Witam

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam

przez Kokojoko 04 lut 2011, 21:54
Witam... :-|

Zdecydowałam się tu napisać bo po prostu nie mam z kim o tym rozmawiać. O tym tzn. o moim problemie- nerwicy natręctw. Wokół mnie jest pełno ludzi a ja czuję się tak samotna że, nie mogę czasami tego znieść... Dziś na przykład jest taki dzień.
Część osób z rodziny nie wie że, mam nerwicę i leczę się u psychiatry a część osób wie, ale niezbyt mnie wspierają... Brakuje mi najzwyczajniejszej w świecie rozmowy, wypicia razem wieczorem herbaty czy głupiego przytulenia kiedy płaczę (a płaczę codziennie). Czasami jestem jak małe zagubione dziecko pomimo 25 lat, męża i dziecka...

Nerwicę natręctw a raczej zaburzenia obsesyjno kompulsywne zdiagnozowała u mnie psychiatra w listopadzie 2010 roku. Natręctwa zaczęły się w sierpniu i bardzo szybko przybierają na sile. Zaczęło się klasycznie- częste mycie rąk. Coraz częstsze. Potem unikanie "brudnych" przedmiotów, co mialo na celu zredukować stres i uniknąć wielokrotnego szorowania rąk... W końcu dostrzeglam że, mieszkanie dzielę na strefy czyste i brudne. Brudnych rzeczy nie dotykałam. Brudne było niemal wszystko. Rzeczy z których, normalnie korzysta się na co dzień przynajmniej kilka razy... Zaczełam coraz więcej rzeczy unikać a kiedy nie mogłam dotykałam je przez coś aby uniknąć zabrudzenia.Wyjście na zakupy itp. stało się jednym wielkim stresem bo wszystko dookoła było brudne więc, jak miałam tego dotknąć?
Nie dostrzegałam problemu. Ja byłam czysta a w okół mnie same brudasy. Nie docierało do mnie że, coś jest nie tak... Patrzyłam codziennie na zniszczone ręce, myłam je coraz bardziej ale, jakoś funkcjonowałam.
Najgorsze zaczęło się w grudniu. Wieczne awantury z mężem. O wszystko... Po tych awanturach zaczęłam się brzydzić samej siebie. Czasami wydaje mi się że, jestem brudniejsza niż, jakieś szambo mimo że, szoruje się 2h dziennie. To jest okropne! Nikomu nie życzę takiego uczucia... Wstręt przed samym sobą...
Z tego powodu zrezygnowałam z wielu rzeczy, dawnych pasji itp.

Jak na razie od listopada chodze na terapię inwidualną z psychiatrą. Biorę Fevarin 50 3x dziennie. Nie czuję żadnej poprawy. Jedynie wielką senność.
W tej chwili przebywam z dzieckiem u rodziny, ponieważ mam dosyć życia z mężem. Wystarczy że, zadzwoni albo przyjedzie a natręctwa od razu się nasilają... Pobyt u rodziny trochę mi pomaga ale, nie rozwiążę problemu...
Najgorsze jest to że, wizyty mam rzadko... Ostatnio zdałam sobię sprawę z czego biorą się moje natręctwa. Wieczne dążenie do ideału, będąc daleką od niego, presja bycia lepszym, brak poczucia własnej wartości. Może fakt, że znalazłam przyczynę przyśpieszy leczenie? Dodam że, psychiatra nie wiedziała skąd mogą się brać te natręctwa.
Może to śmieszne ale, uświadomiłam sobie skąd je mam szorując się pod prysznicem... Zaczełam sobie przypominać moje dzieciństwo, młodość. Rozkminiać nad pewnymi rzeczami a że, miałam sporo czasu bo długo się myję doszłam do sedna sprawy... Ciekawe co na to psychiatra?

Tak bardzo chciałbym być dawną mną... Wesołą, ładną, optymistycznie nastawioną do świata dziewczyną...

Czy ktoś tu ma podobny problem? Komuś udało się z tym walczyć i wygrać? Jakie bierzecie leki?
Kokojoko
Offline

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do