbym próbowała wylądować tym swoje napięcie emocjonalne. 

Poziom klozapolu? Czy poziom białych krwinek?🤔

Jak uzasadnia to że powinnaś iść do szpitala?

Edytowane przez Lusesita Dolores

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Lusesita Dolores napisał(a):

Poziom klozapolu? Czy poziom białych krwinek?🤔

Jak uzasadnia to że powinnaś iść do szpitala?

klozapolu. Jak jestem w szpitalu to co tydzień mam badane. Poza szpitalem można ale odpłatnie.

 

Określa, że "dziwnie się zachowuję". Ale może ma rację. Ona widzi wcześniej ode mnie, że coś się dzieje. Ale nie mam psychozy, wręcz przeciwnie. Jednak dobijają mnie objawy negatywne. Może o to jej chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, cynthia napisał(a):

klozapolu. Jak jestem w szpitalu to co tydzień mam badane. Poza szpitalem można ale odpłatnie.

 

Określa, że "dziwnie się zachowuję". Ale może ma rację. Ona widzi wcześniej ode mnie, że coś się dzieje. Ale nie mam psychozy, wręcz przeciwnie. Jednak dobijają mnie objawy negatywne. Może o to jej chodzi.

Nigdy nie badali mi poziomu klozapolu.

Zapytam lekarza we wtorek.

Mój mąż też widzi że np gadam do siebie.

Określa to jako szeptuchy;-)

Skończy się na tym że obie trafimy do szpitala 🫠 szkoda że nie tego samego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

57 minut temu, Lusesita Dolores napisał(a):

Nigdy nie badali mi poziomu klozapolu.

Zapytam lekarza we wtorek.

Mój mąż też widzi że np gadam do siebie.

Określa to jako szeptuchy;-)

Skończy się na tym że obie trafimy do szpitala 🫠 szkoda że nie tego samego

A powinni ci badać klozapol. Chodzi o jego stężenie w organizmie, bo niektóre leki ( np. fluoksetyna) zwiększa jej poziom. Ja 14 lat brałam fluo i wtedy właśnie często mi badali, teraz mi odjęli ale w zasadzie nie czuję różnicy. Ten lek już na mnie przestał działać dawno temu. 

 

Ja też gadam do siebie, jak idę miastem to ludzie się gapią xd

Fajnie byłoby się poznać osobiście nawet w tak niesprzyjających warunkach. Jednak wolałabym od kawy na mieście. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, cynthia napisał(a):

A powinni ci badać klozapol. Chodzi o jego stężenie w organizmie, bo niektóre leki ( np. fluoksetyna) zwiększa jej poziom. Ja 14 lat brałam fluo i wtedy właśnie często mi badali, teraz mi odjęli ale w zasadzie nie czuję różnicy. Ten lek już na mnie przestał działać dawno temu. 

 

Ja też gadam do siebie, jak idę miastem to ludzie się gapią xd

Fajnie byłoby się poznać osobiście nawet w tak niesprzyjających warunkach. Jednak wolałabym od kawy na mieście. 🙂

Ale co mi da ta informacja o poziomie klozapolu? Nic to do mojego życia nie wniesie

 

 

Z jakiego jesteś województwa?

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Lusesita Dolores napisał(a):

Ale co mi da ta informacja o poziomie klozapolu? Nic to do mojego życia nie wniesie

 

 

Z jakiego jesteś województwa?

 

 

Nie wiem, mi psychiatra zawsze bada. Może zależy od lekarza 🤷

Ja jestem Poznańska pyra🥔😁

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeżyłem najgorsze trzy dni w życiu w kołchozie zwanym DCZP we Wrocławiu. Musiałem iść tam na trzy, żeby dostać zgodę na import docelowy Attentinu (lek na ADHD z deksamfetaminą). Przeraziło mnie to, że pacjenci psychotyczni, niejednokrotnie agresywni, w nielogicznym kontakcie są na jednej sali z osobami z depresją czy jak ja depresja i ADHD. Mój kompan z sali cały czas groził mi, bo odmawiałęm mu papierosa. Interweniowałem u pielęgniarek, ale miały to gdzieś. Dopiero po tym jak zrobiłem aferę u ordynatora pacjenta zapięto w pasy i dostał haloperidol. Dodatkowo mężczyzna cały czas gadał jakiś nonsens na głos przez co nie mogłem pracować na laptopie. Oczywiście musiałęm dwie godziny walczyć o to, żeby łąskawie zostawili mi adapter do laptopa. Ma metr długości ponoć stanowił zagrożenie. Dopiero awantura u ordynatora spowodowała, że mogłem mieć łądowarkę do laptopa i telefonu. Nagrywałem telefonem i fotografowałem patologie zasatne na oddziale. Personel, który obraża pacjenta w depresji nie mającego siły się umyć. Uruchomiło mnie to i bezczelnie pokazałem im nagranie z ukrycia. Chcieli wyrwać mi telefon i przypiąć pasami. W ciągu 30 minut na oddziale pojawili się moi rodzice z prawnikiem - to była ostatnia prośba o pilną pomoc i zabrano mi telefon. Nie chciałęm dobrowolnie dać się zapiąć w pasy, bo wiedziałęm że to bezpodstawne i grałem na czas. Na szczęście były tylko dwie pielęgniarki i nie dały mi rady. Zabunkrowałem się w toalecie. Rodzice i prawnik zmusili personel do odstąpienia od bezprawnej procedury nagrywając sytuację. Po prostu żenada i obozowe warunki. Ordynator przyjechał specjalnie na oddział i po rozmowie z prawnikiem przyznał mi rację. Owszem, obowiązune zakaz nagrywania robienia zdjęć na oddziale ale mój prawnik wyjaśnił, że nie ma on mocy prawnej, bo nie ma oparcia o przepisy nadrzędne. Wszyscy z personelu z wyjątkiem cywilizowanego ordynatora robili mi na złość. Rozumiem, że po 22 jest cisza nocna, ale używanie laptopa do pisania bez odtwarzania dzwieku nie jest jej zlamaniem. Młody ordynator zrobił na mnie pozytywne wrażenie, bo chciał ucywilizować oddział, ale stary personel to głęboka komuna. Hitem było to, że trzeba było prosić się o podanie mi leków o iinych godzinach niż te na oddziale. Z wielką łaską otrzymywałem leki wedle własnego harmonogramu. Co chwile agresywni pacjenci wszczynali awantury, a personel to ignorował. Czułem się zagrożony i nie mogłem się dporosić kolejnych interwencji. Podania leków czy zapięcia w pasy. Przez pacjenta, któy we mnie po prostu wszedł jak gdybym nie istniał spadł mi telefon i pekla szybka... Dramat... Finalnie uzyskałem to co chciałem, ale musiałem ciągle walczyć o komfort i bezpieczeństwo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@kukuruzu zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś wyjątkowym płatkiem śniegu, żeby personel szpitala spełniał każdą Twoją zachciankę? Jak idziesz do jakiegokolwiek szpitala, to jednak są pewne zasady, którym musisz się podporządkować, żeby ogólne funkcjonowanie szpitala jakoś się odbywało. Wymuszając wydawanie leków "wg. swojego harmonogramu" zaburzasz pracę personelu- mają przez Ciebie więcej rzeczy do wykonania. W szpitalach nie dzieli się ludzi na pokoje ze względu na diagnozę, tylko na płeć- tak, jak w każdym innym szpitalu. W szpitalach psychiatrycznych trzeba się liczyć z tym, że nie trafiają tam ludzie zdrowi, tylko chorzy, w kryzysie, potrzebujący praktycznie całodobowej opieki i obserwacji. Pacjenci raczej sprawiają zagrożenie dla samych siebie niż dla otoczenia 🤷‍♀️

Długie kable, owszem, stanowią niebezpieczeństwo. Jak nie właściciel coś będzie chciał sobie nim zrobić, to może znaleźć się inny pacjent, który może chcieć zrobić sobie nim krzywdę. Naprawdę, zrobić krzywdę sobie można wszystkim- stąd te obostrzenia. Także warto byłoby nie myśleć tylko o sobie i swoim "komforcie", ale także o innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Verinia napisał(a):

Jaka ty jesteś nudna.

O, to najpierw byłam spoko, a teraz jestem nudna. :lol: Dobrze wiedzieć.

 

4 minuty temu, Verinia napisał(a):

Okropnie traktowano mnie w szpitalach. Ale robiłam awantury. Bo ludzie byli bardzo chorzy i robili mi siano w mózgu. Okropne miejsce. Byłam w różnych szpitalach i te miejsca to masakra. Kiedyś było gorzej bo bito pacjentów. Rok temu w szpitalu z mojej miejscowości miesiąc po moim wyjściu jakaś pacjentka popełniła samobójstwo. I co powiesz?

 

Że masz być cicho i dawać sobą pomiatać?

 

Zawsze walczę o swoje. I zawsze wyvhodzilam z pasów sama. Nawet jak dawali mi takie skórzane. Najmocniejsze. Moja siła jest wielka gdy ktoś mną gardzi. I dlatego mam już większy szacunek ale nie chcę już tam spędzać czasu. To jest okropne miejsce. Jedyny szpital jaki szanuje to ten w Katowicach.

Jeśli byłaś agresywna, to jak inaczej mieli Cię traktować? Wsadzanie ludzi w pasy to nie przyjemność dla personelu tylko wyjście z sytuacji, gdy wszystkie inne już zawiodły.

Nie chce mi się wierzyć, że bito pacjentów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wszędzie są kamery 🤷‍♀️

Przykro mi, że była w tak złym stanie, że popełniła samobójstwo. Niestety- personelu jest mało jak na tylu pacjentów na oddziale. A jak ktoś chce, to zawsze znajdzie sposób. 

Pomiatać? Chyba trochę przesadzasz. Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby personel pomiatał pacjentami. 🤷‍♀️

Tak samo nie chce mi się wierzyć, że wychodziłaś z magnetycznych pasów sama :lol:

No i w całej wypowiedzi nieco sobie przeczysz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

41 minut temu, Heledore napisał(a):

@kukuruzu zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś wyjątkowym płatkiem śniegu, żeby personel szpitala spełniał każdą Twoją zachciankę? Jak idziesz do jakiegokolwiek szpitala, to jednak są pewne zasady, którym musisz się podporządkować, żeby ogólne funkcjonowanie szpitala jakoś się odbywało. Wymuszając wydawanie leków "wg. swojego harmonogramu" zaburzasz pracę personelu- mają przez Ciebie więcej rzeczy do wykonania. W szpitalach nie dzieli się ludzi na pokoje ze względu na diagnozę, tylko na płeć- tak, jak w każdym innym szpitalu. W szpitalach psychiatrycznych trzeba się liczyć z tym, że nie trafiają tam ludzie zdrowi, tylko chorzy, w kryzysie, potrzebujący praktycznie całodobowej opieki i obserwacji. Pacjenci raczej sprawiają zagrożenie dla samych siebie niż dla otoczenia 🤷‍♀️

Długie kable, owszem, stanowią niebezpieczeństwo. Jak nie właściciel coś będzie chciał sobie nim zrobić, to może znaleźć się inny pacjent, który może chcieć zrobić sobie nim krzywdę. Naprawdę, zrobić krzywdę sobie można wszystkim- stąd te obostrzenia. Także warto byłoby nie myśleć tylko o sobie i swoim "komforcie", ale także o innych...

Zgadzam się. To jakiś narcyz, który myśli, że każdy jemu się podporządkuje. Ignorancja aż się z niego wylewa. To jest właśnie stereotypowy pacjent szpitala psychiatrycznego, który myśli, że jest na wakacjach i nic nie musi. Na oddziałach nie jest idealnie, ale właśnie tacy ludzie sieją zamęt i chaos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, cynthia napisał(a):

Zgadzam się. To jakiś narcyz, który myśli, że każdy jemu się podporządkuje. Ignorancja aż się z niego wylewa. To jest właśnie stereotypowy pacjent szpitala psychiatrycznego, który myśli, że jest na wakacjach i nic nie musi. Na oddziałach nie jest idealnie, ale właśnie tacy ludzie sieją zamęt i chaos.

Tak, dokładnie. Zgadzam się.

Chociaż tutaj bardzo się zastanawiam nad tym, czy to nie po prostu jakiś troll 🤷‍♀️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Heledore napisał(a):

Tak, dokładnie. Zgadzam się.

Chociaż tutaj bardzo się zastanawiam nad tym, czy to nie po prostu jakiś troll 🤷‍♀️

Skoro ktoś jest agresywny, czy to słownie, czy fizycznie, personel ma prawo i obowiązek takiego pacjenta uspokoić, czego często nie robią same leki i trzeba niestety użyć pasów. Pasy to ostateczność i nie jest to przyjemne doświadczenie, ale będąc szczerą - pasy uratowały mi życie. 

Jeśli jest się w danej grupie trzeba się dostosować do tej społeczności i zasad panujących. Personel obserwuje i dużo wie. Wielki Brat patrzy. Lekarze i pielęgniarki inaczej podchodzą do pacjenta jeśli ten ma chociaż grosz kultury w sobie i szacunku do drugiego człowieka, a inaczej do takiego ignoranta, który myśli, że to wszyscy do niego się dostosują. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, cynthia napisał(a):

pasy uratowały mi życie. 

Same here. I to dosłownie.

1 minutę temu, cynthia napisał(a):

Skoro ktoś jest agresywny, czy to słownie, czy fizycznie, personel ma prawo i obowiązek takiego pacjenta uspokoić, czego często nie robią same leki i trzeba niestety użyć pasów. Pasy to ostateczność i nie jest to przyjemne doświadczenie, ale będąc szczerą - pasy uratowały mi życie. 

Jeśli jest się w danej grupie trzeba się dostosować do tej społeczności i zasad panujących. Personel obserwuje i dużo wie. Wielki Brat patrzy. Lekarze i pielęgniarki inaczej podchodzą do pacjenta jeśli ten ma chociaż grosz kultury w sobie i szacunku do drugiego człowieka, a inaczej do takiego ignoranta, który myśli, że to wszyscy do niego się dostosują. 

Dokładnie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leczenie w szpitalu psychiatrycznym działa w dwie strony - jedna strona to personel, który próbuje cię ustabilizować i strona druga - czyli ty - który dajesz coś z siebie, aktywizujesz się, rozmawiasz z innymi, słuchasz się, nie wywyższasz i podchodzisz do innych z kulturą i szacunkiem. Jeśli brak twojego zaangażowania lub jest on niemożliwy ze względów oczywistych (nie chcę bo nie, albo nie chcę bo człowiek już dawno się poddał) nic nie ruszy. Szkoda dziewczyny, oczywiście, że tak, ale to nie jest wina personelu tylko innych czynników. W mojej miejscowości dziewczyna rzuciła się pod pociąg i ucięło jej nogi. Kilka lat później wróciła na oddział na wózku inwalidzkim. To są ciężkie tematy i doświadczenia, system nie jest idealny, ale jednak wielu ludziom szpital uratował życie. W tym mnie. Chociaż przeszłam horror na oddziałach nieraz. Już dawno mogłabym gnić w ziemi ale jednak jestem tutaj. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×