Hello

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Hello

przez roadsick 29 kwi 2012, 21:36
Dzień dobry wszystkim. Chociaż w sumie to dobry wieczór. Tak jakoś przeglądałem teraz internety czytając o depresji i innych takich, w celu zdiagnozowania swoich dolegliwości, i w końcu trafiłem tutaj, więc niegrzecznie byłoby się nie przywitać.

W sumie nie wiem jak zacząć pisać o sobie, dziwnie się czuje pisząc do w sumie obcych osób, ale jakoś czuje nieodpartą pokusę wygadania się, więc jak ktoś nie ma ochoty czytać cudzych żali to możecie już skończyć w tym miejscu. Na chwilę obecną mam 23 lata, a moim problemem jest absolutny brak chęci życia i zapału do walki z rzeczywistością. Nic mi się nie chce, nie mam ochoty nic robić, praktycznie wszystkie czynności które do tej pory lubiłem (gry komputerowe, koszykówka, pisanie) nie dają mi żadnej przyjemności. Problem rozpoczął się po ukończeniu technikum, kiedy rozpadła się moja paczka znajomych, wiadomo, wszyscy rozpoczęli swoje życie, związali się z innymi ludźmi, a ja zostałem sam jak palec. Od tamtej pory odnoszę wrażenie że nic mi się nie udaje, chodzę do pracy której nienawidzę (jestem z małej miejscowości na odludziu, w ogóle jest problem z pracą, nie mówiąc już o jakiejś przyjemnej), pracuję z ludźmi z którymi w ogóle nie mam o czym rozmawiać (całkiem inny świat). Półtora roku temu rozpocząłem zaocznie studia mechaniczne, jednak im dalej brnę w las tym bardziej przekonuje się że nie był to trafny wybór. Po prostu w ogóle nie interesuje mnie ta dziedzina i nie widzę swojej przyszłości w tej branży, jednak zainwestowane pieniądze i presja otoczenia sprawiają że nie mogę zrezygnować. W domu też straszna lipa, rodzice to dobrzy ludzie, ale w ogóle nie potrafię się z nimi dogadać, jedyna osoba która wydawała się mnie rozumieć to brat, ale on wyjechał do pracy do Irlandii, i kontakt się raczej urwał.

Tak mi się wydaje że mój największy problem to samotność. Nie jestem jakimś odludkiem, zawsze lubiłem otaczać się ludźmi, zawsze miałem fajne grono znajomych z którymi dzieliłem pasje, z którymi mogłem porozmawiać o wszystkim, a tu z dnia na dzień wszystko się posypało. Nie mam nikogo, nie mam nawet z kim pogadać, wyżalić się, porozmawiać np. o muzyce, o filmie, o czymkolwiek poza sobotnim melanżem (takie rozmowy to ciągły temat w mojej "robocie"). Brakuje mi przyjaciół, brakuje drugiej połówki z którą mógłbym dzielić swoje szczęścia i smutki. Brakuje mi normalnego życia jakie wiodłem do tej pory. Próbowałem się wyrwać z tej pustki, ale nic nie wychodzi. Rejestrowałem się nawet na portalach randkowych żeby spróbować znaleźć dziewczynę, bezskutecznie. Już nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak ratować swoje życie. Co zrobić żeby odzyskać radość życia, co zrobić żeby znów się uśmiechać.

Wiem że trochę chaotycznie to wszystko napisane, w sumie nie wiadomo o co chodzi, ale mam w tym momencie milion myśli w głowie, wszystko chciałbym napisać, przy okazji gubiąc drugie tyle. W sumie sam nie wiem po co to pisze, może po prostu muszę to z siebie wszystko wyrzucić żeby sobie ulżyć. Także jeśli ktoś przeczytał to co napisałem to dziękuje, dla mnie to już coś znaczy...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
15 kwi 2012, 18:42

Hello

przez Stylow 29 kwi 2012, 21:50
roadsick, samotność jest straszna, ale pamiętaj, że tu nikt dla Ciebie nie jest obcy. ;)

Może czas wyjechać gdzieś?
Stylow
Offline

Hello

przez roadsick 29 kwi 2012, 22:38
Próbowałem się wyprowadzić, ale nie jest to takie proste. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc, ani pod względem finansowym, ani nawet psychicznym. Przede wszystkim musiałbym znaleźć nowe miejsce, i pracę w tym miejscu. A pracy nie mogę dostać bo nie mam ani porządnego wykształcenia (średnie techniczne), ani doświadczenia. Jeździłem na rozmowy kwalifikacyjne do różnych miejsc, oglądałem nawet mieszkania, ale zawsze się nie udawało.

I wydaje mi się że w tym tkwi problem. W przeciwieństwie do wielu ludzi ja starałem się walczyć o lepsze życie, o zmiany. Ale przyszedł pewien moment na linii czasu od którego nic mi się nie udaje. Każda próba odbicia się od ziemi kończy się ciosem w mordę od życia i ponowną glębą. Każda próba ustania na nogach powoduje ponowny, bolesny upadek. To dołuje jeszcze bardziej i potęguje bezsilność. W połączeniu z brakiem przyjaciół z prawdziwego zdarzenia, brakiem możliwości podzielenia się swoim bólem, duszeniem wszystkich uczuć w środku efekt jest taki, że brak mi już sił i ochoty na cokolwiek. Tak przynajmniej staram się sobie to tłumaczyć.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
15 kwi 2012, 18:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hello

przez Stylow 30 kwi 2012, 13:39
Może pierwszym krokiem - najmniej inwazyjnym - byłoby wybranie się do psychologa?
Stylow
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 9 gości

Przeskocz do