Skocz do zawartości
Nerwica.com

Błagam pomózcie-potrzebuje wsparcia!


Gość nutka1122

Rekomendowane odpowiedzi

Kochani od samego poczatku mojej walki z choroba-czesto tu zaglądałam.Nigdy nie mialam jednak tak silnej potrzeby,żeby uzyska otuchę i wsparcie ze strony obcych ludzi.Siedzę teraz i łzy ciekną mi na klawiaturę...Nie będę opisywać wszystkiego-tzn całego przebiegu mojej nerwicy,bo jak u wszystkich jest ona jak rwący potok radości i skrajnego smutku.Mam 27 lat,z moja "przyjaciólka" zyje już 6.Leczę sie na nerwicę lękową z objawami natręctw.Przechodziłam juz rózne etapy.Paniczny strach przed zrobieniem sobie krzywdy,strach przed nożami,ostrymi przedmiotami,paniczny lęk przed śmiercią...

 

Teraz jest inaczej gorzej.Proszę nie oceniajcie mnie bo boję się na dzień dzisiejszy każdej krytyki...

Mam 7 letniego cudownego synka,który jest sensem mojego zycia,moją dumą,moim swiatem.Sama prowadzę stosunkowo aktywne życie zawodowe.Mo mąż ma własną firmę,co pochłania ogrom czasu,dlatego mamy problem,żeby zbudować ścisłą intymną relacje jaka powinna funkcjonować w małżeństwie.

 

Zaczęlo sie od tego,że od 3 tyg spędzam czas tylko z synem.Jest chory.Oskrzela.Na czas kiedy wychodzę do pracy synusiem opiekuje się moja ciocia.Pozniej wracam do domu i jesteśmy sami.Tydzień temu sama zachorowałam-zatoki grypa.W sobotę pozno wieczorem położyłam synka spać obok siebie.Musze dodać,ze mam z Nim niesamowitą realację.T.jest bardzo pociesznym i uczuciowym dzieckiem.

 

Oglądałam jakiś program dokumentalny o morderstwach.Nagle poczułam ,że oblewa mnie zimny pot chwyciłam poduszkę i przyłozyłam ją do twarzy mojego dziecka-odsunęłam szybko,ale nie macie pojęcia jakie emocje to we mnie zbudziło -wyrządziłam sobie samej taki ból jakby któś ciął mnie nożem od środka!!!!!Za chwilę mając swiadomosc tego bólu chwyciłam go za nosek...odsunął sie...znów ten bol we mnie jakbym własnie zrobiła coś strasznego.Coś we mnie pękło.!!!!!! Opowiedziałam o wszystkim tacie i męzowi,są przy mnie i wspieraja.Dziś jestem umówiona z moim lekarzem.boje sie,że osądzi,że powie,że jestem nienormalna i zamknie mnie gdzieś.

 

Na chwilę obecna sprawa wygląda tak.Boje sie patrzec na moje dziecko.Mam wrażenie ,ze wyrządzam Mu krzywdę swoim istnieniem.Boje się z Nim przebywać.Kiedy na Niego patrze ciaglę placzę.Nie nawidzę siebie jestem zła matką...

 

To nie wszystko-od tego czasu co jakiś czas odczuwam natręta uszczypniecia Go delikatnie albo chwycenia za nosek.On się śmieje...a ja robiąc to zadaję sobie ból ,który zgina mnie w poł.ciagle płaczę...Obsesyjnie boję sie,że mmoglabym zrobic mu krzywdę.

 

Błagam powiedzcie ,ze to nie choroba psychiczna ,że ten natręt minie...błagam Was a jeszcze niekogo nie błagałam o pomoc!!!!!

 

Dodajcie otuchy błagam!Czy to minie????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś dobrą matką. Powiedzenie o tym, że masz takie myśli mężowi i tacie, na pewno wymagało wielkiej odwagi, aby nie bać się, że zostaniesz osądzona. Ale zrobiłaś to, bo troszczysz się o swoje dziecko.

Bardzo dobrze, że idziesz do lekarza. Nie bój się, że Cię osądzi, bo Twoim problemem jest nerwica natręctw, a te myśli są właśnie objawem tego zaburzenia. Na pewno znajdziecie razem z lekarzem sposób na rozwiązanie tego problemu w optymalny sposób i za jakiś czas ten natręt stanie się tylko pewnym etapem, przez który przeszłaś i masz go za sobą.

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak bardzo dziękuję...bardzo. Każde słowa wsparcia są dla mnie tak ważne.

 

Dodam,ze moja nerwica jest następstwem traumatycznego w skutkach dzieciństwa z chorą na depresję matką.Wychowałam się ze słowem "choroba"na ustach.Podsumowując wychowałam się w domu,który na pierwszy rzut oka nie przypominał niczego patologicznego,a jednak destrukcja polegała na braku okazywania sobie uczuć czy wręcz emocji. Myślą o zadawaniu bólu dziecku,wymierzam policzek sobie samej -próbując się karać...nie wiem za co...wtedy klękam pod ciężarem tego bólu.

 

Moja mama zmarła 3 lata temu na kolejna potworną chorobę SLA.Cierpiała 2 lata,podczas których opiekowałam się nią z kolejną barierą-mama nie potrafiłą w trakcie choroby mówic.(zanik mięśni)...podwójna trauma

 

Boję się panicznie słowa choroba psychiczna ...boję się ,że będę krzywdzić swoje dziecko jak moja mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Imre, powolutku.

Jeżeli zrozumiesz, dlaczego wykonałaś taki gest, otrząśniesz się trochę z szoku.

Może podświadomie chciałaś się za coś ukarać? Na pewno nie chciałaś nic zrobić swojemu synkowi, tylko zrobić coś sobie. I Ci się udało- masz do siebie żal, wyrzuty sumienia itd.

 

Myślę, że powinnaś poświęcić trochę czasu dla siebie. Opieka nad chorym synkiem zajmuje Cię na pewno mocno, ale znajdź choćby pół godzinki dziennie, żeby coś sobie poczytać, wziąć kąpiel, rozluźnić się i pobyć sama ze sobą. Każdy człowiek potrzebuje mieć swoją sferę, chwilę samotności.

 

Polecam też wizytę u psychologa. Wydaje mi się, że tego potrzebujesz. Nie masz chyba z kim porozmawiać o swoich lękach, a psycholog nie tylko wysłucha, ale też wytłumaczy i pomoże.

 

Masz ciężką przeszłość, duży bagaż doświadczeń, ale poradzisz sobie z tym. Jesteś dzielna. Tylko słuchaj siebie, swoich emocji i zastanów się, skąd się biorą. To często trudne, przestać się oszukiwać i powiedzieć sobie, co się naprawdę myśli i czuje. Ale kiedy człowiek chce się zmienić, to ta chęć daje siłę.

 

Wierzę w Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jesteś dzielna dasz rade :) to co masz to klasyczny przykład nerwicy natręctw wiele matek chowa noże w domu by nie zrobić dziecku krzywdy :)

powiem tak spróbuj zapomnieć o tym co się stało i nie myśleć nad tym czego nie chcesz bo poświęcasz temu uwagę skup się na tym czego chcesz :) domyślam się że chcesz być wolna od tego pomyśl co byś robiła jakbyś tego nie miała i skup się na tym :)

 

Nie bój się choroby psychicznej nie grozi Ci :)) buziaki :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Was kochani ponownie.Chce Wam raz jeszcze podziękować-przełamaliście negatywny stereotyp tego typu forum w mojej głowie.Jesteście niesamowici!W tych kilku postach,w których odpowiedzieliście jest tyle serca,zrozumienia,sympatii...Chyba znów zacznę mocniej wierzyć w drugiego człowieka...dziekuję!

 

Byłam wczoraj u lekarza.Przed wizytą,mój stan pogorszył się stokroć.Czułam się,jakby wszystkie kawałki mojej psychiki rozbiły się o ziemię.Nie jestem w stanie opisać strachu jaki czułam przed osądem lekarza,z którego "usług" korzystam od lat.

Siedząc w poczekalni,wizualizowałam sobie sama siebie za murami szpitala,z odebranymi prawami rodzicielskimi...obłęd w głowie.

Nie chcę Was zanudzać opisywaniem całej wizyty,ale ukoiła ona moje rozerwane serce.Usłyszałam,że mój stan to pewnego rodzaju przełom w terapii.Zaczęłam okazywać emocje-czuć je mocniej i wyrazniej.Zaczynam rozumieć czego dotyczą.Wcześniej objawy somatyczne maskowały wszystkie problemy.Zresztą jestem pewna ,że świadomość medyczna Was-forumowiczów,jest na tyle wysoka,ze nie muszę się wdawać w szczegóły.

Szereg napięć jakie się we mnie kumulowały tyle czasu-tęsknota za mężem,którego wiecznie nie ma, mój synek dorasta...staje się dużym chłopcem-to wszystko mnie przeraża.Macie rację,próbowałam karać siebie,próbowałam jak bym się czuła gdybym zaczęła karać syna.

Walczę stale z samotnością.Moje dziecko przestaje być przytulanką... chętniej przebywa w towarzystwie mężczyzn z mojej rodziny,wtedy ja czuję sie zapomniana i niepotrzebna-mam nadzieję,że rozumiecie o co mi chodzi.Chciałabym być ciągle matka idealną,nie karać w żaden sposób syna za nic...paniczny strach przed karaniem.Kolejny problem polega na tym,że rzeczywiście nie potrafię się relaksować,nie potrafię powiedzieć "nie" synkowi,kiedy setny raz prosi mnie o wspólna zabawę.Nie robię niczego dla siebie.

Mogłabym tak pisać i pisać...wymieniać powody,powiązania.Muszę uwierzyć,że nie jestem chora psychicznie,że to tylko wyobraznia,że nie posiadam cech,które mogłyby świadczyć o tym,ze mogłabym zrobić T.krzywdę.

 

Będę tu zaglądać-obiecałam to sobie,chcę pomagać własnym doświadczeniem tym,którym czasem trzeba powiedzieć "to tylko nerwica":)

 

Dziś jest lepiej...byłam nawet u fryzjera:)chociaż każde wspomnienie tej myśli paraliżuje.Boje się ,że o tym nie zapomne,że to wróci ...a ja juz nie podołam.Boje sie jeszcze w pewien nie zrozumiały dla siebie sposób towarzystwa mojego dziecka.Wiem,że to irracjonalne,ale może byc spowodowane szokiem po tym natręcie...

 

Czy to minie??czy wróce do normalnego funkcjonowania?Potrzebuję zapewnień przepraszam,ale wiara innych we mnie samą pomaga mi przetrwać!

 

Jesteście kochani... :great::brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WITAM NIE JESTEŚ SAMA Z TYM JA MIAŁAM TO SAMO MĘCZYŁAM SIĘ 2 LATA Z OKROPNYMI MYŚLAMI WOBEC MOICH DZIECI BAŁAM SIĘ ŻE JE SKRZYWDZĘ CHCĘ CIĘ POCIESZYĆ JEST O WIELE LEPIEJ WIERZĘ ŻE POWOLI ALE SIĘ Z TEGO BAGNA WYCHODZI NIE JESTEŚ SAMA Z TYM NADAL BIORĘ LEKI CHODZIŁAM DO PSYCHOLOGA ALE NAJBARDZIEJ POMOGŁO MI TO FORUM POZDRAWIAM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×