Nie wiem co mi jest, proszę o pomoc.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie wiem co mi jest, proszę o pomoc.

przez fallen02 12 sty 2012, 09:40
Ja sam nie wiem co się ze mną stało. Czuję się ciągle albo bardzo źle, albo zupełnie nijak. Mam ciągłe pragnienie robienia czegoś ale po prostu nie mam woli, nie chce mi się, a z drugiej strony nie umiem się przemóc. Mam wrażenie, że wszystko jest bez sensu, że utkwiłem w jakimś punkcie gdzie moje starania do niczego nie prowadzą. Ja się nie przywiązuję do ludzi - ja się do nich przyzwyczajam. Służą mi w tym żebym ja poczuł się lepiej. I przez jakiś czas faktycznie czuję się lepiej, ale w pewnym momencie zaczyna tracić to smak. Gdy jestem traktowany dobrze, nie doceniam tego. Dopiero gdy zaczynam być traktowany źle czuję, że coś się we mnie dzieje. Gdy mam kogoś zapytać "co u ciebie" rzadko kiedy to wynika z chęci dowiedzenia się co się dzieje u tej osoby, tylko raczej z tego powodu że tak wypada. Najchętniej mówiłbym tylko o sobie gdyby ta osoba mnie pytała. W zasadzie czuję, że nie mam po co żyć skoro nie umiem nic nikomu ofiarować. Ani prawdziwej przyjaźni ani prawdziwej miłości. Wszystko co robię, robię źle, nie umiem wręcz się przyłożyć. Wszędzie znajdę problem, wszędzie coś mi nie pasuje. Mam taką chęć oddalenia się w niewiadomym kierunku z którego mógłbym nie wrócić. Ja nie umiem stworzyć zdrowych relacji z ludźmi bo niby wszystko jest dobrze, ale gdy ktoś ode mnie wymaga, gdy zaczyna oczekiwać ja się wycofuję. A gdy jest dla mnie miły i dobry ja tego nie umiem docenić. Obudziłem się z takim poczuciem bezsensu, że ja swoją osobą nie wiele wnoszę do towarzystwa. Jedyne co mogę zaoferować to poczucie humoru i że czasem coś powiem, ale wydaje mi się że nawet to jest bez znaczenia. Nie umiem wyjaśnić co mi jest i nie jestem w stanie tego nawet wyjaśnić. Są takie chwile kiedy mi się udaje zebrać, odsuwam od siebie negatywne myśli i czuje się świetnie (tak było wczoraj), ale obudziłem się i wszystko znowu stało się bez sensu. Mam wrażenie, że najlepiej byłoby żebym żył samemu - nie troszczył się o nikogo. Bo w zasadzie dlaczego mam się troszczyć skoro nie mogę nic nikomu zaoferować ? Nie umiem nawiązać jakichś więzi emocjonalnych. Wszystko co robię jest sztuczne, wynika ciągle z potrzeby zadowolenia siebie, albo wręcz przeciwnie sprawienia tego żeby "wilk był syty a owca cała". Chciałbym żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby wszyscy mnie lubili, żebym nikomu nie przeszkadzał. Robię coś miłego dla kogoś najczęściej nie z samej potrzeby zrobienia czegoś dobrego, tylko z potrzeby zadowolenia też siebie, dlatego bardzo ciesze się gdy ktoś tą radość okazuje. Moje ostatnie problemy sprawiły, że nie wiem zupełnie czym powinna być miłość. Bo wydaje mi się strasznie prosta, a jednocześnie nieosiągalna. Cierpię bo czuję że jestem zły. Wczoraj troszkę się upiłem i wpadłem w ten jeszcze gorszy nastrój. Moja współlokatorka przyszła do mnie i porozmawiała ze mną, zrozumiała mnie. Poczułem taką więź z kimś bo mnie zrozumiał, poczułem się jakbym był zakochany, ale jednocześnie absolutnie mnie nie pociąga. Albo kocham wszystkich, albo nikogo albo tylko samego siebie. Nic nie wiem, nic nie rozumiem. Idiotyczne jest to, że ja szukam gotowych rozwiązań i ciągle szukam odpowiedzi na swoje pytania, a to nie jest rozwiązanie.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
08 gru 2011, 09:46

Nie wiem co mi jest, proszę o pomoc.

Avatar użytkownika
przez mephion 13 sty 2012, 02:18
fallen02, niestety nawet tego typu wnikliwy opis nie pozwoli ot tak stwierdzić jaka jest natura twojego problemu. Może dystymia? (zniechęcenie, brak motywacji do działania, przygnębienie) Twoja refleksja na temat relacji z innymi ludźmi wskazuje iż jesteś zdolny do empatii. Niezdolność do nawiązania głębszych relacji jest jakiegoś rodzaju zahamowaniem ale na czym owo zahamowanie polega? Może u źródeł tkwi neurotyczna potrzeba uznania i jednoczesny lęk przed odrzuceniem które wyrosły z zaniżonego poczucia własnej wartości? Lęk przed odrzuceniem z kolei może powodować niezdolność do nawiązania głębszych kontaktów - jeżeli nie ma więzi to nie ma odrzucenia a więc brak więzi jest tu "bezpiecznym schronieniem". Ale w sumie wróżę teraz z fusów. Pomyśl o psychoterapii - nie boli, a może rozwikłasz swój problem choć pewnie to trochę potrwa. Lepiej siebie zrozumiesz i ruszysz do przodu. Życzę powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
187
Dołączył(a)
24 lis 2011, 14:35

Nie wiem co mi jest, proszę o pomoc.

Avatar użytkownika
przez tahela 13 sty 2012, 03:32
Mniej więcej moge się zgodzić z postem wyżej , mzoe to być strach przed odrzuceniem, przed zaangażowaniem sie,ze zostaniesz odrzucony, moze tez problem tkwić w dzieciństwie chłodni rodzice , wymagający, zapewniający wszystko bo tak powinno być a nie dlatego, że kochają i powielasz ten wzorzec wyniesiony z domu. Mogą to być te dwie rzeczy wyrazem sie powielające a strach przed odrzuceniem tęż moze wynikać ze wzorca wyniesionego z domu czyli rodzice nie dawali do końca miłosci tylko rzeczy i podświadomie czujesz się odrzucony przez nich przez całe zycie. Moze rodzice pomiędzy sobą również nie okazywali sobie miłosci i ty rownież nie umiesz jej okazywać jednocześnie bardzo jej pragnąc z drugiej strony. Tyle mi przyszlo do głowy.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10992
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do