Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

Avatar użytkownika
przez harpik 19 lut 2012, 10:47
Na początek krótko streszczę, o co w ogóle ze mną chodzi... U psychiatry leczę się od początku zeszłego roku, a około 2 miesięcy temu zmieniłam terapeutę i teraz uczęszczam do fajnej pani psycholog. Z nią się przynajmniej dogaduję i nie milczymy przez całą sesję. Długo nie usłyszałam diagnozy, dopiero niedawno dowiedziałam się, że to nerwica lękowa z jakimś tam podłożem depresyjnym, czy odwrotnie. Wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie, co powiedział lekarz, tylko ta nerwica lękowa zapadła mi w pamięci.
Obecnie nie biorę leków. Chyba przez to, że kiepsko na nie reagowałam (tzn. nie było reakcji, nasilały się tylko myśli samobójcze i lęki).
Od kilku tygodni czuję się, jakbym rozsypywała się coraz bardziej, jakbym coraz mniej mogła kontrolować samą siebie. Kiedyś byłam naprawdę spokojną i opanowaną osobą, ciężko było mnie wyprowadzić z równowagi itp. A teraz? Wystarczy malutka rzecz, żebym dostawała "trzęsawki", z nerwów boli mnie serce i rzucam wszystkim, co mam pod ręką. Wydzieram się na partnera, jakby to on był wszystkiemu winny, wyżywam się na klientach w pracy, a pozostałych ludzi, w tym rodziny, unikam jak mogę. Lęki dodatkowo nie dają mi żyć! Jest ich coraz więcej, napady lękowe pojawiają się nawet po kilka razy dziennie. Już nie tylko w domu, po prostu wszędzie. Przez nie zawaliłam studia, bo nie byłam w stanie jeździć na zajęcia, przez nie cholernie często nie ma mnie w pracy :( A taki łagodniejszy lęk towarzyszy mi zawsze i wszędzie. Ciągle czuję się, jakby zaraz miało wydarzyć się coś okropnego... Już czasami nie mam siły. O samobójstwie myślę praktycznie w każdej wolnej chwili, zastanawiam się, jaki sposób byłby najlepszy, bo życie staje się nie do zniesienia. Coraz gorzej funkcjonuję, jestem z dnia na dzień coraz bardziej zmęczona. Nie śpię w nocy, a potem w pracy ledwo udaje mi się utrzymać otwarte oczy (faszeruję się kawami i energy drinkami).
Ukojenie ostatnio znajduję w paleniu trawki, która mnie uspokaja lekko i czasami pozwala zasnąć jak człowiek. Od kilku miesięcy palę dzień w dzień, bo inaczej chyba bym zwariowała ;/ Nie dogaduję się z partnerem, ciągle tylko się kłócimy... Nie dziwię mu się, ja sama ze sobą bym nie wytrzymała.
Rodziców unikam (nie mieszkam już z nimi), bo mama często pyta się co się dzieje, a ojciec znowu pije. Ogólnie odcinam się od ludzi, jak tylko mogę. Nie chcę z nikim mieć kontaktu i ostatnio najlepiej się czuję zamknięta w ciemnym pokoju. Siedzę tak czasami po kilka godzin, nie robiąc kompletnie nic.
W czwartek byłam u lekarza. Mówił coś o tym, że to wszystko we mnie zakorzenione jest bardzo głęboko i w warunkach ambulatoryjnych ciężko będzie mi z tym walczyć. Podobno potrzebuję długiej i bardzo intensywnej terapii w związku z czym zaproponował mi szpital. Byłam zszokowana, nie dałam mu jeszcze odpowiedzi, czy się zgadzam na oddział. Ale czuję, że ta wiadomość mnie rozwaliła od środka. Do tej pory wmawiałam sobie, że nie jest ze mną jeszcze tak źle... Teraz czuję się słaba i do niczego, skoro już nawet lekarz nie pomoże mi w inny sposób niż szpitalem... Od tej wizyty codziennie ryczę. Może to nawet pozytyw, bo od miesięcy nie mogłam płakać... I nie wiem, co robić. Myśli samobójcze się nasiliły, szukam ucieczki od rzeczywistości, która mnie totalnie przytłoczyła. Już nie mam siły nawet podjąć jakiejkolwiek decyzji. Ludzie, ja naprawdę nie chcę już żyć, nie mam na to siły. Wykorzystałam chyba wszystkie pokłady energii na walkę z nerwicą i już nic nie zostało... Nie wiem, czego oczekuję od was. Może po prostu chcę to z siebie wyrzucić? :( A może pragnę, żeby ktoś jednak przegadał mnie i dał do zrozumienia, że nie warto popełniać samobójstwa, że jeszcze jakaś nadzieja dla mnie jest...
Wybaczcie przydługi post, miało być krótko, przepraszam :(
the only way to final freedom.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
18 lut 2011, 14:22

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

przez nextMatii 19 lut 2012, 11:43
Witaj Nie warto popelniac samobojstwa!!!wroc do lekow.....
Bo marnie bez nich egzystujesz.moze trafisz na taki ktory Ci pomoze....czujesz sie słaba
,ale to przez chorobe..naprawde jestes silna,odwazna?? tylko psychika wplywa na Twoje postrzeganie siebie,świata.
Moze ten szpital to nie jest zle wyjscie?ucieczka przed bolem,przed sobą w palenie trawki prowadzi donikąd.....
To wszystko co czujesz minie jest chwilowe...ale musisz zawalczyc o siebie!sam mialem podobnie.....
Nie mozesz sie poddac nie warto!
Przeciez sama nie wiesz ile dobrych szcześliwych dni,lat Cie jeszcze czeka...nie dowiesz sie nie przekonasz jesli zrezygnujesz z samej siebie.Zycie jest aktem odwagi....
Pamietaj szczescie czeka i na Ciebie...daj sobie szanse aby je poczuć......
nextMatii
Offline

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

Avatar użytkownika
przez harpik 19 lut 2012, 12:17
Tylko ja nawet nie wiem, jak ma wyglądać szczęście... Wychowali mnie rodzice, którzy codziennie pili. Jako 7-8 latka uciekłam do babci i z babcią mieszkałam całe życie, zanim wyprowadziłam się na swoje. Teraz mama nie pije, ale ojciec niestety wrócił do nałogu. Do niedawna myślałam, że wszystko było okej w moim dzieciństwie, terapia uświadamia mi, że nie miałam racji. Od dziecka miałam stany lękowe, wiecznie panikowałam, że mojej babci może się coś stać i tak zostało mi do dzisiaj, tyle że odnosi się to do wszystkich moich bliskich. Można zwariować... W wieku 16 lat wpadłam w narkotyki, później depresja i cały czas nasilająca się nerwica. Teraz mam 23 lata i nie wiem, jak to jest żyć bez lęku, odczuwać radość, taką prawdziwą... Czuję się jak zaszczute zwierzę, nie potrafię już nawet panować nad sobą... Może dlatego nie wierzę już, że czeka mnie jeszcze coś dobrego...
the only way to final freedom.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
18 lut 2011, 14:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

przez uspiony2 19 lut 2012, 12:49
harpik ciężko mi oceniać czy lekarz miał rację sugerując Ci szpital. Zrobił to pewnie ze względu na nasilone myśli S. Nie sądzisz, że warto by było zasięgnąć opinii u drugiego lekarza?
Z Twojego opisu wydaję mi się, że leki są Ci potrzebne. Co na Twój stan terapeuta?
Ostatnio edytowano 19 lut 2012, 12:50 przez uspiony2, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
26 gru 2011, 16:10

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

przez nextMatii 19 lut 2012, 12:50
Czeka zapewniam Cie...tylko wroc do lekow musisz sie leczyc bedac w takim stanie...walczyc o siebie
mimo wszystko warto....
Milion razy wydawalo mi sie,ze nie dotrwam do jutra.....
Mimo wszystko trwam i wiem,ze warto bylo trwac....pomimo bolu
udreki,beznadzieji....
Bo tez przezylem chwile dla ktorych warto bylo walczyc co dnia..o siebie...
Kazdy dzien przynosi NOWA nadzieje,NOWE życie....
nextMatii
Offline

Jestem w rozsypce, już nie mam więcej siły by żyć...

Avatar użytkownika
przez Victta 22 lut 2012, 11:28
harpik - wiem ,że łatwo powiedzieć: nie przejmuj się to minie, ale to minie. Ja też to przechodzę i przechodziłam.
Uważam,że szpital nie jest złym rozwiązaniem, nie wiem przed czym się bronisz. Na początek zapisz się na dzienny odział leczenia nerwic, postawią Cie tam na nogi, dodadzą sił na przyszłość.
Po drugie wbij sobie do głowy, że z nerwicą się nie walczy. Przegrywasz cały czas, bo z nią walczysz. Nad nerwicą się PRACUJE, małymi kroczkami, oswaja się ją, poznaje i uczy z nią żyć.
Wyobraż sobie ,że masz astmę lub inną przewlekłą chorobę. Czy walczysz ze sobą? Zamykasz się w pokoju i myślisz o samobójstwie? Nie. Poprostu uczysz się co ci szkodzi, kiedy masz atak, co wtedy robisz, jakie lekarstwa musisz zażyć itd. Z nerwicą jest podobnie to też choroba, tyle ,że nie ciała, a emocji. I musisz ją poznać i nauczyć się z nią obchodzić. I nie ważne czy ją wyleczysz, czy nauczysz się z nią żyć, będziesz inaczej funkcjonować. 100 razy lepiej.
Zamykanie się w pokoju i krzyczenie nie chce mieć tego świństwa, jest bez sensu, jest drogą donikąd. Dlatego zmoblizuj cały swój rozsądek, swoją siłę życiową i zacznij kroczek po kroczku uczyć się na nowo żyć. Szpital na początek jest dobrym rozwiązaniem, wszak musisz się na nowo narodzić. ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
126
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do