Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Sevi

Chyba dziwny problem... (nie odczuwam emocji)

Rekomendowane odpowiedzi

Nie miałam pojęcia, w jakim dziale umieścić mój problem. Nadal mam wątpliwości, jednak ze wszystkich tutaj, ta nieszczęsna depresja jest chyba najbliżej...

 

To brzmi dziwnie. I nie umiem tego do końca opisać... Przez moje otoczenie jestem odbierana jako osoba bardzo pozytywna, o sporym poczuciu humoru, radosną i zabawną. Tylko, że te wszystkie emocje, radość, smutek, złość i inne są mi zupełnie obce. Ja ich nie odczuwam. Czuję się jak więzień we własnym ciele. Jakbym była zamknięta w grocie, do której dochodzi odrobina światła, i z której mogę kontrolować jakoś otoczeniem. Nie wiem jak to opisać... Trochę tak, jakby te emocje przeżywało tylko moje ciało, nie ja. Ja nie potrafię się przywiązywać do ludzi, nie potrafię kochać, wszystko jest mi obojętne. Ja jako ja, jednak pewna moja fizyczna część reaguje na różne bodźce, widzę jak trzęsą mi się ręce w sytuacjach stresowych, jak płynął mi łzy w momencie, kiedy jest smutno. Czasem mam jakieś drobne przebłyski... Jednak to nie to. Nie lubię siebie. Nie znoszę. Kompletnie tego nie rozumiem. I ta sytuacja trwa już około czterech lat... Przez to zawaliłam szkołę, straciłam wielu znajomych, duża część rodziny się ode mnie odwróciła. A mi jest to tak... Przerażająco obojętne. Co ja mam zrobić...? Proszę, pomóżcie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może nie tyle, że nie potrafisz, a tak naprawdę nie chcesz potrafić, też mam z tym problem, staram się go rozwiązać, tyle tylko, że pewnych emocji się wstydziłem i do tej chwili starałem tłumić, inne tak jakby wcale nie istniały+zoobojętnienie na ludzkie krzywdy i to co dotyczyło kogoś, a nie mnie.

 

Co zrobić? Do psychiatry i potem do psychologa na terapię ja bym poszedł :)

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Też mam coś podobnego. U mnie to wynikało z tego, że w ogóle nie interesowało mnie życie w zgodzie z sobą. Chciałem się przypodobać innym, robiłem to co innym pasuje i co jest popularne w towarzystwie. Było to spowodowane brakiem poczucia akceptacji w jakiejś grupie. Wydaje mi się, że takie niezwracanie uwagi na własne potrzeby, odczucia i emocje powoduje ich powolne zamieranie. To chyba normalne, że jak czegoś nie wykorzystujemy, przestaje się to liczyć, to zaczyna to powoli zamierać. Wydaje mi się, że to jest bardzo złe, bo ponieważ żyjemy my, mamy odrębne życie powinniśmy przede wszystkim żyć tak jak my uważamy a nie tak jak oczekują tego inni. Tutaj jest jeszcze jeden paradoks, który zauważyłem. Że lepsze i bardziej trwałe związki z ludźmi kształtują się nie wtedy, kiedy się dopasowujemy do ludzi/grupy, ale wtedy kiedy w sposób kulturalny (licząc się ze zdaniem innych i ich innymi poglądami) wnosimy swoją osobę jako kogoś innego, nowego, również ciekawego dla innych. Ludzie nie chcą, żeby się do nich dostosowywać, oczywiście jak są to ludzie na poziomie i nie mają podobnych do nas problemów (tzn. nie szukają akceptacji). Jeśli mają to inny rozdział, ale nie chcę go poruszać bo tutaj może być wiele scenariuszy pewnie.

Doszedłem do takich wniosków już jakiś czas temu z psychologiem. Niestety to nie jest takie łatwe, żeby to wdrażać w życie. Po pierwsze do końca nie wiem kim ja jestem, łatwo nadal ulegam presji grupy, łamię się w swoich postanowieniach i łatwo ulegam sugestiom. To wynika z mocno zakorzenionego poczucia, że inni mnie ciągle oceniają i że chcę żeby ta ocena wyglądała za każdym razem najlepiej. Tak nie jest, nie powinno być i nigdy nie będzie, żeby wszystkim 'zrobić dobrze'. Zauważyłem nawet radość jak udało mi się wyrazić czasem moje odmienne poglądy, trzymać się ich. Radość wynikała z tego, że po wymianie myśli, czułem, że one są moje i wcale nie straciłem w oczach innych (myślę, że nawet zyskałem).

Moja rada jest taka, żeby poznać jak najlepiej siebie, swoje cechy i osobowość. Warto poświęcić na to trochę czasu i UCZCIWIE odpowiedzieć sobie na pytania: co lubię? co akceptuje? co jest dla mnie nie do przyjęcia? jakimi wartościami się kieruję? na te pytania można odpowiedzieć w przypadku wielu dziedzin życia: pracy, związków, przyjaźni, mieszkania itp. Warto spisać to porządnie. To nam zagwarantuje, że będziemy musieli (i chcieli) się tego trzymać (będzie to coś co my sami stworzyliśmy, uczciwie i dodatkowo spisaliśmy, a nie będziemy przecież przeczyć sobie i żyć przeciwko sobie).

Myślę, że warto spróbować i zacząć się kierować bardziej tym co ja chcę. Myślę, że żyjąc w zgodzie ze sobą zmienia się nasz pogląd na świat. Powoli zaczynają wracać nasze uczucia, emocje. Postrzegamy świat ze swojej perspektywy a taka uczciwość spowoduje, że nie będziemy mieli odwagi i chęci żyć przeciwko tym emocjom i uczuciom. Myślę, że po jakimś czasie takiej pracy wróci spokój, zadowolenie z siebie i nasze życie będzie inne. Wrócą nieoceniani już ludzie, związki będą głębsze przez poczucie nasze wartości i jej świadomość. Tak musi być, ale potrzebna jest praca. Nie można iść drogą na skróty, do celu. Bez poznania siebie i uczciwości nie będziemy mogli być uczciwi wobec innych i stosunki z ludźmi będą powierzchowne. Dlatego taki schemat moim zdaniem: 1. Jaki ja jestem? -> 2. Życie uczciwie zgodnie z punktem 1. -> 3.Czekać na powrót emocji, uczuć i umacniać swoją wartość. -> 4.Budować lepsze relacje z innymi nie zatracając siebie i żyć w zgodzie z sobą. -> 5. Jestem happy.

 

Uh dużo, ale mam nadzieje, że pomoże. Ja właśnie na tym się skupiam. To wszystko można osiągnąć jak przedtem postanowisz sobie że CHCESZ i że MOŻESZ. Ja wierzę, że każdy może i chce :)

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tez mialam problem z brakiem emocji. Bylam zwiazana z pewnym facetem przez ktorego sporo wycierpialam i pewnego dnia powiedzialam sobie dosc...nigdy wiecej to sie nie przydarzy. I zamknelam sie w sobie. Nic...zadnych uczuc, wszytko z daleka, obojetne, zadnego placzu, zadnego szczescia lub usmiechu. Nic. Do czasu. Minely chyba dwa czy trzy lata, nie pamietam i spotkalam pewna osobe, akurat gdy bylo mi ciezko fizycznie w pracy i zaczelam plakac. Placze do tej pory (juz rowne dwa lata) prawie codziennie, objadam sie kompulsywnie, wymiotuje, zloszcze sie. Odkad tamy puscily jest fatalnie. Dlatego z doswiadczenia wiem, ze nie warto trzymac emocji w sobie. Mozna je wydobyc tylko trzeba sobie pozwolic. Mozna sie tego nauczyc. Trzeba ciagle probowac np rozesmiac sie naprawde lub zaplakac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też jestem taka wyprana z uczuć.W środku , prawie pustka...Jakieś tam pyłki latają w powietrzu.Ale tak jak Ty , jestem wesola , potrafię się bawić.A w duszy... Szkoda slow.Ten stan ma na imię " depresja".moja stara " przyjaciółka".Pozdrawiam cię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja pani psycholog wczoraj mi uświadomiła, że trzeba się nauczyć nazywać uczucia, potem o nich mówić. Jeśli sami nie wiemy co czujemy, nie będziemy w stanie się przyjaźnić, przywiązać, kochać. Ona twierdzi, że obojętność to zamykanie się w sobie, robimy to celowo (choć ja uważam że nie do końca świadomie), żeby w bliższą relację nie wejść, żeby nikt nas nie zranił. Dlatego tworzymy taką otoczkę obojętności.

 

Psycholog podczas rozmowy pytała mnie co teraz czuję, jakie uczucia, emocje. A ja choć jestem osobą wygadaną, nie potrafiłam nic powiedzieć. Chciałam powiedzieć "nic nie czuje" ale to przecież śmieszne, bo cos musiałam czuć. Psycholog zasugerowała, że własnie jestem taka obojętna, że jest mi wszystko jedno co czuję.

 

Potem nazwała emocje: znużenie, zmęczenie, bezradność, zagubienie, osamotnienie, zdezorietnowanie - i rzeczywiście te wszystkie emocje mi w tamtym momencie towarzyszyły, ale nie potrafiłam ich okreslić.

 

Psycholog kazała mi wielokrotnie w ciagu dnia starać się nazywać swoje emocje, nawet jeśli trzeba nad tym trochę pomyśleć. Dopiero jak sami będziemy wiedzieć co czujemy to całkiem bezpiecznie bedziemy wchodzić w relacje z innymi.

 

Często mówimy, że się źle czujemy, albo jest nam smutno, ale co to tak naprawdę znaczy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

to taki ogolnik zeby odpowiedziec szybko na pytanie. Ja umiem nazywac emocje i to fakt, ze pomaga to wyjsc z obojetnosci. Kiedys lapalam sie bardzo czesto na tym ze wydawalo mi sie ze czulam jedna wielka pustke, ktora pczatkowo byla fajna bo nic nie bolalo i nic nie przeszkadzalo, ale potem widocznie pragnienie pozytywnych emocji dalo o sobie znac. Teraz juz tak nie jest. Wiem co czuje i kiedy, wiem czemu sie objadam wiem czemu wymiotuje i czemu jestem smutna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też wiem, czemu płaczę i czemu jest mi smutno, ale czy to zawsze tylko smutek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie, to nidgy ni ejest tylko jedno uczucie. To niemozliwe. Zawsze jest jakas kompilacja uczuc. Jak placzesz to moze byc smutek, ale np powodowany roznymi rzeczami wiec rozne sa rodzaje smutku. A poza tym mozesz tez byc zla, zaniepokojona, moze byc ci przykro, mozesz czuc sie samotna, opuszczona itp itd..Smutek to bardzo ogolna nazwa prawda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak Verdemio.Smutek , to zbior różnych uczuć.Ale ten depresyjny smutek ma zupelnie inny wymiar.Jaki? Wiecie to do bolu.Nie cieszy nowy ciuch ,nie cieszy slońce , nie cieszą pieniądze, ani wymarzona praca....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ten depresyjny jest wyjatkowy, nawet powiedzialabym ze to nie smutek...tylkoj akies takie moze otepienie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Jestem nowa na tym forum.. od pewnego czasu szukałam takiego miejsca gdzie mogłabym napisać o swoim stanie, bo o uczuciach to chyba nie mam co pisać.

Czytając Wasze wypowiedzi poczułam, że nie jestem sama, że ktoś może zrozumieć co przeżywam.

Od pół roku szukam odpowiedzi dlaczego tak sie dzieje, że jestem w takim stanie. Próbuje sobie z tym radzić.. rodzice uważają, że problemu nie ma, ale co mogą wiedzieć o tym gdy nie mieszkamy razem? Chodzę do psychologa, odbyłam już 3 sesje, staram się trzymać w pracy, w szkole, tak aby ludzie nie wiedzieli co mi jest tak naprawdę. Mam 2 bliskie osoby, przyjaciółkę - ale ona do końca nie umie tego zrozumieć, bo fakt jest taki, że ten kto tego nie przeżyje - niezrozumie.. Mam chłopaka, jesteśmy razem od 4 miesięcy, jest naprawdę wspaniały, wspiera mnie, ale coś jest nie tak.. nic nie czuję.. źle mi z tym.. nie mogę wydobyć z siebie żadnych emocji, do nikogo. Może dla ułatwienia zrozumienia sytuacji powiem, że rozstałam się po 4 latach z innym mężczyzną, i ten związek wyglądał jak wyglądał.. niechce tu się rozdrabniać.. obecny partner pomógł mi z tego wyjść, ale po jakimś czasie to całe załamanie ze mnie wyszło :( odizolowałam się od innych, w tym od niego.. boję sie tego, nikomu nie życze takiego doświadczenia, to chyba najgorsze ze wszystkiego - nic nie czuć.. są dni kiedy jest lepiej.. ale zaraz złe powraca, wspomnienia, które nie pozwalają żyć od nowa, docenić to że życie dało mi szanse.. ten mętlik jest nie do wytrzymania, poczucie winy wobec niego, że nie mogę wykrzesać żadnych uczuć.. boję się, że coś zepsuje, znowu coś zepsuje :(

dziękuję, że mogłam chociaż trochę tutaj się wypowiedzieć, wśród Was.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości, bo to nam chyba najbardziej w tym potrzebne..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Alien witamy na forum. jezeli dreczy cie cos z przeszlosci, to psycholog na sesjach powinien ci pomoc to wydobyc i jakos uporzadkowac. Tylko, ze potrzeba czasu!! Musi minac przynjamniej kilka miesiecy zeby jakos sie oswic ze soba i uczuciami.

Bedzie lepiej!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuję.. ciagle to sobie powtarzam. Wiem, że potrzeba czasu bo 4 miesiące to niewiele, by zapomnieć i na nowo poukładać sobie życie zwłaszcza, że dopada Cię coś takiego co to utrudnia.

Mam nadzieje, że sesje pomogą, nastepna w czwartek.

Pozdrawiam i życzę dziś dobrych emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam:) ja tak samo jak wy odczuwam kompletny zanik emocji i uczuc. Taka anhedonia i apatia. ani dobrze ani zle. jak narazie leki mi nie pomagaja ani psycholog. Podobno za ten stan odpowiada niedobor dopaminy w mozgu , dlatego bede bral lek ktory odzialywauje na ten hormon. PZDR

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dopamina niestety też za bardzo nie pomaga. Przynajmniej mnie. Jeśli jest ktoś kto z tego wyszedł, to niech napisze co mu pomogło. Dla mnie szokiem jest to ole osób znajduje się w takim stanie. Myślałem, że tylko ze mną jest coś nie tak i że przeżywam jakiś wyjątkowy kryzys.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

faktycznie lek na dopamine nie pomogl. odstawiam juz go. ide niedlugo do androloga zeby ustalic czy moze niski poziom testosteronu odpowiada za ta apatie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wedlug mnie podswiadomie czujesz sie odrzucona przez ludzi i to pozniej projektujez na innych,"porzucone dziecko" miewa takie objawy jak ty,ja tez kiedys czulam sie porzucona i ciagle szukalam milosci od innych,nauczycielki,terapeutki,wiem bo cale zycie szukalam i znalazlam tylko po co tyle lat cierpienia az z wnioskiem,ze nie powinnam tu byc i odejsc,,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jest to po prostu nasz mechanizm obronny? Może za mocno czuliśmy i w końcu nasza podświadomość "stwierdziła", że lepiej będzie dla nas jak przestaniemy czuć, przynajmniej będzie spokój? Ja właśnie odstawiam kolejne antydepresanty, oczywiście nie pomogły mi. Psychiatra podejrzewa, że to depresja psychogenna, na którą leki nie pomagają. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jest to po prostu nasz mechanizm obronny? Może za mocno czuliśmy i w końcu nasza podświadomość "stwierdziła", że lepiej będzie dla nas jak przestaniemy czuć, przynajmniej będzie spokój? Ja właśnie odstawiam kolejne antydepresanty, oczywiście nie pomogły mi. Psychiatra podejrzewa, że to depresja psychogenna, na którą leki nie pomagają. Pozdrawiam

Mnie się też wydaję, że to działa na tej zasadzie. Coś nas męczyło, więc organizm się tego pozbył, ale nie wybiórczo, tylko zawiesił cały system. Pytanie tylko jak go włączyć ponownie. Też odstawiam leki. Dzięki nim łatwiej się to znosi, ale na sedno sprawy nie pomagają. Zobaczymy co da terapia. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja juz mam wylączenie od przynajmniej 3 lat. mam nadzieje ze to da sie odwrocic. bycie soba to najwieksze moje dązenie odkad choruje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od trzech lat to niedługo i długo za razem biorąc pod uwagę jak ciężko tak żyć. Myślę, że im krócej to trwa, tym łatwiej jest to naprawić. Ja po trzech latach miałem okresy wyraźnej poprawy, niestety potem to wszystko zawalałem i męczę się tak już lat 13.

Trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×